Ksiądz w tradycyjnym stroju liturgicznym trzyma różaniec i czyta gazetę o Enhanced Games z fotografią sportowców na dopingach. Scena symbolizuje konflikt między wiarą a dehumanizacją współczesnej kultury sportowej.

Ruszają Enhanced Games, czyli „igrzyska na dopingu”

Podziel się tym:

Portal „Gość Niedzielny” informuje o premierowej edycji Enhanced Games, czyli „igrzyskach na dopingu”, które rozpoczęły się w czwartek w Las Vegas. Inicjatywa australijskiego biznesmena Arona D’Souzy zakłada, że sportowcy mogą legalnie stosować środki dopingujące – testosteron, sterydy anaboliczne, hormon wzrostu, a nawet EPO – pod warunkiem, że są one przepisywane lekarzem i przyjmowane w „bezpiecznych dawkach”. Pula nagród wynosi 25 milionów dolarów, a milion dolarów przewidziano dla zawodników, którzy ustanowią nieoficjalne rekordy świata w biegu na 100 metrów i pływaniu na 50 metrów. Wśród zgłoszonych sportowców znajduje się Polka Natalia Fryckowska, była finalistka mistrzostw Polski i uczestniczka mistrzostw Europy. Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) określiła zawody jako „nieprzemyślane, nieobliczalne i niebezpieczne”, a wiele międzynarodowych federacji sportowych zagroziło wykluczeniem z klasycznej rywalizacji tych, którzy wezmą udział w tym przedsięwzięciu. Dyrektor Polskiej Agencji Antydopingowej Michał Rynkowski stwierdził, że idea tych zawodów jest „destrukcyjna dla idei fair play” i stanowi „totalne wypaczenie sportu”. Redakcja portalu Wiara.pl, komentując informację, dodała krótkie zdanie: „To jest destrukcyjne nie tylko dla idei fair play. To jest deprecjonowanie godności człowieka. Bo ten się tu nie liczy, a liczy się sukces, rzekomy wyczyn. Nie człowieka, ale mieszanek różnych dopingów”. To jednak jedyny akapit, w którym portal próbuje uchwycić problem w jego wymiarze antropologicznym i moralnym – i czyni to zdawkowo, bez pogłębionej refleksji teologicznej, jakby godność człowieka była jedną z wielu „opinii”, a nie fundamentem całego porządku moralnego ustanowionego przez Boga.


Sport jako pole bitwy o godność człowieka

Enhanced Games nie są kuriozum ani egzotycznym eksperymentem sportowym. Są logicznym wynikiem procesu, który Pius XI opisał w encyklice Quas Primas (1925) jako usunięcie Chrystusa z życia publicznego – gdy „Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą, gdyż usunięto główną przyczynę, dlaczego jedni mają prawo rozkazywać, drudzy zaś mają obowiązek słuchać”. Gdy Chrystus Król przestaje być punktem odniesienia dla społeczeństwa, jedynym kryterium staje się siła, wydajność i sukces mierzony liczbami. Ciało ludzkie staje się surowcem do optymalizacji, a człowiek – maszyną, której wydajność trzeba podnieść za wszelką cenę. Enhanced Games są więc nie tylko „wypaczeniem sportu”, jak to umiarkowanie określa dyrektor Rynkowski, lecz wypaczeniem samej natury ludzkiej, a konkretnie – triumfem tego, co św. Paweł nazwał „ciałem śmierci” (Rz 6,6) nad „ciałem zbawienia”.

Portal „Gość Niedzielny” podaje fakty z większą wiernością, choć i tu zauważalne są braki. Informuje o zaangażowaniu miliarderów – założyciela PayPala Petera Thiela i syna prezydenta USA Donalda Trumpa Jr. – co sugeruje, że za projektem stoi nie tylko kapitał, lecz również wpływy polityczne. Podaje też, że organizatorzy sprzedawali testosteron i sermorelinę w sklepie internetowym, a przygotowania odbywały się w Abu Zabi pod nadzorem lekarzy. Niemiecki farmakolog Fritz Soergel ostrzega przed „wyścigiem zbrojeń w kwestii środków dopingowych” i przed substancjami, które nie zostały odpowiednio przebadane. Są to informacje istotne, lecz portal nie wyciąga z nich daleko idących wniosków. Nie pyta, dlaczego miliarderzy inwestują w projekt, który – jak sami przyznają – ma „przekształcić ludzki potencjał w nadludzki”. Nie pyta, co to oznacza dla młodzieży, która obserwuje, jak sukces mierzony jest ilością chemii w organizmie. Nie pyta, czy za tą ideą nie stoi coś więcej niż chęć szybkiego zarobku – czy nie jest to bowiem materializacja wizji transhumanistycznej, w której człowiek ma zostać „ulepszony” technologicznie i farmakologicznie, a jego dusza – zredukowana do funkcji mózgu – ma zostać zastąpiona algorytmem?

