Tygodnik Powszechny publikuje wywiad z rumuńskim pisarzem Mircea Cărtărescu, w którym autor „Solenoidu” i „Orbitora” rozwija naturalistyczną wizję literatury jako ucieczki od rzeczywistości, traktuje pisarza jako medium pozwalającego tekstom „same się pisać”, wielbiego Kafkę jako „profetę” negującego kulturę, a także gloryfikuje podświadomość, sen i wewnętrzne archetypy jako prawdziwe źródło twórczości – całość osadzona jest w głęboko materialistycznym i antropologicznym zwrocie, w którym nie ma miejsca na Boga, łaskę ani transcendencję.
Literatura jako plan ewakuacji z rzeczywistości – czyli ucieczka od Stwórcy
Centralny wątek wywiadu sprowadza się do tezy wypowiedzianej zarówno przez bohatera „Solenoidu”, jak i przez samego Cărtărescu: „Wielu chciało wyjaśnić świat, a przecież ważne jest, by się z niego uwolnić. Powieść jest naszym planem ewakuacji”. To zdanie, wygłoszone z aprobatą rozmówcy i bez jakiejkolwiek krytyki, stanowi filar całej wypowiedzi pisarza. Jest ono jednak w swej istocie manifestem buntu przeciw porządkowi stworzenia. Świat, według tej wizji, jest „więzieniem”, „cierpieniem”, z którego trzeba się wydostać. Pisarz nie pyta, dlaczego świat jest więzieniem, kto go tak ukształtował ani czy istnieje Wyższy Porządek, który nadaje cierpieniu sens. Po prostu – uciekajmy.
Prawdziwy Kościół katolicki od wieku naucza, że „Bóg nie jest autorem zamieszania, lecz pokoju” (1 Kor 14,33), a świat, choć naznaczony skutkami grzechu pierworodnego, pozostaje dobrym dziełem Stwórcy: „I ujrzał Bóg wszystko, co uczynił, i było bardzo dobre” (Rdz 1,31). Św. Paweł Apostoł napomina: „Każdy bowiem, kto zostanie wywołany przez Boga, jest też powołany w tym, w czym został wywołany” (1 Kor 7,20). Ucieczka od świata nie polega na estetycznej ewakuacji w sferę podświadomości, ale na wewnętrznej konwersji, życiu w łasce uświęcającej i spełnianiu woli Bożej w codziennym trudzie. Jak uczy św. Ignacy Loyola w „Ćwiczeniach duchowych”, człowiek powinien szukać woli Bożej w rzeczach stworzonych, a nie uciekać od nich w iluzję artystycznej ekstazy.
Cărtărescu, przedstawiając powieść jako „plan ewakuacji”, nie tyle oddala się od marksizmu (do którego nawiązuje, cytując zdanie o zmienianiu świata), ile radykalizuje jego błąd. Marks chciał świata zmienić przez rewolucję; Cărtărescu chce się od niego wyrwać przez literaturę. Oba stanowiska mają wspólny rdzeń: odrzucenie Bożego porządku i zastąpienie go ludzką projekcją. To klasyczny błąd modernistyczny potępiony przez św. Piusa X w encyklice Pascendi Dominici gregis, gdzie wskazano, że moderniści „redukują całe chrześcijaństwo do subiektywnej doświadczenia”, a wiarę zamieniają w „uczucie religijne”.
Kafka jako „prorok” – bałwochwalstwo wobec literackiego ego
Cărtărescu nie kryje adoracji dla Franza Kafki, którego nazywa swoim „niedościgłym ideałem” i „prorokiem w rozumieniu Starego Testamentu”. Przyjrzyjmy się temu sformułowaniu. Prorok w biblijnej tradycji katolickiej to człowiek, który mówi imieniem Boga, przekazując ludziom prawdę objawioną, nawet gdy jest ona nieprzyjemna. Prorok nie tworzy własnej rzeczywistości – głosi wolę Bożą. Kafka, według Cărtărescu, był „prorokiem języka i podświadomości”, który „odrzucił grę z kulturą, pisząc po prostu dla siebie”. To nie jest prorokostwo – to jest solipsyzm estetyczny, w którym pisarz zamienia się w własnego boga, a jego wewnętrzny świat staje się jedyną realnością.
