Prof. Marcin Majewski wygłasza wykład o apokryfach w tradycyjnym kościele katolickim

Apokryfy, ciekawość i milczenie o Chrystusie Królu

Podziel się tym:

Portal eKAI (5 maja 2026) relacjonuje wykład prof. Marcina Majewskiego z Bydgoszczy poświęcony apokryfom biblijnym. Prelegent, popularyzator wiedzy biblijnej, omawiał różnice między Ewangeliami kanonicznymi a apokryfami, podkreślając, że centrum tych pierwszych stanowi osoba Jezusa Chrystusa, Jego męka, śmierć i zmartwychwstanie. Apokryfy, jak wyjaśniał, powstawały później, służyły zaspokajaniu ciekawości lub przekazywaniu idei niezgodnych z chrześcijaństwem, np. przez gnostyków. Prof. Majewski zachęcał do czytania apokryfów „we właściwym miejscu”, nie jako piątej Ewangelii, lecz jako świadectwa wyobraźni pierwszych chrześcijan. Artykuł, choć rzetelnie omawia temat apokryfów, jest jednocześnie bolesnym przykładem redukcjonizmu teologicznego, charakterystycznego dla przekazu posoborowego, który ogranicza się do historycznego i literackiego aspektu, całkowicie pomijając nadprzyrodzony wymiar Objawienia i panowania Chrystusa Króla.


Redukcja Ewangelii do „centrum” bez Króla

Prof. Majewski wypowiedział się w sposób, który na pierwszy rzut oka wydaje się katolicki i bezpieczny. Stwierdził, że „w Ewangeliach kanonicznych centrum stanowi królestwo Boże, osoba Jezusa, Jego męka, śmierć i zmartwychwstanie”. To stwierdzenie, choć prawdziwe, jest jednak niepełne i w swojej niepełności staje się symptomem głębszego problemu. Mówi się o Jezusie, o Jego cierpieniu i zmartwychwstaniu, ale brak najważniejszego: Jezusa Chrystusa Króla, który panuje nie tylko w sercach wiernych, ale ma władzę nad wszystkimi narodami, państwami i aspektami życia. Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) jednoznacznie nauczał: „Królestwo Odkupiciela naszego obejmuje wszystkich ludzi” i „niech nie odmawiają władcy państw publicznej czci i posłuszeństwa królującemu Chrystusowi, lecz niech ten obowiązek spełnią sami i wraz z ludem swoim”. Prof. Majewski, mówiąc o „centrum Ewangelii”, nie wspomina o tym fundamentalnym fakcie. To nie jest drobne pominięcie, lecz systemowe wymazywanie Królewskiej godności Chrystusa z dyskursu publicznego, co jest jednym z najcięższych grzechów epoki modernistycznej. Pius XI ostrzegał: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”. Czyż nie jest to dokładny opis współczesnego świata, w którym nawet katoliccy biblisty milczą o panowaniu Chrystusa?

Apokryfy jako „ciekawość” a nie jako duchowe zagrożenie

Artykuł przedstawia apokryfy w sposób wyjątkowo łagodny, niemal pozytywny. Prof. Majewski mówi, że „Katolik nie musi bać się apokryfów” i że pokazują one, jak „pierwsi i późniejsi chrześcijanie wyobrażali sobie, dopowiadali i przekształcali opowieść o Jezusie”. Taki ton jest skrajnie niebezpieczny, ponieważ zaciera granicę między Objawieniem a ludzką spekulacją, między Słowem Bożym a wymysłem heretyków. Św. Paweł ostrzegał: „Gdyby nawet my, albo anioł z nieba, ogłaszałby wam ewangelię inną, niż wam ogłaszaliśmy, niech będzie przeklęty!” (Ga 1,8 Wlg). Apokryfy, zwłaszcza te gnostyczne, nie są ciekawostkami – są narzędziami fałszywego przekazu, które od początku Kościół rozpoznawał jako zagrażające czystości wiary. Prof. Majewski przyznaje, że „różne grupy (np. heretyccy gnostycy) chciały 'przemycić’ swoje idee”, ale nie wyciąga z tego wniosku, że Kościół nie włączył ich do kanonu nie z przypadku, lecz z Opatrzności Bożej, chroniąc wiernych przed błędem. Zamiast tego sugeruje, że apokryfy można czytać „we właściwym miejscu”, co w praktyce oznacza, że są ciekawe, ale nieobowiązujące. To relatywizm doktrynalny, który podważa autorytet kanonu i sugeruje, że granica między prawdą a fałszem jest płynna. Św. Pius X w dekrecie Lamentabili sane exitu (1907) potępił jako błąd twierdzenie, że „objawienie, które stanowi przedmiot wiary katolickiej, nie zakończyło się wraz z Apostołami” (propozycja 21). Apokryfy są właśnie tego rodzaju – próbami przedłużenia Objawienia poza to, co Bóg zechciał objawić.

