Portal „Tygodnik Powszechny” relacjonuje rozmowę z duńską pisarką Helle Helle, która w swojej najnowszej powieści opowiada o kobiecie przeżywającej rozwód. Bohaterka Hafni traktuje rozstanie jako „święto” i „pielgrzymkę”, lecz z czasem odkrywa, że jest to również żałoba i strata. Pisarka przyznaje, że nie potrafi formułować „wielkich myśli”, unika abstrakcji, a jej język jest celowo zredukowany do konkretów zmysłowych. „Nie piszę, bo mam odpowiedzi. Piszę, bo mam pytania” – mówi Helle Helle, dodając, że jej literatura „odmawia przeszłości” poprzez radykalny czas teraźniejszy. Artykuł przedstawia tę postawę jako wartość literacką, nie dostrzegając w niej nawet śladu duchowej próżni, w której człowiek, odcięty od transcendencji, próbuje zatrzymać czas i uciec od nieuchwytnej prawdy o sobie i Bogu.
Redukcja człowieka do zmysłów – materialistyczna koncepcja literatury
Helle Helle wprost przyznaje: „Jeśli nie mogę czegoś dotknąć, poczuć, zobaczyć – to tego nie rozumiem”. To nie jest tylko kwestia warsztatu literackiego – to jest manifest materialistycznej antropologii, w której człowiek zostaje zredukowany do ciała i zmysłów, pozbawiony duszy rozumnej i wolnej woli. Św. Tomasz z Akwinu w Summa Theologiae (I, q. 75, a. 2) naucza, że człowiek jest istotą złożoną z duszy i ciała, a dusza rozumna jest formą ciała – nie odwrotnie. Pisarka odwraca tę hierarchię: nie dusza kieruje ciałem, lecz to, co dotykalne i widzialne, stanowi jedyną miarę rzeczywistości. To jest dokładnie ten błąd, który św. Pius X w dekrecie Lamentabili sane exitu (1907) potępił jako propozycję nr 58: „Nie należy uznawać żadnych sił pozamaterialnych” – choć Helle Helle nie słowa tego nie używa, jej cała praktyka literacka jest tego dosłownym wcieleniem.
„Nie potrafię pisać o «życiu wewnętrznym»” – przyznaje pisarka. Ale życie wewnętrzne to właśnie to, co wyróżnia człowieka zwierzęcia. To w umyśle i woli człowiek spotyka się z Bogiem, to tam działa łaska uświęcająca, to tam rodzą się decyzje moralne. Pominięcie życia wewnętrznego w literaturze nie jest neutralne – jest aktem zubożenia obrazu człowieka. Św. Paweł pisze do Rzymian: „Nie bądźcie już z tego świata, ale przemieniajcie się przez odnowę waszego umysłu” (Rz 12,2). Helle Helle od tego odwraca się wprost – jej bohaterka „obserwuje więcej, niż rozmyśla”, a to oznacza, że żyje na powierzchni, bez głęby, bez odpowiedzialności, bez spotkania z prawdą o sobie.
Czas teraźniejszy jako desperacka próba ucieczki od prawdy
Najbardziej symptomatycznym elementem wywiadu jest obrona radykalnego czasu teraźniejszego: „Czas teraźniejszy to desperackie «teraz», próba zatrzymania czasu. On przecież odmawia przeszłości, która oznaczała, że ktoś musi odejść, umrzeć”. To nie jest technika literacka – to jest tezyczna niezdolność do przyjęcia rzeczywistości grzechu, śmierci i utraty. Człowiek, który odmawia przeszłości, odmawia pokuty, bo pokuta wymaga uznania, że coś w przeszłości było złe i wymaga naprawy. Człowiek, który odmawia przyszłości, odmawia nadziei, bo nadzieja wymaga wiary, że Bóg ma plan zbawienia, który wykracza poza „teraz”.
Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał, że Chrystus Król panuje „odtąd i aż na wieki” – Jego Królestwo obejmuje przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Literatura, która odmawia przeszłości, jest literaturą bez Króla – jest literaturą człowieka, który chce być sam sobie bogiem, ale nie potrafi nawet być sobą. Helle Helle pisze: „Nie da się wymyślić dobrej powieści – trzeba ją napisać”. To prawda w sensie warsztatowym, ale w głębszym sensie teologicznym jest to iluzja: nie da się wymyślić życia – trzeba je przyjąć. A przyjąć je można tylko wtedy, gdy się ufa Bogu, który jest Prawdą.
Rozwód jako „święto” – naturalistyczna inwersja wartości
Bohaterka Hafni „świętuje swoje rozstanie” i traktuje rozwód jako „wyprawę, coś w rodzaju pielgrzymki”. To jest znamienny symptom kulturowej apostazji – zło jest nazywane dobrem, utrata nazywana jest zyskiem, a rozpad nazywany jest wolnością. Św. Paweł ostrzega: „Nie dajcie się zwodzić: złe towarzystwo psuje dobre obyczaje” (1 Kor 15,33). W kulturze, w której rozwód jest „świętem”, nie ma miejsca na sakrament małżeństwa, na wierność, na ofiarę – a więc na to, co Chrystus uświęcił w Kanie Galilejskiej.
Helle Helle przyznaje, że jej bohaterka „zawarła małżeństwo, bo nie umiała odmówić – ktoś ją poprosił, więc się zgodziła”. To jest obraz człowieka bez wolnej woli, bez odpowiedzialności, bez zdolności do podjęcia decyzji. To nie jest literatura o wolności – to jest literatura o niewoli. Niewoli przed presją, przed oczekiwaniami, przed strachem. A jednocześnie ta niewola jest przedstawiana jako wartość, jako „autentyczność”, jako „prawdziwość”. To jest dokładnie ten błąd, który Pius IX w Syllabus Errorum (1864) potępił jako propozycję nr 63: „Prawo nie polega na rozumie, lecz na sile, a wszystkie czyny ludzkie mają moc prawa”.