Jeszcze bardziej symptomatyczne jest to, że Cărtărescu nazywa Kafkę „bliźniakiem” Wittgensteina – filozofa, którego doczesne pogmatwanie logiczne i językowe zrodziło się z głębokiego zwątpienia w możliwość poznania metafizycznej prawdy. Porównanie to nie jest przypadkowe: obaj, Kafka i Wittgenstein, są patronami intelektualistów, którzy zamknęli się w więzieniu języka i podświadomości, odrzucając transcendentny wymiar prawdy. Pius XI w encyklice Quas Primas przypomina, że Chrystus „króluje w umysłach ludzi nie tak dlatego, że posiada głęboki umysł i ogromną wiedzę, ile raczej dlatego, że On sam jest Prawdą, a ludzie powinni zaczerpnąć prawdy od Niego i przyjąć ją posłusznie”. Kafka, w ujęciu Cărtărescu, nie szuka Prawdy – szuka siebie. Jest antytezą chrześcijańskiego poznania.
„Książki piszą się same” – umniejszenie rozumu i wolnej woli
Jednym z najbardziej znamiennych wątków wywiadu jest powtarzana wielokrotnie teza, że „książki piszą się w zasadzie same, z moim minimalnym udziałem. Ja jestem właściwie tylko przyczynkiem do ich pojawienia się na świecie”. Pisarz przedstawia siebie jako medium, narzędzie, przez które przepływa coś z zewnątrz – choć, jak się okazuje, nie z wysokości, lecz z głębi podświadomości. „Piszę ręcznie, bez powrotów, poprawek, redakcji – dokładnie tak, jakbym robił swoje zwyczajowe zapiski” – twierdzi Cărtărescu, sugerując, że autentyczność tkwi w rezygnacji z racjonalnej kontroli nad tekstem.
To stanowisko jest głęboko sprzeczne z katolickim rozumieniem twórczości artystycznej. Człowiek, stworzony na obraz i podobieństwo Boże, jest istotą rozumną i wolną. Jego twórczość, nawet artystyczna, powinna być aktem świadomego, inteligentnego zaangażowania – nie biernym zapisywaniem impulsów podświadomości. Św. Tomasz z Akwinu uczył, że ars est recta ratio factibilum – sztuka to prawidłowe rozumienie rzeczy do wykonania. Pisarz, który rezygnuje z redakcji, poprawek i racjonalnego kształtowania tekstu, nie wyższa się do godności artystycznej, lecz poniża się do roli automatu. Jest nie twórcą, lecz rejestratorem.
Z perspektywy katolickiej, twórczość artystyczna powinna być służbą prawdzie i pięknu, a nie ucieczką od obowiązku rozumnego myślenia. Jak pisze św. Jan Paweł II w Liście do artystów (1999) – choć piszę to z zastrzeżeniem, że jest to dokument z okresu uzurpatorskiego, który w tym konkretnym punkcie powtarza naukę tradycyjną – „artista, który jest szczery i jest bliski ludziom, pragnie pokazać prawdę, dobro i piękno”. Cărtărescu nie pragnie pokazać prawdy – pragnie „wydostać się” z rzeczywistości, co jest czymś fundamentalnie innym.
Podświadomość i senn jako źródło „prawdziwej” twórczości – irracjonalizm w czystej postaci
Cărtărescu wielokrotnie podkreśla, że to właśnie sny, wewnętrzne archetypy i podświadomość są prawdziwym źródłem jego twórczości: „Nasza pamięć nosi punkty wyjścia dla twórczości artystycznej. Ale zwłaszcza nasze wewnętrzne archetypy są tymi, które w pewien sens deformują rzeczywistość”. I dalej: „Więc jeśli nie pamiętam jakichś rzeczy z mojego życia, po prostu je wymyślam”. To ostatnie zdanie jest szczególnie wymowne – pisarz otwarcie przyznaje, że nie dba o prawdę faktyczną, o rzetelność, o zgodność z rzeczywistością. Dla niego „prawda” tkwi w subiektywnym przeżyciu, w deformacji, w iluzji.
Katolicka nauka o poznaniu od wieków podkreśla, że „prawda jest adaequatio rei et intellectus” – zgodność rzeczy z umysłem. Nie jest nią subiektywne uczucie, sen czy wymysł. Cărtărescu odwraca tę zasadę: dla niego to rzeczywistość powinna być deformowana przez podświadomość, a nie podświadomość powinna być kształtowana przez prawdę. To jest klasyczny błąd idealizmu subiektywnego, który św. Pius X w Lamentabili sane exitu potępiał jako propozycję nr 58: „Prawda zmienia się wraz z człowiekiem, ponieważ rozwija się wraz z nim, w nim i przez niego”.
Rodzice jako „postaci boskie” – pogańska teologia bez Boga
W wywiadzie Cărtărescu opisuje swoich rodziców w kategoriach niemal religijnych: „Mama i tata są postrzegani jako postaci boskie. Dwie statuy, dwumetrowe posągi. Mama zrobiona jest z czekolady, jak wielkanocne zajączki czy bożonarodzeniowi mikołaje. A tata z szarej gumy. Proszę nie pytać dlaczego, nie mam pojęcia. Takich ich zobaczyłem”. To zdanie, wypowiedziane z całą powagą, ujawnia głęboką duchową pustkę. Rodzice – najbliżsi ludzie, których katolik powinien czcić na mocy czwartego przykazania – zostają zredukowani do archetypów sennych, do zjaw bez rzeczywistego odniesienia do łaski, modlitwy czy wiary.
