Portal Tygodnik Powszechny w artykule „Takich ludzi nie ma wielu. Ale są, bo inaczej już by nas nie było: na pożegnanie Anny Grocholskiej” (14 kwietnia 2026 r.) wspomina postać Anny Grocholskiej, artystki rzeźbiarki, w artykule napisanym przez „księdza” Adama Bonieckiego. Autor, wspominając wieloletnią znajomość z zmarłą, akcentuje jej zaangażowanie w sztukę sakralną, ze szczególnym uwzględnieniem Drogi Krzyżowej w Górze Kalwarii, oraz jej sposób przeżywania wiary, określony w tytule jako „nieteoretyczny”. Całość tekstu jest klasycznym przykładem sentymentalnego nekrologu, który pod przykrywką osobistego wspomnienia przemyca naturalistyczną wizję katolicyzmu, gdzie sztuka i osobiste odczucia zastępują nadprzyrodzony porządek łaski i doktrynę.
Puste rzeźby w świątyni ducha czasu
„Ksiądz” Adam Boniecki, znany ze swojego zaangażowania w modernistyczne struktury „kościoła” posoborowego, kreśli wizerunek Anny Grocholskiej jako osoby, która wiarę przeżywała „nieteoretycznie”. W ustach przedstawiciela posoborowej sekty to sformułowanie jest czytelnym sygnałem odejścia od niezmiennego Magisterium. Wiara katolicka nie jest bowiem „teorią”, którą można zamienić na „praktykę” według własnego widzimisię, lecz jest zbiorem dogmatów *de fide divina* (z wiary boskiej), których uznanie rozumem i przyjęcie wolą jest konieczne do zbawienia. Przeciwstawianie wiary „teoretycznej” wierze „nieteoretycznej” to klasyczny zabieg modernistyczny, potępiony przez św. Piusa X w encyklice Pascendi Dominici gregis, gdzie moderniści redukują wiarę do subiektywnego „uczucia religijnego” i praktycznego działania, ignorując obiektywną prawdę objawioną przez Boga.
Naturalizm jako fundament „sztuki sakralnej”
Autor artykułu z dumą podkreśla, że Anna Grocholska „z całą świadomością poświęciła się sztuce sakralnej”. W kontekście posoborowej struktury, która odrzuciła tradycyjne formy kultu i wymogi stawiane sztuce kościelnej (która ma prowadzić dusze do Boga, a nie wyrażać subiektywne przeżycia artysty), określenie to brzmi jak ironia. Droga Krzyżowa, rzeźbiona przez lata w Górze Kalwarii, staje się w artykule projekcją jej osobistych intencji i zapisków, a nie odzwierciedleniem niezmiennych tajemnic Męki Pańskiej. Zamiast wskazywać na rolę Najświętszej Ofiary jako przebłagania za grzechy, tekst skupia się na „głębszym sensie” nadawanym rzeźbom przez artystkę. To przesunięcie akcentu z obiektywnej rzeczywistości Ofiary na subiektywny świat rzeźbiarki jest symptomatyczne dla modernizmu, który uczłowiecza sacrum, zamieniając je w humanistyczny przekaz.
Pominięcie Ofiary i sakramentów jako duchowe bankructwo
Najcięższym oskarżeniem wobec tekstu Adama Bonieckiego jest jego całkowite milczenie o tym, co stanowi istotę katolicyzmu: o Najświętszej Ofierze Mszy Świętej (w tradycyjnym rycie, gdyż tylko ona jest ważna i miła Bogu) oraz o konieczności trwania w stanie łaski uświęcającej poprzez ważne sakramenty. „Ksiądz” Boniecki, snując swoje wspomnienia, ani razu nie wspomina o Chrystusie jako Zbawicielu, którego jedyną drogą dotarcia do nas jest Prawdziwy Kościół, a nie „grupy przyjaciół” czy subiektywne dzieła sztuki. Brak tego kontekstu czyni z artykułu zapis duchowej pustki. To nie wina nieboszczki, która mogła działać w subiektywnej dobrej wierze, lecz wina systemu, który promuje takie „relacje” i „wspomnienia” zamiast wymagać od wiernych wyznawania niezmiennej wiary katolickiej.
Symptomatyczny język sentymentalizmu
Język użyty w artykule przez Adama Bonieckiego („zawsze ciekawa ludzi”, „nie traktowała nas jak małoletnich przygłupów”) w pełni wpisuje się w retorykę sekty posoborowej, która usiłuje zyskać sympatię wiernych poprzez skracanie dystansu i operowanie emocjami. Jest to typowa „teologiczna zgnilizna”, gdzie zamiast kapłana-szafarza Bożych tajemnic mamy do czynienia z „towarzyszem podróży” życia. Taka postawa utrwala wśród wiernych złudne przekonanie, że do zbawienia wystarczy bycie „ciekawym ludzi” i robienie czegoś „z głębszym sensem”, całkowicie pomijając obowiązek publicznego panowania Chrystusa Króla i trwania w jedności z Prawdziwym Kościołem. Tego rodzaju teksty, publikowane przez Tygodnik Powszechny, są jaskrawym dowodem na to, jak sekta posoborowa od wewnątrz rozkłada wiarę, zamieniając ją w sentymentalny humanitaryzm, który – choć brzmi miło – nie prowadzi do zbawienia, lecz do pewnej zguby dusz.
Za artykułem:
Jak to jest wierzyć nieteoretycznie? (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 14.04.2026






