Portal eKAI (29 kwietnia 2026) publikuje wywiad z „ks.” Maksymem Padlewskim, proboszczem parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Chersoniu, który od początku pełnoskalowej wojny pozostaje z wiernymi na linii frontu. „Ksiądz” opowiada o obchodach Wielkanocy pod ostrzałem, o działalności humanitarnej, o codziennym ryzyku śmierci i o tym, co trzyma go w mieście nieustannie narażonym na ataki dronów i artylerii. Rozmowa dotyka też kwestii Bożego miłosierdzia i nadziei w warunkach wojny. Jest to relacja o osobistym heroizmie i poświęceniu, która jednak, podobnie jak cały przekaz portalu eKAI, pozostawia czytelnika w duchowej próżni – bez głębszego odniesienia do sakramentalnego życia, do roli prawdziwego kapłana i do jedynego Źródła zbawienia, jakim jest Chrystus w swoim prawdziwym Kościele.
Heroizm na linii frontu – fakty, które budzą szacunek
Należy oddać sprawiedliwość: relacja „ks.” Padlewskiego o codziennym życiu w Chersoniu jest wzruszająca w swojej prostocie i szczerości. Miasto leży na linii frontu, około 300-400 metrów od Dniepru, a sam kościól jest tak blisko strefy walk, że lokalne taksówki odmawiają dojazdu pod względem bezpieczeństwa. Drony i ostrzał artyleryjski to codzienność. Parafianie, którzy przychodzą na Mszę Świętą, ryzykują życie. Triduum Paschalne odprawiano o godzinie 13:00 zamiast tradycyjnego wieczornego rytu – ze względu na sytuację bezpieczeństwa. „Ksiądz” regularnie dowozi wodę i chleb do dwóch wiosek wzdłuż linii frontu, współpracując z wojskowym kontrolującym przestrzeń powietrzną za pomocą dronów. Opiekuje się również personelem medycznym szpitala. Są to fakty, które świadczą o osobistym poświęceniu i odwadze.
Jednakże sam fakt, że ktoś ryzykuje życie, nie jest jeszcze kryterium prawdziwej świętości ani prawdziwej wiary. Św. Paweł ostrzegał: „Gdybym miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał całą wiedzę, i miał tak wiarę, żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym” (1 Kor 13,2 Wlg). Heroizm fizyczny bez głębokiego zakorzenienia w łasce sakramentalnej i w prawdziwej wierze katolickiej jest cnotą naturalną, która – choć godna podziwu – nie ma mocy zbawiecznej.
Język rozmowy – naturalistyczny humanitaryzm zamiast teologii
Analiza językowa wywiadu ujawnia charakterystyczną dla posoborowego „kościoła” redukcję wiary do kategorii psychologii i humanitaryzmu. „Ksiądz” Padlewski mówi o „nadziei, że Bóg nas nie opuszcza”, o „modlitwie jako wsparciu”, o „działaniu w imię Jezusa Chrystusa”. Są to sformułowania, które mogłyby pochodzić z dowolnego ruchu humanitarnego o chrześcijańskich korzeniach. Brak jakiejkolwiek głębszej refleksji teologicznej – brak mowy o sakramencie pokuty jako źródle odpuszczenia grzechów, o Eucharystii jako Bezkrwawej Ofierze Kalwarii, o konieczności stanu łaski uświęcającej, o sądzie ostatecznym i o wieczności.
Gdy pytano go o Boże miłosierdzie w kontekście Niedzieli Miłosierdzia Bożego, odpowiedział: „W wymiarze cielesnym – to chyba to, że wciąż z siostrą rozmawiam. Bo przeżyłem wiele sytuacji, w których, można powiedzieć, patrzyłem śmierci w oczy, ale dzięki Bogu, nadal żyję”. To odpowiedź, która zamiast wskazać na nadprzyrodzone źródło nadziei – sakramenty, łaskę uświęcającą, komunię świętych – sprowadza Boże miłosierdzie do faktu fizycznego przetrwania. W wymiarze duchowym wskazał na „pragnienie być z ludźmi i im pomagać” i na frazę „w imię Jezusa Chrystusa” jako motywację. Nie ma tu mowy o tym, że prawdziwe Boże miłosierdzie płynie wyłącznie z sakramentów ustanowionych przez Chrystusa – przede wszystkim z sakramentu pokuty i z Najświętszej Ofiary.
Milczenie o sakramentach – najcięższe oskarżenie
W całym wywiadzie, trwającym kilkaset słów, nie ma ani jednego bezpośredniego odniesienia do sakramentu pokuty – tego sakramentu, który jest konieczny do zbawienia grzechownika. Św. Pius X w dekrecie Lamentabili sane exitu (1907) potępili jako błąd twierdzenie, że „we wczesnym Kościele nie istniało pojęcie chrześcijanina-grzesznika, którego Kościół rozgrzesza swoim autorytetem” (propozycja 46). A jednak w relacji z życia na linii frontu, gdzie ludzie codziennie ryzykują śmierć, milczenie o konieczności spowiedzi i o ważności rozgrzeszenia jest duchowym okrucieństwem.
