Portal „Tygodnik Powszechny” (2 czerwca 2026) publikuje wywiad Wojciecha Bonowicza z Wojciechem Waglewskim, muzykiem Voo Voo, który opowiada o życiu po śmierci żony Grażyny, o dyscyplinie jako metodzie przetrwania, o pracy, o muzyce i o tym, jak radzi sobie z codziennością. Rozmowa toczy się wokół nowej płyty „Dźwięczność”, która jest zapisem zmagania się z żałobą, ale też – jak mówi artysta – aktem wdzięczności wobec słuchaczy i bliskich. Waglewski opowiada o terapeucie, który zamiast pomocy dał mu wykład o śmierci w różnych kulturach, o wojsku jako szkole dyscypliny, o ptakach, o pamięci, o kolegach z zespołu. Całość jest nasycona ludzką ciepłością, ale jednocześnie staje się jaskrawym świadectwem duchowej pustki, w której nawet najpiękniejszy gest ludzkiej solidarności zawisa w próżni, bo nie prowadzi do Źródła Życia. To nie jest krytyka człowieka, który cierpi, lecz krytyka systemu, który nie potrafi mu zaoferować nic poza psychologią i dyscypliną zastępczą za wiarę.
Dyscyplina zamiast łaski – wojsko zamiast Kościoła
Waglewski opowiada o dyscyplinie jako o ratunku w trudnych chwilach: „Poustawiałem sobie wszystko jak w wojsku: o tej wstaję, o tej czytam, o tej próba. Podchodzę do życia zadaniowo.” Mówi o wojsku jako o czasie, gdy „cała fizjologia była podporządkowana dyscyplinie”, co go uratowało od depresji po trafieniu do służby w czasie ciąży żony. Teraz, po śmierci Grażyny, stosuje tę samą metodę: „Życie jest podzielone na małe fragmenty: we wtorek myślę, co będę robił w środę, co w czwartek, co w piątek. Z godzinami, minutami.”
To jest wzruszający obraz człowieka, który konstruuje sobie sztuczny porządek, by nie utonąć w bólu. Ale z perspektywy wiary katolickiej to jest również obraz tragicznej pustki. Św. Paweł pisze: „Nie walczymy z krwią i z ciałem, lecz z naczelnikami, z władzami, z rządcami ciemności tego świata, z duchami zła w miejscach niebieskich” (Ef 6,12). Dyscyplina, rutyna, „wyłączanie myślenia” – to nie są środki nadprzyrodzone, lecz wyłącznie naturalne. W prawdziwym Kościele katolickim człowiek cierpiący nie potrzebuje „wyłączania myślenia”, lecz potrzebuje łaski sakramentalnej, modlitwy, ofiary Mszy Świętej za zmarłą, sakramentu pokuty, by oczyścić duszę z grzechów, które pogłębiają cierpienie. Waglewski mówi: „Nie mam żadnych znamion depresji, jak myśli samobójcze czy niechęć do jedzenia. Dużo ćwiczę: pompki, brzuszki, basen. To też wyłącza myślenie i daje takie proste satysfakcje.” To jest czysto fizjologiczne podejście do cierpienia duchowego – jakby ból duszy miał być leczony brzuchami i basenem. Św. Augustyn uczył: „Napełnij nas z samego rana miłością Twoją, albowiem pragniemy się i łakniemy, z głodu i pragnienia tęsknimy ku Tobie” (Wyznania I,1). Tu jednak nie ma miejsca na Boga – jest tylko dyscyplina, praca, ćwiczenia.
Terapeuta zamiast kapłana – wykład zamiast sakramentu
Wspomina Waglewski o terapeucie, do którego poszedł po radzie syna: „Na dzień dobry zrobił mi wykład o tym, jak wygląda problem śmierci w różnych kulturach. Wspomniałem mu, że studiowałem socjologię i antropologię kulturową, więc temat nie jest mi obcy. On jednak twardo szedł dalej, bardzo zadowolony z siebie. A potem, nie pytając, czy mam jakichś znajomych, rodzinę, jak wygląda moje życie i tak dalej, powiedział, że przede wszystkim nie powinienem wracać do pracy. I przepisał mi jakieś środki.”