Język akademicki jako zasłona na duchową pustkę

Analiza językowa artykułu ujawnia, że słownik użyty przez prof. Majewskiego i redakcję eKAI jest słownikiem akademickiego biblisty, a nie katolickiego teologa. Mówi się o „centrum teologicznym”, „wątkach pobocznych”, „charakterze pobożnościowym czy polemicznym”, „kanonie Pisma Świętego”. To język, który obiektualizuje Objawienie, traktując je jako przedmiot badań historycznych, a nie jako żywe Słowo Boga, które wymaga wiary i posłuszeństwa. Brak w tekście takich pojęć jak „łaska”, „zbawienie”, „sakramenty”, „Kościół jako jedyny ark zbawienia”. Jezus Chrystus jest przedstawiony jako postać historyczna, której „potężna” osobista rodziła wyobraźnię, a nie jako Bóg Wcielony, który umarł na krzyżu za grzechy świata i zmartwychwstał, aby nas zbawić. To redukcja chrześcijaństwa do kultury i historii, co jest jednym z objawów modernizmu potępionych przez św. Piusa X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907). Moderniści, jak pisał papież, „redukują wszystko do subiektywnego przeżycia” i „odrzucają nadprzyrodzony charakter Objawienia”. Czyż nie jest to dokładnie to, co robi prof. Majewski, mówiąc o apokryfach jako „świadectwie wyobraźni pierwszych chrześcijan”?

Milczenie o Kościele jako jedynym źródłem prawdy

Artykuł przemilcza fundamentalną prawdę: to Kościół katolicki, a nie indywidualna ciekawość, jest depozytariuszem i interpretatorem Objawienia. Prof. Majewski mówi o kanonie, ale nie wyjaśnia, dlaczego Kościół włączył do niego właśnie cztery Ewangelie, a nie inne teksty. Nie przypomina, że to Magisterium Kościoła, kierowane przez Ducha Świętego, ustaliło kanon i że wierni mają obowiązek przyjmować tę decyzję z posłuszeństwem. Zamiast tego sugeruje, że apokryfy można czytać jako ciekawostki, co w praktyce oznacza, że indywidualny wybór i interpretacja są równie ważne jak autorytet Kościoła. To protestantyzm z maską katolicką. Św. Pius X w Pascendi ostrzegał przed tym rodzaju błędami: „Prawda zmienia się wraz z człowiekiem, ponieważ rozwija się wraz z nim, w nim i przez niego” (propozycja 58 Lamentabili). Prof. Majewski nie idzie tak daleko, ale jego ton i pominięcia prowadzą w tym samym kierunku.

Szkoła Biblijna bez fundamentu wiary

Artykuł informuje, że Szkoła Biblijna w Bydgoszczy „już trzeci rok gromadzi liczne grony uczestników” i zapowiada kolejne spotkania, m.in. o Apokalipsie św. Jana i listach św. Pawła. To są tematy ważne i potrzebne, ale bez fundamentu w integralnej wierzę katolickiej, studium Biblii może stać się narzędziem dezorientacji, a nie zbawienia. Apokalipsa św. Jana to księga o eschatologii, o walce dobra ze złym, o triumfie Chrystusa Króla. Listy św. Pawła to nauka o Kościele, o łasce, o sakramentach, o obowiązkach wiernych. Czy te tematy będą omawiane w kontekście niezmiennego nauczania Kościoła, czy w duchu modernistycznej krytyki historycznej? Artykuł nie daje na to odpowiedzi, ale sam jego ton i pominięcia sugerują, że odpowiedź jest niepokojąca. Pius XI w Quas Primas pisał: „Trzeba, aby Chrystus panował w umyśle człowieka, którego obowiązkiem jest z zupełnym poddaniem się woli Bożej przyjąć objawione prawdy i wierzyć silnie i stale w naukę Chrystusa”. Czy Szkoła Biblijna w Bydgoszczy uczy tego, czy raczej ogranicza się do akademickiej egzegezy?

