Portal „Tygodnik Powszechny” (12 maja 2026) relacjonuje nominację Moniki Gromali do Nagrody-Stypendium im. Stanisława Barańczaka za książkę „Domokrążcy. Celan – Bachmann – Jelinek” – esej o pamięci Zagłady, języku straty i tekstach, które wciąż wracają. Recenzent Grzegorz Olszański przedstawia Gromalą jako poetkę i literaturoznawczynię, której praca oscyluje wokół doświadczenia braku, traumy i niemożności opowiedzenia. Artykuł jest jednak tylko powierzchownym opisem literackim, pozbawionym jakiegokolwiek duchowego spojrzenia na rzeczywistość cierpienia, śmierci i pamięci – a przecież to właśnie te kategorie wymagają odniesienia do niezmiennego porządku zbawienia.
Literatura bez Króla – estetyka cierpienia pozbawiona nadziei
Recenzent przedstawia Monikę Gromalą jako autorkę, której twórczość „determinowana” jest przez „problem indywidualnego i zbiorowego doświadczenia straty”. Mówi się o Paulu Celanie, Ingeborg Bachmann i Elfriede Jelinek – twórcach, których teksty są „nawiedzane przez historię”, a trauma Zagłady „przenika i migruje” do kolejnych generacji pisarzy. Język artykułu jest językiem literaturoznawstwa świeckiego: „dekonstrukcja stereotypów”, „widmontologiczna myśl Derridy”, „elementy makabry, groteski, językowa inwencyjność”. To słownik filozofii ateistycznej i teorii literatury, a nie słownik wiary katolickiej, która jedyna potrafi nadać sens cierpieniu i śmierci.
Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał, że Chrystus „jest Królem serc z powodu swojej, przewyższającej naukę miłości, z powodu łagodności i słodyczy, którą dusze przyciąga do siebie”. Bez tego Króla literatura o cierpieniu staje się jedynie estetyką rozpaczy – intrygująca formalnie, lecz duchowo jałowa. Artykuł nie zadaje sobie trudu, by nawet wzmiankować, że prawdziwe ukojenie dla tych, którzy ponieśli stratę, znajduje się wyłącznie w Ofierze Chrystusa i sakramentach Jego Kościoła.
Zagłada bez Kalwarii – pominięcie odkupienia
Artykuł wielokrotnie powołuje się na Zagładę jako centralny punkt odniesienia, mówiąc o „pamięci Zagłady”, „języku straty” i „tekstach, które wciąż wracają”. Jednak w całym tekście nie ma ani jednego słowa o tym, że cierpienie – nawet najokrutniejsze – ma sens odkupieńczy, gdy jest zjednoczone z Męką Chrystusa. Apostoł Paweł pisze: „Nie wystarczy bowiem, żebyśmy wierzyli w Tego, który wskrzesił Jezusa, Pana naszego, ze zmarłych, ale trzeba wierzyć, że On nas zbawi przez Jego krew” (por. Rz 9,9; 1 Kor 15,3-4).
Św. Pius X w dekrecie Lamentabili sane exitu (1907) potępił jako błąd twierdzenie, że „nauka o śmierci Chrystusa dla odkupienia ludzi nie jest nauką ewangeliczną, lecz tylko Pawłową” (propozycja 38). Tymczasem artykuł, opisując literaturę o Zagładzie, całkowicie pomija wymiar odkupienia, zostawiając czytelnika w próżni naturalistycznej, gdzie trauma jest jedynym kategorią interpretacyjną. To jest duchowe okrucieństwo – odmawia się tym, którzy cierpią, prawdy o zbawczej mocy Krzyża.
„Tygodnik Powszechny” jako przekaźnik świeckiej kultury
Portal „Tygodnik Powszechny” przedstawia się jako „jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny” i „wspólnota, która myśli samodzielnie”. Jednak z perspektywy wiary katolickiej integralnej, ten periodyk jest jednym z głównych przekaźników modernistycznej kultury, która zastępuje wiarę rozumem, a łaskę – estetyką. Artykuł o Monice Gromale jest tego doskonałym przykładem: literatura jest oceniana wyłącznie w kategoriach formalnych i intelektualnych, bez odwołania do niezmiennych prawd wiary.
W encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863) bł. Pius IX ostrzegał przed „śmiercionośnym wirusem niewiary i indyferentyzmu rozprzestrzenianym daleko i szeroko”. „Tygodnik Powszechny” jest właśnie takim wirusem – nie atakuje wiary wprost, lecz systematycznie ją przemilcza, zastępując ją świeckim humanitaryzmem i literacką sofistykacją. Artykuł kończy się zaproszeniem do subskrypcji: „Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę” – jakby prawda o zbawieniu była towarem sprzedawanym w promocji.
