Portal „Tygodnik Powszechny” publikuje felieton Elizy Kąckiej, w którym autorka w formie scenek z życia warszawskiego komunikacji miejskiej przedstawia rozkład ludzkiego umysłu i serca odciętych od Boga. Młodzież w tramwaju zastępuje lekturę klasyków subiektywnym „retellingiem”, redukując „Mistrza i Małgorzatę” do banalnej opowieści o Piłacie i Jezusie, w której zło jest jedynie „głupie”. Starszy człowiek, przeżywający tragikę straty syna i samotności, ucieka w karmienie wiewiórek, twierdząc: „Na tym świecie nie jesteśmy udomowieni”, co jest zaprzeczeniem obywatelstwa niebieskiego. Kobieta w autobusie doświadcza „objawienia” przy spotkaniu z aktorem Dorocińskim, stwierdzając, że „Lalkę powinien napisać ktoś inny”, bo bohater „zasługuje na lepszego pisarza”. To nie jest literatura, to jest dokument upadku kultury posoborowej na ruiny logosu.
Poziom faktograficzny: Dekonstrukcja sceny kulturalnej jako objawu pustki
Relacjonowane przez felietonistkę scenki nie są przypadkowymi ułamkami rzeczywistości, lecz starannie dobranymi exemplumami demonstrującymi stan inteligencji polskiej ukształtowanej przez dziesięciolecia wychowania posoborowego. Pierwsza scena, rozmowa licealistek, ujawnia totalną dominację hermeneutyki podejrzenia i subiektywizmu nad obiektywną prawdą tekstu. Dziewczyna twierdzi: „Retellingiem można każdego załatwić”, co w języku teologii oznacza: hermeneutykę ciągłości i ewolucji dogmatu można zastosować do każdej prawdy, by ją zniekształcić. Druga scena, dialog z karmicielem wiewiórek, jest studiem przypadku naturalistycznej substitucji miłości nadprzyrodzonej. Człowiek, który „przeżył misje humanitarne, adoptował dziecko, wyciągał z choroby żonę i syna”, a teraz karmi gryzonie, by „nikogo nie przywiązywać”, jest ikoną pelagianizmu bez Boga – czynu dobrego pozbawionego łaski uświęcającej. Trzecia scena, kobieta w autobusie 116, to apoteoza bałwochwalstwa celebryty. Użycie słowa „objawienie” w odniesieniu do spotkania z aktorem grającym Wokulskiego to profanacja pojęcia objawienia publicznego (Dei Verbum), sprowadzonego do estetycznego wzdychania nad „piękną twarzą” i „pieniędzmi”.
Poziom językowy: Retoryka bezduszności i profanacji sacrum
Język felietonu, pozornie luźny i konwersacyjny, nosi znamiona nowomowy (newspeak) wprowadzonej przez rewolucję kulturową lat 60. Partykuła „jakby”, powtarzana przez młodzież jak mantra, nie jest jedynie wadą stylistyczną, lecz oznaką epistemologicznej niepewności, odmowy powołania się na istotę rzeczy. Ens (bycie) zostaje zastąpione przez videtur (wydaje się). Słowo „retelling” – anglicyzm wpisany w polską składnię bez konieczności – jest kalką ideologiczną oznaczającą prerogatywę interpretującego nad autorem i prawdą. Najcięższym grzechem językowym, a co za tym idzie duchowym, jest użycie terminu „objawienie” przez kobietę w autobusie: „jakby mnie objawienie wzięło”. To jest blasphemia in Spiritum Sanctum (bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu) w wersji posoborowej: Duch Paraklet, który „nauczy was wszystkiego” (J 14,26 Wlg), zostaje zrzucony na rangę chwilowego afektu estetycznego. Portal, który to publikuje bez komentarza krytycznego, staje się współwinnym tej profanacji.
Poziom teologiczny: Naturalizm zamiast nadprzyrodzonego porządku
W żadnym momencie felietonu nie pojawia się Bóg, nie pojawia się grzech, nie pojawia się zbawienie. Jest jedynie „ból”, „trawma”, „samotność”, „wiewiórki”, „migdały” i „Dorociński”. To jest w pełni realizacja programu modernizmu potępionego przez św. Piusa X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907): redukcja wiary do „uczucia religijnego” i doświadczenia immanentnego. Człowiek karmiący wiewiórki mówi: „Dość już się nazajmowałem”. To jest esencja pelagianizmu: człowiek sam sobie ratuje, sam decyduje o granicach miłości, sam tworzy swoje „niebiosa” na parapecie. Pawel z Tarsu uczy jednak: „Conversatio autem nostra in caelis est» (Rz 3,20 Wlg – nasze rozmowy są w niebieskich), a nie na drzewach warszawskich. Kobieta w autobusie ocenia twórczość Prusza z perspektywy sprawiedliwości rozdzielczej: Wokulski „ma pieniądze, chce mu się, jest napalony… zasługuje na lepszego pisarza”. To jest postawa faryzeusza, który się modli: „Gratias ago tibi, Domine, quia non sum sicut ceteri hominum» (Łk 18,11 Wlg), oceniając Pisma Święte i Tradycję przez pryzmat własnych preferencji emocjonalnych. Brak jakiejkolwiek perspektywy wiecznej czyni ten tekst duchowo martwym, jak „sepulchra dealbata» (Mt 23,27 Wlg – pomalowane groby).
Poziom symptomatyczny: Owoce rewolucji soborowej w polskiej kulturze
„Tygodnik Powszechny”, niegdyś organem legitymnego’épiskopatu, dziś głośnicą sekt posoborowych, publikując ten felieton, potwierdza diagnozę Piusa XI z encykliki Quas Primas (1925): „Cum Boga et Iesum Christum… amoverunt ex legibus et a civitatibus… concussa sunt fundamenta» (Gdy usunięto Boga i Jezusa Chrystusa z praw i państw… zburzone zostały fundamenty). Młodzież nie znająca historii, a jedynie „perspektywę kobiet”, starszy człowiek uciekający w naturę po upadku ludzkich nadziei, kobieta oddająca hołd aktorowi zamiast Prawdzie – to jest społeczeństwo, w którym Chrystus Król nie panuje w umysłach, woli i sercach. Sekta posoborowa, zamiast ogłaszać Evangelium (Ewangelię) i prowadzić do sakramentów, produktre kulturę „retellingu”, w której każda prawda jest plastyczna, a każde cierpienie bezsensowne, bo pozbawione wartości odkupiencznej. To jest abomination desolationis (ohyda spustoszenia) w sferze kultury: święte miejsce (czasopismo „katolickie”) okupowane przez bezduszny naturalizm. Prawdziwa kultura katolicka rodzi się z kontemplacji Verbum Crucis (Słowa Krzyża), a nie z plotek o Dorocińskim. Tylko powrót do Mszy Trydenckiej, do katechizmu Trydenckiego, do niezmiennej doktryny OJców Kościoła może odtworzyć ludzkie serce na obraz Boży. Inaczej pozostaje nam jedynie karmienie wiewiórek w oczekiwaniu na zgon.
Za artykułem:
Jazda autobusem 116 na Mokotów. „Po prostu »Lalkę« powinien napisać ktoś inny” (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 20.10.2026


