04:59 24/06/2026 Obdarowani bez łaski: homilia kard. Rysia na Jasniej Górze jako przykład duchowej pustkiPortal eKAI (23 czerwca 2026) relacjonuje homilię kard. Grzegorza Rysia, metropolity krakowskiego, wygłoszoną podczas Narodowej Pielgrzymki Węgrów na Jasną Górę. Przedstawia ona typowy dla posoborowego duchowieństwa wzorzec kazania, w którym <b>prawdziwa łaska zostaje zastąpiona ludzkim optymizmem, a pokora – sentymentalnym humanitaryzmem</b>. Mimo pozornie pięknych słów o oddawaniu siebie i budowaniu państwa Bożego, homilia ta jest dokumentem duchowej pustki, który nie prowadzi do Chrystusa, lecz do samego człowieka.<!--more-->1. Faktografia: pusty środek homiliiKardynał Ryś odwołuje się do biblijnego kontrastu między Sennacherybybem a Ezechiaszem, by zarysować dwa typy „królewskiej godności”. Pierwszy, oparty na własnej sile, stawia się ponad Bogiem. Drugi, kochający Boga „aż do odrzucenia siebie”, staje się własnością Pana. W homilii pada stwierdzenie: „Państwo Boże ma być tu i teraz”, a granica między światem a Królestwem Bożym „przebiega przez środek każdego człowieka”. Jest to zdanie zgodne z duchem posoborowego immanentyzmu, który całkowicie pomija rzeczywistość nadprzyrodzoną, stan łaski uświęcającej i konieczność sakramentalnego życia. <b>Brak jakiejkolwiek wzmianki o łasce uświęcającej, o sakramencie pokuty, o konieczności wiary katolickiej i bierzmowania</b> sprawia, że cała opowieść o „królewskiej godności” zawisa w próżni.Kardynał przywołuje też słowa Leona XIV o cywilizacji miłości i kulturze potęgi, redukując je do deklaracji: „Wybieram cywilizację miłości, jeśli potrafię rezygnować z siebie dla Boga oraz dla sióstr i braci”. Jest to retoryczny wybieg, który nie tłumaczy, <i>w jaki sposób</i> człowiek może rezygnować z siebie i skąd czerpie siłę do tego. Bez sakramentów, bez łaski, bez prawdziwego Kościoła, który jest depozytariuszem środków łaski, takie wezwania są jedynie zjawiskiem psychologicznym, a nie aktem życia nadprzyrodzonego.2. Język: humanitaryzm zamiast teologiiAnaliza językowa homilii ujawnia słownik psychologii społecznej i humanitaryzmu, a nie teologii. Mówi się o „oddawaniu wszystkiego”, „byciu obok”, „braterstwie”, „sprawiedliwości”, „budowaniu państwa Bożego”. Słowa te są w sobie szlachetne, ale w kontekście wiary katolickiej całkowicie niewystarczające. <b>Brak jest słów: łaska, grzech, pokuta, sakrament, Eucharystia, Najświętsza Ofiara, Chrystus Król, Maryja Matka Kościoła</b>. Zamiast tego pada: „Bóg dał Ci ziemię do zamieszkania”, „czuj się jak u siebie”, „prosta dziewczyna z nieznanej miejscowości”. To język, który odróżnia się niczym od przekazu świeckich NGO‑ów i ruchów pomocowych.Podobnie w encyklice <i>Quas Primas</i> Pius XI przypomina, że Królestwo Chrystusa jest przede wszystkim duchowe i odnosi się do rzeczy duchowych, a jego fundamentem jest władza Chrystusa – Kapłana i Odkupiciela, a nie ludzka solidarność. Kardynał Ryś nie wspomina o tym, że prawdziwa „cywilizacja miłości” jest niemożliwa bez Krzyża i bez Ofiary. Zamiast tego proponuje naturalistyczną wizję „państwa Bożego”, które ma być budowane tu i teraz wyłącznie poprzez ludzkie czyny. To jest dokładnie to, co Pius X w encyklice <i>Pascendi Dominici gregis</i> potępiał jako modernistyczną redukcję wiary do subiektywnego przeżycia i działalności etycznej.3. Teologia: bez Chrystusa i bez OfiaryHomilia kard. Rysia jest <b>teologicznie jałowa</b>. Mówi o „oddawaniu wszystkiego”, ale nie mówi, że prawdziwe oddanie siebie jest możliwe tylko przez zjednoczenie z Chrystusem w sakramencie. Mówi o „królewskiej godności”, ale nie wskazuje, że każdy ochrzczony potrzebuje łaski uświęcającej, by godnie nieść to brzemię. Mówi o „budowaniu państwa Bożego”, ale nie przypomina, że państwo to rozwija się przez misje, ewangelizację i sakramentalne życie Kościoła, a nie przez naturalistyczne „działania na rzecz bliźniego”.Przywołanie żydowskiej legendy o 36 sprawiedliwych jest szczególnie wymowne. Zamiast wskazać na Chrystusa, który jest jedynym Sprawiedliwym, który swoją śmiercią na krzyżu dał nam łaskę