Polityczna instrumentalizacja zbrodni wołyńskiej: Zełenski, Nawrocki i gra o pamięć

Podziel się tym:

Artykuł Grzegorza Motyki, opublikowany w „Tygodniku Powszechnym” (9 czerwca 2026), analizuje polityczne konsekwencje dekretu prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, który nadał elitarnej jednostce wojskowej tytuł „Bohaterów UPA”. Autor wskazuje, że decyzja ta zniweciła wieloletnie wysiłki polsko-ukraińskiego dialogu historycznego, w którym kluczową rolę odegrał zespół Pawła Kowala, doprowadzając do wznowienia ekshumacji ofiar zbrodni wołyńskiej. Motyka podkreśla paradoks: honorowanie formacji, która dokonała masowych rzezi na ludności polskiej, stało się elementem ukraińskiej polityki historycznej, a polska reakcja – w postaci wniosku prezydenta Karola Nawrockiego o odebranie Orderu Orła Białego – jest przede wszystkim wewnętrznym ruchem politycznym, z którego korzystają PiS i Konfederacja, podczas gdy prawdziwe zainteresowanie pamięcią ofiar pozostaje poza głównym nurtem wydarzeń. Artykuł, choć rzetelnie przedstawia historyczne fakty dotyczące zbrodni UPA, pozbawiony jest głębszej refleksji nad istotą pamięci jako obowiązku moralnego i religijnego, sprowadzając ją wyłącznie do kategorii politycznej instrumentalizacji.


Historyczny kontekst zbrodni a polityka pamięci

Motyka słusznie wskazuje na zorganizowany i systemowy charakter zbrodni wołyńskich, cytując dokumenty „Litopysu UPA” oraz wypowiedź naczelnego komendanta UPA Romana Szuchewycza „Tarasa Czuprynki” z lipca 1944 roku, który otwarcie przyznał, że „dowództwo UPA wydało rozkaz wysiedlenia Polaków”. Autor powołuje się na konkretne dane: rozkaz obejmował 955 821 mieszkających w Galicji Polaków, a „opór polskiej samoobrony zmalał do tego stopnia, że ukraińskie działania wywołują wrażenie niemieckich akcji przeciwko Żydów”. Słusznie również wskazuje, że polityka gloryfikacji OUN i UPA zakłada przemilczanie lub relatywizowanie tych zbrodni, a wszelkie głosy krytyczne są spychane na bok.

Jednakże analiza Motyki pozbawiona jest fundamentalnego wymiaru: pamięci o ofiarach jako obowiązku moralnego wynikającego z prawa naturalnego i Bożego. Autor koncentruje się wyłącznie na politycznych konsekwencjach dekretu Zełenskiego, nie zadając sobie pytania o to, co oznacza dla duszy narodu polskiego – i dla dusz samych ofiar – gloryfikacja ich oprawców. To nie jest kwestia wyłącznie polityczna, ale przede wszystkim duchowa. Każda ofiara zbrodni wołyńskiej – zamordowana na rozkaz, w sposób zorganizowany i planowo brutalny – ma prawo do pamięci, która nie jest „polityką historyczną”, lecz aktem sprawiedliwości. Św. Paweł Apostoł przypomina: „Nie mścijcie sami, umiłowani, lecz dajcie miejsce gniewowi [Bożemu]” (Rz 12,19). Pamięć o ofiarach nie jest narzędziem politycznej gry, lecz świadectwem ludzkiej godności, która została zbezczeszczona.

Instrumentalizacja cierpienia w grze politycznej

Motyka trafnie diagnozuje mechanizm polityczny: dekret Zełenskiego służy wewnętrznym celom politycznym w Kijowie – odwróceniu uwagi od zarzutów korupcyjnych – podczas gdy w Polsce zyskuje na tym Karol Nawrocki, konsolidując obóz prawicy i stając się „naturalnym liderem” w sprawie pamięci narodowej. Autor wskazuje, że „deklaracja prezydenta Karola Nawrockiego o zwróceniu się do Kapituły Orderu Orła Białego o odebranie odznaczenia Zełenskiemu” jest reakcją „nadmiarową, niedającą Polsce żadnych międzynarodowych korzyści”, ale za to dającą korzyści wewnętrzne.

