Portal Tygodnik Powszechny (21 kwietnia 2026) prezentuje analizę Karoliny Olejak, autorki książki „Nienawidzę ich! To Polacy mówią na terapiach”, koncentrującą się na psychologicznych mechanizmach nienawiści i frustracji Polaków wobec imigrantów, w szczególności z Ukrainy. Autorka, powołując się na Carla Gustava Junga i doświadczenia terapeutyczne, diagnozuje polskie społeczeństwo jako podzielone, gdzie brak zasobów (mieszkania, praca, uwaga w szkole) aktywuje „jungowski cień”, prowadząc do rywalizacji i agresji. Tekst skupia się na relacjach rynkowych, edukacyjnych i matrymonialnych, próbując zrozumieć frustrację Polaków, jednocześnie operując w paradygmacie poprawności politycznej i psychologii humanistycznej. Artykuł ten, mimo szlachetnej intencji zrozumienia bliźniego, stanowi klasyczny przykład teologicznej pustki i redukcji człowieka do sfery popędów oraz ekonomicznych interesów, całkowicie ignorując nadprzyrodzony wymiar grzechu, łaski i ostatecznego celu człowieka.
Redukcja antropologii do „jungowskiego cienia” i popędów
Analiza przedstawiona przez Karolinę Olejak opiera się na fundamencie całkowicie obcym katolickiej antropologii. Autorka przyjmuje paradygmat psychologii głębi Junga, gdzie zło i nienawiść są jedynie wypartymi częściami „ja” (tzw. cieniem), które należy zintegrować poprzez introspekcję i terapię. Jest to błąd naturalizmu, który św. Pius X w dekrecie Lamentabili sane exitu potępił jako modernistyczne odcięcie się od nadprzyrodzonego. Propozycja nr 20 tego dokumentu stwierdza wprost: „Objawienie było tylko uświadomieniem sobie przez człowieka swego stosunku do Boga” – co jest heretyckim twierdzeniem, a które stanowi niewypowiedziane założenie całej analizy Olejak.
Z perspektywy integralnej wiary katolickiej, nienawiść nie jest jedynie „cieniem” do zintegrowania w terapii, lecz skutkiem grzechu pierworodnego i aktualnych grzechów osobistych. Człowiek nie potrzebuje terapeuty, lecz Kapłana i Sakramentu Pokuty. Gdy artykuł mówi o „mechanizmach rywalizacji”, milczy o tym, że jedynym lekarstwem na nieuporządkowaną miłość własną jest łaska uświęcająca i przykazanie miłości bliźniego, które wypływa z miłości do Boga. Redukcja tych problemów do poziomu psychologicznego jest duchowym bankructwem, które czyni z człowieka jedynie zwierzę społeczne reagujące na bodźce ekonomiczne, a nie duszę zdolną do heroizmu cnoty i ofiary.
Dodatkowo, tekst promuje wizję świata, w której prawa człowieka i komfort życia (mieszkanie, praca, uwaga w szkole) stają się bożkami. Artykuł nie zauważa, że choć troska o byt jest konieczna, to nie może ona prowadzić do nienawiści, która jest grzechem ciężkim. Zamiast wskazać na konieczność nawrócenia i ofiarowania cierpienia (braku zasobów) w łączności z Ofiarą Krzyżową, portal Tygodnik Powszechny serwuje czytelnikowi papkę psychologiczną, która usprawiedliwia grzech poprzez „zrozumienie motywacji”. To nie jest katolicka miłość bliźniego, lecz naturalistyczny humanitaryzm, który Pius XI w encyklice Quas Primas demaskował jako próbę zastąpienia królowania Chrystusa panowaniem egoizmu i „praw człowieka”.
Język emocji kontra język zbawienia
Analiza języka artykułu ujawnia całkowitą dominację słownika świeckiego humanizmu. Słowa takie jak „terapia”, „sesje”, „trauma”, „komfort”, „poczucie sprawczości” czy „rynek mieszkaniowy” zalewają tekst, podczas gdy z języka katolickiego nie pada ani słowo. Brak jakiejkolwiek wzmianki o grzechu, pokucie, miłosierdziu Bożym czy modlitwie jest porażający. W relacji o konfliktach w szkole autorka cytuje Martę: „Wolałabym, żeby powstały dla nich oddzielne placówki”. Zamiast skonfrontować ten brak miłości z nauką Chrystusa: „Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie” (Mt 25, 35 Wlg), artykuł próbuje to zrozumieć i usprawiedliwić lękiem o własne dziecko.
To podejście jest realizacją błędu z Syndromu Syzyfa, gdzie Kościół (rozumiany jako struktura posoborowa) staje się jedynie agendą pomocową. Św. Pius X w Pascendi Dominici gregis ostrzegał, że moderniści redukują wiarę do „uczucia religijnego”. Tutaj mamy do czynienia z czymś gorszym: redukcją wiary do „tolerancji” i „empatii”, które kończą się tam, gdzie zaczyna się konkurencja o zasoby. Artykuł milczy o tym, że prawdziwym Królem jest Jezus Chrystus, któremu należy się posłuszeństwo także w kwestii przyjmowania obcych. Encyklika Quas Primas przypomina: „Chrystusowi Panu dana jest wszelka władza na niebie i na ziemi… nie ma w nas władzy, która by wyjęta była z pod tego panowania”. Ignorowanie tego faktu sprawia, że dyskusja o imigrantach staje się jałową debatą o podziale dóbr doczesnych, pozbawioną nadziei na życie wieczne.
