Młoda tenisistka Maja Chwalińska w modlitwie przed krzyżykiem na korcie Rolanda Garrosa w Paryżu

Maja Chwalińska w Roland Garros: dlaczego pokochaliśmy tę historię

Podziel się tym:

Portal „Tygodnik Powszechny” relacjonuje wzruszającą historię Mai Chwalińskiej – młodej polskiej tenisistki, która z miejsca 114. w rankingu WTA dotarła do finału wielkoszlemowego turnieju Roland Garros 2026, pokonając w drodze niejedną utytułowaną rywalkę. Autorka artykułu, Ewelina Burda, opisuje tę drogę jako „piękną baśń” – od skromnych warunków w Dąbrowie Górniczej, przez walkę z depresją i problemami finansowymi, aż po triumf w Paryżu. Chwalińska jest przedstawiona jako postać ujmująca: wdzięczna, skromna, walcząca z własnymi demonami, grająca tenis „prawdziwy”, finezyjny, taktyczny – w opozycji do dominującego dziś stylu opartego na sile. Artykuł podkreśla również społeczne znaczenie otwartego mówienia o depresji oraz piękno gry Chwalińskiej, którą porównano nawet do literackiego obrazu. Jednakże za tą wzruszającą sportową opowieścią kryje się głębszy problem: redukcja ludzkiego cierpienia i sukcesu do kategorii psychologicznych i estetycznych, całkowite pominięcie wymiaru duchowego oraz wyniesienie sportu do rangi substytutu duchowości.


Sport jako nowa religia – estetyka zamiast transcendencji

Artykuł „Tygodnika Powszechnego” jest w istocie nie tyle relacją sportową, co manifestem świeckiej duchowości, w której tenis zastępuje sakramenty, a kort staje się ołtarzem. Ewelina Burda pisze o „czystej estetycznej rozkoszy” oglądania gry Chwalińskiej, o „hipnotycznej magii” jej ruchów, o tenisie jako „tance” czy „pantomimie”. Słownik ten nie jest przypadkowy – to słownik mistyki zdegradowanej, mistyki bez Boga, w której piękno ludzkiego ciała i ruchu zastępuje piękno łaski nadprzyrodzonej. „Tenis obronny, bezszelestny, melancholijny, od czasu do czasu wypuszczający jakby ironiczne żądło. Efektowny, piękny, nieco marginalny” – tak opisuje grę Chwalińskiej Marek Bieńczyk, cytowany w artykule. Czyż nie jest to opis zbliżony do tego, co prawdziwi mistycy Kościoła pisali o modlitwie kontemplacyjnej? Różnica jest jednak fundamentalna: mistyk katolski kierował uwagę ku Chrystusowi, a ten „tenisowy mistycyzm” zamyka człowieka w kole estetycznych wrażeń.

Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał, że „Chrystus króluje w umysłach ludzi nie tak dlatego, że posiada głęboki umysł i ogromną wiedzę, ile raczej dlatego, że On sam jest Prawdą, a ludzie powinni zaczerpnąć prawdy od Niego i przyjąć ją posłusznie”. W artykułu „Tygodnika Powszechnego” nie ma mowy o Prawdzie jako takiej – jest mowa o „prawdziym tenisie”, o „pięknej grze”, o „estetycznej rozkoszy”. To jest estetyzm zastępujący teologię, zmysłowość zastępująca duchowość. Chrystus jest nieobecny nie tylko w tekście – jest nieobecny w całej narracji, która oferuje czytelnikowi świat samowystarczalny, w którym człowieku wystarczy piękno ruchu i ludzka determinacja.

Walka z depresją bez Chrystusa – psychologia jako substytut łaski

Najbardziej symptomatycznym fragmentem artykułu jest opis walki Mai Chwalińskiej z depresją. Autorka relacjonuje: „Najtrudniejszy był dla niej przełom 2020 i 2021 roku. (…) Chwalińska mówiła wtedy, że nie pamiętała, kiedy ostatni raz była szczęśliwa”. Dalej czytamy, że „pracowała z psychologiem sportowym, ale problem okazał się znacznie poważniejszy i wymagał innego rodzaju pomocy”. Jakiej pomocy? Artykuł milczy. Mówi o „profesjonalnej pomocy”, o „leczeniu”, o „uważnym pilnowaniu tego, jak się czuje” – ale ani razu nie pojawia się słowo „sakrament”, „spowiedź”, „Eucharystia”, „modlitwa” czy „łaska”.

