Podczas szczytu G7 w Evian-sur-Bains prezydent Donald Trump został zapytany o wojnę w Ukrainie i swoją ocenę roli Władimira Putina w tym konflikcie. W odpowiedzi na pytanie dziennikarza, czy uważa Putina za „bardziej odpowiedzialnego za wojnę”, Trump odmówił jednoznacznej deklaracji, argumentując, że „nie chce tego komentować, bo próbuję to zakończyć i to tego nie ułatwia”. Prezydent podkreślił jednocześnie, że prowadził „bardzo dobre” rozmowy zarówno z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim, jak i z Putinem, dodając zaskakującą konstatację: „Zakończyłem osiem wojen i szczerze mówiąc, myślałem, że ta będzie jedną z łatwiejszych, ale oni nie przepadają za sobą zbytnio i to znacznie utrudnia sprawę.” Trump zadeklarował też, że „przygląda się” możliwości przywrócenia sankcji na rosyjską ropę naftowej, sugerując, że dalsze kroki będą zależeć od dynamiki cen surowca, które – jak zauważyły – spadły do poziomu 74-75 dolary za baryłkę.
Dyplomatyczna wstrzemięźliwość wobec agresora
Prezydent Trump, pytany wprost o odpowiedzialność Putina za wojnę w Ukrainie, wybrał ścieżkę dyplomatycznej wstrzemięźliwości, odmówiając jednoznacznej odpowiedzi. Jego argumentacja – że komentowanie odpowiedzialności „nie ułatwia” zakończenia konfliktu – jest typowym przykładem pragmatycznego podejścia do polityki międzynarodowej, w którym moralna ocena ustępuje miejsca kalkulacji strategicznej. Trump podkreślił, że zakończył osiem wojen, co stanowi jego wielki sukces polityczny, jednocześnie przyznając, że konflikt ukraiński jest trudniejszy niż przewidywał, ponieważ strony „nie przepadają za sobą zbytnio”. To zdanie, choć pozornie banalne, ujawnia głębszą prawdę: wojna na Ukrainie nie jest zwykłym sporem terytorialnym, lecz konfliktem o charakterze cywilizacyjnym, w którym chodzi o przyszłość Europy Wschodniej i porządek międzynarodowy oparty na prawie silniejszego.
Brak moralnego kompasu w polityce międzynarodowej
Z perspektywy katolickiej nauki społecznej, która od wieków formułuje zasady wojny sprawiedliwej (bellum iustum), odmowa jednoznacznej oceny agresji stanowi poważne zaprzeczenie prawu naturalnemu. Św. Tomasz z Akwinu w Summa Theologiae (II-II, q. 40) wskazywał trzy warunki wojny sprawiedliwej: władza suwerenna, sprawiedliwa przyczyna i słuszny zamiar. Agresja Rosji na Ukrainę, rozpoczęta w 2014 roku aneksją Krymu i eskalowana w pełnoskalową inwazję w 2022 roku, spełnia wszystkie kryteria niesprawiedliwości: jest to atak suwerennego państwa, bez uzasadnionej przyczyny, motywowany imperialnymi ambicjami. Papież Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) podkreślał, że Chrystus Król panuje nad wszystkimi narodami i że „nie masz w żadnym innym zbawienia” (Acts 4,12). Oznacza to, że polityka międzynarodowa nie może być pozbawiona wymiaru moralnego – sprawiedliwość i prawda są fundamentami trwałego pokoju.
Ekonomiczne instrumenty presji a moralna odpowiedzialność
Trump wspomniał o możliwości przywrócenia sankcji na rosyjską ropę naftową, sugerując, że decyzja będzie zależeła od cen surowca. To podejście, choć skuteczne ekonomicznie, ujawnia instrumentalne traktowanie narodów i ich losów. Zamiast mówić wprost o odpowiedzialności Putina za śmierć tysięcy niewinnych ludzi, niszczenie miast i wysiedlanie ludności cywilnej, prezydent skupia się na dynamice cen ropy. Taka retoryka, choć politycznie funkcjonalna, jest moralnie niewystarczająca. Kościół katolicki naucza, że pokój nie jest tylko brakiem wojny, lecz „porządkiem zaprowadzonym przez sprawiedliwość” (Saint Augustine, De Civitate Dei, XIX, 13). Bez uznania sprawiedliwości i odpowiedzialności za zło, trwały pokój jest niemożliwy.
Tradycja katolicka o wojnie i pokoju
Historia Kościoła katolickiego wskazuje, że papieże i teologowie nie bali się mówić wprost o agresji i odpowiedzialności. Papież Pius XII, w czasie II wojny światowej, potępił agresję nazistowską i sowiecką, nawet jeśli to mogło komplikować dyplomację. Św. Augustyn, formułując doktrynę wojny sprawiedliwej, podkreślał, że wojna możliwa jest tylko jako odpowiedź na krzywdę, a nie jako światło pokojowe. W kontekście wojny w Ukrainie, milczenie na temat odpowiedzialności Putina jest nie tylko błędem politycznym, ale i moralnym. Jak pisał św. Paweł: „Nie bójcie się tego, co możecie zrobić, ale bójcie się tego, czego nie robicie” (por. Rz 13,4).
Polska perspektywa i bezpieczeństwo
Dla Polski, która graniczy z Ukrainą i jest bezpośrednio zagrożona rosyjską agresją, słowa Trumpa mają szczególne znaczenie. Polska, jako kraj katolicki, od wieków walczyła o wolność i suwerenność, pamiętając o zaborach, komunizmie i ofiarach wojen. Wojna w Ukrainie nie jest daleką konfliktem – to walka o przyszłość Europy, o której zależy bezpieczeństwo Polski. Odmowa jednoznacznej oceny agresji Putina przez przywódcę najpotężniejszego państwa świata jest sygnałem, że Polska musi liczyć przede wszystkim z własną siłą i sojusznikami, którzy rozumieją zagrożenie. Jak mawiał Jan Paweł II: „Nie bójcie się!” – ale jednocześnie trzeba mądrze oceniać sytuację i nie ufać obietnicom, które nie są poparte konkretnymi działaniami.
Podsumowanie
Wypowiedź Trumpa podczas szczytu G7 w Evian-sur-Bains jest przykładem współczesnej polityki, w której moralność ustępuje miejsca pragmatyzmowi. Odmowa jednoznacznej oceny odpowiedzialności Putina za wojnę w Ukrainie, choć może być uzasadniona dyplomatycznie, jest sprzeczna z katolicką nauką społeczną i prawem naturalnym. Kościół katolicki od wieków naucza, że pokój opiera się na sprawiedliwości, a nie na kompromisie ze złem. Wojna w Ukrainie to nie tylko konflikt geopolityczny, lecz walka o wartości chrześcijańskie, o które zależy przyszłość Europy. Polska, jako kraj o głębokich korzeniach katolickich, musi pamiętać o tej prawdzie i wspierać Ukrainę w jej walce o wolność i suwerenność.
Za artykułem:
Czy Putin odpowiada za wojnę? Trump odmówił jednoznacznej odpowiedzi (gosc.pl)
Data artykułu: 17.06.2026