To jest perfekcyjny obraz sekularnej „duchowości” – terapeuta, który zamiast pomóc, daje wykład akademicki i leki. Nie pyta o wiarę, o sakramenty, o stan łaski, o to, czy pacjent spowiada się, czy przyjmuje Komunię Świętą. W prawdziwym Kościele katolickim kapłan w takiej sytuacji zadałby zupełnie inne pytania: „Czy jesteś w stanie łaski? Czy spowiadasz się regularnie? Czy przyjmujesz Pana Jezusa w Komunii? Czy ofiarowujesz Mszę Świętą za Twoją żonę?” Zamiast tego – leki i zalecenie nie wracać do pracy. Waglewski mówi: „Poszedłem do mojej lekarki, pytam, co to jest, a ona mówi, że to taki podstawowy zestaw, który mogłem sobie sam wyguglować. No to dałem sobie spokój z lekami.” To jest ludzka reakcja zdrowego rozsądku, ale pokazuje też, że system „opieki zdrowotnej” nie oferuje nic, co mogłoby naprawdę pomóc duszy w cierpieniu. Św. Tomasz z Akwinu uczył, że łaska jest konieczna do zbawienia, a sakramenty są kanałami łaski. Tu jednak nie ma ani łaski, ani sakramentów – jest tylko psychologia i farmakologia.
„Ktoś Ci musi pomóc, Bogu” – przekręt, który mówi prawdę
Waglewski opowiada o zabawnym przekręcie w refrenie piosenki: napisał „Ktoś ci musi pomóc z boku”, a na portalu zamieszczono „Ktoś Ci musi pomóc, Bogu”. I mówi: „I nagle zrobiła się z tego opowieść metafizyczna, trochę w Twoim duchu, bo lubisz tego typu «przekrętki». To jest ukłon w stronę kolegów, którzy bardzo mi pomogli.”
To jest moment, w którym przypadkowy błąd ujawnia głębszą prawdę. Waglewski nie mówi o Bogu – mówi o kolegach, o ludziach. Ale przekręt sugeruje, że to Bóg jest Tym, który pomaga. I choć artysta traktuje to jako „ukłon w stronę kolegów”, to w istocie to jest jedyna prawda, która może dać nadzieję w cierpieniu. Św. Paweł pisze: „Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec miłosierdzia i Bóg wszelkiej pociechy, który nas pociesza w każdym naszym utrapieniu” (2 Kor 1,3-4). Waglewski jednak nie wspomina o Bogu jako Źródle pociechy – wspomina o kolegach, o dyscyplinie, o pracy. To jest naturalistyczne podejście do cierpienia, które nie potrafi dotrzeć do jego głębi. Ból duszy nie leczy się dyscypliną – leczy się łaską Bożą, która płynie z sakramentów.
Grażyna i Bóg – kto jest adresatem wdzięczności?
Wspomina o utworze tytułowym: „Jakim się dźwiękiem Tobie oddźwięczyć mam za tak wiele dobrego… gdy Bóg błaznom darował świat, a ten grzeszy wciąż w imię jego.” Pytanie Bonowicza: „To do kogo to jest powiedziane?” Odpowiedź Waglewskiego: „Kiedy pisałem ten tekst, myślałem o tych wszystkich ludziach, którzy nas słuchają. Czułem wdzięczność za to, że dali mi przez lata tyle radości. Ale po śmierci Grażyny to się zmieniło. I kiedy śpiewam, to myślę o niej przede wszystkim.”
To jest moment, w którym artysta przyznaje, że jego wdzięczność jest skierowana do ludzi, nie do Boga. Mówi o Bogu, ale nie mówi do Boga. To jest charakterystyczne dla współczesnego świeckiego myślenia – Bóg jest obecny jako „tło”, ale nie jako Osoba, do której się mówi. W prawdziwym Kościele katolickim wdzięczność jest skierowana do Boga, który jest Źródłem wszelkiego dobra. Św. Paweł uczy: „Wszystko, cokolwiek czynicie słowem lub uczynkiem, wszystko w imię Pana Jezusa Chrystusa, dziękując przez Niego Bogu i Ojcu” (Kol 3,17). Waglewski dziękuje ludziom, ale nie dziękuje Bogu. To jest subtelne, ale istotne przesunięcie – od teocentryzmu do antropocentryzmu.
