Portal „Tygodnik Powszechny” publikuje wywiad z Jakubem Żulczykiem i Juliuszem Strachotą. Pisarz i przedsiębiorca opowiadają o przyjaźni, odwyku, zenie, biznesie i trudnościach z emocjami. Artykuł jest objawem totalnego naturalizmu, redukującego ludzkie relacje do psychologii i terapeutyzmu, całkowicie pomijającego porządek nadprzyrodzony.
Poziom faktograficzny: redukcja człowieka do biologii i psychiki
Cytowany wywiad przedstawia dwójkę mężczyzn, których tożsamość zbudowana jest wyłącznie na doświadczeniu uzależnienia, terapii, praktyce zenbuddyjskiej i współpracy biznesowej. Żaden z rozmówców nie wspomina o Bogu, grzechu, łasce ani ostatecznym celu życia. Ich „przyjaźń” opiera się na wspólnych rutynach, „autystycznej nieelastyczności”, granicach ustawianych pięścią oraz żartach o narkotykach. To nie jest przyjaźń w rozumieniu Arystotelesa i św. Tomasza z Akwinu, czyli benevolentia (dobra wola) ugruntowana w dobrodziejstwie i prawdzie, lecz układ partnerski oparty na wspólnym traumie i korzyściach materialnych. Portal, który nazywa się „katolickim”, relacjonuje to bez najmniejszego komentarza teologicznego, legitimizując wizję człowieka pozbawionego duszy nieśmiertelnej.
Poziom faktograficzny: zenbuddyzm jako substitut modlitwy
Juliusz Strachota wprost przyznaje, że zen był jego „światem” i zaprosił do niego Żulczyka. Praktyka zenbuddyjska jest aktem kultu fałszywego religijnego, sprzecznym z I Przykazaniem Dekalogu. Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) uczy, że Chrystus musi panować w umyśle, woli i sercu człowieka. Zastąpienie modlitwy chrześcijańskiej technikami medytacyjnymi pochodzenia pogańskiego jest formą apostazji materialnej. Artykuł traktuje to jako ciekawostkę biograficzną, a nie groźbę dla zbawienia wiecznego. To dowodzi, że redakcja „Tygodnika Powszechnego” nie wierzy w wyłączność Zbawiciela, o której uczy Actus 4,12: „Non est enim aliud sub caelo nomen hominibus datum, in quo oporteat nos salvari” (Nie ma bowiem pod niebem innego imienia danego ludziom, w którym mamy zostać zbawionymi).
Poziom językowy: słownictwo terapeutyczne zamiast teologicznego
Język wywiadu nasycony jest terminologią psychologizującą: „rutyny”, „maskowanie”, „autystyczne nieelastyczności”, „granice”, „feedback”, „laboratorium”, „napięcie”, „bezsilność”. Te kategorie zastępują pojęcia: grzech, pokuta, cnota, walka duchowa, łaska, stan łaski. Św. Pius X w dekrecie Lamentabili sane exitu (1907) potępił błąd twierdzący, że wiara opiera się na sumie prawdopodobieństw (propozycja 25) i że dogmaty mają tylko funkcję praktyczną (propozycja 26). Tutaj wiara została w pełni zastąpiona przez „dobre samopoczucie” i „umiejętność rozmawiania”. Nawet pojęcie „kolegowania” – tytułu artykułu – obniża godność relacji ludzkiej do poziomu znajomości posługowej, wykluczając miłość chrześcijańską, która „nie szuka swojego” (1 Kor 13,5).
Poziom językowy: ironia jako tarcza przeciwko prawdzie
Rozmówcy chwalą się żartami o „porytej okładce książki liniami od białych kresek” i zaproszeniami na „wódeczkę”. To jest język cynizmu, który „rozwesela się z prawdy” (1 Kor 13,6). Żulczyk przyznaje, że hodował „toksyczną nadmuchaną pewność”, a Strachota mówi o „nerdowskiej frajdzie z pociągania za sznurki”. Takie sformułowania demaskują pychę i egoizm jako fundamenty ich relacji. Brak jest jakiegokolwiek wyrażenia pokory, wdzięczności Bogu czy zmartwienia o stan duszy. Słowo „Bóg” nie pada ani razu. Słowo „Chrystus” nie pada ani razu. To jest silentium pastoris (milczenie pasterza) w najgorszym wymiarze: milczenie redakcji, która ma chronić depozyt wiary, a staje się głośnikiem światowego humanitaryzmu.
