„Trauma-Zdrój”: głosy czytelników — dziecięce krzywdy w rabczańskich sanatoriach

Podziel się tym:

Portal „Tygodnik Powszechny” publikuje głosy czytelników będących dawnymi kuracjuszkami rabczańskich sanatoriów, którzy opisują systematyczną przemoc, upokorzenia i traumy przeżywane w latach PRL-u. Reportaż Beaty Chomątowskiej i Przemysława Wilczyńskiego „Trauma-Zdrój” wywołał setki reakcji — poniżej relacje osób, które w dzieciństwie doświadczyły przemocy fizycznej i psychicznej w instytucjach leczniczych.


Relacje byłych kuracjuszek: przemoc, upokorzenia, trauma

Czytelniczka Dagmara, mająca 42 lata, wspomina pobyt w trzeciej klasie podstawowej: „W tamtych czasach nie było pojęcia autyzmu, depresji, zaburzeń lękowych, choroby afektywnej dwubiegunowej. Kiedyś dzieliło się dzieci na «dobre» i «złe», a te «złe» w oczach pań opiekunek zwanych pielęgniarkami miały mieć stworzone piekło na ziemi”. Opisuje przypadk chłopca siedmiu lub ośmiu lat, nadpobudliwego, który został uprowadzony przez pielęgniarkę o pseudonimie Barbie — krzyki były słychać przez godzinę, a następnego dnia chłopiec wrócił z ręką w gipsie, ze skrzepami krwi na twarzy. „Nie powiem, bo znowu mnie zbije” — odpowiedział na pytanie, gdzie był.

Karolina wspomina, jak „pielęgniarki darły się o wszystko, nie chciały czesać włosów, gdy się spóźniłam, bo już miały umyte ręce. Kazały same chodzić na zajęcia, na które nie wiedziałam, jak trafić, mając siedem lat”. Jej pobyt przedłużył się z powodu biegunki wywołanej nerwami.

Magdalena opisuje przymusowe ćwiczenia: „Zmuszano nas do wielogodzinnego wiszenia na wyciągach, ćwiczeń na drążkach aż do krwi na dłoniach. Wrzeszczące na nas panie od sportu i fizjoterapii, fatalne jedzenie i te upiorne mundurki jak dla sierot. Trauma na całe życie”.

System instytucjonalny a krzywda dziecka

Relacje czytelników rysują obraz systemowego znaku instytucjonalnego, w którym dzieci były pozbawiane podstawowej godności. Czytelniczka Marzena podsumowuje paradoks rabczańskich sanatoriów: „Odbieranie bielizny; spanie o tej samej porze na tym samym boku; zabieranie słodyczy; przeszukiwanie szafek; odwiedziny tylko w wyznaczonym dniu w tygodniu i to o pewnych godzinach. […] Obecnie dorośli, a kiedyś dzieci-kuracjusze wyparli wstrząsające przeżycia. Paradoks tego miejsca był taki, że dzieciaki wysyłano tam, by leczyć je z ołowicy, astmy, anemii. Wracały zdrowe na ciele i chore na duszy”.

Olek, który przebywał w Rabce w wieku od dziesięciu do trzynastych lat, podkreśla: „Do dziś pamiętam Rabkę bardziej jak obóz przetrwania niż pobyt w sanatorium. Było bardziej przemocowo, ale też nie było tylko źle”. Wspomina strajk głodowy i izolację, które zakończyły się zmianą traktowania — choć podkreśla złożoność doświadczenia i potrzebę wybaczenia opiekunom.

Dorota opisuje traumę swojego męża, który był w Rabce jako trzylatek: „Po powrocie do domu przez trzy miesiące nie chciał z niego wyjść, bo się bał, że znowu tam wróci”.

Analiza faktograficzna: instytucjonalna przemoc w systemie opieki zdrowotnej PRL

Relacje czytelników „Tygodnika Powszechnego” stanowią wstrząsające świadectwo systemowej przemocy instytucjonalnej wobec dzieci w placówkach leczniczych Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Opisywane zjawiska — bicie, upokarzanie, ośmieszanie, straszenie, przymusowe ćwiczenia fizyczne, odbieranie bielizny, ograniczanie kontaktu z rodziną — nie są pojedynczymi incydentami, lecz elementami zinstytucjonalizowanego systemu traktowania dzieci jako przedmiotów, nie zaś podmiotów posiadających godność.