Tutaj jednak analiza Motyki zatrzymuje się na poziomie taktycznym, nie wchodząc w istotę problemu. Prawdziwym skandalem nie jest to, że politycy wykorzystują sprawę UPA do wewnętrznych gier, ale sam fakt, że sprawa pamięci o tysiącamch zamordowanych Polaków stała się przedmiotem politycznej negocjacji. Motyka pisze, że „właściwą reakcją na skandaliczną decyzję Zełenskiego byłoby wypracowanie wspólnego stanowiska przez prezydenta i premiera”, ale to wspólne stanowisko powinno być wyrazem moralnego obowiązku, a nie kalkulacji politycznej. Gdyby Polska była państwem, które rzeczywiście czczy pamięć o swoich zamordowanych obywatelach, dekret Zełenskiego spotkałby się z jednolitym, ponadpolitycznym potępieniem – niezależnie od tego, czy premierem jest Donald Tusk, czy ktoś inny.

Dialog historyczny a prawda o zbrodniach

Autor artykułu wspomina o wysiłkach zespołu Pawła Kowala, który „doprowadził do zniesienia zakazu ekshumacji i w końcu zaczęły się regularne poszukiwania szczątków ofiar zbrodni wołyńskiej”, a także o kongresie historyków w Baranowie Sandomierskim, gdzie „obrady, obejmujące tysiąc lat wspólnych dziejów, pokazały, że istotny spór dotyczy niemal wyłącznie okresu II wojny światowej”. To istotne informacje, ale Motyka nie wyciąga z nich wniosku, który z historycznego punktu widzenia jest oczywisty: dialog historyczny nie może odbywać się kosztem prawdy o zbrodniach.

Współczesna nauka katolicka, wyrażona m.in. w encyklice Quas Primas Piusa XI, przypomina, że Chrystus króluje nie tylko w umysłach, ale i w sercach, a Jego Królestwo wymaga sprawiedliwości. Dialog między narodami jest słuszny i potrzebny, ale nie może prowadzić do relatywizowania zbrodni. Motyka wskazuje, że ukraińscy partnerzy relatywizują zbrodnie wołyńskie, twierdząc, że „odpowiadają za nie co najwyżej pojedyncze oddziały i niektórzy partyzanci (a nie cała formacja), ewentualnie okoliczni chłopi, których czyny nie podlegają etycznej ocenie, bo były zemstą za wielowiekowy ucisk”. Autor słusznie nazywa te wyjaśnienia „po prostu nieprawdą” z historycznego punktu widzenia, ale nie podkreśla wystarczająco mocno, że są one również niemoralne.

Brak wymiaru duchowego w sporze o pamięć

Największym brakiem analizy Motyki jest całkowite pominięcie wymiaru duchowego sporu o pamięć. Artykuł jest napisany z perspektywy świeckiej, politycznej i historycznej, bez uwzględnienia tego, że pamięć o ofiarach zbrodni ma wymiar religijny. Zamordowani Polacy – mężczyźni, kobiety, dzieci – byli istotami ludzkimi, noszącymi w sobie obraz Boga. Ich śmierć na rękach oprawców UPA nie jest wyłącznie „wydarzeniem historycznym”, lecz zbrodnią przeciwko ludzkości i przeciwko Bogu, który jest Autorem życia i śmierci.

Motyka kończy artykuł stwierdzeniem: „Jeżeli Polacy samodzielnie nie zadbają o pamięć o pomordowanych przez UPA rodakach, budując cmentarze i pomniki, czy dokładne opisując to, co się wydarzyło, to nikt za nich tego nie zrobi. Nie łudźmy się, jesteśmy w tej sprawie sami.” To słuszna konstatacja, ale pozbawiona jest głębszego fundamentu. Pamięć o ofiarach powinna wynikać nie tylko z patriotyzmu, ale z obowiązku moralnego wobec Boga i samego człowieka. Katolicka nauka społeczna, wyrażona w encyklice Quas Primas, podkreśla, że Chrystus Król panował nie tylko w umysłach, ale i w sercach, a Jego Królestwo wymaga sprawiedliwości. Pamięć o ofiarach zbrodni jest aktem tej sprawiedliwości.

