Portal LifeSiteNews relacjonuje zamknięcie 50 placówek amerykańskiego giganta aborcyjnego Planned Parenthood w 2025 roku, z czego 20 bezpośrednio wskutek wycofania federalnego finansowania w ramach tzw. „Big Beautiful Bill” administracji Donalda Trumpa. W miejsce likwidowanych ośrodków śmierci mają wkroczyć chrześcijańskie kliniki takie jak Obria Medical Clinic, oferujące „alternatywną opiekę zdrowotną”.
„Chcemy, aby ludzie wiedzieli: Planned Parenthood zostało zamknięte, ale w Ames nadal istnieje opieka zdrowotna w zakresie reprodukcji” – deklaruje Tamra Call, dyrektor Obria.
Duchowe bankructwo „katolickiego” minimalizmu
Choć inicjatywa zastępowania ośrodków aborcyjnych strukturami odmawiającymi uczestnictwa w morderstwie nienarodzonych zasługuje na uznanie, to model proponowany przez Obria nosi znamiona niebezpiecznego kompromisu. Klinika świadomie rezygnuje z eksponowania swojego chrześcijańskiego charakteru, uznając go za „obciążenie” w pozyskiwaniu klientek:
„Nie wychodzimy z inicjatywą, aby reklamować [chrześcijaństwo], aby uniknąć obciążeń, z braku lepszego słowa, które mogą wynikać z otwartego przekazu, że jesteśmy organizacją chrześcijańską” – przyznaje Call.
Taktyka ta stanowi jawny przykład sekularyzacji misji katolickiej, potępionej przez św. Piusa X w encyklice Pascendi Dominici gregis jako przejaw modernizmu. Kościół zawsze nauczał, że wszelka działalność charytatywna musi być nierozerwalnie złączona z ewangelizacją i prowadzeniem dusz do zbawienia (Mt 28,19-20). Tymczasem Obria redukuje się do roli „dostawcy usług medycznych”, przemilczając obowiązek głoszenia „całej prawdy” (J 16,13).
Antykoncepcja: milczące przyzwolenie na grzech
Szczególnie niepokojący jest fakt, że klinika – choć odmawia świadczenia aborcji i „doradztwa” w tym zakresie – również nie oferuje antykoncepcji. Decyzja ta, motywowana „świętym pojmowaniem seksu”, zasługuje na pochwałę, jednak całkowity brak edukacji w zakresie katolickiej etyki seksualnej czyni z niej posunięcie czysto negatywne.
Jak przypomina encyklika Casti Connubii Piusa XI, każde „użycie małżeństwa, w którym akt celowo pozbawiony jest swej naturalnej zdolności do przekazywania życia, narusza prawo Boże i prawo naturalne” (pkt 54). Tymczasem Obria ogranicza się do biernego nieoferowania środków antykoncepcyjnych, nie podejmując żadnych działań formacyjnych wobec pacjentek żyjących w grzechu nieczystości.
„Sieć bezpieczeństwa” czy substytut prawdziwej caritas?
Artykuł przytacza opinię Johna Mize z Americans United for Life, który wzywa ośrodki pro-life, by stały się „prawdziwą siecią bezpieczeństwa społecznego”. Sformułowanie to odsłania niebezpieczną naturalizację misji chrześcijańskiej.
Koncepcja „sieci bezpieczeństwa” wywodzi się z utylitarnej filozofii państwa opiekuńczego, podczas gdy katolicka pomoc ubogim zawsze winna wynikać z miłosierdzia i prowadzić do Boga (Mt 25,40). Brak jakiejkolwiek wzmianki o duchowym wymiarze pomocy – spowiedzi, kierownictwie duchowym, formacji sumienia – dowodzi, że Obria funkcjonuje jako świecki podmiot medyczny z chrześcijańską „naklejką”, a nie jako narzędzie ewangelizacji.
Prześladowania: brak diagnozy nadprzyrodzonej
LifeSiteNews słusznie wskazuje na wrogość środowisk proaborcyjnych wobec ośrodków pro-life, sięgającą od oszczerczych kampanii po fizyczne ataki. Brakuje jednak kluczowej interpretacji tych faktów w świetle doktryny o „zastępczym cierpieniu” i prześladowaniach jako znaku prawdziwości Kościoła (J 15,20).
Milczenie na ten temat odsłania fundamentalną słabość współczesnego ruchu pro-life, który – oderwany od integralnej doktryny katolickiej – koncentruje się wyłącznie na doczesnym wymiarze walki, pomijając wieczne konsekwencje grzechu dzieciobójstwa.