Felieton Olgi Drendy opublikowany w „Tygodniku Powszechnym” (19 maja 2026) przedstawia postać krakowskiego psychiatry Antoniego Kępińskiego jako proroka współczesnych dolegliwości cywilizacyjnych — od uzależnienia wartości człowieka od jego użyteczności, przez dezorientację informacyjną, po fałszywych proroków oferujących iluzję spokoju. Autorka podkreśla przenikliwość obserwacji Kępińskiego, który już w latach 60. XX wieku dostrzegał pułapki „cywilizacji technicznej” i proponował remedium w postaci „wyrozumiałego stosunku wobec innych”. Tekst jest napisany w eseistycznym, refleksyjnym tonie, unikając jednoznacznych kategoryzacji, a sam Kępiński zostaje ukazany jako myśliciel zapraszający do samodzielnego zastanawiania się. Felieton ten, choć pozornie niewinny, stanowi kolejny przykład redukcji duchowej rzeczywistości do poziomu psychologii i humanitaryzmu, zgodnie z duchową pustką, w jaką wtrąciła wiernych sekta posoborowa i jej intelektualne peryferia.
Psychiatria zamiast teologii — redukcja cierpienia do mechanizmu
Olga Drenda wybiera Antoniego Kępińskiego jako kompas w zrozumieniu współczesnych „dolegliwości społecznych i psychologicznych”. To samo w sobie jest symptomatyczne: czytelnik „Tygodnika Powszechnego” — periodyku z siedzibą w Krakowie, mieście o bogatej tradycji katolickiej — zamiast skierowania ku Źródłowi wszelkiego prawdziwego ukojenia, czyli Chrystusowi i Jego Kościołowi, otrzymuje wskazówkę, by sięgnąć po pisma psychiatry. Kępiński był światowym naukowcem, a nie duchowym przewodnikiem. Jego obserwacje, choć mogą być trafne na poziomie psychologii naturalnej, są radykalnie niewystarczające jako odpowiedź na kondycję duszy ludzkiej.
Autorka przytacza kępińską diagnozę: „nadmierna samoświadomość” jako źródło udręki nerwicowca, „pośpiech i nuda” jako przyczyny największego zmęczenia, uzależnienie wartości człowieka od jego „potencjalnej wartości użytecznej”. Są to opisy zjawisk, które Kościół katolicki od wieku na wiek rozpoznawał jako następstwa grzechu pierworodnego — próżnię duchową, której człowiek nie jest w stanie wypełnić żadnym towarem doczesnym. Św. Augustyn w Wyznaniach napisał rzeczywiście: „Utworzyłeś nas, Panie, dla Siebie, i niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spoczy w Tobie” (Conf. I, 1). To jest odpowiedź na każdy „błędny kółko zmęczenia i niepokoju” — odpowiedź, której felieton nie tylko nie podaje, ale której samo pytanie zastępuje psychologiczną analizą.
„Wyrozumiały stosunek wobec innych” — remedium bez łaski
Kępiński, cytowany przez Drendę, na „rozładowanie atmosfery lękowej” podpowiada „kształtowanie w sobie wyrozumiałego stosunku wobec innych”. To sformułowanie, brzmiące humanitarnie i niewinnie, jest w istocie kolejnym przykładem naturalistycznego redukcjonizmu, którym cechuje się cała intelektualna produkcja kręgu posoborowego. „Wyrozumiały stosunek wobec innych” to maksymalnie, czego zdolny jest zaoferować człowiek skierowany ku człowiekowi zamiast ku Bogu.
Prawdziwy Kościół katolicki naucza, że jedynym skutecznym remedium na lęk, udrękę i duchową pustkę jest łaska Boża, udzielana za pośrednictwem sakramentów świętych — przede wszystkim sakramentu pokuty, który odpuszcza grzechy i przywraca duszę do stanu łaski uświęcającej, oraz Najświętszej Eucharystii, w której wierny otrzymuje samego Chrystusa, Boga-Człowieka, Źródło pokoju i pociechy. Św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) demaskował właśnie ten rodzaj błędu — redukcję wiary do subiektywnego przeżycia i ludzkiego wysiłku. Kępiński nie był modernistą — był psychiatrą, nie teologiem — ale jego poddawanie medialnej „Tygodnikowi Powszechnemu” jako odpowiedzi na duchowe potrzeby wiernych jest symptomatycznym przejawem tego samego modernizmu: zastępowania nadprzyrodzonej łaski naturalną psychologią.