sprawiedliwości, kardynał odwołuje się do anonimowych bohaterów, którzy „nie noszą swej wielkości”. To jest typowy przykład posoborowego duchowieństwa: <b>zamiast Chrystusa – ludzie, zamiast Ofiary – etyka, zamiast Kościoła – grupa „dobrych”</b>. W tym kontekście wzmianka o Maryi jako „prostej dziewczynie”, której Bóg potrzebował, jest jedynym momentem, w którym pojawia się postać nadprzyrodzona, ale i tak jest przedstawiona jako przykład pokory, a nie jako Matka Kościoła, Pośredniczka wszystkich łask i Matka Odkupienia.4. Symptomatyka: owoc apostazji soborowejHomilia kard. Rysia jest jaskrawym dowodem na to, jak bardzo posoborowe struktury oddaliły się od integralnej wiary katolickiej. <b>Brak w niej jest pominięć przypadkowych – jest to systemowa zmiana paradygmatu</b>. Zamiast kazań, które prowadzą do sakramentów, do pokuty, do Chrystusa, mamy kazania, które uczą „dobrego życia” w ramach naturalistycznej moralności. Zamiast wezwania do budowania Kościoła, mamy wezwanie do budowania „państwa Bożego” w sferze czysto ludzkiej.Podobnie Pius XI w encyklice <i>Quas Primas</i> ostrzegał, że usunięcie Chrystusa z życia publicznego i prywatnego prowadzi do zagłady narodów i jednostek. Homilia kard. Rysia nie wspomina o Chrystusie Króle, o konieczności Jego panowania w umyśle, woli i sercu człowieka. Zamiast tego proponuje „cywilizację miłości”, która ma być wynikiem ludzkiego wysiłku, a nie łaski Bożej. To jest dokładnie to, co Pius X w <i>Lamentabili sane exitu</i> potępiał jako błąd: redukcja wiary do praktycznej moralności, bez nadprzyrodzonego fundamentu.5. Konsekwencje dla wiernychCzytelnik artykułu na eKAI, szukający prawdziwej nadziei, musi zostać wyprowadzony z błędu. Nie ma prawdziwego „oddawania wszystkiego” bez Chrystusa i Jego Ofiary. Nie ma „królewskiej godności” bez łaski uświęcającej. Nie ma „państwa Bożego” bez Kościoła, w którym Chrystus panuje przez sakramenty i niezmienną doktrynę. <b>Prawdziwa solidarność z bliźniem nie polega na „byciu obok”, ale na prowadzeniu go do Źródła Życia</b>. Polega na modlitwie o jego nawrócenie, na ofiarowaniu za niego Mszy Świętej, na przypominaniu mu, że jego cierpienie, zjednoczone z Męką Pańską, ma wartość odkupieńczą.Homilia kard. Rysia, pozbawiona tego wymiaru, będzie jak świeca bez ognia – ma kształt, ale nie daje światła. Jest apelem, który nie może zostać wysłuchany, bo nikt go nie zanosi do Tego, który jedynie ma moc odpowiedzieć. Dopóki nie zwrócimy się do Chrystusa Króla, dopóty wszelka ludzka solidarność pozostanie tylko cieniem prawdziwego uzdrowienia, które jest w Nim.6. Pytanie do redakcji eKAI i do kard. RysiaCzy redakcja portalu eKAI, relacjonując homilię metropolity krakowskiego, celowo przemilcza o konieczności powrotu do sakramentów w prawdziwym Kościele? Czy to wynik nieświadomości, czy też celowego dążenia do redukcji katolicyzmu do moralnego humanitaryzmu? W świetle encykliki <i>Pascendi Dominici gregis</i> Piusa X, która potępia redukcję wiary do uczucia, każde takie przemilczenie jest formą apostazji. Homilia nie służy zbawieniu dusz, lecz utrwalaniu ich w naturalistycznej iluzji, że ludzka obecność może zastąpić łaskę sakramentalną. To jest właśnie duchowe bankructwo, o którym pisał Pius XI w <i>Quas Primas</i> – gdy Chrystus jest usunięty z życia publicznego i prywatnego, ginąć muszą narody i jednostki.Kardynał Ryś, zamiast wskazywać na Chrystusa, proponuje ludzkie „państwo Boże”. Zamiast wzywać do pokuty, wzywa do „oddawania wszystkiego”, co jest ogólnikem bez pokrycia. Zamiast mówić o Maryi jako Matce Kościoła, mówi o niej jako o „prostej dziewczynie”. To nie jest nauczanie katolickie – to jest <b>duchowy kompromis</b>, który od czasów Soboru Watykańskiego II stał się normą w strukturach okupujących Watykan. Prawdziwy Kościół katolicki trwa tam, gdzie sprawowana jest ważna Msza Święta (według wiecznego mszału św. Piusa V), gdzie udzielane są ważne sakramenty, gdzie naucza się niezmiennej doktryny, a Chrystus Król panuje niepodzielnie. To tam, a nie w homiliach o „królewskiej godności” bez Chrystusa, dusza znajduje prawdziwe ukojenie.

