Prezydent powołał sędziego Zbigniewa Kapińskiego na I prezesa Sądu Najwyższego

Podziel się tym:

Portal „Gość” (25 maja 2026) informuje o powołaniu przez prezydenta Karola Nawrockiego sędziego Zbigniewa Kapińskiego na I prezesa Sądu Najwyższego — decyzji, która wzbudziła kontrowersje w środowiskach prawniczych i politycznych. Artykuł przedstawia argumentację rzecznika prezydenta Rafała Leśkiewicza, który podkreślał zawodowy dorobek nowego I prezesa, jego „odwagę” w obronie praworządności oraz wcześniejsze decyzje dotyczące spraw Kamińskiego-Wąsika i prokuratora Barskiego. Jednocześnie relacjonowane są zarzuty wobec Kapińskiego — przede wszystkim sprawa orzeczenia z 2000 r. dotyczącego oświadczenia lustracyjnego Lecha Wałęsy — oraz krytyka ze strony Sławomira Cenckiewicza. Tekst, choć pozornie neutralny w tonie, stanowi ilustrację głębszego problemu: w jaki sposób świeckie struktury władzy oraz media katolickie relacjonują sprawy publiczne, całkowicie pomijając perspektywę nadprzyrodzoną i prymat prawa Bożego nad prawem ludzkim.


Poziom faktograficzny: relacja faktów bez hierarchii wartości

Portal „Gość” przedstawia sprawę powołania Zbigniewa Kapińskiego w sposób typowy dla świeckiej agencji informacyjnej — sukcesywnie wyliczane są fakty: data powołania, liczba głosów w Zgromadzeniu Ogólnym SN, biografia sędziego, decyzje w sprawach Kamińskiego-Wąsika i Barskiego, zarzuty dotyczące orzeczenia ws. Wałęsy. Redakcja nie kwestionuje żadnego z tych faktów, nie stawia pytań o ich wzajemny kontekst i nie proponuje hierarchii wartości. Jest to czysto naturalistyczna relacja zdarzeń, w której praworządność rozumiana jest wyłącznie w kategoriach prawa pozytywnego.

Zasługuje na uwagę, że rzecznik prezydenta podkreślał, iż Kapiński „jako pierwszy sprzeciwił się łamaniu praworządności przez obecny rząd” — co sugeruje, że kryterium wyboru była nie tyle kompetencja prawnicza, ile konkretna postawa polityczna w obecnym kryzysie instytucjonalnym. To jest symptom charakterystyczny dla epoki, w której państwo świeckie poszukuje „sędziów praworządności” zamiast sędziów sprawiedliwości. Równocześnie artykuł nie podejmuje kwestii, czy samo powołanie kandydatów do SN po zmianach w KRS w 2017 r. — o których mowa w ostatnim akapicie — miało podstawę w prawie naturalnym, czy też było kolejnym aktem walki politycznej o władzę.

Poziom językowy: asekuracyjny ton jako symptom duchowej obojętności

Język artykułu jest typowy dla tzw. katolickiego medium informacyjnego: precyzyjny, biurokratyczny, pozbawiony jakiejkolwiek refleksji moralnej czy teologicznej. Słowa „praworządność”, „legalność”, „podstawa prawno-ustrojowa”, „instrumentalne wykorzystanie prawa” pojawiają się wielokrotnie, ale nigdy nie pojawiają się słowa: „sprawiedliwość”, „prawo Boże”, „sumnienie”, „grzech”, „ława ostateczna”. To nie jest przypadek — jest to systemowa cecha posoborowej mentalności medialnej, która przyswoiła sobie świecki język administracyjny i oddała mu całą przestrzeń publiczną.

Szczególnie symptomatyczne jest to, że portal katolicki relacjonujący sprawę najwyższego sędziego kraju nie zadaje sobie trudu, by nawet wzmiankowo odnieść się do nauki społecznej Kościoła. Nie ma ani jednego odniesienia do encykliki Quas Primas Piusa XI, w której papież nauczał, że „nie przez co innego szczęśliwe państwo — a przez co innego człowiek, państwo bowiem nie jest czym innym, jak zgodnym zrzeszeniem ludzi” i że „Chrystus jest sprawcą pomyślności i prawdziwej szczęśliwości tak dla pojedynczych obywateli, jak i dla państwa”. Brak tego kontekstu sprawia, że artykuł czytelnikowi katolickiemu nie daje żadnego narzędzia do oceny przedstawianych wydarzeń w świetle wiary.

Poziom teologiczny: milczenie o prawie Bożym jako forma apostazji

Powołanie I prezesa Sądu Najwyższego w państwie, które deklaruje się jako katolickie, bez choćby jednego odniesienia do prawa Bożego, jest aktem czysto naturalnym — a zatem aktem niekatolickim. Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) wyraźnie nauczał: „Niech więc nie odmawiają władcy państw publicznej czci i posłuszeństwa królującemu Chrystusowi, lecz niech ten obowiązek spełnią sami i wraz z ludem swoim, jeżeli pragną powagę swą nienaruszoną utrzymać, i przyczynić się do pomnożenia szczęścia swej ojczyzny”. Artykuł portalu „Gość” nie tylko nie przypomina tego nauczania — on wręcz sugeruje, że praworządność jest kategorią samowystarczalną, niezależną od moralności i wiary.

Jeszcze cięższym zarzutem jest milczenie o sprawiedliwości jako cnocie obywatelskiej i teologicznej. Św. Tomasz z Akwinu w Summa Theologiae (II-II, q. 58) definiuje sprawiedliwość jako „habitum, który każdemu przypisuje to, co mu się należy” — a to „należne” określone jest przez prawo Boże, nie przez ustawy ludzkie. Gdy portal katolicki relaczonuje powołanie sędziego, który — jak sam przyznaje rzecznik prezydenta — „sprzeciwiał się łamaniu prawa przez obecnie rządzących”, nie stawia pytania, czy to prawo ludzkie jest sprawiedliwe, czy też samo nie jest aktem niesprawiedliwości. To jest duchowa pustka, w której funkcjonują media katolickie w strukturach posoborowych.