Poziom teologiczny: naturalizm jako herezja antropologiczna
Cała antropologia wypływająca z wywiadu jest pelagiańska. Człowiek sam się ratuje: „odrabia lekcje”, „znajduje mieszkanie”, „buduje się”, „uczy się granice”, „przestaje udawać”. Nie ma miejsca na łaskę uzdrawiającą, na sakrament pokuty, na Eucharystię jako „lekarstwo nieśmiertelności” (św. Ignacy z Antiochii). Pius XI w Quas Primas ostrzega: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw… stało się, iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”. Usunięcie Boga z narracji o przyjaźni i odwyku to burzenie fundamentów ludzkiego istnienia. „Tygodnik Powszechny” publikując to, staje się współwinnym propagacji pelagianizmu – herezji potępionej przez Sobór Trydencki (kanon 1 de iustificatione).
Poziom teologiczny: brak perspektywy wiecznej
Rozmówcy mówią o „Babilonie”, o „lepcu od świata”, o „czarnej dziurze”, ale nie w kontekście walki z szatanem i grzechem, lecz jako metaforę stresu i depresji. Ostateczny cel życia – zbawienie wieczne – jest całkowicie absentny. Zamiast tego celujemy w „dobrą relację”, „spokój”, „sukces wydawnictwa”. To jest istota laicyzmu, którego Syllabus Errorum Piusa IX (1864) potępił w punkcie 77: „In praesenti tempore non est amplius expediens, ut religio catholica habeatur ut sola religio status” (W czasach obecnych nie jest już dopraczne, by religia katolicka miała być jedyną religią państwa). Tu laicyzm przeniósł się do wnętrza jednostki: Bóg nie jest potrzebny do szczęścia. To jest kwestia de fide: bez wiary niemożliwe jest ugodzić Bogu (Hbr 11,6).
Poziom symptomatyczny: owoc rewolucji soborowej
Artykuł w „Tygodniku Powszechnym” to nie przypadek. To jest systemowy owoc hermeneutyki ciągłości i otwarcia na świat proclamowanego przez Watikan II. Gaudium et spes (nr 22) twierdzi, że Chrystus „w pewnym sensie zjednoczył się z każdym człowiekiem”. Ta dwuznaczna formuła otworzyła drogę do traktowania każdej ludzkiej inicjatywy – nawet pogańskiej, nawet grzesznej – jako „znaków czasów” i „półkami do ewangelizacji”. Efekt widzimy: organ prasy posoborowej promuje zenbuddyzm, terapeutyzm i biznes jako model życia. To jest realizacja ostrzeżenia Pawła VI (7 grudnia 1968): „Przez jakąś pęknięcie dym szatana wszedł do Kościoła Bożego”. Dym ten zatruwa umysły wiernych, ucząc ich, że chrześcijaństwo to po prostu „dobra relacja z sobą i z innymi”.
Poziom symptomatyczny: Kościół zredukowany do agencji humanitarnej
Struktury posoborowe, reprezentowane przez „Tygodnik Powszechny”, dawno przestały być Kościołem. Stały się agencją promującej „wspólną ludzkość” bez Boga. Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863) pisał o „diabolicum odium Christi, Ecclesiae eius, doctrinae eius” (diabelską nienawiść do Chrystusa, Jego Kościoła, nauki Jego). Dziś ta nienawiść maskuje się pod postacią troski o „zdrowie psychiczne” i „przyjaźń”. Prawdziwy Kościół Katolicki, który trwa w Tradycji i Mszy Trydenckiej, jedyną Najświętszą Ofiarą, odrzuca ten naturalizm. Tylko tam, gdzie panuje Chrystus Król – w umyśle przez wiarę, w woli przez posłuszeństwo, w sercu przez miłość – możliwe jest prawdziwe uzdrowienie. Wszystko inne to, jak uczy św. Augustyn, „cor inquietum donec requiescat in Te” (serce niepokojone, dopóki nie odpocznie w Tobie), a tu serce dają sobie do zaspokojenia psychologię i zen.
Prawdziwa przyjaźń to wspólna droga do nieba, a nie laboratorium emocji. Kto nie zbiera z Chrystusem, ten rozprasza (Łk 11,23).
Za artykułem:
Jak się kolegować. Jakub Żulczyk i Juliusz Strachota o przyjaźni (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 06.10.2026