Symptomatyczna cisza o prawdziwym Kościele i sakramentach
Najcięższym oskarżeniem wobec artykułu w Tygodniku Powszechnym jest to, co pomija. Tekst ukazuje Polaków jako ludzi zagubionych między lękiem a frustracją, szukających pomocy u terapeutów, a nie u Kapłanów. W świetle niezmiennej doktryny, kapłan jest jedynym, który posiada władzę rozgrzeszania i kierowania dusz do Boga. Artykuł jednak traktuje duchowieństwo jako nieistniejący element rzeczywistości, co jest symptomem działania „sekty posoborowej”, która zredukowała kapłana do roli „towarzysza” lub „eksperta od spraw społecznych”.
Należy z całą mocą stwierdzić: nie ma zbawienia poza Kościołem Katolickim. Jak uczył Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore: „To jest nauka katolicka, że nikt nie może być zbawiony poza Kościołem Katolickim”. Artykuł Olejak operuje w próżni. Opisuje konflikty między Polakami a Ukraińcami, nie wspominając ani słowem o konieczności nawrócenia, o Najświętszej Ofierze Mszy Świętej, która jest jedynym źródłem pokoju, ani o sakramencie chrztu, który czyni z obcokrajowca brata w Chrystusie. Czytelnik pozostaje z poczuciem beznadziei i złości, bo nie otrzymuje klucza do zrozumienia, że cierpienie i trudności należy zjednoczyć z Męką Pańską.
Krytyka „prawicy” i „lewicy” w świetle królowania Chrystusa
Autorka stara się zachować pozory obiektywizmu, analizując napięcia między prawicą a liberałami. Prawica jest przedstawiona jako „brutalna” i „bezkompromisowa” w obronie granic, lewica jako „tolerancyjna”, ale z „hamulcami moralnymi”. Z perspektywy integralnej wiary, oba te obozy są dotknięte tą samą chorobą: odrzuceniem panowania Chrystusa Króla nad państwem.
Pius XI w Quas Primas pisał: „…jeżeliby kiedy ludzie prywatnie i publicznie uznali nad sobą władzę królewską Chrystusa, wówczas spłynęłyby na całe społeczeństwo niesłychane dobrodziejstwa, jak należyta wolność, jak porządek i uspokojenie, jak zgoda i pokój”. Artykuł pokazuje, że ani prawica, ani lewica nie uznają tej władzy. Prawica stawia na siłę państwową (kult siły), lewica na międzynarodowy humanitaryzm (kult człowieka), podczas gdy prawdziwy porządek społeczny wymaga, aby „Chrystus królował w umyśle człowieka… w woli… w sercu… w ciele i członkach jego”. Tekst Olejak jest więc relacją z bankructwa społeczeństwa, które wyrzuciło Boga ze sfery publicznej, a teraz dziwi się, że ludzie nienawidzą się nawzajem z powodu mieszkań i miejsc pracy.
Wnioski: Od terapii do nawrócenia
Inicjatywa autorki, polegająca na „słuchaniu Polaków na terapiach”, jest ludzka i w pewnym sensie poznawcza, ale jako propozycja rozwiązania problemów społecznych jest całkowicie niewystarczająca. Człowiek nie uratuje się sam poprzez „zrozumienie własnego cienia”. Potrzebuje łaski, która płynie z ważnych sakramentów sprawowanych przez prawowitych kapłanów w prawdziwym Kościele Katolickim (trwającym w wierze sprzed 1958 roku).
Artykuł w Tygodniku Powszechnym jest kolejnym dowodem na to, że struktury posoborowe, nawet gdy podejmują ważne tematy społeczne, nie są w stanie zaoferować niczego poza psychologią i socjologią. Brak im łaski kapłańskiej. Prawdziwe rozwiązanie konfliktów migracyjnych nie leży w „integrowaniu cienia”, lecz w poddaniu się prawu Bożemu, przyjęciu sakramentów i uznaniu, że „Stolica Twoja, Boże, na wieki wieków” (Ps 44, 7 Wlg). Dopóki Polacy i Ukraińcy nie spotkają się u stóp ołtarza, gdzie Chrystus w Najświętszej Ofierze zjednoczy ich swoją Krwią, będą jedynie rywalami w walce o doczesne dobra, skazanymi na „nienawiść” opisaną przez Olejak.
Tylko powrót do niezmiennej nauki Kościoła i uznanie Królestwa Chrystusa we wszystkich sferach życia – od polityki po rynek pracy – może przynieść prawdziwy pokój. Humanitaryzm bez Boga jest jedynie maską dla egoizmu, a terapia bez spowiedzi – błądzeniem w ciemnościach.
Za artykułem:
Co Polacy mówią o uchodźcach? Autorka bestsellera „Nienawidzę ich!” (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 21.04.2026