Ptaki zamiast aniołów – naturalistyczna „metafizyka”
Waglewski opowiada o ptakach: „Ptaki to dla mnie kwintesencja piękna. Nie znam brzydkiego ptaka, nawet taki wróbelek ma w sobie coś fantastycznego.” Opowiada o rozmowie z kosiem: „Gadaliśmy tak prawie pół godziny. Co za metafizyka!”
To jest piękny obraz, ale z perspektywy wiary katolickiej to jest również obraz ograniczenia. Waglewski widzi piękno w ptakach, ale nie widzi aniołów. Widzi „metafizykę” w rozmowie z kosiem, ale nie widzi nadprzyrodzonego porządku stworzenia. W prawdziwym Kościele katolickim natura jest świadectwem Boga, ale nie zastępuje Boga. Św. Paweł pisze: „Albowiem to, co Boga jest, od świata, to jest Jego wieczna moc i bóstwo, przez rzeczy stworzone poznają się jasno” (Rz 1,20). Waglewski jednak zatrzymuje się na poziomie natury – nie przechodzi do poziomu nadprzyrodzonego. To jest typowe dla współczesnego świeckiego myślenia, które widzi piękno świata, ale nie widzi Stwórcy.
„Nie będę pytał, nie będę wnikał” – rezygnacja z prawdy
Waglewski mówi o świecie: „Grażyna bardzo się denerwowała tym, co się dzieje ze światem. Tą pogardą dla inteligencji, dla sztuki, upadkiem kultury politycznej. We dwójkę to się jeszcze jakoś dawało rozgadać. Ale jak zostałem sam, to sobie pomyślałem: «Po kiego grzyba tym się interesować?». I teraz w ogóle nie oglądam wiadomości. Stąd mocna deklaracja: «Nie będę pytał, nie będę wnikał. Ja już się o nic nie biję».”
To jest moment, w którym artysta rezygnuje z poszukiwania prawdy o świecie. To jest reakcja ludzka – ból sprawia, że chce się odciąć od rzeczywistości. Ale z perspektywy wiary katolickiej to jest błąd. Św. Paweł uczy: „Nie dajcie się ponieść różnym i obcym naukom” (Hbr 13,9), ale też: „Badajcie wszystko, a co dobre, tego trzymajcie” (1 Tes 5,21). Wierny katolicki nie może się odciąć od świata – musi go oświetlać światłem wiary. Pius XI w encyklice Quas Primas nauczał, że Chrystus Król ma panować nie tylko w sercach, ale i w życiu publicznym, w polityce, w kulturze. Rezygnacja z pytań o świat to rezygnacja z misji chrześcijanina, który ma być „solą ziemi” i „światłem świata” (Mt 5,13-14).
Brak lęku przed śmiercią – brak nadziei zbawienia
Waglewski mówi: „Choć jedno zmieniło się na pewno: nie ma we mnie lęku przed śmiercią. Kompletnie. Nie ma znaczenia, czy to będzie za tydzień, miesiąc, rok, kilka lat. Zrobiłem wszystko, co chciałem.”
To jest spokój, ale to nie jest spokój chrześcijański. To jest spokój człowieka, który spełnił swoje plany i nie ma już czego się bać. Ale z perspektywy wiary katolickiej śmierć nie jest końcem – jest początkiem wieczności. Św. Paweł pisze: „Gdy to, co zgniłe, oblecze się w niezgniłość, a to, co śmiertelne, oblecze się w nieśmiertelność, wtedy się spełni słowo napisane: «Pochłonięta jest śmierć w zwycieństwie»” (1 Kor 15,54). Waglewski nie mówi o wieczności, o sądzie ostatecznym, o zbawieniu. Mówi tylko o tym, że „zrobił wszystko, co chciał”. To jest czysto naturalistyczne podejście do śmierci – brak lęku, ale też brak nadziei. W prawdziwym Kościele katolickim chrześcijanin boi się śmierci jako momentu sądu, ale też ma nadzieję na zbawienie przez łaskę Bożą. Św. Jan Paweł II (uzurpator, ale cytujemy jako historyczny przykład) mówił o „nadziei, która nie zawodzi” (Rz 5,5). Tu jednak nie ma ani lęku, ani nadziei – jest tylko spokój rezygnacji.
