Portal Opoka (16 czerwca 2026) relacjonuje incydent, w którym prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak został obrzucony tortem podczas sesji rady miasta. Mężczyzna, który rzucił ciastem, krzyczał: „To jest wotum nieufności poznaniaków dla pana prezydenta Jaśkowiaka. Na to właśnie dzisiaj zasługuje”. Zdarzenie miało miejsce w momencie, gdy radni mieli głosować w sprawie absolutorium dla prezydenta. Protestujący został obezwładniony przez strażników miejskich. Inna z obecnych osób zarzuciła Jaśkowiakowi, że „terroryzuje najbiedniejszych mieszkańców” przez podwyżkę cen biletów komunikacji miejskiej oraz zamiar oddania mieszkań komunalnych prywatnemu deweloperowi. Jaśkowiak określił zdarzenie jako „przekroczenie pewnych granic”, a sprawców nazwał „hołotą”, dodając: „To nie są mieszkańcy”. Prezydent rządzi Poznaniem od 2014 roku, a w ostatnich wyborach uzyskał ponad 70 proc. poparcia.
Demokratyczny kryzys czy objaw głębszej rozkłady?
Przede wszystkim należy oddać sprawiedliwość: atak fizyczny na jakiegokolwiek urzędnika, niezależnie od jego poglądów politycznych, jest czynem nagannym i godnym potępienia. Prawo do wolności słowa i przekonań nie obejmuje prawa do przemocy fizycznej. Św. Paweł Apostoł uczy, że „nie chrońcie się sposobami niesprawiedliwymi” (Rz 12,17), a Kościół katolicki konsekwentnie naucza, że przemoc nie może być narzędziem rozwiązywania sporów politycznych. Sam Chrystus, w chwili uwięzienia w ogrodzie, powiedział Piotrowi: „Włóż miecz z powrotem na miejsce, bo wszyscy, którzy biorą miecz, od miecza giną” (Mt 26,52).
Jednakże sam akt rzucenia tortem, choć naganny, jest jedynie objawem głębszej choroby, która dotknęła polskie społeczeństwo i jego instytucje. Nie sposób analizować tego incydentu w oderwaniu od kontekstu szerzej pojętej kryzysu autorytetu, który od dziesięcioleci rośnie w Polsce i na świecie.
Upadek autorytetu i pustka duchowa
Incydent w Poznaniu nie jest przypadkowy. Jest owocem systemowego niszczenia fundamentów autorytetu, które przez wieki opierały się na chrześcijańskiej wizji człowieka i społeczeństwa. Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) z wielką przenikliwością wskazał przyczynę społecznych nieszczęść: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą, gdyż usunięto główną przyczynę, dlaczego jedni mają prawo rozkazywać, drudzy zaś mają obowiązek słuchać”. To właśnie dzieje się dziś na naszych oczach.
Kiedy autorytet polityczny nie jest już osadzony w prawie Bożym, kiedy władza nie jest rozumiana jako służba, ale jako narzędzie własnych interesów, nieuchronnie rodzi się postawa lekceważania i w końcu otwartego buntu. Mężczyzna rzucający tortem nie jest izolowanym przypadkiem – jest produktem społeczeństwa, które przez dekady było uczone, że nie ma wyższej instancji moralnej ponad subiektywnym „prawem człowieka”, które w praktyce okazuje się prawem silniejszego.
„Hołota” czy obywatel? Paradoks języka władzy
Należy zwrócić uwagę na niezwykle symptomatyczny język, który użył prezydent Jaśkowiak, nazywając sprawców „hołotą” i zaprzeczając im statusu mieszkańców: „To nie są mieszkańcy”. To stwierdzenie, choć emocjonalnie zrozumiałe w momencie ataku, jest też wyrazem głębszego problemu. W demokracji, która nie ma już oparcia w prawie naturalnym i Bożym, urzędnik nie potrafi już odróżnić obywatela od przestępcy, służby od terroryzmu, legalnej opozycji od przemocy. Wszystko staje się płynne, relatywne, poddane emocjom i kalkulacji politycznej.
