Portal Gość Niedzielny (6 czerwca 2026) relacjonuje wielki sukces polskiej tenisistki Mai Chwalińskiej, która awansowała do finału French Open jako 114. zawodniczka rankingu, pokonując m.in. mistrzynią olimpijską Zheng Qinwen i półfinalistkę poprzedniego roku Dianę Sznajder. Artykuł opisuje jej „piękną historię” i „niesamowite” osiągnięcie, podkreślając sympatię francuskich kibiców i nadzieję na inspirację dla innych zawodniczek. Jednakże ten medialny przekaz, choć pozornie niewinny, staje się pretekstem do głębszej refleksji nad tym, co współczesny świat – w tym tak zwane media katolickie – czyni z uwagi człowieka i jego ostatecznego przeznaczenia.
Sport jako substytut duchowości – kult ciała zamiast kultu Boga
Artykuł o Chwalińskiej jest napisany z entuzjazmem, który w normalnych okolicznościach budziłby uznanie: młoda kobieta, przezwyciężając przeciwności losu, osiąga sukces na najwyższym poziomie. Jednakże w kontekście publikacji w wydaniu, które pretenduje do miana „katolickiego”, zadziwia całkowity brak jakiegokolwiek odniesienia do Boga, łaski nadprzyrodzonej czy ostatecznego sensu ludzkiego wysiłku. „Piękna historia, którą wszyscy zapamiętają na długo” – czytamy. Ale czy naprawdę „wszyscy” ją zapamiątają? I czy to wspomnienie będzie miało jakąkolwiek wartość wobec wieczności?
Św. Paweł Apostoł napisał: „Nie wiecie, że ci, którzy biegają na stadionie, wszyscy wprawdzie biegają, ale tylko jeden otrzymuje nagrodę? Tak biegajcie, abyście zdobyli” (1 Kor 9,24 Wlg). Apostoł porównywał wysiłek sportowy do walki o nagrodę nieśmiertelności – „wieńcowi niewiadomemu”. W artykule Gościa Niedzielnego ten wymiar został całkowicie wytłumiony. Zamiast tego mamy kult indywidualnego osiągnięcia, „energii” kibiców i „uroku” zawodniczki – słownik czysto naturalistyczny, pozbawiony jakiejkolwiek transcendencji. To nie jest przypadek: to jest systemowa cecha posoborowego „katolicyzmu”, który naucza, że świat doczesny jest samowystarczalny, a człowiek może znaleźć pełnię w sobie samym.
Milczenie o Bogu jako forma apostazji
Najcięższym oskarżeniem wobec tego artykułu nie jest to, co mówi, ale to, **czego nie mowa**. W całym tekście nie znajduje się ani jedno imię Jezusa Chrystusa, ani jedno wołanie do modlitwy, ani jedno przypomnienie, że każdy talent – w tym talent sportowy – jest darem Bożym, który wymaga podziękowania i skierowania ku Odkupicielowi. Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał, że Chrystus Król powinien panować „w umyśle człowieka, którego obowiązkiem jest z zupełnym poddaniem się woli Bożej przyjąć objawione prawdy i wierzyć silnie i stale w naukę Chrystusa; niech Chrystus króluje w woli, która powinna słuchać praw i przykazań Bożych; niech panuje w sercu, które, wzgardziwszy pożądliwościami, ma Boga nade wszystko miłować”. Artykuł o Chwalińskiej nie tylko nie realizuje tego wezwania – jest jego zaprzeczeniem.
Zamiast pokazać, jak sukces młodej Polki może być okazją do podziękowania Bogu i do modlitwy o jej duszę, redakcja Gościa Niedzielnego traktuje ten temat tak, jakby Bóg nie istniał. To jest milczenie o Bogu jako forma apostazji – nie jawnej, lecz tej bardziej niebezpiecznej, bo ukrytej pod pozorem „normalności” i „kultury”.