Apokryfy i duch współczesności

Prof. Majewski mówi, że temat apokryfów jest „dziś bardzo popularny i medialny” i pyta: „Czy Kościół coś ukrył?”. To pytanie, choć retoryczne, jest niebezpieczne, ponieważ sugeruje, że Kościół mógł działać w sposób nieuczciwy lub tajemniczy. Prawda jest taka, że Kościół nie ukrywał niczego – apokryfy były znane i odrzucane ze względu na ich niezgodność z Objawieniem. To współczesny świat, zdominowany przez media i internet, tworzy iluzję, że wszystko jest dostępne i że granice między prawdą a fałszem są płynne. Apokryfy są dziś narzędziem w rękach tych, którzy chcą podważyć autorytet Kościoła i zastąpić Objawienie ludzką spekulacją. Św. Pius X w Pascendi ostrzegał przed „pogoń za nowinkami”, która prowadzi do „odrzucenia dziedzictwa ludzkości” i „popadania w najpoważniejsze błędy”. Prof. Majewski, zamiast ostrzegać przed tym zagrożeniem, prezentuje apokryfy w sposób neutralny, co w praktyce oznacza akceptację tego stanu rzeczy.

Brak wskazania drogi do zbawienia

Artykuł kończy się stwierdzeniem, że „Ewangelie kanoniczne ukazują istotę chrześcijańskiej wiary: kim jest Jezus Chrystus, co uczynił dla zbawienia człowieka oraz dlaczego Jego krzyż i zmartwychwstanie stanowią centrum chrześcijaństwa”. To zdanie, choć prawdziwe, jest niepełne i niewystarczające. Mówi o tym, kim jest Jezus i co uczynił, ale nie mówi, co wierny ma z tą wiedzą zrobić. Nie przypomina, że zbawienie jest możliwe tylko w Kościele katolickim, przez sakramenty, przez życie w łasce, przez posłuszeństwo Bożym przykazaniom. Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863) nauczał: „Eternal salvation cannot be obtained by those who oppose the authority and statements of the same Church and are stubbornly separated from the unity of Church and also from the successor of Peter, the Roman Pontiff”. Prof. Majewski i redakcja eKAI milczą o tym fundamentalnym fakcie. To nie jest drobne pominięcie – to duchowe okrucieństwo, bo pozostawia czytelnika w niepewności co do jego losu wiecznego.

Konkluzja: biblista bez Kościoła

Prof. Marcin Majewski jest bez wątpienia erudytą i znawcą literatury biblijnej. Jego wykład o apokryfach był rzetelnie relacjonowany przez portal eKAI. Jednakże erudycja bez wiary, wiedza bez posłuszeństwa, biblistyka bez Kościoła – to droga do duchowej pustki. Artykuł jest przykładem tego, jak katolicki portal, zamiast głęboko i wiernie nauczać, ogranicza się do akademickiego komentarza, który nie prowadzi do zbawienia. Pius XI w Quas Primas pisał: „Oby się to stało, Czcigodni Bracia, iżby nie należący do Kościoła zapragnęli i przyjęli dla dobra swego zbawienia słodkie jarzmo Chrystusowe”. Czy artykuł na eKAI przybliża kogokolwiek do tego słodkiego jarzma? Czy nie jest raczej kolejnym przykładem medialnej papki, która karmi umysł, ale głodzi duszę? Prawdziwy Kościół katolicki, który trwa w wiernych wyznających wiarę integralnie, naucza inaczej. Naucza, że Chrystus jest Królem, że Kościół jest jedyną arką zbawienia, że sakramenty są źródłem łaski, że Objawienie jest kompletne i że apokryfy są próbami podważenia tej prawdy. I to jest jedyna droga do wiecznego zbawienia.


Za artykułem:
bydgoska Prof. Marcin Majewski: centrum Ewangelii jest Jezus Chrystus
  (ekai.pl)
Data artykułu: 05.05.2026

Więcej polemik ze źródłem: ekai.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.