Wysłany egzemplarz 'Tygodnika Powszechnego' leżący na drewnianym stole w przyciemnionym kawiarni, obok pustego kubka kawy. W tle rozmyte postacie ludzi prowadzących powierzchowne rozmowy.

Eliza Kącka i jej „farbowana lisica” – felietonistyka jako maska intryg i duchowa pustka

Podziel się tym:

Portal „Tygodnik Powszechny” (19 maja 2026) publikuje felieton Elizy Kąckiej, w którym autorka notuje przypadkowe obserwacje z hotelowych śniadań, pociągów, zielonogórskich skwerków i zlotów. Tekst, nawet w ramach gatunku felietonu, stanowi zaskakująco płytki obraz duchowej pustki środowiska, które samo siebie określa jako „jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny” i „wspólnota, która myśli samodzielnie”. Jednocześnie w tekście pojawia się fragment listu czytelnika, który demaskuje Kącką jako osobę działającą „w przykryciu prawdziwej tożsamości” i podszywającą się pod swojską prozę, by „kupić sympatię” – co czyni felieton nie tylko literackim zapisem, lecz także przypadkiem duchowej patologii środowiska, w którym prawda jest obca, a pozory rządzą się własnymi prawami.


Poziom faktograficzny: co mówi felieton i co milczy

Eliza Kącka, literaturoznawczyni i felietonistka „Tygodnika Powszechnego”, przedstawia serię drobnych obserwacji z codziennego życia: rozmowy w pociągu, zachowania gości hotelowych, wiewiórka na drzewie, rozmowa z dziadkiem i wnukiem o lodach babci. Tekst jest napisany w sposób swobodny, zręczny, miejscami dowcipny, zręcznie operujący krótkimi dialogami i obrazami. Z formalnego punktu widzenia felieton spełnia swoją funkcję – jest lekki, czytelny, a nawet w różnym stopniu wnikliwy.

Jednakże analiza faktograficzna ujawnia, że tekst jest pozbawiony jakiegokolwiek wymiaru duchowego. W całym felietonie nie ma ani jednego słowa o Bogu, o modlitwie, o sakramentach, o wierze, o grzechu, o zbawieniu. Obserwacje Kąckiej dotyczą wyłącznie sfery naturalnej: jedzenia, podróży, zwierząt, relacji rodzinnych, humoru sytuacyjnego. To nie jest wada gatunku – felieton może być głęboko katolicki (wystarczy przypomnieć felietony Karola Wojtyły czy innych autorów piszących w duchu katolickim) – lecz świadectwo środowiska, w którym religiowść została zredukowana do pozorów, a prawda o człowieku zredukowana do psychologii i socjologii.

Fragment listu czytelnika, umieszczony w tekście, stanowi ciekawy kontrast. Anonimowy korespondent (lub korespondentka) o pseudonimie „Folder Inne nie traci wigoru” pisze wprost: „Ma Pani problem z prawdą, Pani Kontzka. A może Frau? Działa Pani w przykryciu prawdziwej tożsamości. Ale Pani chce uznania! Podszycie się w Kącką ma takim ludziom jak Pani kupić sympatię swojskością”. To oskarżenie, choć sformułowane dosć emocjonalnie, wskazuje na coś istotnego: w środowisku „Tygodnika Powszechnego” pozory i intrygi są na porządku dziennym, a prawda o człowieku – zarówno o autorze, jak i o czytelniku – pozostaje ukryta pod maską kultury i inteligencji.

Poziom językowy: słownik duchowej pustki

Analiza językowa felietonu Kąckiej ujawnia słownik całkowicie naturalistyczny. Mówi się o „jajecznicach”, „bułeczkach”, „parówkach”, „wiewiórkach”, „lodach babci”, „kołdrach na wieczność”, „Muminkach”. Są to obrazy codzienności, które same w sobie nie są niczym złym, ale w kontekście „katolickiego” tygodnika stanowią dowód na to, że redakcja nie jest w stanie – albo nie chce – podnieć się ponad poziom świeckiej kroniki obyczajowej.

Zwróćmy uwagę na fragment: „Bo wie pani, ja już wiem, że nie wezmę szczęścia z osiągnięć, bo miałem bardzo zwykłe życie”. „A może to szczęście?”. „Że zwykłe? Chyba uczciwe. Ale mało”. To dialog o szczęściu, w którym nie pojawia się ani słowo o Bogu, o łasce, o cnotach teologicznych, o życiu wiecznym. Szczęście jest rozumiane wyłącznie w kategoriach subiektywnych, psychologicznych, emocjonalnych. To jest dokładnie ten sam język, który Św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) demaskował jako język modernistów, redukujących wiarę do „uczucia religijnego” i subiektywnego przeżycia. Felieton Kąckiej nie jest modernistyczny w sensie doktrynalnym – jest po prostu duchowo pusty. A duchowa pustka w „katolickim” tygodniku jest gorsza niż jawna herezja, bo przyzwyczaja czytelnika do życia bez Boga.