Milczenie o grzeche i odkupieniu — najcięższe oskarżenie
Felieton Drendy, mówiąc o „dolegliwościach społecznych i psychologicznych”, nie razu nie przywołuje pojęcia grzechu — ani grzechu pierworodnego, ani grzechu osobistego. Nie ma w nim mowy o stanie łaski uświęcającej, o potrzebie nawrócenia, o sakramencie pokuty, o Męce Pańskiej jako jedynym źródle odkupienia. To milczenie nie jest przypadkowe — jest systemowe. „Tygodnik Powszechny” od dziesięcioleci funkcjonuje jako organ prasowy wpisany w narrację posoborową, w której język teologiczny zostaje zastąpiony językiem psychologii, socjologii i humanitaryzmu.
Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał, że „nie ma w żadnym innym zbawienia. Albowiem nie jest pod niebem inne imię dane ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni” (Dz 4, 12). Felieton, który mówi o cierpieniu człowieka bez przywołania tej prawdy, nie tylko jest niewystarczający — jest duchowo niebezpieczny, bo pozostawia czytelnika w naturalistycznej iluzii, że ludzka obecność i „wyrozumiały stosunek” mogą zastąpić to, co jedynie Chrystus może dać.
„Tygodnik Powszechny” jako przekaźnik duchowej pustki
Należy oddać sprawiedliwości redakcji: felieton Drendy nie zawiera jawnych herezji ani bluźnierstw. Jego problem jest głębszy — jest problemem pominięcia. Autorka, pisząc o Kępińskim, nie zadaje sobie trudu, by jego obserwacje osadzić w kontekście nadprzyrodzonym. Przytoczone są „zagrożenie uzależnieniem wartości człowieka jedynie od jego potencjalnej wartości użytecznej” i „popularność fałszywych idei i ich proroków” — ale nie ma ani słowa o tym, że prawdziwą wartość człowieka wyznacza jego powołanie do życia wiecznego, a fałszywi prorocy to ci, którzy odwracają dusze od Chrystusa.
To jest wzorzec powtarzany w „Tygodniku Powszechnym” z uporem godnym lepszej sprawy: mówienie o ludzkim cierpieniu bez Boga, o kryzysie bez grzechu, o nadziei bez zbawienia. Artykuł ten, w swojej eseistycznej formie i „przejrzystej polszczyźnie”, jest kolejnym przykładem medialnej papki, w której duchowa pustka maskuje się pod erudycję i wrażliwość. Czytelnik szukający prawdziwej pomocy — a nie tylko trafnej psychologicznej obserwacji — musi zostać wyprowadzony z tego błędnego koła.
Prawdziwe remedium — powrót do Źródła
Czytelnik artykułu w „Tygodniku Powszechnym”, poszukujący odpowiedzi na współczesne lęki i udręki, musi wiedzieć: prawdziwe ukojenie nie jest w książkach psychiatry, najwybitniejszego bynajmniej. Prawdziwe ukojenie jest w Chrystusie, w Jego Najświętszym Sercu, w sakramencie pokuty, w Najświętszej Ofierze Mszy świętej. Tam, gdzie rany duszy są obmywane Krwią Chrystusa, a cierpienie zjednoczone z Jego Męką zyskuje wartość odkupieńcząż — tam jest prawdziwe uzdrowienie.
Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863) nauczał, że „wiadoma jest katolicka nauka, iż nikt nie może być zbawiony poza Kościołem katolickim”. Struktury posoborowe, z których „Tygodnik Powszechny” jest jednym z głosów, nie są tym Kościołem — są synagogą szatana, która odwraca dusze od prawdziwego Źródła zbawienia. Niech czytelnik, zamiast sięgać po Kępińskiego jako proroka, sięgnie po Różaniec, odprawi nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusowego, uda się do spowiedzi do prawdziwego kapłana katolickiego i przyjmie Pana Jezusa w Komunii Świętej. Tylko wtedy „atmosfera lękowa” zostanie rozładowana — nie przez ludzki wysiłek, ale przez łaskę Bożą, która jest jedyną prawdziwą mocą przeciwko złu.
Za artykułem:
Lęki współczenej epoki, czyli co przewidział Antoni Kępiński (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 19.05.2026








