Grupa polskich katolików w tradycyjnych strojach stoi przed pomnikiem wojennym, obserwując odległą jednostkę wojskową zatytułowaną 'Bohaterowie UPA'. Scena jest poważna i pełna szacunku.

„Bohaterowie UPA”: Zełenski celowo wywołał furię Polaków. Po co?

Podziel się tym:

Artykuł portalu „Tygodnik Powszechny” (30 maja 2026) autorstwa Wojciecha Konończuka analizuje decyzję prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA” i jej konsekwencje dla relacji polsko-ukraińskich. Autor, dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich im. Marka Karpia, ocenia ten krok jako świadomą, wyrachowaną politykę mobilizującą ukraińskie społeczeństwo wokół flagi, kosztem pogorszenia stosunków z Polską. Artykuł ukazuje oportunizm ukraińskiego przywódcy, który instrumentalizuje kwestie historyczne do celów wewnątrzpolitycznych, a także konstatuje, że oba kraje są „skazane na trwały konflikt pamięci” w sprawie Zbrodni Wołyńskiej. Jednocześnie „Tygodnik Powszechny” – periodyk o tradycjach katolickich, lecz od dawna wpisany w narrację liberalno-ekumenicznego mainstreamu – nie tylko nie potępi moralnie heroizacji organizacji odpowiedzialnej za ludobójstwo na ludności polskiej, ale nawet sugeruje, że „czasami po prostu nie chce” się rozbroić tej historycznej miny. To milczenie o moralnym wymiarze zbrodni i brak jednoznacznej krytyki ze strony katolickiego medium stanowi ciężkie świadectwo duchowej pustki, w której funkcjonuje współczesna polska inteligencja katolicka.


Faktografia bez moralnego kompasu

Artykuł precyzyjnie opisuje mechanizm polityczny decyzji Zełenskiego: nadanie imienia „Bohaterów UPA” jednostce wojskowej miało na celo mobilizację ukraińskiego społeczeństwa w trudnym momencie wewnętrznych skandali korupcyjnych. Autor konstatuje, że „Ukraińcy walnie stanęli po stronie swojego Zełenskiego” i że „Kreml zaciera ręce z radości”. Te obserwacje są rzetelne i trafne. Jednakże analiza pozostaje na poziomie czysto politycznym i geopolitycznym, jakbyśmy mieli do czynienia z rozgrywką dwóch państw świeckich, a nie z kwestią dotyczącą zbrodni ludobójstwa na ludności cywilnej.

Konończuk pisze o „trwałym konflikcie pamięci” i o tym, że „nikt nie wie, jak rozbroić tę historyczną minę”. To zdanie, choć pozornie realistyczne, zawiera w sobie głęboki pesymizm, który jest właściwy światu bez Chrystusa. Gdyby autor posiadał wiarę katolicką w jej integralności, wiedziałby, że jedynym rozwiązaniem konfliktów pamięci jest veritas et caritas – prawda i miłość. Prawda wymaga nazwania zbrodni ludobójstwa na ludności polskiej Wołynia i Galicji wschodniej zbrodnią, a nie „konfliktem pamięci”. Miłość wymaga przebaczenia, ale przebaczenie nie jest możliwe bez uznania winy. Artykuł nie tylko nie wymaga od strony ukraińskiej uznania winy, ale sugeruje, że Polacy powinni się „otrząsnąć ze wspomnień o karnawałe miłości z 2022 roku” – jakoby solidarność z narodem walczącym o przetrwanie była karnawałem, a nie chrześcijańskim obowiązkiem.

Język „Tygodnika Powszechnego” jako symptom duchowej pustki

Analiza językowa artykułu ujawnia słownik charakterystyczny dla liberalno-świeckiego dyskursu, a nie dla katolickiej publicystyki. Mówi się o „oportunizmie Zełenskiego”, „instrumentalizacji kwestii relacji z Polską”, „mobilizacji społeczeństwa wokół flagi” i „ochłodzeniu relacji”. To język politologii, nie teologii moralnej. Brak w nim jednego kluczowego słowa: zbrodnia. Słowo „Zbrodnia Wołyńska” pojawia się w tekście, ale jedynie jako tło, jako „historyczna mina”, nie zaś jako moralne oskarżenie wymagające rozliczenia.

Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał, że „gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”. Artykuł Konończuka jest doskonałym tego przykładem: analiza polityczna, pozbawiona jakiegokolwiek odniesienia do prawa Bożego i moralności katolickiej, nie jest w stanie zaproponować żadnego rozwiązania. „Nikt nie wie, jak rozbroić tę historyczną minę” – to jest wniosek świata, który odrzucił Chrystusa Króla. Katolik, który zna naukę Kościoła, wie: jedynym rozwiązaniem jest nawrócenie, pokuta i sprawiedliwość.

Milczenie o moralnym wymiarze zbrodni

Najcięższym zarzutem wobec artykułu jest jego milczenie na temat moralnego wymiarza heroizacji UPA. Ukraińska Inspekcja Wojskowa (UPA) była odpowiedzialna za systematyczne mordy na ludności polskiej – kobietach, dzieciach, starcach, księżach – w latach 1943-1945 na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Ofiary liczyły dziesiątki tysięcy. To nie jest „konflikt pamięci” – to jest ludobójstwo, zbrodnia przeciwko ludzkości, grzech śmierci, który krzyczy do nieba o pomstę.

Artykuł Konończuka traktuje heroizację UPA jako kwestię polityczną, nie moralną. Pisze o „polskiej wrażliwości” i „demonstracyjnym lekceważeniu” tej wrażliwości przez ukraińskich polityków. Ale nie chodzi o „wrażliwość” – chodzi o sprawiedliwość. Chodzi o to, że organizacja odpowiedzialna za ludobójstwo jest czczona jako bohaterstwo, a katolicki periodyk nie ma odwagi, by to jednoznacznie potępić. Milczenie „Tygodnika Powszechnego” w tej sprawie jest głośne i wymowne. To milczenie mówi: relativizm moralny jest ważniejszy niż prawda o zbrodni.

Św. Pius X w dekrecie Lamentabili sane exitu (1907) potępił jako błąd twierdzenie, że „prawda zmienia się wraz z człowiekiem, ponieważ rozwija się wraz z nim, w nim i przez niego” (propozycja 58). Artykuł Konończuka wpisuje się właśnie w ten błąd: traktuje prawdę o Zbrodni Wołyńskiej jako kwestię zmienną, zależną od bieżącej sytuacji politycznej, a nie jako fakt moralny wymagający jednoznacznej oceny.

Instrumentalizacja „konfliktu pamięci” przeciw prawdzie

Artykuł sugeruje, że „Polska i Ukraina są skazane na konflikt pamięci” i że „czasami, jak widać dzisiaj, zwyczajnie nie chce” się tego konfliktu rozbroić. To zdanie jest szczególnie wymowne. Kto „nie chce”? Autor nie precyzuje, ale z kontekstu wynika, że chodzi zarówno o stronę ukraińską, jak i polską. Sugeruje to, że konflikt jest nieunikniony, że jest jak siła natury, z którą trzeba się pogodzić.

To jest fałszywa diagnoza. Konflikt pamięci nie jest nieunikniony – jest wynikiem odrzucenia prawdy i sprawiedliwości. Gdyby strona ukraińska uznała zbrodnię na ludności polskiej za zbrodnię, a nie za „konflikt pamięci”, konflikt byłby rozwiązany. Gdyby strona polska żądała uznania winy, a nie tylko „wrażliwości”, konflikt byłby rozwiązany. Ale żadna ze stron nie chce mówić prawdy, bo prawda jest niewygodna politycznie. I właśnie dlatego „Tygodnik Powszechny” nie mówi prawdy – bo prawda nie pasuje do narracji liberalno-ekumenicznego mainstreamu, w którym funkcjonuje ten periodyk.

Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863) napisał: „Nie możemy zataić faktu, że jesteśmy w wielkim smutku, ponieważ są niektórzy duchowni we Włoszech, którzy, zapomniawszy o swoim powołaniu, nie wstydzą się szerzyć fałszywą doktrynę, nawet w pismach subwersywnych”. Te słowa można odnieść do współczesnych „katolickich” mediów, które zamiast bronić prawdy, szerzą relatywizm i milczenie wobec zbrodni.

Brak katolickiej perspektywy w katolickim periodyku

„Tygodnik Powszechny” przedstawia się jako periodyk „społeczno-kulturalny” o tradycjach katolickich. Jednakże artykuł Konończuka nie zawiera żadnego odniesienia do nauki katolickiej, do encyklik papieskich, do soborów powszechnych, do Ojców Kościoła. To jest artykuł świecki, polityczny, opisany na zwykłym poziomie analizy geopolitycznej. Nie ma w nim ani jednego słowa o obowiązku chrześcijanina do obrony prawdy, o konieczności przebaczenia, o nadziei na nawrócenie, o roli łaski w rozwiązywaniu konfliktów.

