Portal „Tygodnik Powszechny” relacjonuje wypadek polityczny Aleksandra Miszalskiego, prezydenta Krakowa, który porażką w referendum odwoławczym zakończył dwuletnią kadencję. Autor tekstu, Marek Kęskrawiec, analizuje przyczyny klęski – od niepopularnych reform transportowych, przez gwałtowny wzrost zadłużenia miasta, po chaotyczną komunikację i brak spójnej wizji. Jednocześnie zastrzega, że odsunięcie Miszalskiego nie gwarantuje poprawy, ponieważ żadna z sił politycznych nie wydaje się zdolna do przejęcia rządów nad miastem w sposób profesjonalny i odpolityczniony. Tekst ukazuje krakowską politykę jako pole walki o wpływy między PiS-em, Konfederacją i biznesmenem Łukaszem Gibałą, przy czym żadna z tych sił nie budzi zaufania autora. Artykuł stanowi zwięzły, choć pozbawiony głębszej refleksji moralnej, przegląd kryzysu samorządowego w jednym z największych polskich miast.
Porządek dzienny zamiast porządku wiecznego
Tekst Kęskrawca, choć formalnie dotyczy krakowskiej polityki samorządowej, jest w istocie symptomem szerszej choroby, która dotyka współczesną Polskę – całkowitego oderwania życia publicznego od niezmiennych zasad prawa naturalnego i prawa Bożego. Pisząc o błędach Miszalskiego – strefie czystego transportu, wzroście zadłużenia, politycznych nominacjach – autor operuje wyłącznie kategoriami technicznymi i politycznymi. Nie ma w tekście ani słowa o tym, że prawdziwe rządy – czy to w komunie, czy w państwie – powinny opierać się na sprawiedliwości, która ma swoje źródło w Bogu. Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał wprost: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą, gdyż usunięto główną przyczynę, dlaczego jedni mają prawo rozkazywać, drudzy zaś mają obowiązek słuchać.” To zburzenie fundamentów, choć Pius XI pisał o skali państwowej, doskonale opisuje sytuację miasta, w którym prezydent traci legitymację nie dlatego, że złamał prawo karne, lecz dlatego, że przestał być postrzegany jako sprawiedliwy – a sprawiedliwość bez odniesienia do Boga pozostaje jedynie kwestią opinii publicznej.
Język technokratyczny jako maska duchowej pustki
Analiza językowa tekstu ujawnia całkowite zdominowanie narracji przez kategorie pozornie neutralne, ale w istocie pozbawione jakiejkolwiek wymowy moralnej. Mowa o „profesjonalnej, odpolitycznionej ekipie”, o „spójnej wizji przyszłości”, o „komunikacji” i „wizerunku”. Są to słowa, które mogłyby pochodzić z podręcznika zarządzania korporacją – i właśnie w tym leży problem. Miasto traktowane jest jako przedsiębiorstwo, a nie jako wspólnota ludzi powołanych do wspólnego życia w sprawiedliwości i miłości. Św. Augustyn w Państwie Bożym przypominał: „Państwo nie jest czym innym, jak zgodnym zrzeszeniem ludzi” – a zgoda ta, być prawdziwa, musi opierać się na wspólnym celu, którym jest Bóg. W tekście Kęskrawca nie ma mowy o Bogu, o sumieniu, o odpowiedzialności przed sądem ostatecznym. Język technokratyczny staje się maską, za którą kryje się duchowa pustka – ta sama pustka, którą Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) demaskował jako znak modernizmu, redukującego wiarę do kwestii społecznych i psychologicznych.
Referendum jako wyraz kryzysu legitymacji
Sam fakt przeprowadzenia referendum odwoławczego jest symptomatyczny. W systemie, który uznaje Chrystusa za Króla, władza pochodzi od Boga i jest sprawowana w Jego imieniu – nie zaś na podstawie zmiennej woli wyborców. Pius XI w Quas Primas wyraźnie stwierdzał: „Chrystus otrzymał od Ojca wszystka władzę na niebie i na ziemi” i „cały ród ludzki podlega władzy Jezusa Chrystusa.” To nie oznacza, że władza świecka nie powinna być odpowiedzialna przed społeczeństwem, ale oznacza, że jej ostateczne źródło i cel leżą poza sferą polityczną. Referendum, choć formalnie demokratyczne, jest w istocie wyrazem systemu, w którym jedynym kryterium legitymacji jest liczba głosów – a to jest formą bałwaństwa liczbą, nie prawdą. Kęskrawiec, opisując mechanikę referendum, nie zadaje sobie pytania o to, czy sam system, w którym prezydent może zostać odwołany przez większość głosów, jest zgodny z porządkiem sprawiedliwości, który wymaga stabilności władzy i ochrony przed tyranią większości.