Moralizm bez krzyża – pusty protest księdza Rollanda na tle islandzkiej LGBT-dyktatury

Podziel się tym:

Portal EWTN News informuje o księdzu Jakobie Rollandzie, kanclerzu diecezji reykjavickiej na Islandii, który w wywiadzie radiowym odniósł się do nauczania Kościoła katolickiego na temat homoseksualizmu. Ksiądz stwierdził, że „skłonność nie jest grzechem, grzechem jest jej realizacja”, a osoby o skłonnościach homoseksualnych powinny „przechodzić nawrócenie, spowiedź i rozważać zmianę życia w czystości”, aby przyjmować Komunię. Po emisji wywiadu grupy LGBT-owe, w tym organizacja Samtökin ’78, zażądały sankcji wobec księdza, powołując się na islandzką ustawę zakazującą „terapii konwersyjnych” (groźba do 3 lat więzienia). Sprawa trafiła do parlamentu, choć Ministerstwo Sprawiedliwości uznało oskarżenie za bezpodstawne. Ksiądz Rolland, 70-letni Francuz mieszkający na Islandii od 40 lat, oświadczył, że „musi walczyć o Pana” i nie boi się więzienia, podkreślając obowiązek głoszenia prawdy i ochrony dzieci przed „dyktaturą LGBT”. Większość reakcji była pozytywna, a wielu młodych ludzi zwraca się do Kościoła. Artykuł przedstawia księdza jako odważnego obrońcę doktryny w kraju, gdzie „każdy się boi” mówić, a ideologia LGBT wchodzi do szkół od 5. roku życia.


Moralizm bez krzyża – pusty protest księdza Rollanda na tle islandzkiej LGBT-dyktatury

Streszczenie artykułu

Portal EWTN News relacjonuje wypowiedź księdza Jakuba Rollanda, kanclerza diecezji reykjavickiej na Islandii, który w programie radiowym wyjaśnił nauczanie Kościoła na temat homoseksualizmu. Ksiądz stwierdził, że skłonność homoseksualna nie jest grzechem, lecz grzechem jest jej praktykowanie, i że osoby o takich skłonnościach powinny dążyć do „zmiany życia w czystości” przez spowiedź i nawrócenie, aby móc przyjmować Komunię. Po emisji wywiadu islandzkie grupy LGBT, w tym Samtökin ’78, zażądały sankcji wobec księdza, powołując się na ustawę zakazującą „terapii konwersyjnych” (groźba do 3 lat więzienia). Sprawa trafiła do parlamentu, choć Ministerstwo Sprawiedliwości uznało oskarżenie za bezpodstawne. Ksiądz Rolland, 70-letni Francuz mieszkający na Islandii od 40 lat, oświadczył, że „musi walczyć o Pana” i nie boi się więzienia, podkreślając obowiązek głoszenia prawdy i ochrony dzieci przed „dyktaturą LGBT”. Większość reakcji była pozytywna, a wielu młodych ludzi zwraca się do Kościoła. Artykuł przedstawia księdza jako odważnego obrońcę doktryny w kraju, gdzie „każdy się boi” mówić, a ideologia LGBT wchodzi do szkół od 5. roku życia. Jednakże ta obrona doktryny, choć w dobrym kierunku, pozostaje w całkowitej próżni teologicznej i sakramentalnej, będąc jedynie moralizmem bez krzyża, typowym dla neokościoła posoborowego, który odrzucił panowanie Chrystusa Króla nad życiem publicznym i prywatnym.


