Portal „Tygodnik Powszechny” (19 maja 2026) publikuje felieton Macieja Talagi, historyka sztuki walki, który analizuje retorykę sekretarza wojny USA Pete’a Hegsetha przez pryzmat średniowiecznej kultury wojennej. Autor porównuje dwa modele prowadzenia wojny – „marsowy” (impulsywny, agresywny, sakralizujący przemoc) oraz „słoneczny” (umiarkowany, honorowy, wspólnototwórczy) – i wskazuje, że obecna administracja amerykaka stosuje się do pierwszego, co prowadzi do strategicznego chaosu. Artykuł przedstawia ciekawą analizę historyczną, jednak z perspektywy integralnej wiary katolickiej wymaga głębszej oceny zarówno pod względem teologicznym, jak i moralnym.
Streszczenie i teza artykułu
Maciej Talaga, historyk praktyk bojowych z Uniwersytetu Warszawskiego, w artykułie opublikowanym na łamach „Tygodnika Powszechnego” analizuje przemówienie sekretarza wojny USA Pete’a Hegsetha z 30 września 2025 roku, w którym ten zapowiada nowy „etos wojownika” oparty na „zmiażdżaniu” wroga „przemocą, precyzją i furią”. Autor konfrontuje tę retorykę ze średniowieczną refleksją nad sztuką wojenną, rozróżniając dwa paradygmaty: „marsowy” – impulsywny, brutalny, sakralizujący przemoc jako wartość samą w sobie, oraz „słoneczny” – umiarkowany, honorowy, zakładający samoograniczenie walczących i otwartość na budowanie wspólnoty po zakończeniu konfliktu. Talaga wskazuje, że strategia Iranu w wojnie z USA i Izraelem, choć brutalna, posiadała jasną logikę strategiczną (odstraszanie), podczas gdy amerykański „kult dzielności” nie dostarcza odpowiedzi na pytanie, jaki jest cel wojny i jak go osiągnąć. Artykuł kończy ostrzeżeniem dla Polski i Europy Środkowej, gdzie retoryka „etosu wojownika” znajduje podatny grunt.
Poziom faktograficzny: ciekawa analiza historyczna, lecz wybiurokratyzowana rzeczywistość
Artykuł Talagi prezentuje solidną wiedzę historyczną, odwołując się do źródeł takich jak Richard Kaeuper (Chivalry and Violence in Medieval Europe), anonimowe rękopisy sztuk walki z przełomu XIV i XV wieku czy romans arturiański Jauffe. Podział na „marsowy” i „słoneczny” model wojennego zachowania jest ciekawą heurystyką analityczną. Autor słusznie zauważa, że kult dzielności może prowadzić do strategicznego chaosu, gdyż wojownicy potrzebują wrogów dla podtrzymania własnej tożsamości.
Jednakże analiza faktografzna artykułu pozostaje na powierzchni rzeczywistości. Autor nie docenia głębi moralnego i duchowego kryzysu, który stoi za „kultem dzielności”. Nie wspomina, że średniowieczna kultura rycerska, mimo swoich wad, była osadzona w chrześcijańskiej wizji świata – rycerz składał ślubierność Bogu, przysiegał branieć słabe i bezbronne, a jego zbroja była symbolem zbroi sprawiedliwości Bożej („i oblecie się w zbroję sprawiedliwości” – Św. Tomasz z Akwinu, Summa Theologiae). Redukcja średniowiecza do kosmologii planetarnej i „kultu półboskiej dzielności” jest więc nadmiernym uproszczeniem, które pomija chrześcijańskie korzenie rycerskości.
Ponadto, artykuł nie podejmuje pytania o przyczyny współczesnego kryzysu wojskowości amerykańskiej w szerszym kontekście cywilizacyjnym. Brak tu choćby wzmianki o tym, że sekularyzacja i odrzucenie chrześcijańskich zasad prawa naturalnego w polityce zagranicznej prowadzi do sytuacji, w której przemoc staje się jedynym językiem komunikacji między państwami. Jak pisał Pius XI w encyklice Quas Primas: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”. To właśnie ten brak fundamentu moralnego sprawia, że „etos wojownika” zamienia się w „kult Marsa”.