Polityka historyczna jako apostazja od prawdy

Motyka wskazuje, że proces upamiętniania OUN i UPA na Ukrainie rozpoczął się zaraz po ogłoszeniu niepodległości i z każdym rokiem stawał się coraz bardziej nośny społecznie, rezonując „szczególnie mocno w czasie kolejnych przesileń – Pomarańczowej Rewolucji i Euromajdanu”. Autor słusznie diagnozuje, że polityka historyczna Ukrainy zakłada gloryfikację formacji niepodległościowej kosztem prawdy o zbrodniach na Polakach. Jednak nie wyciąga z tego wniosku, że taka polityka jest formą apostazji od prawdy – nie tylko historycznej, ale i moralnej.

W encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863) błogosławiony Pius IX potępił tych, którzy wierzą, że „możliwe jest dotrzeć do wiecznego zbawienia, żyjąc w błędzie i będąc obcymi prawdziwej wiary i jedności katolickiej”. Choć encyka dotyczy bezpośrednio soteriologii, jej zasada ma szersze zastosowanie: prawda jest warunkiem zbawienia, a jej relatywizowanie – w jakiejkolwiek formie – jest błędem. Polityka historyczna, która relatywizuje zbrodnie wołyńskie, jest błędem moralnym, niezależnie od jej celów politycznych.

Konsekwencje dla polsko-ukraińskich relacji

Motyka wskazuje, że dekret Zełenskiego „idzie w poprzek tych starań, przynosząc realne szkody polsko-ukraińskiej współpracy”. Autor ma rację – ale szkody te są konsekwencją nie tylko dekretu Zełenskiego, ale całej polityki historycznej Ukrainy, która od lat gloryfikuje formacje odpowiedzialne za zbrodnie na Polakach. Motyka pisze, że „zasadnicza zmiana zaszła w 2015 r., kiedy Rada Najwyższa przyjęła pakiet ustaw uznających OUN i UPA za formacje niepodległościowe, nakładając jednocześnie na państwo ukraińskie obowiązek pielęgnowania pamięci o ich historii”. To właśnie ten moment jest punktem zwrotnym – od tego czasu polityka historyczna Ukrainy stała się systematycznym przemilczaniem zbrodni wołyńskich.

Jednakże Motyka nie podkreśla wystarczająco mocno, że polska strona również ponosi odpowiedzialność za stan rzeczy. Autor wspomina, że „Andrzej Duda jest jedynym polskim prezydentem – licząc od Lecha Wałęsy do Nawrockiego włącznie – za dwóch kadencji którego nie odbyły się żadne pochówki ofiar UPA”. To zdanie powinno być początkiem głębszej refleksji nad polską polityką pamięci, ale Motyka ogranicza się do konstatacji, nie wyciągając wniosków o systemowym charakterze zaniedbań.

Podsumowanie: pamięć poza polityką

Artykuł Grzegorza Motyki jest rzetelną analizą politycznych konsekwencji dekretu Zełenskiego, ale pozbawiony jest głębszego wymiaru – moralnego i duchowego. Autor koncentruje się na grze politycznej między PiS a Konfederacją, na wewnętrznych problemach Zełenskiego i na taktycznych aspektach polsko-ukraińskich relacji. To wszystko jest ważne, ale nie jest najważniejsze.

Najważniejsze jest to, że tysiące Polaków zostało zamordowanych przez UPA w sposób zorganizowany i planowo brutalny, a ich pamięć stała się przedmiotem politycznej gry. Motyka słusznie wskazuje, że „jeżeli Polacy samodzielnie nie zadbają o pamięć o pomordowanych przez UPA rodakach, to nikt za nich tego nie zrobi”. Ale pamięć ta powinna być aktem sprawiedliwości i miłości, a nie politycznej kalkulacji. Powinna wynikać z uznania godności każdego człowieka, stworzonego na obraz Boga, a nie z kalkulacji wyborczej.

Prawdziwym rozwiązaniem sporu o pamięć nie jest polityczny kompromis ani taktyczne ustępstwa, lecz prawda – o zbrodniach, o ofiarach, o odpowiedzialności. Dopóki pamięć o ofiarach wołyńskich będzie przedmiotem politycznej gry, a nie aktem moralnego obowiązku, Polska nie będzie mogła liczyć na prawdziwe pojednanie z Ukrainą – ani ze swoją własną przeszłością.


Za artykułem:
Spór o UPA i wielkie emocje. Co zrobić dziś z relacjami z Ukrainą
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 09.06.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.