Poziom faktograficzny: Błędne założenia o naturze grzechu i nawrócenia

Ksiądz Rolland, choć z dobrymi intencjami, powiela fundamentalny błąd neokościelnej hermeneutyki, redukując naukę o homoseksualizmie do kategorii moralnych bez osadzenia w metafizyce grzechu i łaski. Stwierdza, że „skłonność nie jest grzechem, grzechem jest jej realizacja”. Ta formuła, choć powszechnie używana po Soborze Watykańskim II, jest niejednoznaczna i niekatolicka w sensie integralnym. Katolicka teologia od wieków naucza, że skłonność (habitus) do grzechu, choć nie jest grzechem w sensie formalnym, jest jednak zaburzeniem porządku natury, skutkiem pierworodnego grzechu, i wymaga walki, ascetyzmu i łaski sakramentalnej do jej pokonania. Św. Augustyn w *De libero arbitrio* pisze o „concupiscentia” jako o skutku grzechu pierworodnego, który „nęka” naturę człowieka. Św. Tomasz z Akwinu w *Summa Theologiae* (I-II, q. 82, a. 3) wyjaśnia, że skłonności do grzechu są „morbi” (chorobami) duszy, które choć nie są grzechem, to „mają w sobie coś z grzechem” i muszą być leczone przez cnoty. Ksiądz Rolland nie wspomina o tym, że skłonność homoseksualna jest zaburzeniem naturalnego prawa (cf. Rz 1,26-27), a jej „leczenie” wymaga nie tylko „duchowego towarzyszenia”, ale przede wszystkim sakramentu pokuty, w którym grzech jest odpuszczany, a wola uświęcana łaską.

Ksiądz mówi o „duchowym towarzyszeniu”, ale nie definiuje go jako części sakramentalnego trybu pokuty. W prawdziwym Kościele katolickim, osoba z taką skłonnością, pragnąca zmiany życia, musi udać się do spowiedzi, wyznać grzechy (w tym praktyki homoseksualne), otrzymać absolucję i podjąć praktykę cnót, zwłaszcza umiaru, w połączeniu z modlitwą, Eucharystią i często – wsparciem duchownym. Neokoscielne pojęcie „duchowego towarzyszenia” (spiritual accompaniment), pozbawione wymiaru sądu ostatecznego, kary i odkupienia, jest spłyconą wersją pastorału, która redukuje zbawienie do psychologicznej zmiany postaw. Jak ostrzegał św. Pius X w encyklice *Pascendi Dominici gregis* (1907), modernistów cechuje „uczucie religijne” zamiast obiektywnej wiary i sakramentów. Ksiądz Rolland, choć broni doktryny, nie wychodzi poza ten humanitaryzm.

Poziom językowy: Humanitarny język „dyktatury” zamiast teologii królestwa Chrystusa

Ksiądz Rolland używa mocnego słowa „dyktatura” („LGBT dictatorship”), co jest retorycznym zabiegiem typowym dla współczesnego dyskursu politycznego, ale niekatolickim w kontekście walki o wiarę. Język polityczny „dyktatury” jest pojęciem świeckim, pochodzącym z filozofii oświecenia, a nie z teologii królestwa Chrystusa. W *Quas Primas* (1925) Pius XI naucza, że Królestwo Chrystusa jest „przede wszystkim duchowe” i że „nie ma innego zbawienia poza Chrystusem”. Problem nie polega na „dyktaturze” ideologii, ale na odrzuceniu panowania Chrystusa w umyśle, woli i sercu jednostki oraz społeczeństwa. Ksiądz mówi o „obowiązku mówienia prawdy”, ale prawda katolicka to nie tylko moralne „nie” wobec homoseksualizmu, ale pozytywne objawienie łaski w Chrystusie. Jego język jest reaktywny, defensywny, skupiony na ochronie dzieci, ale nie głosi pozytywnego Królestwa. To typowe dla neokościoła, który potrafi bronić moralności w sferze publicznej, ale milczy o sakramentach, o Ofierze Mszy Świętej, o konieczności stanu łaski. Jego retoryka jest moralizująca, ale nie ewangelizująca; protestacyjna, ale nie sakramentalna.

