Portal Opoka relacjonuje wypowiedź szefa Biura Polityki Międzynarodowego Marcina Przydacza, który komentując decyzję prezydenta Karola Nawrockiego o wszczęciu procedury odebrania Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego, stwierdził, że nie wyobraża sobie, by premier Donald Tusk zablokował tę decyzję. Przydacz ocenił również, że to Zełenski powinien przeprosić Polskę za nadanie jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA” – formacji odpowiedzialnej za ludobójstwo na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Artykuł przedstawia także reakcję premiera Tuska, który uznał decyzję Zełenskiego za „niepokojącą”, a reakcję prezydenta Nawrockiego za „podobny krok”, wzywając obu prezydentów do wzniesienia się ponad historyczne emocje. Rzecznik MSZ Ukrainy nazwał polską reakcję „przykrą” i wbrew szerszemu trendowi. Portal podaje fakty w sposób rzeczowy, lecz całkowicie pomija fundamentalną kwestię: kto i dlaczego od lat gloryfikuje ludobójców w imię pozornej geopolitycznej kalkulacji, a jaką rolę w tym procesie odgrywa duchowa ślepota polskich elit.
Faktografia gloryfikacji ludobójców – skala problemu
Decyzja Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednostce Sił Zbrojnych Ukrainy imienia „Bohaterów UPA” nie jest incydentem, lecz wyrazem systemowej polityki historycznej prowadzonej przez władze ukraińskie od lat. Ukraińska Powstańcza Armia, będąca kontynuatorem tradycji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Stepana Bandery, ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za ludobójstwo na Wołyniu i w Galicji Wschodniej w latach 1943–1944, w którym zginęło od 50 do ponad 100 tysięcy Polaków – kobiet, dzieci, starców – wymordowanych z bestialską okrutnością. Instytut Pamięci Narodowej w Polsce wielokrotnie dokumentował te zbrodnie, a Sejm RP w 2016 roku przyjął uchwałę uznającą rzeź wołyńską za ludobójstwo.
Tymczasem Zełenski, mówiąc o „przywracaniu historycznych tradycji narodowego wojska”, dokonał aktu gloryfikacji formacji, której członkowie dopuścili się zbrodni przeciwko ludzkości. To nie jest kwestia „różnic historycznych”, jak eufemistycznie określił to premier Tusk, lecz kwestia moralnego minimum: uznanie ludobójców za bohaterów jest bluźnierstwem wobec pamięci ofiar i naruszeniem podstawowych zasad prawa naturalnego. Jak przypominał bł. Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863), „zarażenie moralne” i „zarażenie niewiary i indyferentyzmu” prowadzą do „potwornych portentów wszelkiego błądu” – a gloryfikacja ludobórców jest właśnie takim portentem.
Język eufemizmów jako symptom duchowej ślepoty
Analiza językowa zastana w artykule i w cytowanych wypowiedziach ujawnia charakterystyczną dla współczesnej polskiej klasy politycznej tendencję do neutralizowania moralnych ocen poprzez biurokratyczny, asekuracyjny język. Premier Tusk mówi o „niepokojącej” decyzji, o „naruszeniu polskiej wrażliwości historycznej” i o konieczności „wzniesienia się ponad historyczne emocje”. To język człowieka, który celowo unika słów „ludobójstwo”, „zbrodnia”, „mordercy” – bo te słowa wymagałyby konsekwencji.
Marcin Przydacz poszedł dalej, stwierdzając, że Zełenski powinien „zadzwonić z przeprosinami” – co jest sformułowaniem trafnym w swojej prostocie, lecz nadal nie dociera do sedna problemu. Przeprosiny za gloryfikację ludobójców nie wystarczą; wymagane jest cofnięcie decyzji i publiczne potępienie zbrodni UPA. Jednak nawet tego minimalnego żądania nie słyszymy w pełni od polskich władz.
Szczególnie symptomatyczna jest wypowiedź rzecznika MSZ Ukrainy Heorhija Tychyja, który nazwał polską reakcję „przykrą” i „wbrew szerszemu trendowi rozwiązywania problematycznych kwestii”. To retoryka państwa, które traktuje pamięć o tysiącach zamordowanych Polaków jako „problematyczną kwestię” do załatwienia dyplomatycznego kompromisu. Język ten jest językiem moralnego relatywizmu, który potępił już Sobór Watykański I w Constitutioni Dogmatici Dei Filius jako sprzeczny z niezmienną nauką Kościoła.
Teologiczne bankructwo polityki historycznej
Z perspektywy integralnej wiary katolickiej, gloryfikacja ludobójców stanowi grzech przeciwko cnotie sprawiedliwości i miłości bliźniego. Św. Tomasz z Akwinu w Summa Theologiae (II-II, q. 64, a. 6) nauczał, że „zabójstwo niewinnych jest zawsze grzechem śmiertelnym” – a gloryfikacja tych, którzy je popełnili, jest uczestnictwem w tym grzechu. Pismo Święte jest jednoznaczne: „Nie będziesz miał przy życiu w bezbożności mordercy” (Rdz 9,6), a „kto zabija niewinnego, przewraca się na niego krew jego” (Prz 6,17).
Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) podkreślał, że Chrystus Król panuje nie tylko w umysłach i wolach, ale i w ciałach, które mają być „zbroją sprawiedliwości dla Boga” (Rz 6,13). Polityka, która gloryfikując ludobójców buduje sojusze geopolityczne, jest polityką sprzeczna z Królestwem Chrystusowym – jest polityką, która w miejsce Prawa Bożego stawia kalkulację doczesną, a w miejsce sprawiedliwości – realpolitik.
Bł. Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore ostrzegał przed „śmiertelnym wirusem niewiary i indyferentyzmu rozprzestrzenianym wszędzie” – a gloryfikacja zbrodniarzy w imię geopolitycznych interesów jest właśnie przejawem tego indyferentyzmu, który traktuje Dobro i Zło jako kategorie względne, podległe kalkulacji politycznej.
Symptomatyczna cisza o źródłach moralnego zła
Artykuł portalu Opoka, relacjonując wypowiedzi polityków, całkowicie pomija fundamentalne pytanie: skąd się bierze systemowa gloryfikacja UPA na Ukrainie? Odpowiedź wymaga spojrzenia na historyczne korzenie ukraińskiego nacjonalizmu, który od swoich początków w XIX wieku nosił w sobie zarodki totalitaryzmu i nienawiści etnicznej. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i jej wojskowe ramię – UPA – były formacjami, które w swoich dokumentach programowych głosiły ideologię etnicznej czystki, traktując Polaków, Żydów i Rosjan jako „niższe rasy” podlegające eksterminacji.
Ta ideologia nie zniknęła po 1945 roku – została podtrzymywana w diasporze ukraińskiej, a po upadku Związku Radzieckiego systemowo wdrażana do ukraińskiego systemu edukacji i kultury. Współczesna Ukraina, budując swoją tożsamość narodową w opozycji do Rosji, sięgnęła po te same mity i symbole, które niosą w sobie ziarno zła. Gloryfikacja UPA jest więc nie przypadkiem, lecz logicznym następstwem ideologii, która od początku opierała się na nienawiści etnicznej.
Polscy politycy, wspierając Ukrainę w jej konflikcie z Rosją, celowo ignorują tę rzeczywistość – bo uznanie jej zmusiłoby do rewizji całej polityki wsparcia Kijowa. To jest prawdziwa tragedia: w imię pozornej geopolitycznej kalkulacji, Polska milczy wobec gloryfikacji morderców swoich rodaków.
Konsekwencje dla polskiej polityki i odpowiedzialność elit
Marcin Przydacz słusznie wskazał, że odpowiedzią na skandaliczną decyzję Zełenskiego powinno być odebranie Orderu Orła Białego. Jest to krok minimalny, lecz symbolicznie ważny – Order nadawany przez Rzeczpospolitą Polską nie może być udziałem tego, kto gloryfikuje morderców Polaków. Wypowiedź Przydacza o „szacunku dla stu kilkudziesięciu tysięcy pomordowanych Polaków i ich rodzin” jest trafna i zasługuje na uznanie.
Jednak samo odebranie orderu nie wystarczy. Wymagane jest podjęcie szerszych działań dyplomatycznych i prawnych, w tym przyspieszenie prac nad prezydencką ustawą o zakazie gloryfikacji banderyzmu, o której wspomniał Przydacz. Ta ustawa, zamiast być „odmrożona”, powinna jak najszybciej trafić do Sejmu i zostać uchwalona – nie tylko jako gest polityczny, lecz jako wyraz elementarnej sprawiedliwości wobec ofiar ludobójstwa.
Premier Tusk, wzywając do „mądrego dbania o relacje”, w praktyce proponuje kompromis moralny – milczenie wobec gloryfikacji ludobójców w zamian za pozorną stabilność geopolityczną. To jest polityka, która sprzeczna z nauką społeczną Kościoła, która od Leona XIII w Rerum Novarum podkreślała prymat moralnego prawa nad interesami politycznymi. Państwo, które milczy wobec zbrodni, staje się współodpowiedzialny za te zbrodnie.
Zaangażowanie duchowieństwa – kwestia pominięta
Artykuł portalu Opoka nie wspomina o roli polskiego episkopatu w tej sprawie – a ta rola powinna być kluczowa. Biskupi polscy, jako pasterze dusz i strażnicy moralności publicznej, powinni jednoznacznie potępić gloryfikację UPA i wezwać do obrony pamięci ofiar ludobójstwa. Milczenie hierarchii kościelnej w tej sprawie jest bolesnym symptomem duchowej ślepoty, która dotknęła nie tylko świeckich polityków, ale i część duchowieństwa.
Prawo naturalne i nauka Kościoła są jednoznaczne: „Nie masz w żadnym innym zbawienia. Albowiem nie jest pod niebem inne imię dane ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni” (Dz 4,12). To zbawienie wymaga jednak prawdy – a prawda jest taka, że UPA popełniła ludobójstwo na Polakach, a gloryfikacja tego ludobójstwa jest zbrodnią, która woła o pomstę do nieba.
Polska polityka wobec Ukrainy musi opierać się na prawdzie – nie na kalkulacjach geopolitycznych, nie na fałszywej solidarności, nie na milczeniu wobec zła. Tylko wówczas będzie godna pamięci swoich męczenników i ofiar, których krew z wołyńskich lasów woła o sprawiedliwość.
Za artykułem:
Przydacz: nie wyobrażam sobie, by premier blokował decyzję prezydenta ws. odebrania Zełenskiemu orderu (opoka.org.pl)
Data artykułu: 01.06.2026