To nie jest przypadkowe pominięcie. To jest systemowa cecha świeckiej mentalności, która traktuje cierpienie duchowe wyłącznie jako problem psychologiczny. Św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) demaskował modernistów, którzy redukowali wiarę do „uczucia religijnego” i subiektywnego przeżycia. Artykuł „Tygodnika Powszechnego” idzie dalej – redukuje cierpienie do kategorii psychologii klinicznej, a uzdrowienie do technik samokontroli. „Dziś podkreśla, że bardzo trudne rzeczy są za nią, czuje się dobrze, ale wie, że nie jest to walka wygrana raz na zawsze, i stale pracuje nad sobą, pilnując uważnie tego, jak się czuje” – czytamy. To jest nauka samowystarczalności, nauka „pracy nad sobą” bez Boga, bez Kościoła, bez sakramentów.

Tymczasem prawdziwy Kościół katolicki od wieków nauczał, że depresja i cierpienie duszy mają przyczynę w grzechu – własnym i pierworodnym – a jedynym skutecznym lekarstwem jest łaska Boża, udzielana przez sakramenty. Sakrament pokuty odpuszcza grzechy i przywraca łaskę uświęcającą. Eucharystia daje człowiekowi samego Chrystusa – Bogoczłowieka, który jest „chlebem życia” (J 6,35). Modlitwa kontemplacyjna łączy duszę z Bogiem w sposób, żadna psychologia nie jest w stanie osiągnąć. Artykuł „Tygodnika Powszechnego” nie tylko pomija te prawdy – konstruuje alternatywny system duchowości, w którym człowieku wystarczy „praca nad sobą” i pomoc psychologa.

Wdzięczność bez Obdarowanego – cnota oderwana od Boga

Artykuł wielokrotnie podkreśla wdzięczność Mai Chwalińskiej: „Dużo mówi też o wdzięczności: po konferencjach i pomeczowych wywiadach można odnieść wrażenie, że to jedno z jej ulubionych słów”. Wdzięczność jest cnotą chrześcijańską – ale tylko wtedy, gdy skierowana jest ku Bogu, który jest Źródłem wszelkiego dobra. Św. Paweł Apostoł pisał: „Wszystko czyńcie bez narzekań i sporów, abyście byli bezwinni i czysti, dzieła Boże bez zarzutu w pośrodku pokolenia zepsutego i przewrotnego, wśród którego świecicie jak światła na świecie” (Flp 2,14-15).

W artykułu „Tygodnika Powszechnego” wdzięczność Chwalińskiej jest skierowana ku ludziom – rodzicom, trenerom, klubowi, sponsorom. To jest wdzięczność naturalna, ludzka, szlachetna w swoim rodzaju, ale pozbawiona wymiaru nadprzyrodzonego. Brak wskazania, że wszelkie dobro pochodzi od Boga – od Stwórcy, który „wiedział nas przed naszym stworzeniem” (Jr 1,5). Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863) ostrzegał przed „bezbożnym naturalizmem”, który zastępuje religię Bożą „religją naturalnym, naturalnym jakimś wewnętrznym odruchem” – a właśnie taki naturalizm emanuje z artykułu o Maje Chwalińskiej.

„Piękna baśń” bez Odkupiciela – narracja zastępująca teologię

Ewelina Burda nazywa historię Chwalińskiej „piękną baśnią” – i to nie raz. „W prostej i naiwnej baśni moglibyśmy od tego płynnie przejść na kort Rolanda Garrosa, gdzie prowadzona ciężką pracą zawodniczka trafia, wygrywa i unosi błyszczący puchar. Lecz nie tylko w tym finale nie udało się Mai Chwalińskiej wygrać pucharu, a opowiadana baśń jest jedną z tych trudniejszych” – pisze autorka. To jest kluczowe zdanie, bo ujawnia metodę: rzeczywistość jest interpretowana przez pryzmat narracji, a nie przez pryzmat prawdy. Historia Chwalińskiej nie jest czytana jako historia ludzkiego cierpienia wymagającego odkupienia, lecz jako „baśń” wymagająca „szczęśliwego zakończenia”.