Ksiądz używa też sformułowania „walka za Panem” („fight for the Lord”), co brzmi heroicznie, ale w kontekście islandzkiej sędziwej walki o wolność słowa, to bardziej hasło polityczne niż teologiczne. W prawdziwym katolicyzmie walka o wiarę to walka z grzechem w sobie i w świecie przez modlitwę, ofiarę i cnoty, a nie przez publiczne wystąpienia w mediach (choć te mogą być narzędziem). Św. Pius IX w *Quanto conficiamur moerore* (1863) pisze o „walki dobrej” („bonum certamen”) w kontekście wytrwania w wierze, ale zawsze w połączeniu z sakramentami i poddaniem się Kościołowi. Ksiądz Rolland nie wspomina o konieczności bycia w pełni komunii z Kościołem katolickim (przedsoborowym) – a jego własny „kościół” (diecezja reykjavicka) jest częścią sekty posoborowej, która odrzuciła niezmienną wiarę.

Poziom teologiczny: Brak sakramentu, brak łaski, brak Królestwa Chrystusa

Najpoważniejszym błędem księdza Rollanda jest całkowite pominięcie sakramentalnego wymiaru walki z grzechem. Mówi o „nawróceniu” i „zmianie życia”, ale nie wspomina o sakramencie pokuty jako koniecznym środku odpuszczenia grzechów i uzyskania łaski uświęcającej. W katolicyzmie integralnym, osoba z skłonnościami homoseksualnymi, pragnąca zbawienia, musi regularnie spowiadać się, odtwarzać życie łaski, a zmiana życia jest owocem współpracy z łaską, nie samym wysiłkiem moralnym. Św. Pius X w *Lamentabili sane exitu* (1907) potępił błąd twierdzenia, że „Kościół bardzo powoli przyzwyczaił się do pojęcia chrześcijanina-grzesznika, którego Kościół rozgrzesza swoim autorytetem” (propozycja 46). To właśnie to dzieje się w neokościole: redukcja sakramentu pokuty do „duchowego towarzyszenia”, a grzech do „tendencji”, które można „zmienić” bez konieczności absolucji.

Ksiądz nie mówi też o konieczności życia w stanie łaski, o unikaniu okazji, o modlitwie, o Eucharystii. W *Quas Primas* Pius XI podkreśla, że Królestwo Chrystusa obejmuje całe życie człowieka: „niech Chrystus króluje w umyśle… w woli… w sercu… w ciele”. Nie ma tego u księdza Rollanda. Jego walka to walka o „prawdę” w abstrakcji, nie o wcielenie tej prawdy w sakramentach. To właśnie objawia się w jego strachu przed „dyktaturą LGBT” – bo nie ma on solidnego, sakramentalnego fundamentu, na którym mógłby się oprzeć. Jego wiara jest intelektualna, moralna, ale nie nadprzyrodzona.

Dodatkowo, ksiądz używa pojęcia „spiritual accompaniment” (duchowe towarzyszenie), które jest neologizmem posoborowym, odchodzącym od katolickiej terminologii „duchowego kierownictwa” (direction) czy „pasterstwa”. W prawdziwym Kościele, kierownik duchowy to osoba wyświęcona, która prowadzi poddanych do świętości przez modlitwę, spowiedź i Eucharystię. „Duchowe towarzyszenie” brzmi jak równorzędny dialog, nie jak relacja pasterz-owca. To błąd demokratyzacji wiary, potępiony przez Piusa IX w *Syllabus Errorum* (1864), który potępia pogląd, że „Kościół nie jest prawdziwym i doskonałym społeczeństwem” (błąd 19) i że „władza kościelna nie powinna sprawować swej władzy bez zgody rządu cywilnego” (błąd 20).

