Portal Gość Niedzielny (11 listopada 2025) relacjonuje z infantylnym zachwytem, iż „papież” Leon XIV (Robert Prevost) ujawnił swoje „ulubione filmy”: „To wspaniałe życie” Franka Capry, „Życie jest piękne” Roberta Benigniego, „Dźwięki muzyki” Roberta Wise’a oraz „Zwykli ludzie” Roberta Redforda. Doniesieniu towarzyszą zapowiedzi spotkań z gwiazdami Hollywood – Cate Blanchett, Monicą Bellucci i Spike’em Lee – co ma stanowić zwieńczenie „Roku Świętego 2025 dla świata sztuki i kultury”.
Estetyzm jako substytut wiary
Już sam dobór tytułów odsłania duchową pustkę pseudo-papieskich preferencji. „To wspaniałe życie” – choć pozornie nasycone „duchem świąt” – redukuje zbawienie do sentymentalnego humanizmu, gdzie Bóg jest jedynie deus ex machina służącym rozwiązaniu problemów bankrutującego przedsiębiorcy. Jakże odmiennie brzmią słowa Piusa XI w Quas Primas: „Królestwo naszego Odkupiciela obejmuje wszystkich ludzi – nie tylko katolików czy ochrzczonych, ale i niechrześcijan, gdyż cały rodzaj ludzki podlega władzy Jezusa Chrystusa”. Tymczasem Capra proponuje moralność bez Krzyża, gdzie wystarczy „być dobrym człowiekiem”, by zasłużyć na boską interwencję.
„Życie jest piękne” Benigniego to jeszcze większe teologiczne szaleństwo: ofiara ojca w obozie koncentracyjnym przedstawiona jako substytut odkupieńczej śmierci Chrystusa. Gdzież tu „Sanguis Christi, sanguis Redemptoris”? Gdzie adoracja Najświętszego Serca? Film buduje iluzję, jakoby heroiczny altruizm mógł zbawić świat – herezja potępiona przez Piusa X w Lamentabili (propozycja 38).
Religijność jako folklor
„Dźwięki muzyki” – pozornie najbardziej „katolickie” z wymienionych dzieł – sprowadza życie zakonne do estetyzowanej scenografii. Habit staje się kostiumem, reguła zakonna – pretekstem do muzycznych popisów, a powołanie – romantyczną przygodą. To dokładnie ten rodzaj religijnego kiczu, przed którym ostrzegał św. Pius X w liście o muzyce sakralnej: „Niech święte obrzędy odzyskają swoją godność poprzez wykluczenie wszelkich teatralnych form” (Motu proprio Tra le sollecitudini, 1903).
Najwymowniejsze jednak jest uwielbienie dla „Zwykłych ludzi” Redforda – filmu będącego apoteozą psychologizacji grzechu. Tragedia rodzinna spowodowana śmiercią dziecka zostaje „przepracowana” poprzez terapię, bez najmniejszego odniesienia do sakramentu pokuty czy zadośćuczynienia. To ewangelia Freuda zastępująca Ewangelię Chrystusa – co Pius XII potępił jako „niebezpieczne pomieszanie dziedzin” (Przemówienie do psychologów katolickich, 1953).
Kult gwiazd zamiast kultu świętych
Nieprzypadkowo „papieska” lista filmów zbiega się z zapowiedziami spotkań z aktorami. W sekcie posoborowej miejsce liturgii zajmuje spektakl, miejsce adoracji – performans, miejsce świętych relikwii – autografy „gwiazd”. Jakże wymowna jest nieobecność w tym zestawieniu choćby „Męczeństwa Joanny d’Arc” Dreyera czy „Franciska, rycerza Assisi” Rosselliniego – dzieł głęboko zakorzenionych w teologii Krzyża.
„Spotkanie z Robertem De Niro” – człowieka znanego z promocji aborcji i bluźnierczych ról – odsłania prawdziwy cel tych działań: budowanie kościoła antropocentrycznego, gdzie „sławne osobistości” zastępują wyznawców wiary. Czyż nie o tym pisał św. Pius X w Liście Apostolskim Notre charge apostolique, potępiając „kult wielkich ludzi” jako przejaw modernizmu?
Teologia kontra technika
Opublikowanie „papieskich trailerów” na oficjalnym portalu Watykanu to więcej niż nietakt. To akt bałwochwalczej adoracji współczesnych technokracji. W świecie, gdzie „Kościół jest depozytariuszem prawdy objawionej” (Sobór Watykański I, konst. Dei Filius), miejsce filmowych klipów zajmowałyby fragmenty katechez, homilii czy dokumentów doktrynalnych.
„Zwykli ludzie” jako ulubiony film pseudo-papieża to symbol całego neo-kościoła: religia zredukowana do terapii, zbawienie do samorealizacji, łaska do samopoczucia. Tymczasem Pius XI w Divini Redemptoris ostrzegał: „Gdy człowiek porzuca Boga, porzuca samego siebie”.
W obliczu tej kulturowej apostazji przypominamy słowa św. Pawła: „Nie miłujcie świata ani tych rzeczy, które są na świecie. Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca” (1 J 2,15 Wlg). Prawdziwy pasterz nie gromadzi wokół ekranów, lecz przy ołtarzu; nie zaprasza artystów, lecz wzywa pokutników; nie promuje filmów, lecz głosi Ewangelię. Reszta to tylko ludus diaboli – igraszka diabła.
Za artykułem:
Papież Leon XIV ma cztery ulubione filmy. Jakie? Zobacz trailery! (gosc.pl)
Data artykułu: 11.11.2025








