Mistrzostwo biegacza i wierność Mszy Świętej: Sabastian Sawe jako katolicki wzór

Podziel się tym:

Portal EWTN News (1 maja 2026) przedstawia historię Sabastiana Sawe, kenijskiego biegacza, który 26 kwietnia 2026 roku wygrał London Marathon w rekordowym czasie 1:59:30, jako przykład katolika, który „nigdy nie opuszcza Mszy Świętej”. Artykuł opiera się na wywiadzie z Juliuszem Kemeim, byłym nauczycielem Sawe i przewodniczącym parafii Holy Family Catholic Church w Kenii, który opisuje biegacza jako członka aktywnego w życiu parafijnego, hojnego darczyńcę i wzór dla młodzieży. Relacja ta, choć pozornie prosta, zasługuje na głębszą analizę z perspektywy integralnej wiary katolickiej, ponieważ zarówno jej zawartość, jak i pominięcia odsłaniają zarówno piękno osobistej pobożności, jak i strukturalne deficytu duszpasterstwa w posoborowych strukturach.


Szczerość świadectwa a duchowa jałowość przekazu

Juliusz Kemei, były nauczyciel i przewodniczący parafii, przedstawia Sabastiana Sawe w sposób wzruszająco szczery: „Sabastian nigdy nie opuszcza żadnej służby kościelnej. Ostatni raz, gdy tu był, powiedział nam, że tego samego dnia jedzie do Londynu na zawody i poprosił nas, abyśmy się za niego modlili. Nigdy nie opuszcza Mszy. Przychodzi z całą rodziną do kościoła. Kiedy go nie ma, jego żona i dzieci przychodzą”. To świadectwo jest cenne, ponieważ ukazuje człowieka, który – mimo świetności i światowego uznania – traktuje Mszę Świętą jako priorytet absolutny. Sawe prosi o modlitwę przed zawodami, a nie o analizę biomechaniczną czy strategię treningową. To jest postawa duchowa, która w kulturze triumfalistycznego sportu staje się rzadkością i daremnością.

Jednakże artykuł, mimo tej skarbnicy osobistych świadectw, pozostaje na powierzchni. Redakcja EWTN News, relacjonując tę historię, ogranicza się do narracji „wierzący sportowiec – dobry katolik – hojny parafianin”, nie doceniając w pełni teologicznej głębi tego, co opisuje. Brak choćby jednego zdania o tym, że Msza Święta, której Sawe nigdy nie opuszcza, jest Bezkrwawą Ofiarą Kalwarii, jedynym skutecznym źródłem łaski uświęcającej, bez której żaden sukces doczesny ma wartość zbawczą. Artykuł mówi o „modlitwie”, ale nie o różnicy między modlitwą osobistą a ofiarą kapłańską; mówi o „służbie kościelnej”, ale nie o istocie sakramentalnej tego, czym Msza Święta jest w świetle niezmiennego Magisterium.

Hojność a duchowa adopcja

Kemei podkreśla hojność Sawe wobec parafii: „Wygrał maraton przed tym londyńskim… i przyszedł, dał kościołu 100 000 kenijszylingów. Są momenty, gdy ofiaruje się, by samemu dokończyć projekty, mówiąc, że Bóg już tak bardzo go błogosławił”. Biegacz ofiarował również stado owiec na budowę nowego kościoła, a jego babcia – przed śmiercią w 2022 roku – darowała krowę. To gesty głęboko katolickie w swojej intuicji: uznanie, że wszystko pochodzi od Boga, i gotowość dzielenia się z Kościołem, który jest „matką i panią” (Sobór Trydenkiy, sesja XXI, cap. 2).

Tymczasem artykuł nie rozwija tego wątku w kierunku nauki o ofierze i odkupieniu. Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał: „Już nie należymy do siebie samych, gdyż Chrystus zapłatą wielką nas kupił; a ciała nasze są członkami Chrystusowymi” (1 Kor 6,19-20). Sawe, choć prawdopodobnie nie zna tej encykliki, żyje w duchu tej nauki – ale czytelnik artykułu nie otrzymuje klucza do zrozumienia, dlaczego jego hojność nie jest tylko „dobrym uczuciem”, lecz aktem nadprzyrodzonej cnoty sprawiedliwości wobec Boga.

Wzór dla młodzieży czy wydmuszka duszpasterstwa?

Kemei mówi: „Wielu młodych z naszej parafii zaczęło przychodzić do niego po mentoring. Jest wielkim zasobem dla naszego kościoła”. To zdanie jest jednocześnie piękne i bolesne. Piękne, bo pokazuje, że autentyczne świadectwo wiary przyciąga. Bolesne, bo ujawnia, że parafia – zamiast mieć własne struktury duszpasterstwa młodzieży, własnych kapłanów zdolnych do formowania serc – musi polegać na sporcie, który „nigdy nie opuszcza Mszy”. Czy to nie jest przejaw duchowej nędzy, o której ostrzegał św. Pius X w Pascendi Dominici gregis (1907), gdy pisał o redukcji wiary do „uczucia religijnego” i subiektywnego przeżycia?

Artykuł nie zadaje sobie trudu, by zapytać: dlaczego to właśnie biegacz, a nie duszpasterz, staje się mentorem młodzieży? Czy nie dlatego, że struktury parafijne – w duchu posoborowej „wspólnoty” – zredukowały kapłaństwo do roli „animatora”, a sakramenty do „celebracji grupowych”? Sawe jest wzorem, bo żyje wiarą osobiście. Ale jego osobista pobożność nie zastępuje brakującego duszpasterstwa, a jedynie je maskuje.

Rodzina jako filar parafii – ale jaki Kościół?