Poziom symptomatyczny: Typowy produkt sekty posoborowej – moralizm bez metafizyki

Przypadek księdza Rollanda jest symptomaticzny dla całego neokościoła. Potrafi on bronić jednego punktu doktryny (homoseksualizm jest grzechem), ale robi to w języku i ramach całkowicie zsekularyzowanego katolicyzmu. Nie wspomina o:
– grzechu pierworodnym i skutkach dla natury,
– sakramencie chrztu jako koniecznym dla zbawienia,
– sakramencie pokuty jako jedynej drodze do odpuszczenia grzechów,
– Eucharystii jako źródła i szczytu życia chrześcijańskiego,
– konieczności bycia w pełni komunii z Kościołem katolickim (przedsoborowym),
– karze wiecznej za grzechy nieodpuszczone,
– roli Maryi jako Matki Bożej w życiu chrześcijańskim,
– konieczności publicznego wyznawania wiary przed władzami (jak czynili męczennicy).

Jego walka to walka o „prawdę moralną” w sferze publicznej, ale nie o Królestwo Chrystusa w duszy. To dokładnie to, czego ostrzegał Pius XI w *Quas Primas*: gdy Chrystus jest usunięty z życia publicznego i prywatnego, giną narody i jednostki. Islandia, kraj 8–10% katolików, jest laboratoryjnym przykładem laicyzacji: państwo narzuca ideologię LGBT, a „kościół” posoborowy może tylko moralizować, nie mając siły sakramentalnej. Ksiądz Rolland nie wzywa do odzyskania prawdziwej Mszy Świętej (Trydenckiej), nie mówi o konieczności powrotu do wiary przedsoborowej, nie wspomina o herezji modernizmu. Jego postawa jest heroiczna w kontekście islandzkim, ale teologicznie niewystarczająca – bo nie jest oparta na skaże, czyli Chrystusie w Eucharystii.

To właśnie objawia się w jego strachu przed więzieniem – bo nie ma on solidnego, nadprzyrodzonego fundamentu. Prawdziwy katolik, jak święci męczennicy, cieszyłby się z możliwości cierpienia za Chrystusa (cf. *Quanto conficiamur moerore*, Pius IX). Ksiądz Rolland mówi o „obowiązku mówienia prawdy”, ale nie mówi o obowiązku bycia w stanie łaski, o konieczności ofiary Mszy Świętej za nawrócenie Islandii. Jego wiara jest intelektualna, nie żywa przez sakramenty.

Konkluzja: Moralizm bez krzyża – kolejna twarz sekty posoborowej

Ksiądz Jakob Rolland jest typowym przedstawicielem neokościoła: broni jednej doktryny moralnej, ale w całkowicie zsekularyzowanym języku, bez odwołania do sakramentów, do łaski, do Królestwa Chrystusa. Jego walka przeciwko „dyktaturze LGBT” jest w dobrym kierunku, ale jest to walka z zewnętrznym przejawem grzechu, nie z jego źródłem – czyli odrzuceniem Chrystusa w życiu prywatnym i publicznym. Nie wzywa on do nawrócenia poprzez pokutę i Eucharystię, nie mówi o konieczności bycia w pełni komunii z Kościołem katolickim (przedsoborowym), nie podkreśla, że jedynym lekarstwem na homoseksualizm jest życie w stanie łaski i ofiara Mszy Świętej. Jego postawa, choć odważna w kontekście islandzkim, jest w istocie kolejnym przejawem apostazji: redukuje wiarę do moralizmu, a moralizm do politycznego protestu. Prawdziwy katolik nie może się ograniczyć do mówienia „nie” homoseksualizmowi – musi głosić „tak” Chrystusowi Królowi we wszystkich aspektach życia, w tym przez uczestnictwo w prawdziwej Mszy Świętej i sakramentach, które jedyne mają moc uświęcenia. Dopóki ksiądz Rolland i podobni nie odrzucą całkowicie sekty posoborowej i nie powrócą do niezmiennej wiary przedsoborowej, ich walka będzie jak świeca bez ognia – ma kształt, ale nie daje światła.


Za artykułem:
Priest unafraid of prison for defending teaching on homosexuality: ‘I must fight for the Lord’
  (ewtnnews.com)
Data artykułu: 20.03.2026

Więcej polemik ze źródłem: ewtnnews.com
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.