Psycholożka Sabina Sadecka, cytowana w materiale, wskazuje na zjawisko traumy medycznej jako polskiego tabu pokoleniowego: „Podczas szkoleń, a także w gabinetach często pojawia się wątek traumy medycznej, związanej z zagrożeniem zdrowia, polegającej na przetrzymywaniu w placówkach leczniczych dłużej, niż psychika może to unieść, często wbrew woli pacjenta. Wiąże się z nią ważny czynnik obciążający — poczucie osamotnienia”.

Analiza językowa: eufemizmy i milczenie

Język, w jakim relacjonowane są te wydarzenia, jest językiem psychologii i socjologii, a nie teologii. Mówi się o „traumie”, „osamotnieniu”, „przemocy”, „upokorzeniach” — ale nie ma mowy o grzechu, o złu moralnym, o odpowiedzialności przed Bogiem. To nie jest przypadek: system komunistyczny, który stworzył te instytucje, celowo wymazał wymiar moralny i duchowy z dyskursu publicznego, zastępując go językiem nauk świeckich.

Czytelniczka Katarzyna podsumowuje: „Też, tak jak bohaterowie reportażu, słyszałam, że «takie były czasy»”. To zdanie — „takie były czasy” — jest kluczem do zrozumienia mechanizmu wymiaru odpowiedzialności. Jest to forma moralnego cynizmu, który zamiast naprawiać krzywdę, usprawiedliwia ją historycznym kontekstem.

Analiza teologiczna: godność człowieka a systemowa dehumanizacja

Z perspektywy niezmiennego nauczania Kościoła katolickiego, opisane w relacjach czytelników zjawiska stanowią ciężkie grzechy przeciwko godności człowieka, stworonego na obraz i podobieństwo Boga („Stworzył Boga człowieka na swój obraz, na obraz Boga stworzył go” — Rdz 1,27). Każde dziecko poddawane przemocy fizycznej, psychicznej, upokarzaniu i ośmieszaniu jest ofiarą naruszenia prawa Bożego, wyrażonego w dekalogu: „Nie zabijaj” (Wj 20,13) — które obejmuje nie tylko zabicie, lecz również wyrządzanie cierpienia, poniżanie i odbieranie godności.

Św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) ostrzegał przed systemami, które redukują człowieka do przedmiotu manipulacji. System instytucjonalny, w którym dzieci były traktowane jako „natręty” (jak pisze Katarzyna), gdzie pielęgniarki „darły się o wszystko”, gdzie chłopiec siedemniasty złamana rękę i odpowiada „nie powiem, bo znowu mnie zbije” — to jest system, który w sposób systematyczny naruszał prawo naturalne i prawo Boże.

Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał, że Chrystus Król panuje nie tylko w umysłach, ale i w sercach, i w ciałach, które stają się „zbroją sprawiedliwości Bogu” (Rz 6,13). System, który czyni z dziecięcych ciał przedmioty przemocy i wyzysku, jest systemem sprzecznym z królestwem Chrystusa — jest systemem antychrystowym w swojej istocie, choć niekoniecznie w świadomych intencjach wszystkich jego uczestników.

Analiza symptomatyczna: owoc systemu bezbożnego

Nie należy dziwić się, że system komunistyczny, który odrzucał Boga i religię, stworzył instytucje, w których dzieci były traktowane jako przedmioty. Komunizm, potępiony przez Piusa XI w encyklice Divini Redemptoris jako „wrodzony wrogi katolicyzmu”, jest systemem, który z definicji nie uznaje godności człowieka wynikającej z tego, że jest on stworzony na obraz Boży. Gdy Bóg jest usunięty z centrum życia publicznego i instytucjonalnego, człowiek staje się przedmiotem — przedmiotem państwa, przedmiotem systemu, przedmiotem „zdrowia publicznego”.

Relacje czytelników „Tygodnika Powszechnego” są bolesnym świadectwem tego, co Pius XI napisał w Quas Primas: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”. Rabczańskie sanatoria, w których dzieci były bite, upokarzane i traktowane jak przedmioty, są owocem tego usunięcia.

Brak wymiaru duchowego w relacjonowaniu traumy

Należy z całą mocą podkreślić: relacje czytelników są wzruszające i zasługują na szacunek. Każda z tych osób przeżyła coś, co nie powinno się wydarzyć żadnemu dziecku. Ich świadectwo jest ważne i potrzebne.