Milczenie o Bogu jako najcięższe oskarżenie
W całym wywiadzie ani razu nie pojawia się imię Boga, modlitwa, sakrament, wiara, nadziea eschatologiczna. Hafni przeżywa rozwód, żałobę, utratę – ale nie ma nikogo, do kogo mogłaby się zwrócić po prawdziwe ukojenie. To jest najcięższe oskarżenie wobec tej literatury – nie to, co mówi, ale to, o czym milczy. Św. Augustyn wyznawał: „Uczyniłeś nas, Panie, dla siebie, a niepokojone jest serce nasze, dopóki nie spoczyne w Tobie” (Wyznania I, 1). Literatura, która nie wspomina o Bogu, nie dlatego, że Go odrzuca, ale dlatego, że Go nie zna, jest literaturą o człowieku, który błądzi w pustyni, nie wiedząc, że woda żywa istnieje.
Pisarka mówi: „Nie piszę, bo mam odpowiedzi. Piszę, bo mam pytania”. To szczere wyznanie, ale jest to wyznanie człowieka, który nie szuka odpowiedzi tam, gdzie jedynie można je znaleźć – w Objawieniu, w Kościele, w sakramentach. Pytania bez odpowiedzi nie prowadzą do mądrości – prowadzą do rozpaczy. A rozpacza, zamknięta w czasie teraźniejszym, bez przeszłości i bez przyszłości, jest najgorszą z możliwych.
„Tygodnik Powszechny” jako przekaźnik duchowej pustki
Redakcja „Tygodnika Powszechnego” przedstawia tę rozmowę bez żadnej krytyki, bez żadnego kontrastu, bez żadnego nawiązania do wiary katolickiej. Artykuł jest napisany w tonie neutralnym, prawie podziwiającym – jakby literatura, która redukuje człowieka do zmysłów, odmawia przeszłości i traktuje rozwód jako święto, była czymś wartościowym. To jest symptom duchowego bankructwa – katolicki portal nie jest w stanie rozpoznawać błędów, bo sam jest zanurzony w tej samej kulturze naturalizmu i relatywizmu.
Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) ostrzegał przed „modernistami, którzy pod pozorem nauki i krytyki podkopują fundamenty wiary”. „Tygodnik Powszechny” nie jest modernistyczny w tym sensie, że nie atakuje wiary wprost – ale jest indifferentystyczny, co jest równie groźne. Indifferentyzm, potępiony przez Piusa IX w Quanto Conficiamur Moerore (1863), polega na tym, że wszystko jest traktowane jako równie ważne – wiara i niewiara, prawda i błąd, łaska i grzech. Artykuł o Helle Helle jest tego doskownym przykładem.
Prawdziwa literatura – w służbie Prawdy
Czytelnik szukający prawdziwej literatury – literatury, która nie tylko opisuje, ale objawia – musi zostać wyprowadzony z błędu. Prawdziwa literatura nie unika „wielkich myśli” – ona je szuka, bo wie, że człowiek jest istotą rozumną, stworzoną na obraz Boga. Prawdziwa literatura nie odmawia przeszłości – ona ją przyjmuje, bo wie, że historia jest miejscem działania Opatrzności Bożej. Prawdziwa literatura nie traktuje rozwodu jako święta – ona ukazuje jego ból, ale też wskazuje drogę do uzdrowienia, która jest w sakramencie pokuty i w miłosierdziu Boga.
Taka literatura istnieje – w polskiej tradycji to np. Cyprian Kamil Norwid, który pisał: „Trzeba widzieć rzeczy w świetle wieczności”. To jest literatura, która nie boi się pytania o Boga, bo wie, że odpowiedź istnieje. I ta odpowiedź nie jest abstrakcyjna – jest osobowa, jest Chrystusem, który mówi: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (J 14,6). Helle Helle nie o tym wie – i dlatego jej literatura, mimo warsztatowej sprawności, pozostaje literaturą pustki.
Zakończenie – wezwanie do powrotu do Tradycji
Artykuł z „Tygodnika Powszechnego” jest bolesnym świadectwem tego, jak daleko posoborowe struktury odeszły od integralnej wiary katolickiej. Nie chodzi o to, że Helle Helle jest złą pisarką – może jest sprawna warsztatowo. Chodzi o to, że jej wizja człowieka, czasu i życia jest w całości naturalistyczna, a katolicki portal przedstawia ją bez żadnej krytyki. To jest duchowe bankructwo – nie brak talentu, lecz brak wiary.
Pius XI w Quas Primas napisał: „Gdy Chrystus jest usunięty z życia publicznego i prywatnego, ginąć muszą narody i jednostki”. Literatura, która usuwa Chrystusa z życia, nie jest neutralna – jest destrukcyjna. A przekaźnik, który ją promuje bez krytyki, jest współodpowiedzialny za tę destrukcję. Czytelnik musi to wiedzieć – i musi szukać prawdy tam, gdzie ona jest: w Kościele katolickim, w Tradycji, w sakramentach, w modlitwie. Bo tylko tam człowiek znajduje odpowiedź na swoje pytania – nie odpowiedź, która zatrzymuje czas, ale odpowiedź, która daje życie wieczne.
Za artykułem:
Helle Helle: Nie da się wymyślić dobrej powieści, trzeba ją napisać (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 05.05.2026