Kontrast z prawdziwym Kościołem – Lednica bez Chrystusa
W tym samym wydaniu Gościa Niedzielnego pojawia się informacja o 30. Ogólnopolskim Spotkaniu Młodych Lednica 2000, w której duszpasterz dominikanin o. Tomasz Nowak mówi o „owocach spotkań lednickich” widocznych w „powołaniach, nawróceniach i małżeństwach”. Sformułowanie to, choć pozornie katolickie, jest w istocie puste. Jakie „nawrócenia”? Nawrócenia do czego – do wiary katolickiej w jej integralności, czy do uczestnictwa w strukturach posoborowych, które Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) nazwał „syntezą wszystkich herezji”?
Lednica 2000, organizowana przez o. Rydzyka, jest jednym z wielu przykładów tego, jak struktury okupujące Watykan zastępują prawdziwą duchowość emocjonalnym przeżyciem. „Owoce”, o których mówi o. Nowak, są owocami naturalnymi – ludzie spotykają się, zakochują, decydują się na kapłaństwo w systemie posoborowym. Ale gdzie jest mowa o nawróceniu do Chrystusa Króla, o powrocie do ważnych sakramentów, o potrzebie spowiedzi u prawdziwego kapłana, o ofierze Mszy Świętej według wiecznego mszału św. Piusa V? Tego milczenia nie da się przypadkowo usprawiedliwić.
Świat bez Chrystusa – świat zagłady
Artykuł o Chwalińskiej i informacja o Lednicy to dwa obrazy tego samego zjawiska: świata, który usunął Chrystusa ze swojego centrum. Pius XI ostrzegał: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa – tak się żaliliśmy – usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą, gdyż usunięto główną przyczynę, dlaczego jedni mają prawo rozkazywać, drudgy zaś mają obowiązek słuchać” (Ubi arcano). To samo dotyczy sfery kultury i sportu: dopóki Chrystus nie jest uznany jako Król, dopóty wszelkie „sukcesy” i „owoce” pozostają przejściowe i pozbawione wiecznej wartości.
Maja Chwalińska zasługuje na uznanie za swój wysiłek i talent. Ale prawdziwe uznanie wymaga przypomnienia, że „nie masz w żadnym innym zbawienia. Albowiem nie jest pod niebem inne imię dane ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni” (Dz 4,12 Wlg). Jej sukces może być okazją do chwały Bożej – jeśli tylko ktoś ma odwagę o tym powiedzieć. Redakcja Gościa Niedzielnego tej odwagi nie wykazała.
Apel do czytelnika – szukajcie prawdziwego Kościoła
Czytelnik szukający prawdziwej nadziei musi zostać wyprowadzony z błędu. Nie ma prawdziwego uzdrowienia poza Chrystusem i Jego Kościołem. Tym Kościołem nie są jednak struktury posoborowe, które odrzuciły niezmienną wiarę i stały się synagogą szatana. Prawdziwy Kościół katolicki trwa tam, gdzie sprawowana jest ważna Msza Święta, gdzie udzielane są ważne sakramenty, gdzie naucza się niezmiennie doktryny, a Chrystus Król panuje niepodzielnie. To tam, a nie na kortach Roland Garros ani na Polach Lednickich, dusza znajduje prawdziwe ukojenie.
Niech Maja Chwalińska – i każdy, kto czyta te słowa – pamięta: „Co z tego, jeśli człowiek zyska cały świat, a na swej duszy poniesie szkodę?” (Mt 16,26 Wlg). Sukces ziemski jest darem Bożym, ale darem powierzonym, który wymaga rozliczenia na sądzie ostatecznym. Tylko w prawdziwym Kościele katolickim, w sakramencie pokuty i w Najświętszej Ofierze, człowiek znajduje łaskę, by ten sukces skierować ku wiecznej chwale Boga.
Za artykułem:
Roland Garros: Dziś ostatni rozdział paryskiej bajki Mai Chwalińskiej (gosc.pl)
Data artykułu: 06.06.2026