Poziom symptomatyczny: katolicki portal bez katolickiej perspektywy

Artykuł portalu „Gość” jest jaskrawym przykładem tego, jak tzw. katolickie media funkcjonują w próżni doktrynalnej pozostawionej przez soborową rewolucję. Portal, który powinien być głosem wiary katolickiej w przestrzeni publicznej, w praktyce nie różni się od agencji PAP czy portalu Onet — przedstawia fakty, cytuje rzeczników, relacjonuje spory polityczne, ale nie oferuje czytelnikowi żadnej katolickiej interpretacji rzeczywistości.

To jest bezpośredni skutek modernizmu, który — jak ostrzegał św. Pius X w dekrecie Lamentabili sane exitu (1907) — redukuje wiarę do „uczucia religijnego” i subiektywnego przeżycia, pozbawiając ją mocy nadprzyrodzonej. Artykuł o powołaniu I prezesa SN, pozbawiony odniesienia do Chrystusa Króla, do prawa Bożego, do sądu ostatecznego, jest aktem czysto naturalnym — a zatem aktem, który nie służy zbawieniu dusz, lecz utrzymuje czytelnika w iluzji, że świeckie struktury władzy są samowystarczalne.

Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863) pisał: „Nie masz w żadnym innym zbawienia. Albowiem nie jest pod niebem inne imię dane ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni” (Dz 4,12). Gdy katolicki portal relacjonuje sprawy państwowe bez odniesienia do tej prawdy, staje się — świadomie czy nie — narzędziem odwracania uwagi od jedynego Źródła zbawienia. To nie jest błąd dziennikarski — jest to duchowe bankructwo, które jest systemowym skutkiem apostazji posoborowej.

Sprawa Wałęsy i pamięć historyczna

Symptomatyczny jest sposób, w jaki artykuł traktuje sprawę orzeczenia z 2000 r. dotyczącego oświadczenia lustracyjnego Lecha Wałęsy. Rzecznik prezydenta Leśkiewicz podkreśla, że „w sierpniu roku 2000 r. nie wszystkie dokumenty wytworzone przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa były znane”, a obecna I prezes SN Manowska twierdzi, że „formułowanie dziś zarzutów wobec członków składu orzekającego z 2000 r. (…) jest nie tylko nierzetelne, lecz także głęboko niesprawiedliwe”. Portal przedstawia te wypowiedzi bez żadnej krytycznej analizy, jakby samo powołanie się na „brak dokumentów” było wystarczającym uzasadnieniem.

Jednocześnie Sławomir Cenckiewicz — historyk, którego praca nad archiwami SB jest powszechnie znana — stwierdza, że „tłumaczyć dziś, że wówczas nic się nie stało a Polska w 2026 r. musi mieć za pierwszego sędziego Rzeczpospolitej, kogoś kto dopuścił się takiego kłamstwa jak Kapiński — jest zwyczajnie niegodne i dla Polski bardzo złe”. Portal przedstawia tę opinię jako jedną z wielu, nie wskazując na to, że pamięć o zbrodniach komunizmu jest obowiązkiem katolickim — a nie kwestią politycznego sporu.

Św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) ostrzegał przed modernistami, którzy „redukują wiarę do uczucia religijnego” i „odrzucają autorytet Magisterium”. Gdy katolicki portal traktuje sprawę kolaboracji z komunizmem jako kwestię „dostępności dokumentów” zamiast jako kwestię moralną i duchową, stoi po stronie tych, którzy chcą zamieć pod dywan prawdę o przeszłości — a tym samym po stronie tych, którzy budowali system znaku sierpa i pługa.

Chrystus Król a powołania publiczne

Czytelnik katolicki, szukający w portalu „Gość” odpowiedzi na pytanie, jak ocenić powołanie Zbigniewa Kapińskiego, nie znajdzie tam żadnej katolickiej perspektywy. A powinien ją znaleźć — bo prawo katolickie od wieków naucza, że każda władza publiczna ma swoje źródło w Bogu i powinna być sprawowana zgodnie z Jego prawem.

Pius XI w Quas Primas pisał: „Chrystusowi Panu dana jest wszelka władza na niebie i na ziemi: skoro ludzie najdroższą Krwią Jego odkupieni, nowym jakby prawom poddani zostali Jego panowaniu: skoro wreszcie panowanie Jego całą naturę ludzką obejmuje, jasną jest rzeczą, że nie ma w nas władzy, która by wyjęta była z pod tego panowania”. Powołanie I prezesa Sądu Najwyższego bez odniesienia do tego panowania jest aktem, który — choćby nieświadomie — odrzuca królewską godność Chrystusa i utrzymuje w błędzie tych, którzy szukają sprawiedliwości w świeckich strukturach.

Prawdziwy Kościół katolicki — ten, który trwa w wiernych wyznających wiarę integralnie, w biskupach z ważnymi sakramentalnymi i kapłanach ważnie wyświęconych — naucza, że nie ma prawdziwej sprawiedliwości poza Chrystusem i Jego prawem. To tam, a nie w komentarzach polityków ani w relacjach medialnych, dusza znajduje prawdziwe ukojenie i prawdziwą nadzieję.


Za artykułem:
Prezydent powołał sędziego Zbigniewa Kapińskiego na I prezesa Sądu Najwyższego
  (gosc.pl)
Data artykułu: 25.05.2026

Więcej polemik ze źródłem: gosc.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.