Prawdziwa „baśń” chrześcijańska – to historia Odkupienia: od Upadku Pierwszego Rodziców, przez Wcielenie Słowa, Mękę i Śmierć na Krzyżu, Zmartwychwstanie, aż po Sąd Ostateczny i chwałę wieczną. To jest jedyna opowieść, która nadaje sens ludzkiemu cierpieniu. Artykuł „Tygodnika Powszechnego” oferuje czytelnikowi zamiennik – „baśń” sportową, w której bohaterka wygrywa (lub przegrywa) na korcie, a nie przed Bogiem. „My jako kibice i wszyscy wierzący w ważną społecznotwórczą rolę sportu kochamy wielkie finały i szczęśliwe zakończenia” – pisze Burda. Czyż nie jest to wyznanie wiary w sport jako siłę społczotwórczą? Czyż nie jest to religia sportu, z kibicami jako wyznawcami, z kornikami jako świętymi, z finałami jako liturgią?

Symptomatyczna nieobecność Kościoła

W artykułu poświęconym Polce, która wyszła z Dąbrowy Górniczej, walczyła z depresją, pokonała przeciwności losu i dotarła do finału Wielkiego Szlema – ani razu nie pojawia się postać Chrystusa, ani razu nie pojawia się Kościół katolicki, ani razu nie pojawia się modlitwa. To nie jest przypadek. To jest systemowa cecha „Tygodnika Powszechnego” – periodyku, który przez dziesięciolecia służył jako narzędzie modernizmu w Polsce, promując dialog z komunizmem, ekumenizm i wszelkie innowacje posoborowe.

Kardynał Stefan Wyszyński, którego „Tygodnik Powszechny” niejednokrotnie podziwiał, był zdrajcą, który zaakceptował Vaticanum II i wdrażał nową „mszę” w Polsce. Periodyk ten od zawsze służył jako przekaźnik idei posoborowych – i artykuł o Maje Chwalińskiej jest tego kolejnym dowodem. Nie chodzi o to, że sport jest zły – sport jest dobry, gdy służy rozwojowi człowieka. Chodzi o to, że sport przedstawiony jako substytut duchowości, bez Boga i bez Kościoła, staje się formą bałwochwalstwa.

Pius XI w Quas Primas nauczał: „Trzeba więc, aby Chrystus panował w umyśle człowieka, którego obowiązkiem jest z zupełnym poddaniem się woli Bożej przyjąć objawione prawdy i wierzyć silnie i stale w naukę Chrystusa; niech Chrystus króluje w woli, która powinna słuchać praw i przykazań Bożych; niech panuje w sercu, które, wzgardziwszy pożądliwościami, ma Boga nade wszystko miłować i do Niego jedynie należeć”. W artykułu o Maje Chwalińskiej Chrystus nie panował nigdzie – ani w umyśle, ani w woli, ani w sercu narracji. Zastąpił go tenis, psychologia i „piękna baśń”.

Prawdziwa wdzięczność – ku Bogu, nie ku sponsorom

Należy oddać sprawiedliwość Maje Chwalińskiej: jej skromność, determinacja i walka z depresją są godne podziwu. Jej historia, opowiedziana w sposób katolicki, mogłaby być wzorem dla młodych ludzi – wzorem pokory, pracy nad sobą, wdzięczności Bogu za dary i za pomoc w cierpieniu. Ale artykuł „Tygodnika Powszechnego” nie opowiada tej historii w sposób katolicki. Opowiada ją w sposób świecki, naturalistyczny, pozbawiony wymiaru nadprzyrodzonego.

Prawdziwy Kościół katolicki – ten, który trwa w wiernych wyznających wiarę integralnie, w biskupach z ważnymi sakramentalnymi święceniami i kapłanach ważnie wyświęconych – naucza, że jedynym Źródłem prawdziwego uzdrowienia jest Chrystus. Że depresja leczy się nie tylko u psychologa, ale przede wszystkim w sakramencie pokuty i w Eucharystii. Że sukces sportowy jest darem Bożym, za który należy dziękować Bogu, a nie tylko sponsorom. Że „piękna baśń” życia ma sens tylko wtedy, gdy jest częścią większej Opowieści – Opowieści Odkupienia.

Czytelnik szukający prawdziwej nadziei musi zostać wyprowadzony z błędu. Nie ma prawdziwego pokoju bez Chrystusa Króla. Nie ma prawdziwego uzdrowienia bez sakramentów. Nie ma prawdziwej „pięknej baśni” bez Odkupiciela. „Ja jestem drogą, prawdą i życiem; nikt nie przychodzi do Ojca, jak tylko przeze Mnie” (J 14,6). To są słowa, których artykuł „Tygodnika Powszechnego” nie powie czytelnikowi – a powinien, gdyby był prawdziwie katolicki.


Za artykułem:
Maja Chwalińska w Roland Garros: dlaczego pokochaliśmy tę historię
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 06.06.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.