Portal Opoka relacjonuje felieton o. Jacka Salij OP, który na przykładzie postawy Stanisławy Leszczyńśkiej w Auschwitz oraz refleksji Józefa Wittlina podejmuje temat miłości do nieprzyjaciół. Autor przypomina, że nienawiść – nawet wobec zła i krzywdy – zawsze zatruwa przede wszystkim człowieka, który jej ulega. Felieton ma intencję pobożną i wskazuje na realne niebezpieczeństwo „szatańskiego jadu nienawiści” w kontekście polskich podziałów. Jednakże, mimo szlachetnych intencji, tekst ten staje się kolejnym przykładem duchowej pustki, w jakiej funkcjonują wierni w strukturach posoborowych – pustki, w której najważniejsze prawdy wiary zostają przemilczone lub zredukowane do moralistycznej papki.
Rzetelność intencji kontra teologiczna pustka przekazu
Należy oddać sprawiedliwość o. Jackowi Salijowi: jego intencja jest pobożna, a odwołanie do postawy Stanisławy Leszczyńśkiej w Auschwitz jest wzruszające i słuszne. „Sądzę, że obawiała się przedstawienia ogromu zbrodni, by nie budzić nienawiści. Również w piekle Oświęcimia uczyła pani Stanisława miłości do nieprzyjaciół. Nigdy nie wydała na nikogo wyroku potępiającego” – czytamy w tekstie. To świadectwo jest cenne i zasługuje na uwagę. Jednakże sam felieton, mimo tej zalety, pozostaje w sferze czysto naturalnej, psychologicznej i moralistycznej, bez głębszego nadprzyrodzego fundamentu.
Problem nie leży w tym, co autor mówi, lecz w tym, co fundamentalnie pomija. Tekst operuje wyłącznie kategoriami humanistycznymi: „nienawiść zatruwa człowieka”, „szatański jad nienawiści”, „miłość do nieprzyjaciół”. Są to prawdy, ale prawdy niepełne – prawdy, które bez kontekśtu sakralnego i sakramentalnego pozostają w próżni. Brak w tekście jakiejkolwiek wzmianki o tym, skąd człowiek czerpie siłę do miłości nieprzyjaciół, skąd bierze łaskę potrzebną do przezwyciężenia naturalnego odpychania zła. Brak odniesienia do sakramentów, do łaski uświęcającej, do Najświętszej Ofiary Mszy Świętej jako źródła tej siły. To nie jest drobny brak – to jest caput mortuum (martwa głowa) katolickiej duchowości.
Język psychologii jako substytut języka zbawienia
Analiza językowa felietonu ujawnia, że słownik autora jest słownikiem psychologii i humanitaryzmu, a nie teologii. Mówi się o „zatruwaniu człowieka nienawiścią”, o „szatańskim jadzie”, o „przepaści między nami i nimi”. Te kategorie są same w sobie słuszne, ale w kontekście wiary katolickiej są całkowicie niewystarczające. Św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) demaskował modernistów, którzy redukowali wiarę do „uczucia religijnego” i subiektywnego przeżycia. Felieton o. Salija, w swojej czysto ludzkiej warstwie, nie jest modernistyczny – jest po prostu ludzki. Jednakże tekst, który o nim informuje, nie zadaje sobie trudu, by tę ludzką potrzebę osadzić w nadprzyrodzonym kontekście.
Przemilcza, że jedynym źródłem prawdziwego ukojenia nie jest „obecność” drugiego czzyłowieka ani nawet wrodzona dobroć, ale łaska płynąca z sakramentów świętych, a zwłaszcza z sakramentu pokuty i Najświętszej Ofiary. Brak tego kontekstu sprawia, że nawet najpiękniejszy gest miłości do nieprzyjaciół zawisa w próżni. To nie wina autora, który działa w dobrej wierze, ale wina „portalu katolickiego”, który nie jest w stanie dostrzec, że poza Chrystusem i Jego prawdziwym Kościołem nie ma zbawienia – a więc nie ma też prawdziwej miłości.
Betania bez Chrystusa – herezja obecności
O. Salij odwołuje się do słów Stanisławy Leszczyńśkiej: „Nie mów o nich tak, to nie ich wina”. To zdanie, wypowiedziane w kontekście obozowym, ma głęboki sens moralny. Jednakże bez nadprzyrodzonym kontekście staje się niebezpieczne – bo może prowadzić do moralnego relatywizmu, do zatarcia różnicy między dobrem a złem, do odrzucenia sprawiedliwości na rzecz fałszywego miłosierdzia.
Prawdziwy Kościół katolicki zawsze nauczał, że miłość do nieprzyjaciół nie oznacza akceptacji zła. „Błogosławieni, którzy głodni i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni” (Mt 5,6). Miłość chrześcijańska to nie jest bezwzględna tolerancja, lecz miłość, która pragnie nawrócenia grzesznika – a nawrócenie to proces, który wymaga łaski Bożej, sakramentów i modlitwy. Tekst felietonu nie wspomina o tym ani słowem. Jest to milczenie, które zabija – bo pozostawia czytelnika w iluzji, że ludzka dobroć wystarczy.
Symptomatyczne opisywanie faktów bez podkreślenia najważniejszej treści
Tekst wspomina o Stanisławie Leszczyńskiej, która „robiła znak krzyża i modliła się” przed przyjęciem porodu. To ważna wzmianka, ale pozostaje ona na marginesie – jest przykładem, a nie centrum refleksji. Gdyby autor był naprawdę katolickim myślicielem, zrozumiałby, że to właśnie modlitwa i sakramentalne życie Stanisławy Leszczyńśkiej były źródłem jej siły. Że to nie jej wrodzona dobroć, ale łaska Boża, która umożliwiła jej miłość do nieprzyjaciół w piekle Auschwitz.