„Może chodzi o to, żeby znaleźć sobie pretekst do życia”
To jest zdanie, które stanowi tytuł artykułu i jest kluczem do zrozumienia całej rozmowy. Waglewski mówi: „Może chodzi po prostu o to, żeby znaleźć sobie jakiś pretekst do życia?”
To jest wzruszające zdanie, ale z perspektywy wiary katolickiej to jest również zdanie tragiczne. Życie nie jest „pretekstem” – jest darem Bożym, który ma swój cel i sens. Św. Paweł uczy: „Albowiem jesteśmy Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, które Bóg zgotował zawczasu, abyśmy w nich postępowali” (Ef 2,10). Życie ma sens w Chrystusie – nie jest „pretekstem”, który trzeba sobie wymyślić. Waglewski szuka sensu w pracy, w muzyce, w dyscyplinie, w ptakach, w kolegach. To są piękne rzeczy, ale nie są Źródłem sensu. Źródłem sensu jest Bóg, który dał życie i który czeka na spotkanie w wieczności. W prawdziwym Kościele katolickim człowiek cierpiący nie szuka „pretekstu do życia” – szuka Boga, który jest Życiem (J 14,6).
System, który nie oferuje Boga
Cały artykuł jest świadectwem systemu, który nie potrafi zaoferować człowiekowi w cierpieniu nic poza psychologią, dyscypliną i naturalistycznym pocieszeniem. Waglewski idzie do terapeuty – dostaje wykład i leki. Idzie do lekarza – dostaje „podstawowy zestaw”. Idzie do kolegów – dostaje wsparcie. Ale nie idzie do kapłana, nie spowiada się, nie przyjmuje Komunii Świętej, nie ofiaruje Mszy za zmarłą żonę. To nie jest jego wina – to jest wina systemu, który zredukował opiekę duchową do psychologii, a sakramenty do rytuałów bez mocy.
W prawdziwym Kościele katolickim człowiek w cierpieniu otrzymuje: sakrament chorych, który daje łaskę uświęcającą i ukojenie; sakrament pokuty, który odpuszcza grzyny i przywraca łaskę; Komunię Świętą, która jedzi człowieka z Chrystusem; Mszę Świętą, która jest ofiarą przebłagalną za żywych i zmarłych. Pius XI w encyklice Quas Primas nauczał, że Chrystus Król ma panować w sercach ludzi, ale też w instytucjach, w systemie opieki, w kulturze. Tu jednak nie ma panowania Chrystusa – jest tylko panowanie psychologii i naturalizmu.
Wnioski – co może zrobić prawdziwy Kościół
Artykuł nie jest atakiem na Waglewskiego – jest atakiem na system, który pozostawił go samego z jego bolem. Człowiek ten, który stracił żonę, który cierpi, który szuka sensu, nie otrzymuje od „katolickiego” portalu żadnej nadziei chrześcijańskiej. „Tygodnik Powszechny”, który publikuje ten wywiad, sam jest częścią sekty posoborowej, która zredukowała katolicyzm do humanitaryzmu i psychologii. Prawdziwy Kościół katolicki – ten, który trwa w wiernych wyznających wiarę integralnie – mógłby zaoferować Waglewskiemu: modlitwę za zmarłą Grażynę, Mszę Świętą, sakrament pokuty, Komunię Świętą, opiekę duchową kapłana, który rozumie cierpienie i potrafi prowadzić do Źródła Łaski.
Ale tego nie ma. Jest tylko dyscyplina, praca, ptaki i „pretekst do życia”. To jest duchowe bankructwo, o którym pisał Pius XI – gdy Chrystus jest usunięty z życia publicznego i prywatnego, ginąć muszą narody i jednostki. Waglewski zasługuje na więcej niż „pretekst do życia” – zasługuje na nadzieję zbawienia, która jest tylko w Chrystusie i Jego prawdziwym Kościele.
Za artykułem:
Wojciech Waglewski: Może chodzi o to, żeby znaleźć sobie pretekst do życia (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 02.06.2026