Jednakże analiza przekazu medialnego ujawnia głębszą tragedię: artykuł, który o nich informuje, nie zadaje sobie trudu, by tę ludzką krzywdę osadzić w kontekście nadprzyrodzonym. Mówi się o „traumie”, o „psychice”, o „poczuciu osamotnienia” — ale ani razu nie pojawia się postać Chrystusa, Tego, który sam był dzieckiem, który sam był bezbronnym, który sam wycierpiał przemoc. Nie ma mowy o sakramencie pokuty, który mógłby przynieść ukojenie tym, którzy wyrządzili krzywdę. Nie ma mowy o Mszy Świętej, która mogłaby być ofiarowana za zdrowie duszowe ofiar i sprawców.

To nie jest wina samych ofiar, które działają w dobrej wierze, ani psycholożki Sabini Sadek, która mówi o traumie medycznej. To jest wina systemu medialnego, który jest częścią szerszej kultury, która przemilcza o Bogu. Artykuł w „Tygodniku Powszechnym” — periodyku, który powinien być katolicki — jest tego jaskrawym dowodem: zamiast pokazać, jak ludzką krzywdę można przemienić w akt nadprzyrodzonej cnoty i skierować ku Chrystusowi Królowi, pozostawia ją w sferze czysto psychologicznej.

Prawdziwe ukojenie tylko w Chrystusie i Jego Kościele

Czytelnik artykułu, poszukujący prawdziwego ukojenia dla tych, którzy przeżyli traumę rabczańskich sanatoriów, musi zostać wyprowadzony z błędu. Nie ma prawdziwego uzdrowienia poza Chrystusem i Jego Kościołem. Rany zadane dziecku, który przez trzy miesiące nie chciał wychodzić z domu, bo bał się, że znowu zostanie wysłany do Rabki — te rany leczy się nie psychologicznym wsparciem, ale Krwią Chrystusa, udzielaną w sakramencie pokuty.

Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863) nauczał: „Eternal salvation cannot be obtained by those who oppose the authority and statements of the same Church and are stubbornly separated from the unity of the Church and also from the successor of Peter, the Roman Pontiff”. Ci, którzy wyrządzili krzywdę dzieciom w rabczańskich sanatoriach, potrzebują nie tylko ludzkiego wybaczenia, ale przede wszystkim odpuszczenia grzechów, które może udzielić tylko prawdziwy kapłan, działający w imię Chrystusa.

A ofiary — ci, którzy do dziś trzęsą się, pisząc o swoich doświadczeniach — potrzebują nie tylko terapeuty, ale kapłana, który wysłucha ich spowiedzi, udzieli im odpuszczenia i ofiaruje za nich Mszę Świętą, w której cierpienie Chrystusa na Krzyżu staje się źródłem uzdrowienia dla każdej rany — także rany zadanej przez pielęgniarkę Barbie siedmioletniemu chłopcu.

Krytyczne pytanie do redakcji „Tygodnika Powszechnego”

Czy redakcja „Tygodnika Powszechnego”, relacjonując traumy dzieci z rabczańskich sanatoriów, celowo przemilcza o konieczności powrotu do sakramentów w prawdziwym Kościele? Czy to wynik nieświadomości, czy też celowego dążenia do redukcji katolicyzmu do moralnego humanitaryzmu?

W świetle encykliki Pascendi Dominici gregis Piusa X, która potępia redukcję wiary do uczucia, każde takie przemilczenie jest formą apostazji. Artykuł nie służy zbawieniu dusz, lecz utrwalaniu ofiar w naturalistycznej iluzji, że ludzka obecność i psychologiczne wsparcie mogą zastąpić łaskę sakramentalną. To jest właśnie duchowe bankructwo, o którym pisał Pius XI w Quas Primas — gdy Chrystus jest usunięty z życia publicznego i prywatnego, ginąć muszą narody i jednostki.

Prawdziwy Kościół katolicki trwa tam, gdzie sprawowana jest ważna Msza Święta, gdzie udzielane są ważne sakramenty, gdzie naucza się niezmienną doktrynę, a Chrystus Król panuje niepodzielnie. To tam, a nie w psychologicznych poradnikach, dusza znajduje prawdziwe ukojenie. To tam rany zadane przez grzech — własny i cudzy — są obmywane w sakramencie pokuty. To tam, w Najświętszej Ofierze, łączy się własne cierpienie z Ofiarą Chrystusa na Krzyżu, nadając mu zbawczą moc.


Za artykułem:
„Trauma-Zdrój”: głosy czytelników
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 16.06.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.