Tymczasem felieton skupia się na psychologicznych aspektach nienawiści, na społecznych podziałach, na „wojnie polsko-polskiej”. To ważne tematy, ale bez fundamentu teologicznego stają się tylko kolejną rozmową o problemach, bez wskazania ich rozwiązania. Prawdziwe rozwiązanie – Msza Święta, sakramenty, modlitwa – zostaje przemilczone. To jest systemowe działanie sekty posoborowej, która zredukowała kapłana do roli „duszpasterza” i „towarzysza”, a sakrament do psychologicznej rozmowy.
Inicjatywa ludzka, kontekst apostazji
Należy z całą mocą podkreślić: sama intencja o. Jacka Salija i jego odwołanie do postawy Stanisławy Leszczyńśkiej jest głęboko ludzkie i wzruszające. W żadnym razie nie można jej przypisywać złej woli. Ten człowiek, poruszony cierpieniem i podziałami, chce wskazać drogę miłości. To jest odruch serca, który w prawdziwym Kościele znalazłby swoje dopełnienie w modlitwie, w ofierze Mszy Świętej, w sakramentalnym życiu.
Problem polega na tym, że struktury posoborowe, które powinny być dla niego matką, są dziś jałową macochą. Nie potrafią już zaoferować niczego poza psychologicznym wsparciem. Felieton na Opoka jest tego jaskrawym dowodem: zamiast pokazać, jak ludzką miłość do nieprzyjaciół można przemienić w akt nadprzyrodzonej cnoty i skierować ku Chrystusowi Królowi, pozostawia ją w sferze czysto emocjonalnej. To jest prawdziwa tragedia naszych czasów – wierni muszą działać sami, bo ich pasterze nie są w stanie ich poprowadzić.
Prawdziwy Kościół poza murami posoborowia
Czytelnik felietonu „katolickiego” portalu, poszukujący prawdziwej nadziei, musi zostać wyprowadzony z błędu. Nie ma prawdziwej miłości poza Chrystusem i Jego Kościołem. Tym Kościołem nie są jednak struktury posoborowe, które odrzuciły niezmienną wiarę i stały się synagogą szatana. Prawdziwy Kościół katolicki trwa tam, gdzie sprawowana jest ważna Msza Święta (według wiecznego mszału św. Piusa V), gdzie udzielane są ważne sakramenty, gdzie naucza się niezmienną doktrynę, a Chrystus Król panuje niepodzielnie.
To tam, a nie w felietonach o psychologii nienawiści, dusza znajduje prawdziwe ukojenie. To tam rany zadane przez grzech – własny i cudzy – są obmywane w sakramencie pokuty. To tam, w Najświętszej Ofierze, łączy się własne cierpienie z Ofiarą Chrystusa na Krzyżu, nadając mu zbawczą moc. Dopóki nie zwrócimy się do Chrystusa Króla, dopóty wszelka ludzka miłość do nieprzyjaciół pozostanie tylko cieniem prawdziwego zbawienia, które jest w Nim.
Więcej niż obecność – ofiara i odkupienie
Ludzka obecność jest darem, ale nie może stać się bożkiem. Prawdziwa miłość do nieprzyjaciół nie polega tylko na „byciu obok”, ale na prowadzeniu ich do Źródła Życia. Polega na modlitwie o ich nawrócenie i uświęcenie, na ofiarowaniu za nich Mszy Świętej, na przypominaniu im, że ich cierpienie, zjednoczone z Męką Pańską, ma wartość odkupieńczą. To jest nauka Quas Primas: Chrystus króluje nie tylko w umyśle, ale i w sercu, i w ciałach, które stają się „zbroją sprawiedliwości Bogu” (Rz 6,13).
Felieton o. Salija, pozbawiony tego wymiaru, będzie jak świeca bez ognia – ma kształt, ale nie daje światła. Jest apelem, który nie może zostać wysłuchany, bo nikt go nie zanosi do Tego, który jedynie ma moc odpowiedzieć. Dopóki nie zwrócimy się do Chrystusa Króla, dopóty wszelka ludzka miłość do nieprzyjaciół pozostanie tylko cieniem prawdziwego zbawienia.
Krytyczne pytanie do redakcji Opoki
Czy redakcja portalu Opoka, publikując felieton o miłości do nieprzyjaciół, celowo przemilcza o konieczności powrotu do sakramentów w prawdziwym Kościele? Czy to wynik nieświadomości, czy też celowego dążenia do redukcji katolicyzmu do moralnego humanitaryzmu? W świetle encykliki Pascendi Dominici gregis Piusa X, która potępia redukcję wiary do uczucia, każde takie przemilczenie jest formą apostazji. Felieton nie służy zbawieniu dusz, lecz utrwalaniu ich w naturalistycznej iluzji, że ludzka dobroć może zastąpić łaskę sakramentalną. To jest właśnie duchowe bankructwo, o którym pisał Pius XI w Quas Primas – gdy Chrystus jest usunięty z życia publicznego i prywatnego, ginąć muszą narody i jednostki.
Za artykułem:
Miłować nieprzyjaciół? (opoka.org.pl)
Data artykułu: 12.05.2026








