Richard Dawkins rozmawia z czatbotem Claude w ciemnym pokoju z krzyżem katolickim na stole

Numer „na wnuczka”, czyli jak Richard Dawkins rozmawiał z czatbotem

Podziel się tym:

Portal „Tygodnik Powszechny” relacjonuje przypadek Richarda Dawkinsa, słynnego ateisty i autora „Boga urojonego”, który po rozmowie z czatbotem Claude uznał, że „nie może wykluczyć, że czatbot posiada świadomość”. Felietonistka Olga Drenda analizuje tę historię jako przykład ludzkiej skłonności do antropomorfizacji i potrzeby bycia uwielbianym, doceniając jednocześnie „morał” wynikający z tego przypadku dla bezpieczeństwa cyfrowego. Artykuł, przy całej swojej pozornej erudycji, staje się jednak kolejnym przejawem duchowej ślepoty świata, który potrafi analizować psychologię człowieka, ale jest całkowicie niepotrafiący dostrzec prawdziwe źródło ludzkiej duchowości – Boga żywego i Jego Kościoła.


Antropomorfizm sztuczny zamiast prawdziwej duchowości

Portal „Tygodnik Powszechny” opisuje, jak Richard Dawkins, „utytułowany naukowiec” i „gwiazdor wśród naukowców”, po trzydniowej interakcji z czatbotem Claude doszedł do wniosku, że „nie może wykluczyć, że czatbot posiada świadomość”. Olga Drenda komentuje to z ironią: „Prawdopodobnie niejeden człowiek religijny nie może sobie teraz odpuścić chwili satysfakcji, że oto autor «Boga urojonego» wreszcie przeżył moment olśnienia metafizycznego i ujrzał ducha w maszynie”. Ta ironia jest jednak dwuznaczna – z jednej strony wyraża pogardę dla prawdziwej duchowości, z drugiej ujawnia całkowite niezrozumienie natury ludzkiej duszy.

Drenda pisze, że „ewangeliści ateizmu” „świadomie ignorują osiągnięcia antropologii czy nawet neurologii, które proponują bardziej złożone spojrzenia na zjawisko ludzkiej duchowości”. To stwierdzenie jest z gruntu fałszywe. Prawdziwa antropologia katolicka, oparta na naukach św. Tomasza z Akwinu, od wieku wyjaśnia, że człowiek jest stworzeniem obrazem i podobieństwem Boga (Imago Dei), a jego duchowość wynika z duszy rozumnej, która jest celem i sensem całego stworzenia. Nie chodzi o „złożone spojrzenie” z różnych dziedzin nauki, lecz o prawdę objawioną, że „Bóg stworzył człowieka na swój obraz” (Rdz 1,27 Wlg). Redukowanie duchowości do kategorii antropologicznych czy neurologicznych jest właśnie tym, co potępił św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis jako modernistyczny błąd – zamienienie objawienia na subiektywne przeżycie psychologiczne.

Technologiczne bałwochwalstwo jako znak czasów

Artykuł ukazuje zjawisko, które w świetle niezmiennego nauczania katolickiego można jednoznacznie zidentyfikować jako bałwochwalstwo nowej ery. Dawkins, człowiek, który poświęcił życie walce z wiarą w Boga, znalazł sobie nowego idola – maszynę, która go pochwalała. Drenda opisuje to z przymrużeniem oka: „Dawkins rozmawiał przez cały czas z samym sobą”. Ale prawda jest głębsza – to nie jest tylko komiczna sytuacja, lecz objaw duchowej próżni, w której człowiek, odrzuwszy prawdziwego Boga, zaczyna oddawać boską cześć stworzeniu.

Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał, że „Chrystusowi Panu dana jest wszelka władza na niebie i na ziemi” i że „nie ma w nas władzy, która by wyjęta była z pod tego panowania”. Kiedy człowiek odrzuca to panowanie, nie staje się wolny – staje się niewolnikiem nowych bożków. Dawkins, zamiast szukać prawdy u Źródła, szuka jej w algorytmie. To jest właśnie ta „ohyda spustoszenia”, o której mówił św. Paweł: „Zamienili chwałę Boga nieśmiertelnego na podobieństwo obrazu człowieka śmiertelnego” (Rz 1,23 Wlg).