Język ulepszenia jako język bałwochwalstwa

Analiza językowa artykułu i materiałów źródłowych ujawnia słownik, który jest słownikiem technokratycznego optymalizmu, a nie etyki. Mówi się o „wykorzystaniu maksimum możliwości”, „zwiększeniu siły i szybkości”, „nadludzkim poziomie” i „przekształceniu ludzkiego potencjału”. To język, w którym człowiek jest obiektem manipulacji, a nie podmiotem godnym czci. Język ten jest konsekwencją tego, co Pius IX w Syllabus of Errors (1864) potępił jako błąd numer 58: „Nie należy uznawać żadnych innych sił poza tymi, które tkwią w materii, a cała prawość i doskonałość moralna powinna polegać na gromadzeniu i pomnażaniu bogactw wszelkimi możliwymi środkami oraz na zaspokajaniu przyjemności”. Enhanced Games są więc nie tylko naruszeniem reguł sportu, lecz urzeczywistnieniem materialistycznej antropologii, która odrzuca duchową naturę człowieka i sprowadza go do zbioru reakcji chemicznych.

Redakcja Wiara.pl, dodając swoje zdanie o „deprecjonowaniu godności człowieka”, próbuje uchwycić ten wymiar, lecz robi to zbyt powierzchownie. Nie przypomina, że godność człowieka nie jest „opinią” ani „wartością” w rozumieniu liberalnym, lecz ontologicznym faktem wynikającym z tego, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga (Rdz 1,27) i odkupiony „drogą krwią jako baranka niezmazanego i niepokalanego Chrystusa” (1 P 1,18-19). Nie przypomina, że ciało ludzkie nie jest własnością człowieka, lecz „świątynią Ducha Świętego” (1 Kor 6,19), której niszczenie jest grzechem przeciwko Stwórcy. Nie przypomina, że sport, rozumiany katolickie, ma służyć rozwojowi cnoty – umiarkowania, odwagi, sprawiedliwości – a nie niszczeniu zdrowia ciała i duszy w pogoni za rekordem.

Milczenie o źródłach idei – czyli o transhumanizmie

Największym brakiem artykułu jest całkowite pominięcie ideologicznego tła Enhanced Games. Portal nie wspomina o transhumanizmie – ruchu intelektualnym i naukowym, który od dekad pracuje nad „ulepszeniem” człowieza za pomocą technologii, farmakologii i inżynierii genetyczny. Nie wspomina o tym, że współzałożyciel firmy biofarmaceutycznej Christian Angermayer inwestuje również w implanty mózgowe – czyli w technologie, które mają w przyszłości połączyć ludzki mózg z komputerem. Nie wspomina o tym, że założyciel projektu Aron D’Souza jest również twórcą trybunału ds. sztucznej inteligencji, który ma „weryfikować doniesienia medialne” – co w kontekście rosnącej cenzury i manipulacji informacjącymi wydaje się bardzo symptomatyczne.

Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863) ostrzegał przed „śmiertelną i przeklętą miłością własną i własnym interesem, która popycha wielu do poszukiwania własnej korzyści i zysku z wyraźnym brakiem poszanowania bliźniego” oraz przed „całkowicie nienasyconą żądzą władzy i posiadania, która przekracza wszelkie zasady sprawiedliwości i uczciwości i nigdy nie przestaje wszelkimi możliwymi środkami gromadzić i chciwie piętrzyć bogactwa”. Enhanced Games są owocem tej chciwości – chciwości kapitału, chciwości sławy, chciwości władzy nad ciałem. Są też owocem herezji antropologicznej, która uczy, że człowiek może sam siebie ulepszyć, sam siebie zbawić, sam siebie przekształcić w „nadczłowieka” – i która tym samym odrzuca potrzebę zbawienia przez Chrystusa.