Poziom językowy: asekuracyjny ton ukrywa głębszy kryzys
Język artykułu jest precyzyjny i erudycyjny, typowy dla akademickiego felietonu. Autor unika emocjonalnych ocen, operuje kategoriami analitycznymi („kult dzielności”, „strategiczny chaos”, „inscenizacja wojowniczości”). Ton jest spokojny, rzeczowy, miejscami ironiczny (porównanie FAFO do strategii wojennej).
Jednakże właśnie ta asekuracyjność staje się problemem. Artykuł mówi o wojnie, o zabijaniu ludzi, o eskalacji przemocy na Bliskim Wschodzie – a robi to w tonu, który sugeruje, że jest to przedmiot ciekawej analizy akademickiej, a nie tragedia ludzka. Brak tu choćby słowa o ofiarach cywilnych, o cierpieniu niewinnych ludzi, o moralnym wymiarze przemocy. Język artykułu jest językiem technokrata, nie chrześcijanina.
Ponadto, artykuł operuje kategorią „etosu wojownika” jako pojęciem neutralnym, a nawet pozytywnym w kontekście polskim. Autor stwierdza, że „sama kategoria 'etosu wojownika’ weszła w polski dyskurs publiczny jako termin neutralny lub pozytywny” – i nie kwestionuje tego stanu rzeczy. Z perspektywy wiary katolickiej jest to jednak poważne pominięcie. „Etos wojownika” bez fundamentu moralnego, bez podporządkowania prawu Bożemu, bez miłości do bliźniego (w tym wroga) – to nie jest etos, lecz idolatria przemocy.
Poziom teologiczny: brak chrześciańskiego fundamentu
Artykuł Talagi, mimo że odwołuje się do średniowiecznej kultury, która była chrześcijańska, całkowicie pomija wymiar teologiczny analizowanego zjawiska. Nie ma w nim ani słowa o prawie naturalnym, o sprawiedliwości wojny (bellum iustum), o konieczności proporcjonalności środków, o obowiązku ochrony cywilów, o celu pokoju jako dobra najwyższego.
Św. Augustyn w Quaestiones in Heptateuchum nauczał, że wojna może być sprawiedliwa tylko wtedy, gdy jest prowadzona w obronie sprawiedliwości, z intencją przywrócenia pokoju, i gdy są spełnione ścisłe warunki (władza zwierzchnia, sprawiedliwa przyczyna, słuszną intencja). Św. Tomasz z Akwinu w Summa Theologiae (II-II, q. 40) dodał do tego wymóg proporcjonalności środków i ochrony osób niewinnych. Retoryka Hegsetha – „zmiażdżyć ich przemocą, precyzją i furią” – nie spełnia żadnego z tych warunków.
Ponadto, artykuł nie podejmuje pytania o to, czy współczesne wojny prowadzone przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników są w ogóle wojnami sprawiedliwymi w świetle katolickiej doktryny. Zamiast tego, autor ogranicza się do konstatacji, że „kult dzielności” jest strategicznym błędem – co jest prawdą, ale nie wyczerpuje moralnego wymiaru problemu.
Brak teologicznej perspektywy sprawia, że artykuł pozostaje w sferze analizy technicznej, a nie moralnej. A jak uczył św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis, redukcja wiary do sfery prywatnej i wyłączenie jej z życia publicznego jest jednym z fundamentów modernizmu. Wojna nie jest wyjątkiem – wymaga oceny moralnej opartej na prawie Bożym.
Poziom symptomatyczny: „Tygodnik Powszechny” jako przekaźnik posoborowej narracji
Artykuł Macieji Talagi jest symptomatyczny dla „Tygodnika Powszechnego” jako medium. Portal ten, mimo że definiuje się jako „tygodnik społeczno-kulturalny”, jest w praktyce przekaźnikiem narracji liberalno-modernistycznej, która unika radykalnej oceny współczesnych zjawisk z perspektywy niezmiennego Magisterium Kościoła katolickiego.
