Prawdziwa męskość w cieniu kryzysu cywilizacji

Podziel się tym:

Portal Tygodnik Powszechny (17 kwietnia 2026) relacjonuje spór między Michałem Gulczyńskim a Wojciechem Śmieją dotyczący książki tego pierwszego pt. „Mężczyźni. O nierówności płci”. Autorzy przerzucają się zarzutami o „antyfeminizm” i „wyrafinowany backlash”, podczas gdy w tle rozgrywa się dramat współczesnego mężczyzny pozbawionego nadprzyrodzonego punktu odniesienia. Ta jałowa polemika jest dowodem na to, że poza strukturami Kościoła Katolickiego nie ma mowy o prawdziwym uzdrowieniu natury ludzkiej, a wszelkie próby naprawy „problemów mężczyzn” bez wskazania na ich królowanie pod panowaniem Chrystusa Króla pozostaną jedynie socjologicznym pudrowaniem trupa.


Naturalistyczna terapia bez Źródła Życia

Zarówno Gulczyński, jak i jego oponent, Śmieja, poruszają się w obrębie dyskursu czysto humanistycznego. Rozmawiają o „nierówności płci”, „samobójstwach”, „bezdomności” czy „wynikach w nauce”, traktując te zjawiska jako problemy społeczne, które należy rozwiązać za pomocą „androbusów”, „ograniczenia dostępności alkoholu” czy „włączania naukowców-mężczyzn do badań”. To jest właśnie duchowe bankructwo współczesności: próba leczenia skutków grzechu pierworodnego narzędziami psychologii i socjologii, przy całkowitym zignorowaniu faktu, że męskość – tak jak i kobiecość – została stworzona przez Boga do wyższych celów niż tylko ziemska egzystencja. Bez uznania absolutnej władzy Chrystusa Króla (encyklika Quas Primas Piusa XI), każdy „problem mężczyzn” pozostanie nierozwiązywalny, bo nie można naprawić natury człowieka w oderwaniu od Tego, który ją stworzył i odkupił.

Język psychologii zamiast języka cnoty

W polemice tej dominują terminy takie jak „doświadczenia”, „niepokoje”, „problemy”, „przemoc”. Brakuje natomiast kategorii absolutnie kluczowych dla katolickiej formacji mężczyzny: cnoty męstwa, czystości, panowania nad własnym duchem, odpowiedzialności za zbawienie duszy własnej i powierzonych mu osób. Pius X w Pascendi Dominici gregis ostrzegał przed modernistami, którzy redukują wiarę do „uczucia religijnego” i subiektywnego przeżycia. Tutaj mamy do czynienia z podobną redukcją męskości: męskość zostaje sprowadzona do roli „doświadczającego podmiotu”, któremu należy „zacząć słuchać”. Tymczasem katolicka męskość nie polega na „płakaniu” czy „słuchaniu”, lecz na aktywnym stawaniu się żołnierzem Chrystusa, który w dzisiejszym świecie musi zbroić się w „zbroję sprawiedliwości Bogu” (Rz 6,13).

Symptomatyczny brak sacrum w analizie męskości

Najcięższym oskarżeniem wobec tego dyskursu jest całkowite przemilczenie kwestii sakramentalnych. Gulczyński pisze o „samobójstwach” i „problemach chłopców”, Śmieja „nie ma odpowiedzi, co robić”. Nie mają odpowiedzi, bo szukają jej w świecie, który odrzucił Źródło łaski. Prawdziwy mężczyzna odnajduje ukojenie i siłę do walki nie w „punkcie profilaktycznym”, lecz w sakramencie pokuty, gdzie krwią Chrystusa obmywane są rany grzechu, oraz w Najświętszej Ofierze Mszy Świętej. Zamiast budować na tej skale, współcześni „eksperci” zajmują się socjologiczną ekwilibrystyką, która w istocie jest formą apostazji, bo sugeruje, że to człowiek i jego „rozwiązania systemowe” mają moc uzdrowienia ludzkiego społeczeństwa.

Cywilizacyjna wydmuszka jako owoc apostazji

Debata ta jest nieodłącznym owocem soborowej rewolucji, która zredukowała rolę mężczyzny do roli „partnera” czy „współuczestnika życia społecznego”, odbierając mu rolę głowy rodziny, kapłana w swoim domu i obrońcy wiary. Struktury okupujące Watykan, poprzez fałszywy ekumenizm i demokratyzację, zniszczyły katolicki etos męstwa, zastępując go humanistycznym kompromisem. Dzisiejsi mężczyźni, nawet ci którzy „starają się zachować wiarę”, są często wciągani w struktury FSSPX lub inne organizacje, które nie dają pełnej prawdy i trwają w schizmie wobec prawdziwego Kościoła. Gulczyński i Śmieja to jedynie dwa oblicza tego samego modernistycznego systemu, który nie potrafi już zaoferować człowiekowi niczego poza diagnozą jego upadku, bo nie ma już klucza do jego zbawienia. Prawdziwe wyjście z kryzysu prowadzi wyłącznie przez powrót do tradycji, do prawdziwej Mszy, do niepodzielnego panowania Chrystusa Króla. Wszelkie inne „inicjatywy” – choćby po ludzku szlachetne – bez tego fundamentu są jedynie błądzeniem po omacku w mroku, który gęstnieje w miarę, jak coraz bardziej odrzucamy ład Boży.


Za artykułem:
Mówienie o problemach mężczyzn to nie antyfeminizm. Odpowiedź na zarzuty Wojciecha Śmiei
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 17.04.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.