Portal Tygodnik Powszechny (14 kwietnia 2026) publikuje artykuł Karolinę Przewrockiej-Aderet, podejmujący próbę psychologicznego i socjologicznego zdefiniowania nudy w kontekście współczesnego przeładowania bodźcami oraz wpływu sztucznej inteligencji. Autorka, sięgając po anegdotyczne świadectwo 83-letniej Sary Guter Davidson, zestawia „życie pełne przygód” z potrzebą „świętego spokoju”, diagnozując nudę jako „sprytną towarzyszkę codzienności” i „konieczną umiejętność dla rozwoju i przytomności umysłu”. Przedstawiona narracja, choć pozornie poszukująca głębi, w istocie sprowadza fundamenty ludzkiej egzystencji do mechanizmów zarządzania uwagą, całkowicie przemilczając nadprzyrodzony porządek oraz ostateczny cel człowieka, jakim jest zbawienie duszy.
Naturalistyczna redukcja egzystencji do zarządzania bodźcami
W artykule tym, podobnie jak w większości publikacji współczesnej sekty posoborowej, uderza całkowity brak odniesienia do rzeczywistości Bożej. Analiza nudy zostaje tu zamknięta w ciasnych ramach psychologii społecznej i socjologii. Czytamy o „mózgu odbierającym ogromną ilość bodźców”, o „zdolności do tolerowania stagnacji” czy o „populizmie” jako rzekomej konsekwencji nudy. Jest to klasyczny przykład modernistycznej redukcji człowieka do czysto materialnego organizmu, którego dobrostan zależy od prawidłowego dawkowania doznań.
Prawdziwa katolicka nauka uczy jednak, że niepokój ludzkiego serca, którego lekarstwem ma być według autorki „świadoma nuda”, wynika z odwrócenia się od Boga. Św. Augustyn w swoich Wyznaniach (Confessiones) pisał: „Stworzyłeś nas bowiem dla Siebie i niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie”. Artykuł tymczasem, zamiast wskazać wiernym drogę do modlitwy, pokuty i trwania w łasce uświęcającej, promuje nowoczesne techniki „oswajania” tej pustki poprzez „opór wobec przeładowanej treściami rzeczywistości”. To jest próba leczenia raka plastrem – zamiast zwrócić duszę ku Chrystusowi, proponuje się jej psychologiczną autoterapię.
Język „świętego spokoju” jako substytut pokoju Chrystusowego
Autorka używa sformułowania „święty spokój” w znaczeniu potocznym, zupełnie wyzbytym nadprzyrodzonej treści. W duchowości katolickiej pokój ducha (tranquillitas animi) jest owocem Ducha Świętego, a nie stanem wynikającym z umiejętnego „siedzenia w ciszy”. W artykule „święty spokój” staje się jedynie wygodnym narzędziem dla „rozwoju i przytomności umysłu” – narzędziem, które ma służyć efektywności w świecie zdominowanym przez sztuczną inteligencję.
Jest to czysty naturalizm, o którym papież Pius X pisał w encyklice Pascendi Dominici gregis. Moderniści, chcąc być „nowocześni”, podmieniają katolickie pojęcia na terminy zapożyczone z psychologii, tworząc iluzję głębi tam, gdzie panuje duchowa próżnia. Przemilczanie konieczności rachunku sumienia, trwania w obecności Bożej czy rozważania męki Pańskiej na rzecz „nudy” jako „nowego projektu” to droga do utraty kontaktu z rzeczywistością zbawczą. Prawdziwy pokój, którego świat dać nie może, płynie jedynie z jedności z Bogiem, a nie z chwilowego wyłączenia się z cyfrowego szumu.
Milczenie o sądzie i wieczności jako najcięższe oskarżenie
Analiza artykułu prowadzi do przerażającego wniosku: w całym wywodzie dotyczącym „sensu życia” i „ceny przygód” ani razu nie pojawia się słowo „grzech”, „sąd ostateczny” czy „zbawienie”. To nie jest przypadek, lecz symptomatyczna postawa sekty posoborowej. W artykule cytowana jest 83-latka, która pyta: „Po co mi życie pełne przygód, skoro już wiem, jaka była tego cena?”. Odpowiedź chrześcijańska, wskazująca na życie wieczne, jest tu zastąpiona humanistyczną refleksją nad „nowym projektem”.
Kościół katolicki zawsze nauczał, że życie jest czasem zasługiwania na wieczność. Każda chwila, czy to wypełniona pracą, czy ciszą, powinna być skierowana ku Bogu. Jeśli nuda staje się „bramą do nowych pomysłów”, to jest to bożek kreatywności, a nie droga do świętości. Prawdziwa cisza nie służy budowaniu własnych idei, lecz słuchaniu głosu Bożego. Promowanie „nudy” jako koniecznej umiejętności w 2026 roku jest kolejną próbą odwrócenia uwagi wiernych od jedynej istotnej rzeczy – ratowania duszy w obliczu panującej wokół ohydy spustoszenia.
Owoce modernizmu – pustka zamiast ofiary
Wszystkie te „nowoczesne” porady, od „rawdogging boredom” po psychologiczne zarządzanie stagnacją, są owocami zerwania z niezmienną tradycją Kościoła. Kiedy człowiek odrzuca Najświętszą Ofiarę Mszy Świętej, która nadaje sens każdej sekundzie ludzkiego życia, musi szukać substytutów sensu w samych tylko psychologicznych stanach. Artykuł jest kolejnym świadectwem tego, jak głęboko przeniknęła naszą kulturę ideologia, która nie widzi nic poza horyzontem doczesności.
Nie dajmy się zwieść tym pozorom troski o nasze „dobrostan”. Prawdziwe lekarstwo na współczesną rozrywkę nie znajduje się w „świadomej nudzie”, lecz w powrocie do doktryny, której bronił Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore – powrocie do jedynej prawdziwej wiary i Kościoła, który nie boi się mówić o sądzie, karze i wiekuistej nagrodzie. Tylko ten, kto zjednoczy swoje życie z Krzyżem Chrystusa, znajdzie prawdziwy pokój. Reszta jest jedynie scrollowaniem ku wieczności, która bez łaski Bożej staje się otchłanią.
Za artykułem:
Jak wpływa na nas nuda: od świętego spokoju po scrollowanie i populizm (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 14.04.2026