Prawdziwy Kościół katolicki naucza, że autorytet jest służbą, a nie dominacją. Św. Jan Ewangelista w swojej Ewangelii przypomina, że „Syn Człowiecie nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć” (Mt 20,28). Urzędnik, który rozumie swoją funkcję w ten sposób, nie musi uciekać się do języka pogardy wobec tych, którzy go krytykują. Ale w świecie, gdzie Chrystus został usunięty z życia publicznego, urzędnik nie ma już tego fundamentu i nieuchronnie wpada w pułapkę albo tyranii, albo bezsilności.
Modernistyczna redukcja człowieka
Zwróćmy uwagę na jeszcze jeden aspekt tego incydentu. Protestujący zarzucali prezydentowi „terroryzowanie najbiedniejszych mieszkańców” przez podwyżkę cen biletów i prywatyzację mieszkań komunalnych. Te zarzuty mogą być słuszne lub nie – nie jest to przedmiotem naszej analizy. Istotne jest jednak to, że w języku protestujących nie ma żadnego odniesienia do dobra wspólnego rozumianego katolickie, do sprawiedliwości społecznej nauczanej przez Leona XIII w Rerum Novarum czy do godności każdego człowieka jako obrazu Bożego. Jest za to język czysto materialistyczny, który redukuje człowieka do konsumenta i podatnika.
To jest właśnie owoc modernizmu, który Pius X w dekrecie Lamentabili sane exitu (1907) potępił jako błąd, gdy „prawda zmienia się wraz z człowiekiem, ponieważ rozwija się wraz z nim, w nim i przez niego” (propozycja 58). W świecie, gdzie nie ma niezmiennych prawd, gdzie moralność jest kwestią statystyki i nastroju społecznego, nieuchronnie dochodzi do takich właśnie incydentów. Człowieka nie traktuje się jako osoby o niezbywalnej godności, ale jako element maszyny politycznej, który można zastąpić, uciszyć lub – w ostateczności – obrzucić tortem.
Co naprawdę potrzebuje polskie społeczeństwo?
Nie sposób przedstawić prawdziwej recepty na kryzys, który dotknął polskie miasta, bez powrotu do źródła. Pius XI w Quas Primas wyraźnie wskazał: „Królestwo Odkupiciela naszego obejmuje wszystkich ludzi (…) i wszystko jedno, czy jednostki, czy rodziny, czy państwa, gdyż ludzie w społeczeństwa zjednoczeni nie mniej podlegają władzy Chrystusa jak jednostki”. Dopóki polscy samorządowcy, radni i obywatele nie uznają nad sobą władzy Chrystusa Króla, dopóty będą się powtarzać sceny przemocy i upokorzenia.
Prawdziwa solidarność społeczna nie bierze się z programów socjalnych, podwyżek czy prywatyzacji, ale z uznania, że każdy człowiek jest obrazem Bożym i że jego godność jest niezbywalna. Św. Paweł w Liście do Rzymian przypomina: „Nie chrońcie się sposobami niesprawiedliwymi” (Rz 12,17). To jest lekcja, której polskie społeczeństwo wciąż nie przyswoiło.
Wniosek
Incydent z tortem w Poznaniu nie jest po prostu kuriozalnym zdarzeniem z życia politycznego. Jest objawem głębokiego kryzysu, który ma swoje źródło w odrzuceniu Chrystusa i Jego prawa z życia publicznego. Dopóki nie nastąpi powrót do tych fundamentów, dopóty będziemy bywiwać podobne sceny – niezależnie od tego, czy rzuca się tortem, czy mikrofonem. Prawdy nie da się zamienić w tort, a sprawiedliwości nie da się zbudować na przemocy. Tylko w Królestwie Chrystusa, o którym mówił Pius XI, można odbudować porządek, w którym urzędnik służy, a obywatel szanuje – nie z lęku, ale z poczucia wspólnoty w prawdzie.
Za artykułem:
Tortem w prezydenta. Jacek Jaśkowiak znieważony podczas sesji rady miasta [wideo] (opoka.org.pl)
Data artykułu: 16.06.2026