Pius XI w Quas Primas nauczał, że „Chrystusowi Panu dana jest wszelka władza na niebie i na ziemi” i że „nie ma w nas władzy, która by wyjęta była z pod tego panowania”. Artykuł Konończuka analizuje sytuację polityczną, jakby Chrystus nie istniał, jakby prawa Bożego nie było, jakby władza Jezusa Chrystusa nad narodami i państwami była nieistotna. To jest laicyzm w czystej postaci – usunięcie Chrystusa z życia publicznego i politycznego, potępiony przez Piusa IX w Syllabus Errorum (1864) jako jeden z najpoważniejszych błędów współczesności.

Opportunizm medialny wobec zbrodni

Artykuł nie tylko nie potępia heroizacji UPA, ale wręcz sugeruje, że reakcja Polaków jest przesadna. Pisze o „fali autentycznego gniewu” w Polsce, ale nie przypisuje temu gniewowi moralnej legitymacji. Sugeruje, że gniew jest jedynie reakcją emocjonalną, a nie wyrazem słusznego oburzenia na czeńczenie zbrodniarzy. To jest typowa technika manipulacji medialnej: zamiast mówić prawdę o zbrodni, redukuje się reakcję ofiar do kategorii „emocji” i „gniewu”, pozbawiając ją moralnej racji.

Św. Paweł napisał: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz nie mogą zabić duszy” (Mt 10,28). Artykuł Konończuka nie ma tej odwagi. Nie ma odwagi powiedzieć: UPA popełniła ludobójstwo, a heroizacja zbrodniarzy jest zbrodnią przeciwko sprawiedliwości. Zamiast tego mówi o „oportunizmie” i „instrumentalizacji” – jakby chodziło o grę polityczną, a nie o kwestię moralną.

Krytyczne pytanie do „Tygodnika Powszechnego”

Czy redakcja „Tygodnika Powszechnego”, publikując artykuł o heroizacji UPA, nie widzi, że milczenie o moralnym wymiarze zbrodni jest formą współudziału w tej zbrodni? Czy nie rozumie, że redukcja ludobójstwa do „konfliktu pamięci” jest aktem niesprawiedliwości wobec ofiar? Czy katolicki periodyk może publikować teksty, które nie zawierają żadnego odniesienia do nauki Kościoła, do prawa moralnego, do obowiązku chrześcijanina do obrony prawdy?

W świetle encykliki Pascendi Dominici gregis Piusa X, która potępia modernizm jako „syntezę wszystkich herezji”, artykuł Konończuka jest przykładem modernistycznego podejścia do kwestii moralnych: zamiast mówić prawdę, milczy; zamiast potępić zbrodnię, analizuje jej konsekwencje polityczne; zamiast wołać do sprawiedliwości, sugeruje, że konflikt jest nieunikniony. To jest duchowe bankructwo, o którym pisał Pius XI w Quas Primas – gdy Chrystus jest usunięty z życia publicznego, ginąć muszą narody i jednostki.

Prawdziwa solidarność z ofiarami

Prawdziwa solidarność z ofiarami Zbrodni Wołyńskiej nie polega na analizie geopolitycznej, lecz na obronie ich pamięci i sprawiedliwości. Polega na wymaganiu od strony ukraińskiej uznania zbrodni, a nie na uzgodnieniach dyplomatycznych, które milczą o prawdzie. Polega na modlitwie za ofiary i za ich zabójców, ale nie na heroizacji zabójców. Polega na pamięci, że „Bóg nie jest Bogiem martwych, lecz żywych” (Mt 22,32), i że sprawiedliwość Boża jest nieunikniona.

Tylko w Królestwie Chrystusa, tylko tam, gdzie Jezus Chrystus panuje niepodzielnie w umyśle, woli i sercu człowieka, możliwe jest prawdziwe pojednanie. Nie ma pojednania bez prawdy. Nie ma prawdy bez Chrystusa. I dlatego artykuł, który nie wspomina o Chrystusie, nie może zaoferować prawdziwego rozwiązania – może jedynie opisać problem, którego nie jest w stanie rozwiązać.


Za artykułem:
„Bohaterowie UPA”: Zełenski celowo wywołał furię Polaków. Po co?
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 30.05.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.