Artykuł opublikowany w amerykańskim serwisie EWTN News (9 maja 2026), oparty na wywiadzie dla litewskiego magazynu Kelionė</ ukazuje przebywanie w Kijowie arcybiskupa Visvaldasa Kulbokasa, nuncjusza apostolskiego na Ukrainie, od początku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji w 2022 roku. Relacjonuje on codzienne życie pod ostrzałem rakietowym, pracę kapelanów wojskowych oraz — co najbardziej zaskakujące — gwałtowny wzrost religijności wśród cywilów i żołnierzy w strefach konfliktu. W Khersonie, gdzie ludność spadła do jednej piątej przedwojennej liczby, parafia katolicka wzrosła pięciokrotnie do sześciokrotnie. Nuncjusz podkreśla, że wojna stała się katalizatorem duchowego przebudzenia. Jednakże cała ta narracja, choć wzruszająca w swojej ludzkiej warstwie, jest przedstawiona w ramach struktury, która od ponad sześćdziesięciu lat głosi herezję, że „Kościół nigdy nie miał wyłączności w zbawieniu" i że dialog z prawosławiem czy protestantyzmem jest drogą do jedności — a nie do nawrócenia. Artykuł nie zadaje sobie trudu, by odróżnić prawdziwą wiarę katolicką od duchowego fermentu, który może być jedynie emocjonalną reakcją na traumę, bez fundamentu sakramentalnego i doktrynalnego.
Prawdziwy Kościół wobec wojny: co milczy nuncjusz Kulbokas
Artykuł relacjonujący przeżycia arcybiskupa Kulbokasa jest pełen wzruszających opowieści: żołnierz z wyrzutnią Javelin, który samotnie zatrzymuje kolumnę rosyjskich czołgów; siostra z nuncjatury, która z telefonem w ręku oblicza czas nalotu, by zdążyć kupić warzywa; kapelan, który młodym żołnierzom tłumaczy, że „siki i stolec z lęku to normalne”; wreszcie — wojskowy lekarz opisujący rannych, którzy odmawiają dalszego leczenia, prosząc zamiast tego o rozgrzeszenie. Te opowieści są głęboko ludzkie i poruszające. Jednakże cała narracja jest osadzona w ramach struktury, która od 1962 roku głosi doktrynę sprzeczna z niezmienną wiarą katolicką.
Nuncjusz Kulbokas mówi o „nawróceniu” prawosławnego biskupa i dwóch protestantów, którzy „stali się katolikami”. Ale czy to jest prawdziwe nawrócenie? Czy ci ludzie zostali nawróceni na wiarę katolicką w jej integralności — z pełnym przekonaniem o konieczności sakramentów, o prymacie Rzymu jako instytucji Bożej, o nauce Extra Ecclesiam nulla salus — czy raczej zostali włączeni do struktury, która sama odrzuciła te prawdy? Artykuł nie zadaje tego pytania. A powinien. Bo jak nauczał bł. Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863): „Wieczne zbawienie nie może być uzyskane przez tych, którzy sprzeciwiają się władzy i orzeczeniom tegoż Kościoła i są uparcie oddaleni od jedności Kościoła, a także od następka Piotra, papieża rzymskiego, któremu «Strażnictwo nad winnicą powierzył Zbawiciel»”. Prawdziwe nawrócenie wymaga pełnej akceptacji doktryny katolickiej — nie tylko emocjonalnego przyjęcia „Chrystusa” w warunkach wojennego stresu.
Kapelan wojskowy: kapłan czy psycholog?
Opis pracy kapelanów wojskowych w artykule jest szczególnie symptomatyczny. Kapelan, który „rzadko mówi o religii wprost”, przygotowuje żołnierzy do „surowej rzeczywistości boju”, rozdaje różańce, modli się, błogosłuchi, słucha spowiedzi. To jest obraz kapłana, który — choć działa w dobrej wierze — został zredukowany do roli towarzysza duchowego, a nie kapłana-ofiary. Brak w tej relacji jednego kluczego elementu: Mszy Świętej jako Ofiary przebłagalnej za grzechy żywych i zmarłych.
Artykuł podaje, że żołnierze wolają o rozgrzeszenie, gdy stają twarzą w twarz ze śmiercią. To jest głęboka i prawda potrzeba. Ale czy nuncjusz Kulbokas mówi o tym, że jedynym skutecznym ukojeniem dla umierającego chrześcijanina jest nie tylko sakrament pokuty, ale także Viaticum — Komunia święta udzielana umierającym — oraz Stolicowanie? Czy mówi o tym, że cierpienie żołnierzy, zjednoczone z Męką Chrystusa w sakramencie, ma wartość odkupieńczą? Nie. Artykuł pozostawia nas w sferze emocjonalnej — „przebaczenie jest jedyną rzeczą, której naprawdę potrzebujesz” — bez wskazania, że to przebaczenie przychodzi wyłącznie przez krew Chrystusa, udzielaną w sakramencie przez upoważnionego kapłana.
Jak ostrzegał św. Pius X w dekrecie Lamentabili sane exitu (1907), potępiając jako błąd twierdzenie, że „Kościół bardzo powoli przyzwyczaił się do pojęcia chrześcijanina-grzesznika, którego Kościół rozgrzesza swoim autorytetem” (propozycja 46). Prawdziwy Kościół katolicki zawsze nauczał, że rany duszy leczy się nie „obecnością”, ale Krwią Chrystusa, udzielaną w sakramencie przez upoważnionego kapłana. Pominięcie tego faktu w artykule o pomocy duchowej na froncie jest nie tylko błędem, ale duchowym okrucieństwem.
„Nie ma już niewierzących” — ale w co wierzą?