Polityczny bełkot zamiast wizji
Tekst ujawnia rozpaczliwą pustkę polityczną Krakowa. Autor wymienia trzy siły, które walczą o wpływy: PiS, Konfederację i Łukasza Gibałę – i nie ufa żadnej z nich. Pisze: „Nie wierzę, że może ona wyłonić indywidualność, która pociągnie Kraków w górę i nie utknie w partyjnych szachach oraz wojnie z radą miasta.” To jest skrajny pesymizm, który wynika z całkowitego braku wizji politycznej opartej na zasadach moralnych. Gdy porządek Boży zostaje usunięty z życia publicznego, pozostaje jedynie walka o wpływy – i właśnie tę walkę obserwujemy w Krakowie. Św. Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863) ostrzegał przed „bezprzykładną nienawiścią Chrystusa, Jego Kościoła, nauczania i tego Stolicy Apostolskiej” – a ta nienawiść, choćby nieświadoma, objawia się w redukcji polityki do gry o interesy, w której nie ma miejsca na służbę wspólnemu dobru.
Kraków bez Chrystusa – miasto bez duszy
Kraków, miasto które przez wieki było perłą polskiej chrześcijańskiej cywilizacji – miasto Wawelu, św. Stanisława, Jana Pawła II – dziś jest prezentowane jako arena walki o wpływy między politykami i biznesmenami. Nie ma w tekście ani jednego słowa o bogactwie duchowym tego miasta, o jego kościołach, o tradycji katolickiej, która przez wieki kształtowała jego tożsamość. To przemilczenie jest bardziej niemądre niż jakikolwiek błąd polityczny Miszalskiego. Gdy miasto traci swoją duchową tożsamość, staje się jedynie zbiorem infrastruktury i finansów – i właśnie takie miasto opisuje Kęskrawiec. Pius XI w Quas Primas ostrzegał: „Gdy Chrystus jest usunięty z życia publicznego i prywatnego, ginąć muszą narody i jednostki.” Kraków ginie nie dlatego, że ma dług 8,5 miliarda złotych, lecz dlatego, że jego władze – i jego media – przestały widzieć w Chrystusie źródło prawdziwej sprawiedliwości i pokoju.
Czy jest nadzieja?
Tekst Kęskrawca kończy się pytaniem retorycznym, na które nie ma odpowiedzi: kto może przejąć rządy nad Krakowem? Autor nie widzi nikogo. Ta rozpaczliwa pustka jest logicznym następstwem systemu, który odwrócił się od Boga. Prawdziwa nadzieja nie leży w politykach ani w referendum – leży w nawróceniu, w powrocie do Chrystusa Króla. Pius XI w Quas Primas pisał: „Oby się to stało, iżby nie należący do Kościoła zapragnęli i przyjęli dla dobra swego zbawienia słodkie jarzmo Chrystusowe.” To jest jedyna droga – nie dla Krakowa, ale dla całej Polski. Dopóki miasta, państwa i narody nie uznają publicznie panowania Chrystusa, dopóty będą tonąć w politycznym chaosie, w którym jedynym kryterium jest władza, a jedynym bogactwem – pieniądz. Tekst Kęskrawcia, choć nieświadomie, jest tego żywym dowodem.
Apel do czytelnika
Czytelnik, który szuka prawdziwej nadziei dla Krakowa i dla Polski, musi zrozumieć, że żadna zmiana polityczna nie przyniesie trwałego dobra, jeśli nie będzie oparta na fundamencie wiary katolickiej. Nie chodzi o to, by wprowadzić „rządy religijne” w świeckim sensie, lecz o to, by każdy obywatel – prezydent, radny, nauczyciel, motorniczy – działał zgodnie z prawem naturalnym, które jest odzwierciedleniem prawa wiecznego Boga. Jak pisał św. Pius IX w Quanto Conficiamur Moerore: „Eternal salvation cannot be obtained by those who oppose the authority and statements of the same Church and are stubbornly separated from the unity of the Church.” To samo dotyczy spraw doczeszych – nie ma trwałego porządku społecznego poza Chrystusem i Jego Kościołem. Niech Kraków – i cała Polska – powróci do Tego, który jest drogą, prawdą i życiem.
Za artykułem:
Miszalski odwołany. Dlaczego prezydent z KO poniósł klęskę w krakowskim referendum (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 25.05.2026