Kemei podkreśla, że rodzina Sawe jest jednym z czterech „filarów nowej parafii”: „Kiedy biskup Dominic Kimengich uczynił z nas parafię, zanim został mianowany arcybiskupem Mombasy, martwiliśmy się o zasoby. Ale każdy członek rodziny Sabastiana coś darował naszemu kościołowi”. To piękne świadectwo rodzinnej solidarności, ale artykuł milczy o kluczowej kwestii: jaki Kościół jest tym, do którego Sawe należy? Czy to Kościół katolicki w pełni integralny, z ważnymi sakramentami, z Mszą Trydencką, z niezmienną doktryną? Czy też struktura posoborowa, w której „biskup” i „ksiądz” są tylko tytularnymi funkcjariuszami Neokościoła?

W kontekście Afryki, gdzie posoborowe struktury masowo wprowadziły liturgię nowojorską, ekumenizm i redukcję wiary do „sprawiedliwości społecznej”, pytanie to nie jest akademickie. Jeśli Sawe uczestniczy w „Mszach” odprawianych według nowego obrzędu Pawła VI, jego pobożność, choć szczera, opiera się na fundamencie, który nie ma mocy sakramentalnej. Msza Novus Ordo, zredukowana do „wieczerzy zgromadzenia”, nie jest Ofiarą przebłagalną w sensie, w jaki nauczał Sobór Trydencki (sesja XXII, cap. 2). Artykuł EWTN News nie podejmuje tej kwestii, bo sam EWTN – mimo retoryki tradycyjnej – funkcjonuje w ramach posoborowego establishmentu i nie stawia pytań o ważność sakramentów.

Sport, ciało i duchowość katolicka

Sawe pochodzi z rodziny sportowców: jego dziadek ojciec był maratończykiem, wujek uprawiał atletykę, a matka była sprinterką. Kemei mówi: „Pamiętam go jako bardzo nieśmiałego ucznia. Zobaczyłem jego talent i pielęgnowałem go”. To przypomina katolicką naukę o ciele jako „świątyni Ducha Świętego” (1 Kor 6,19) i o talentach jako darach Bożych, które należy rozwijać dla chwały Boga. Sport, w ujęciu katolickim, nie jest celem samym w sobie, lecz środkiem do doskonalenia cnoty – pokory, wytrwałości, posłuszeństwa, ofiary.

Artykuł jednak nie podnosi tego wymiuru. Mówi o sukcesie, o rekordzie, o „wielkim zasobie dla kościoła”, ale nie o tym, że każdy bieg może być aktem ofiary, że każdy ból mięśni może być zjednoczony z Męką Chrystusa, że każdy finiszaż może być „ofiarowany za intencję świętą”. To jest duchowa strata artykułu – i symbolem tego, że nawet „katolickie” media nie potrafią myśleć sakramentalnie.

Milczenie o sakramencie kapłaństwa

Najcięższym pominięciem artykułu jest całkowity brak refleksji nad rolą kapłaństwa. Sawe „nigdy nie opuszcza Mszy” – ale kto odprawia tę Mszę? Czy to kapłan ważnie wyświęcony, posiadający potestas ordinis do konsekracji chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa? Czy to „ksiądz” wyświęcony według nowego obrzędu Pawła VI, którego ważność jest co najmniej wątpliwa? Artykuł milczy, bo sam EWTN News nie stawia takich pytań publicznie.

Św. Tomasz z Akwinu w Summa Theologiae (III, q. 64, a. 2) nauczał, że sakramenty działają ex opere operato – nie z powody pobożności celebransa, lecz z mocy samego rytuału, o ile jest on ważny. Jeśli Msza, której Sawe uczestniczy, jest odprawiana przez kapłana o wątpliwej ważności święceń, jego osobista pobożność – choć godna podziwu – nie jest wspierana przez łaskę sakramentalną w pełni skuteczną. To nie jest krytyka Sawe, lecz krytyka struktury, która nie zapewnia mu pewności sakramentalnej.

Zakończenie: świadectwo bez pełni prawdy

Sabastian Sawe jest człowiekiem wielkiej wiary osobistej. Jego wierność Mszy Świętej, hojność wobec parafii, prośba o modlitwę przed zawodami, zaangażowanie rodziny – to wszystko są owoce autentycznego katolicyzmu, który przetrwał mimo posoborowej apostazji. Ale artykuł EWTN News, relacjonując tę historię, nie tylko nie podnosi jej do poziomu teologicznego, ale przemilcza kluczowe pytania: jaki Kościół? jaka Msza? jaki kapłaństwo? jaka doktryna?

Czytelnik, szukający prawdziwego światła, musi zostać wyprowadzony z błędu. Prawdziwe świadectwo wiary nie polega tylko na „nigdy nie opuszczaniu Mszy”, ale na uczestnictwie w jedynie prawdziwej Ofierze – Mszy Świętej według wiecznego mszału św. Piusa V, odprawianej przez kapłana ważnie wyświęconego, w Kościele katolickim, który trwa tam, gdzie naucza się niezmienną doktrynę i sprawowane są ważne sakramenty. To tam, a nie w grupach wsparcia czy w medialnych „historiach sukcesu”, dusza znajduje prawdziwe ukojenie. Sawe zasługuje na modlitwę – ale przede wszystko zasługuje na pewność, że Msza, której nigdy nie opuszcza, jest tą, którą Chrystus ustanowił w Wieczerniku.


Za artykułem:
London Marathon winner Sabastian Sawe ‘never misses Mass’
  (ewtnnews.com)
Data artykułu: 01.05.2026

Więcej polemik ze źródłem: ewtnnews.com
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.