Stanowisko Kościoła wobec literatury i sztuki
Prawdziwy Kościół katolicki zawsze nauczał, że sztuka i literatura powinny służyć prawdzie i moralności. Sobór Trydenski w dekrecie o obrazach świętych (1563) nakazywał, by sztuka służyła „nauce i budzeniu pobożności wiernych”. Św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) demaskował modernistów, którzy „redukują wiarę do uczucia religijnego i subiektywnego przeżycia”. Literatura opisywana w artykule – z jej „dekonstrukcją”, „widmontologią Derridy” i „makabryczną groteską” – jest właśnie produktem takiego modernizmu, który zamiast prowadzić do Boga, zamyka czytelnika w kole cierpienia bez nadziei.
Artykuł nie zadaje sobie trudu, by wskazać, że prawdziwa literatura katolicka – od Dantego po Bernanos’a – zawsze łączyła opis cierpienia z nadzieją zbawienia, a nawet najcięższe tragedie układała w porządku prowadzonym przez Opatrzność Bożą. Zamiast tego czytelnikowi oferowana jest „poważna lektura”, która „dostarcza mnóstwo czytelniczej przyjemności” – ale nie dostarcza prawdy o Bogu, o grzechu, o odkupieniu.
Apostazja przez przemilczenie
Najcięższym zarzutem wobec artykułu jest nie to, co mówi, ale to, czego nie mówi. W tekście o Zagładzie – największej tragedii XX wieku – nie ma ani słowa o Bożym planie zbawienia, o potrzebie nawrócenia, o sakramencie pokuty, o Mszy Świętej ofiarowanej za zmarłych. To jest apostazja przez przemilczenie, która jest równie groźna jak apostazja przez jawne bluźnierstwo.
Bł. Pius IX w Quanto Conficiamur Moerore nauczał: „Eternal salvation cannot be obtained by those who oppose the authority and statements of the same Church and are stubbornly separated from the unity of the Church”. Artykuł, pomijając wymiar nadprzyrodzony, nie tylko nie służy zbawieniu dusz, ale utrwala czytelnika w naturalistycznym błędzie, że cierpienie jest bezsensowne i nie ma wyjścia z traumy.
Zakazane odwołania i podejrzane autorytety
Artykuł wielokrotnie powołuje się na Jacques’a Derridę – francuskiego filozofa żydowskiego pochodzenia, twórcę dekonstrukcji, której metody są sprzeczne z katolicką epistemologią. Derrida, zamiast szukać prawdy, nauczał o „różnicy” i „odłożeniu sensu”, co prowadzi do relatywizmu i nihilizmu. Jego „widmontologiczna myśl” jest przeciwieństwem katolickiej ontologii, która oparta jest na byciu Bogu: „Jestem, który jest” (Wj 3,14).
Podobnie, Elfriede Jelinek – noblistka z 2004 roku – jest autorką znanej z ekspresjonizmu, groteski i często obscenicznych treści. Przedstawienie jej jako autorytetu w kwestii pamięci Zagłady jest symptomatyczne dla świeckiej kultury, która wybiera swoich bohaterów spośród tych, którzy nie tylko nie wierzą, ale aktywnie przeciwstawiają się wiary katolickiej.
Wniosek: literatura bez Chrystusa jest cieniem bez substancji
Artykuł o Monice Gromale jest przykładem tego, jak świecka kultura – nawet ta, która zdaje się zajmować poważnymi tematami – pozbawiona jest duchowego wymirowania. Literatura o cierpieniu, która nie prowadzi do Chrystusa, jest jak świeca bez ognia – ma kształt, ale nie daje światła. Czytelnik szukający prawdziwej nadziei musi zostać wyprowadzony z błędu.
Prawdziwy Kościół katolicki trwa tam, gdzie sprawowana jest ważna Msza Święta według wiecznego mszału św. Piusa V, gdzie udzielane są ważne sakramenty, gdzie naucza się niezmienną doktrynę, a Chrystus Król panuje niepodzielnie. To tam, a nie w literackich esejach o traumie, dusza znajduje prawdziwe ukojenie. To tam, w Najświętszej Ofierze, łączy się własne cierpienie z Ofiarą Chrystusa na Krzyżu, nadając mu zbawczą moc. Dopóki literatura – i kultura, którą reprezentuje – nie zwróci się do Chrystusa Króla, dopóty pozostanie tylko cieniem prawdziwego uzdrowienia, które jest w Nim.
Za artykułem:
Monika Gromala i literatura, która nie daje spokoju (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 12.05.2026