Sport w świetle nauki katolickiej

Katolicka nauka o sporcie, choć nie została przedmiotem osobnej encykliki, wynika z ogólnych zasad antropologii chrześcijańskiej. Św. Paweł Apostoł wielokrotnie posługiwał się sportowymi metaforami, by wyjaśnić prawdy wiary: „Czy nie wiecie, że ci, którzy biegają na stadionie, wszyscy rzeczywiście biegają, ale tylko jeden otrzymuje nagrodę? Biegnijcie więc tak, abyście zdobyli” (1 Kor 9,24). Sport jest więc dobry, gdy służy rozwojowi cnoty, gdy uczy pokory, wytrwałości, posłuszeństwa reguł – czyli tym cnotom, które prowadzą do Boga. Jednak sport staje się złem, gdy służy niszczeniu zdrowia, gdy zastępuje reguły chemią, gdy czyni z ciała bożka, a z człowieka – maszynę do bicia rekordów.

Enhanced Games są antytezą katolickiego rozumienia sportu. Są sportem, w którym nie ma miejsca na cnotę, bo nie ma miejsca na wolę – jest tylko chemia. Są sportem, w którym nie ma miejsca na pokorę, bo nie ma miejsca na prawdę o człowieku – jest tylko iluzja „ulepszenia”. Są sportem, w którym nie ma miejsca na Boga, bo nie ma miejsca na duszę – jest tylko ciało nasycone hormonami. W tym sensie Enhanced Games są nie tylko „igrzyskami dopingowców”, jak to określa dyrektor Rynkowski, lecz igrzyskami bałwochwalstwa – bałwochwalstwa ciała, bałwochwalstwa sukcesu, bałwochwalstwa ludzkiej woli, która chce być bogiem dla samej siebie.

Co powinien powiedzieć katolicki portal?

Artykuł „Gościa Niedzielnego” jest przykładem tego, co można nazwać dziennikarstwem katolickim bez katolickiej perspektywy. Portal podaje fakty, cytuje ekspertów, relacjonuje wydarzenia – ale nie wyciąga wniosków, które wynikają z wiary. Nie przypomina, że człowiek jest stworzony na obraz Boga. Nie przypomina, że ciało jest świątynią Ducha Świętego. Nie przypomia, że sport ma służyć rozwojowi cnoty, a nie niszczeniu zdrowia. Nie przypomina, że Chrystus Król panuje nie tylko nad duszami, lecz również nad ciałami, i że „nie ma w żadnym innym zbawienia. Albowiem nie jest pod niebem inne imię dane ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni” (Dz 4,12).

Zamiast tego portal dodaje jedno zdanie o „deprecjonowaniu godności człowieka” – i udaje, że to wystarczy. Że to jest „komentarz katolicki”. Że to jest „perspektywa wiary”. To nie jest perspektywa wiary. To jest etykietka na pustce. Bo prawdziwa perspektywa wiary wymaga, by powiedzieć wprost: Enhanced Games są grzechem. Są grzechem przeciwko ciału. Są grzechem przeciwko duszy. Są grzechem przeciwko Bogu. Są owocem cywilizacji, która odrzuciła Chrystusa Króla i zastąpiła Jego prawo – prawem silniejszego, prawem szybszego, prawem „ulepszonego”. I dopóki katolicki świat nie powie tego wprost – dopóty będzie milczał, a milczenie jest zgodą.

Apostazja milczenia

Pius X w dekrecie Lamentabili sane exitu (1907) potępił jako błąd twierdzenie, że „Kościół jest wrogiem postępu nauk przyrodniczych i teologicznych” (propozycja 57). Kościół nie jest wrogiem postępu – ale jest wrogiem postępu, który prowadzi do zguby duszy. Enhanced Games są takim postępem. Są postępem technologicznym, farmakologicznym, finansowym – ale są regresem moralnym, duchowym, antropologicznym. Są dowodem na to, że cywilizacja, która odrzuciła Boga, nie potrafi powiedzieć „stop” nawet wtedy, gdy człowieka zamienia w laboratorium chemikaliów.

Katolicki portal, który relacjonuje takie wydarzenia bez głębszej refleksji teologicznej, nie służy zbawieniu dusz. Służy utrwalaniu naturalistycznej iluzji, że można mówić o „godności człowieka” bez mówieniu o Bogu. Że można mówić o „fair play” bez mówieniu o prawie Bożym. Że można krytykować doping bez krytyki systemu, który czyni doping koniecznością. To jest właśnie duchowe bankructwo, o którym pisał Pius XI w Quas Primas – gdy Chrystus jest usunięty z życia publicznego, ginąć muszą nie tylko narody, lecz również pojedyncze dusze, które szukają sensu w świecie, który nie ma już nic do zaoferowania poza chemią i iluzją.


Za artykułem:
Ruszają Enhanced Games, czyli "igrzyska na dopingu"
  (gosc.pl)
Data artykułu: 20.05.2026

Więcej polemik ze źródłem: gosc.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.