W analizowanym artykułie nie ma ani słowa o Kościele, o wierze, o moralnym wymiarze wojny. Zamiast tego, autor odwołuje się do średniowiecznej „kosmologii planetarnej” i świeckiej historii sztuk walki. To jest typowe dla posoborowego podejścia – zamiast oceniać rzeczywistość w świetle wiary, posoborowie analizują ją w świetle świeckich dyscyplin akademickich, tworząc pozór głębi intelektualnej, ale unikając prawdy o Bogu i Jego prawach.
Ponadto, artykuł zawiera subtelne, ale wyraźne ukłon w stronę amerykańskiej administracji i jej sojuszników. Autor nie kwestionuje legalności wojny z Iranem, nie pyta o ofiary cywilne, nie analizuje motywacji politycznych i ekonomicznych konfliktu. Zamiast tego, ogranicza się do konstatacji, że „kult dzielności” jest strategicznym błędem – co jest bezpieczne i niekompromitujące.
To jest właśnie duchowe bankructwo, o którym pisał Pius XI w Quas Primas – gdy Chrystus jest usunięty z życia publicznego, ginąć muszą narody i jednostki. Artykuł Talagi jest tego doskonałym przykładem: mówi o wojnie bez Boga, o przemocy bez moralności, o strategii bez celu wyższego niż przetrwanie.
Polska na wschodniej flance „Marsa”
Artykuł kończy się ostrzeżeniem dla Polski i Europy Środkowej, gdzie retoryka „etosu wojownika” znajduje podatny grunt. Autor słusznie zauważa, że fascynacja „bezwzględną śmiercionośnością” i pogardą dla „przywództwa unikającego ryzyka” może być niebezpieczna dla społeczeństw, które powinny być chronione przez armię.
Jednakże ostrzeżenie to pozostaje na powierzchni. Autor nie mówi wprost, że Polska, jako kraj o chrześcijańskiej tradycji, powinna opierać swoją obronność nie na „marsowym” kultie przemocy, lecz na chrześciańskiej zasadzie sprawiedliwej obrony. Nie przypomina, że prawdziwa siła armii nie polega na „zmiażdżaniu” wrogów, lecz na zdolności do obrony słabych i bezbronnych, do zachowania godności ludzkiej nawet w obliczu wroga, do budowania pokoju po zakończeniu konfliktu.
Polska potrzebuje armii, która będzie nie tylko skuteczna militarnie, ale i moralnie odpowiedzialna. Armii, która będzie pamiętała o zasadach bellum iustum, o obowiązku ochrony cywilów, o konieczności proporcjonalności środków. Armii, która nie będzie służyła „Marsowi”, lecz Chrystusowi Królowi – Tego, który jest „Księciem Pokoju” (Iz 9,6) i którego „królestwa nie będzie końca” (Łk 1,33).
Wskazówka katolicka: powrót do sprawiedliwości, nie do „dzielności”
Zamiast fascynacji „kultem dzielności”, zarówno w wersji średniowiecznej, jak i współczesnej, katolik powinien powrócić do niezmiennych zasad prawa naturalnego i doktryny Kościoła. Wojna może być dopuszczalna tylko w ostateczności, gdy wszystkie inne środki zawiodły, i musi być prowadzona z zachowaniem ścisłych zasad moralnych.
Św. Augustyn nauczał: „Pokój jest celem, do którego dążymy wojną” (Epistula 189, 6). Św. Tomasz z Akwinu dodawał, że wojna musi być prowadzona z miłością – nawet do wroga, którego należy traktować jako człowieka, a nie jako obiekt do zniszczenia. „Zmiażdżenie” wroga „przemocą, precyzją i furią” nie jest strategią – jest okrucieństwem.
Polska i Europa potrzebują nie „etos wojownika”, lecz etosu żołnierza – człowieka, który jest gotów oddać życie za bliźniego, który chroni słabych, który zachowuje godność nawel w obliczu wroga, który pamięta, że jego ostatecznym przełożonym nie jest sekretarz wojny, lecz Chrystus Król.
„Nie masz w żadnym innym zbawienia. Albowiem nie jest pod niebem inne imię dane ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni” (Dz 4,12). Niech ta prawda będzie fundamentem polskiej obronności – nie kult Marsa, lecz wiara w Chrystusa Króla.
Za artykułem:
Pete Hegseth promuje brutalny etos wojownika. Średniowiecze uczy, że to błąd (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 19.05.2026