Poziom teologiczny: milczenie o najważniejszym

Bezlitosna konfrontacja felietonu z nauczaniem katolickim ujawnia fundamentalne pominięcie. Św. Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał, że Chrystus Król panuje nie tylko w umysłach i sercach, ale że Jego Królestwo obejmuje wszystkie aspekty życia ludzkiego – prywatne, rodzinne, publiczne, społeczne. Felieton Kąckiej, opisując codzienne sytuacje, nie tylko nie wskazuje na królewskość Chrystusa – on po prostu nie istnieje w tym świecie. To jest dokładnie to, o czym pisał Pius XI: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą” (Quas Primas).

Brak jakiegokolwiek nawiązania do wiary w tekście, który ukazuje się w „katolickim” tygodniku, jest aktem duchowego okrucieństwa wobec czytelnika. Odmawia się mu skutecznego lekarstwa – przypomnienia, że każda chwila życia, każda rozmowa, każda obserwacja może być okazją do wzniesienia umysłu i serca ku Bogu. Zamiast tego czytelnik jest karmiony naturalistyczną papką, która nie tylko nie budzi do cnót, ale przyzwyczaja do duchowej nudy.

Poziom symptomatyczny: „Tygodnik Powszechny” jako owoc soborowej apostazji

Felieton Kąckiej nie jest przypadkowy. Jest on symptomatyczny dla całego środowiska „Tygodnika Powszechnego”, który od dekad funkcjonuje jako część sekty posoborowej, udającej katolicki tygodnik. Redakcja ta, zamiast głosić niezmienną wiarę katolicką, szerzy naturalistyczny humanitaryzm, relatywizm religijny i duchową pustkę pod pozorem kultury i inteligencji.

Zwróćmy uwagę na zakończenie tekstu, gdzie pojawia się reklama: „Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny. 30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy. Wspólnota, która myśli samodzielnie. To jest propaganda, która nie ma nic wspólnego z Kościołem katolickim. Prawdziwy Kościół nie reklamuje się jako „wspólnota, która myśli samodzielnie” – Kościół jest Bożym ustanowieniem, w którym wierni myślą z Kościołiem (cum Ecclesia), a nie samodzielnie. Samodzielne myślenie jest hasłem modernistów, potępionym przez Św. Piusa X w Lamentabili sane exitu (1907), gdzie potępiono m.in. zdanie: „Kościół słuchający współpracuje w taki sposób z nauczającym w określaniu prawd wiary, iż Kościół nauczający powinien tylko zatwierdzać powszechne opinie Kościoła słuchającego” (propozycja 6).

Farbowana lisica i prawda o środowisku

List czytelnika, który demaskuje Kącką jako osobę działającą „w przykryciu prawdziwej tożsamości”, jest ciekawym dokumentem środowiskowym. Niezależnie od tego, czy oskarżenie jest słuszne, sam fakt jego obecności w tekście świadczy o klimacie intryg i pozorów, który panuje w środowisku „Tygodnika Powszechnego”. To środowisko, zamiast być wspólnotą wiernych, jest areną walk o wpływy, sympatie i uznanie – co jest dokładnie tym, czego Kościół katolicki potępia jako grzech próżności i zachłanności duchowej.

Św. Paweł napisał do Tytusa: „Heretyka po pierwszym i drugim upomnieniu unikaj, wiedząc, że kto taki jest zbłądził i grzeszy, sam siebie potępiając” (Tt 3,10-11 Wlg). To nauczanie jest jasne: prawdziwy Kościół nie toleruje herezji i intryg, lecz je potępia i odcięty od wspólnoty. W środowisku „Tygodnika Powszechnego” intrygi są na porządku dziennym, a prawda – zarówno o autorach, jak i o wierze – pozostaje ukryta pod maską kultury.

Wskazówka dla czytelnika: szukajcie prawdziwego Kościoła

Czytelnik szukający prawdziwej duchowej pokarmy musi zostać wyprowadzony z błędu. „Tygodnik Powszechny” nie jest katolickim tygodnikiem – jest organem sekty posoborowej, który szerzy naturalistyczny humanitaryzm i duchową pustkę pod pozorem kultury. Prawdziwy Kościół katolicki trwa tam, gdzie sprawowana jest ważna Msza Święta według wiecznego mszału św. Piusa V, gdzie udzielane są ważne sakramenty, gdzie naucza się niezmienną doktrynę, a Chrystus Król panuje niepodzielnie.

Niech czytelnik, zamiast karmić się naturalistyczną papką „Tygodnika Powszechnego”, szuka prawdziwego pokarmu duchowego w sakramentach, w modlitwie, w rozważaniu Męki Pańskiej, w nabożeństwach do Najświętszej Marji Panny i świętych Bożych. Bo jak napisał Św. Paweł: „Nie przez co innego szczęśliwe państwo – a przez co innego człowiek, państwo bowiem nie jest czym innym, jak zgodnym zrzeszeniem ludzi” (św. Augustyn, List do Macedoniusza, c. III). Prawdziwe szczęście – zarówno jednostki, jak i społeczeństwa – jest tylko w Chrystusie Królu i Jego prawdziwym Kościele.


Za artykułem:
Folder Inne nie traci wigoru: „Ma Pani problem z prawdą, Pani Kontzka”
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 19.05.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.