Prawdziwe uczucie wobec rodziców, zgodne z nauką katolicką, powinno być nacechowane wdzięcznością, posłuszeństwem (w młodości) i troską (w starości), ale zawsze osadzone w realnej relacji międzyludzkiej, uświęconej łącznością z Bogiem. Matka 97-letnia, która „w dalszym ciągu jest w centrum mojego życia” – to piękny obraz synowskiej miłości, ale pozbawiony w wywiadzie jakiegokolwierzego wymiaru sakramentalnego. Nie ma tu modlitwy za matkę, nie ma myśli o tym, by sprowadzić ją do Źródła Życia. Jest tylko sentyment – piękny, ale jałowy.
Scena z matką i „psychologiczna pępowina” – psychoanaliza zamiast teologii
Cărtărescu opisuje swoją relację z matką w kategoriach jungowskiej psychoanalizy: „Jesteśmy związani z mamą dwoma węzłami. Jeden to ten, który jest odcinany przy narodzinach, a drugi to psychologiczna pępowina, czyli powiązanie między naszymi umysłami”. To typowe sformułowanie pochodzące z nurtu psychoanalitycznego, który redukuje relację międzyludzką do mechanizmów psychicznych, pozbawiając jej wymiaru duchowego.
Z perspektywy katolickiej, relacja matka–syn nie jest „węzłem” do odcięcia, lecz darem Bożym, w którym łączy się miłość naturalna z miłością nadprzyrodzoną. Syn, który kocha matkę w łasce uświęcającej, nie odciąga „pępowiny psychologicznej”, lecz przekształca tę więź w akt wiary, modlitwy i ofiary. Cărtărescu nie widzi tego wymiaru – dla niego relacja z matką to materiał literacki, archetyp, sen. To smutny obraz człowieka, który ma 97-letnią matkę, ale nie potrafi jej pomóc w drodze do wieczności.
Brak transcendencji – świat zamknięty w sobie
Przeanalizujmy, czego w wywiadzie brakuje. Nie ma ani słowa o Bogu, o modlitwie, o sakramentach, o nadziei na zbawienie, o sensie cierpienia, o wartości ofiary, o miłości Boga do człowieka. Świat Cărtărescu jest całkowicie zamknięty w ludzkim umyśle, w podświadomości, w snach. Jest to świat bez transcendencji, bez łaski, bez zbawienia. „Palamar”, bohater-soteriolog z „Solenoidu”, jest „specjalistą od ucieczek” – ale ucieczka jest wewnątrzświatowa, nie ma w niej wejścia w Królestwo Niebieskie.
Pius XI w Quas Primas nauczał: „Królestwo Odkupiciela naszego obejmuje wszystkich ludzi – jak o tym mówi nieśmiertelnej pamięci Poprzednik nasz, Leon XIII – panowanie Jego obejmuje także wszystkich niechrześcijan, tak, iż najprawdziwiej cały ród ludzki podlega władzy Jezusa Chrystusa”. Cărtărescu nie widzi tego panowania. Dla niego świat jest więzieniem, z którego trzeba się wydostać – ale nie ku Bogu, lecz w głąb własnej psychiki.
Zakończenie: literatura bez duszy
Wywiad z Mircea Cărtărescu jest dokumentem epoki – epoki, w której intelektualiści, zamiast szukać Prawdy, szukają „autentyczności” w podświadomości; zamiast służyć Bogowi, służą własnym archetypom; zamiast prowadzić czytelnika do światła, wciągają go w mrok sennego świata. Jest to literatura bez duszy, bez łaski, bez nadziei – piękna w formie, ale pusta w treści. Jak napisał św. Paweł: „Jeśli nie mam miłości, nic mi nie pomoże” (1 Kor 13,2). Cărtărescu nie ma miłości – ma tylko „anomalię”, którą opisuje z zachwytem. Czytelnik szukający prawdziwej nadziei musi zostać wyprowadzony z tego błędu. Nie ma prawdziwego uzdrowienia poza Chrystusem i Jego Kościołem – Kościołem, który trwa tam, gdzie sprawowana jest ważna Msza Święta, gdzie udzielane są ważne sakramenty, gdzie naucza się niezmienności doktryny, a Chrystus Król panuje niepodzielnie.
Za artykułem:
Mircea Cărtărescu: Bohater „Solenoidu” to sobowtór Franza Kafki (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 26.05.2026