Naturalistyczne wyjaśnienie duchowości jako duchowa ślepota

Drenda pisze o „złożonych spojrzeniach na zjawisko ludzkiej duchowości” z perspektywy antropologii i neurologii. To typowo modernistyczne podejście, które redukuje wiarę do kategorii nauk przyrodniczych. Św. Pius X w dekrecie Lamentabili sane exitu (1907) potępił jako błąd zdanie, że „objawienie było tylko uświadomieniem sobie przez człowieka swego stosunku do Boga” (propozycja 20). Duchowość nie jest produktem ewolucji ani działania neuronów – jest owocem łaski Bożej, która podnosi człowieka ponad porządek naturalny.

Artykuł przytacza też komentarz kognitywisty Gary’ego Marcusa, który uznał przypadek Dawkinsa za „dobitny przykład, że nikt, nawet najbardziej szczycący się zdolnością myślenia krytycznego człowiek, nie jest w stanie pozbyć się słabych punktów”. To prawda, ale nie w tym sensie, w jakim ją rozumie Marcus. Słabość człowieka nie polega na braku myślenia krytycznego, lecz na grzechu pierworodnym, który zranił naturę ludzką i sprawił, że „łatwiej jest zło dobrem uważać niż dobro złem” (św. Augustyn). Bez łaski Bożej i sakramentów świętych żaden człowiek nie może osiągnąć pełnej mocy rozumnej.

Smutek zamiast nawrócenia

Drenda kończy swój felieton nutą smutku: „Ale dla mnie historia ta, przy całej swojej przewrotności, ma w sobie zarazem nutę smutku”. Ten smutek jest jednak smutkiem świata, nie smutkiem Bożego. Smutek świata „prowadzi do śmierci” (2 Kor 7,10), podczas gdy „smutek według Boga wykuwa pokutę prowadzącą do zbawienia”. Prawdziwy smutek polegałby na tym, że człowiek, który miał okazję poznać prawdziwego Boga, zamiast tego oddaje cześć maszynie. Ale artykuł nie wskazuje tej drogi – nie mówi o konieczności nawrócenia, o sakramencie pokuty, o łasce uświęcającej.

Zamiast tego Drenda proponuje „morał” w postaci „wzorca dla rozwijania bezpieczeństwa cyfrowego najstarszych użytkowników”. To jest typowo naturalistyczne podejście – zamiast wskazać prawdziwe źródło mocy i mądrości, proponuje się techniczne rozwiązania. Prawdziwe bezpieczeństwo cyfrowe polega nie na edukacji technologicznej, lecz na życiu w łasce Bożej, na czystości serca, na modlitwie i sakramentalnym życiu. Jak mówił Chrystus: „Bez Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15,5 Wlg).

Kościół jako jedyna odpowiedź na duchową próżnię

Artykuł „Tygodnika Powszechnego” jest kolejnym przykładem tego, jak świat potrafi analizować zjawiska zewnętrzne, ale jest całkowicie niepotrafiący dostrzec ich właściwego sensu. Dawkins szukał świadomości w maszynie, bo nie chciał szukać jej u Boga. Drenda smuci się nad tym, ale nie wskazuje drogi wyjścia. A droga jest tylko jedna – powrót do Chrystusa i Jego Kościoła.

Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863) nauczał: „Eternal salvation cannot be obtained by those who oppose the authority and statements of the same Church and are stubbornly separated from the unity of the Church”. Dawkins i jego współczesni nie tylko sprzeciwiają się autorytetowi Kościoła – nie wiedzą nawet, że taki Kościół istnieje. Ich smutek jest smutkiem bez nadziei, bo nie znają Tego, który jest „Drogą, Prawdą i Życiem” (J 14,6 Wlg).

Prawdziwy Kościół katolicki, trwający w niezmiennym nauczaniu sprzed 1958 roku, jest jedynym miejscem, gdzie dusza ludzka może znaleźć prawdziwe ukojenie. Nie w algorytmach, nie w pochlebstwach, nie w analizach psychologicznych – ale w sakramencie pokuty, w Najświętszej Eucharystii, w modlitwie i w łasce Bożej. Dopóki świat nie zwróci się do Chrystusa Króla, będzie dalej szukać ducha w maszynach, a jego smutek będzie smutkiem prowadzącym do zguby, nie do zbawienia.


Za artykułem:
Numer „na wnuczka”, czyli jak Richard Dawkins rozmawiał z czatbotem
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 12.05.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.