Najbardziej kontrowersyjnym stwierdzeniem w artykule jest deklaracja nuncjusza Kulbokasa: „W Khersonie nie ma już niewierzących”. To zdanie brzmi jak cud, ale w kontekście struktury posoborowej, która odrzuciła naukę o wyłączności Kościoła w zbawieniu, staje się podejrzane. Bo w co wierzą ci ludzie? Czy wierzą w Chrystusa Boga i Człowieka, w Jego Ofiarę na Kalwarii, w realną obecność w Eucharystii, w konieczność sakramentów dla zbawienia? Czy wierzą w to, że „nie ma pod niebem inne imię dane ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni” (Dz 4,12)?
Artykuł sugeruje, że wzrost religijności dotyczy różnych wyznań — katolików, prawosławnych, protestantów — i że wojna „prowadzi do refleksji nad wiarą”. Ale refleksja nad wiarą to nie to samo co prawdziwe nawrócenie. Jak nauczał Pius XI w encyklice Quas Primas (1925): „Królestwo Odkupiciela naszego obejmuje wszystkich ludzi… On jest sprawcą pomyślności i prawdziwej szczęśliwości tak dla pojedynczych obywateli, jak i dla państwa”. Prawdziwe nawrócenie wymaga nie tylko „refleksji”, ale aktu wiary, pokuty i przyjęcia chrztu w prawdziwym Kościele — a nie w strukturze, która od Soboru Watykańskiego II głosi, że „święci i wierni wszystkich wyznań są członkami Ciała Chrystusa”.
Wojna jako katalizator duchowy — ale jaki?
Artykuł przedstawia wojnę jako katalizator duchowego przebudzenia. I w pewnym sensie ma rację — cierpienie zbliża człowieka do Boga. Ale pytanie brzmi: do jakiego Boga? Do Boga objawionego w Tradycji katolickiej, czy do Boga „ducha”, który jest tylko „miłością” i „jednością”? Struktury posoborowe, które reprezentuje nuncjusz Kulbokas, od dziesięcioleci głoszą, że „Bóg jest miłością” — ale milczą o tym, że ta miłość wymaga pokuty, sakramentów i posłuszeństwa prawdziwemu Kościołowi.
Wojna na Ukrainie jest tragedią. Ale tragedia nie zastępuje teologii. Jak ostrzegał św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907), moderniści redukują wiarę do „uczucia religijnego” i subiektywnego przeżycia. Artykuł o nuncjuszu Kulbokas jest tego jaskrawym dowodem: zamiast pokazać, jak ludzka cierpienie można przemienić w akt nadprzyrodzonej cnoty i skierować ku Chrystusowi Królowi, pozostawia je w sferze czysto emocjonalnej. To jest prawdziwa tragedia naszych czasów — wierni muszą działać sami, bo ich pasterze nie są w stanie ich poprowadzić.
Prawdziwa solidarność z Ukrainą
Prawdziwa solidarność z narodem ukraińskim nie polega tylko na „towarzyszeniu” w cierpieniu, ale na prowadzeniu do Źródła Życia. Polega na modlitwie o nawrócenie i uświęcenie, na ofiarowaniu za niego Mszy Świętej, na przypominaniu, że jego cierpienie, zjednoczone z Męką Pańską, ma wartość odkupieńczą. To jest nauka Quas Primas: Chrystus króluje nie tylko w umysłach, ale i w sercach, i w ciałach, które stają się „zbroją sprawiedliwości Bogu” (Rz 6,13).
Artykuł z EWTN News, choć wzruszający w swojej ludzkiej warstwie, jest bolesnym świadectwem duchowej pustki, w jakiej przyszło funkcjonować wiernym w strukturach posoborowych. Relacjonuje cierpienie, ale nie wskazuje drogi do uzdrowienia. Opisuje „wzrost wiary”, ale nie definiuje, w co się wierzy. Mówi o „przebaczeniu”, ale nie o sakramencie, które to przebaczenie udziela. To jest Betania bez Chrystusa — dom przyjaciół, w którym brakuje Tego, który jedynie może być prawdziwym Uzdrowicielem.
Krytyczne pytanie do nuncjatury
Czy nuncjusz Kulbokas, relacjonując duchowe przebudzenie na Ukrainie, celowo przemilcza o konieczności powrotu do sakramentów w prawdziwym Kościele? Czy to wynik nieświadomości, czy też celowego dążenia do redukcji katolicyzmu do moralnego humanitaryzmu? W świetle encykliki Pascendi Dominici gregis Piusa X, która potępia redukcję wiary do uczucia, każde takie przemilczenie jest formą apostazji. Artykuł nie służy zbawieniu dusz, lecz utrwalaniu ich w naturalistycznej iluzii, że ludzka obecność może zastąpić łaskę sakramentalną. To jest właśnie duchowe bankructwo, o którym pisał Pius XI w Quas Primas — gdy Chrystus jest usunięty z życia publicznego i prywatnego, ginąć muszą narody i jednostki.
Prawdziwy Kościół katolicki trwa tam, gdzie sprawowana jest ważna Msza Święta (według wiecznego mszału św. Piusa V), gdzie udzielane są ważne sakramenty, gdzie naucza się niezmienną doktrynę, a Chrystus Król panuje niepodzielnie. To tam, a nie w grupach wsparcia, dusza znajduje prawdziwe ukojenie. To tam rany zadane przez grzech — własny i cudzy — są obmywane w sakramencie pokuty. To tam, w Najświętszej Ofierze, łączy się własne cierpienie z Ofiarą Chrystusa na Krzyżu, nadając mu zbawczą moc.
Za artykułem:
Vatican Nuncio: ‘There Are No Unbelievers Left’ in Ukraine’s War Zones (ncregister.com)
Data artykułu: 09.05.2026