Podobnie, choć „ks.” Padlewski wspomina o odprawianiu Mszy Świętej, nie ma żadnego zastrzeżenia co do tego, jaka Msza jest odprawiana. W strukturach posoborowych, które okupują Watykan i do których należy portal eKAI, Msza została zredukowana do „stołu zgromadzenia” – nowy obrząd Mszy Pawła VI z 1969 roku jest teologicznie wadliwy i narusza ofierze przebłagalną. Św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) demaskował modernistów, którzy redukują Ewangelię do „uczucia religijnego” i subiektywnego przeżycia. Czy Msza odprawiana w Chersoniu jest Mszą Trydencką – jedyną ważną i skuteczną – czy nowym obrządem, który jest jeżeli nie świętokradztwem, to bałwochwalstwem? Artykuł milczy. To milczenie jest odpowiedzialne za duchową bezpieczeństwo wiernych.
Boże miłosierdzie bez Źródła – herezja obecności
Nawiązanie do Niedzieli Miłosierdzia Bożego jest szczególnie symptomatyczne. Kult Bożego miłosierdzia, rozpropagowany przez „św.” Faustynę Kowalską, jest w strukturach posoborowych narzędziem odwrócenia uwagi od prawdziwej nauki o łasce. Pisma Faustynki Kowalskiej, sterowane przez „ks.” Sopoćko, są wręcz identyczne z pismami mateczki Kozłowskiej potępionymi przez Piusa X – zawierają błędy modernistyczne i zostały umieszczone na indeksie książek zakazanych. „Kanonizacja” Faustynki przez „antypapieża” Jana Pawła II (heretyka i apostaty) jest kolejnym dowodem na to, że struktury posoborowe nie mają mocy ustanawiania kultu.
Prawdziwe Boże miłosierdzie nie polega na subiektywnym „odczuciu”, że Bóg „nie opuszcza” – lecz na obiektywnej łasce płynącej z sakramentów. Sakrament pokuty jest jedynym miejscem, gdzie grzechy są odpuszczane ex opere operato – z mocy samej ofiary Chrystusa, a nie z mocy uczucia penitenta. Msza Święta Trydencka jest jedyną prawdziwą Ofiarą przebłagalną, w której kapłan działa in persona Christi i ofiaruje Boga Bogu. Bez tego kontekstu mowa o Bożym miłosierdziu jest pustą frazą – pięknym słowem pozbawionym mocy zbawiecznej.
Posoborowa duchowość – redukcja wiary do emocji
Cały wywiad jest przykładem tego, co Pius XI nazywał „zeświecczeniem czasów obecnych” – laicyzmem, który „zatruwa społeczeństwo ludzkie” (encyklika Quas Primas). „Ksiądz” Padlewski mówi o „nadziei”, o „modlitwie”, o „pomocy ludziom” – ale nie ma w jego wypowiedzi żadnego odniesienia do niezmiennego Magisterium, do doktryny o Kościele jako jedynym arce zbawienia, do konieczności podporządkowania się prawdziwemu papieżowi (który obecnie nie istnieje na ziemi, bo Stolica Piotrowa jest pusta od 1958 roku).
Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863) nauczał: „Eternal salvation cannot be obtained by those who oppose the authority and statements of the same Church and are stubbornly separated from the unity of the Church and also from the successor of Peter, the Roman Pontiff”. Wierni w Chersoniu, którzy uczestniczą w „Mszach” odprawianych przez „księży” wyświęconych w nowym rytcie posoborowym, nie mają gwarancji, że te Msze są ważne. Ich „nadzieja” opiera się na emocjach, a nie na pewności sakramentalnej.
Apel do czytelnika – prawdziwa nadzieja poza murami posoborowia
Czytelnik tego wywiadu, wzruszony heroizmem „ks.” Padlewskiego i jego parafian, musi zostać wyprowadzony z błędu. Prawdziwa nadzieja nie polega na „byciu obok” i na „modlitwie” pozbawionej sakramentalnego fundamentu. Prawdziwa nadzieja opiera się na pewności, że Chrystus jest obecny w Najświętszym Sakramencie w ważnie odprawianej Mszy Trydenckiej, że grzechy są odpuszczane w sakramencie pokuty przez ważnie wyświęconego kapłana, że łaska uświęcająca jest konieczna do zbawienia.
Prawdziwy Kościół katolicki trwa tam, gdzie sprawowana jest ważna Msza Święta według wiecznego mszału św. Piusa V, gdzie udzielane są ważne sakramenty, gdzie naucza się niezmienną doktrynę, a Chrystus Król panuje niepodzielnie. To tam, a nie w grupach wsparcia na linii frontu, dusza znajduje prawdziwe ukojenie. To tam rany zadane przez grzech – własny i cudzy – są obmywane w sakramencie pokuty. To tam, w Najświętszej Ofierze, łączy się własne cierpienie z Ofiarą Chrystusa na Krzyżu, nadając mu zbawczą moc.
Heroizm „ks.” Padlewskiego jest godny podziwu jako cnota naturalna, ale bez prawdziwego kapłaństwa, bez ważnych sakramentów, bez podporządkowania się prawdziwemu papieżowi – pozostaje on cieniem tego, czym powinna być katolicka posługa duszpasterska. Wierni w Chersoniu i wszędzie indziej potrzebują nie „modlitewnego wsparcia” – potrzebują prawdziwego Kościoła katolickiego, który jest jedynym arką zbawienia.
Za artykułem:
Chersoń, wiara, wojna – rozmowa z ks. Padlewskim (ekai.pl)
Data artykułu: 29.04.2026


