Portal „Tygodnik Powszechny” (23 czerwca 2026) prezentuje wystawę Joanny Karpowicz „Non oggi” (pol. „Nie dziś”) – cykl obrazów, w których towarzyszy jej Anubis, bóstwo o głowie szakala z mitologii starożytnego Egiptu, przeniesione do współczesnej rzeczywistości. Artystka mówi o „małych rzeczach” jako źródle sensu, o „nostalgii jako narzędziu do otwierania puszki z lękiem” i o malarstwie, które ma „napędzać myśli i emocje w taki sposób, żeby widz nie chciał odejść z tego świata”. To jest estetyka, która zastępuje nadzieją to, co nadzieją nie jest – i właśnie w tym tkwi jej bankructwo.
Egipski przewodnik w świecie bez Boga
Joanna Karpowicz przenosi Anubisa – bóstwo zmarłych, strażnika zaświatów, boga, którego celem było ważenie serca umarłych przeciw pióru Maat – do naszego świata. Nie robi tego jednak po to, by mówić o zmartwychwstaniu, o odkupieniu, o życiu wiecznym. Wręcz przeciwnie: jej Anubis jest towarzyszem w „podróży”, której celem jest… zaakceptowanie śmierci jako nieuniknionego końca. „Śmierć przyjdzie po mnie, ale jeszcze nie dziś” – mówi artystka. To zdanie, które w ustach chrześcijanina wyrażałoby nadzieję w zmartwychwstanie i życie wieczne, w ustach Karpowicz staje się czczym stwierdzeniem faktu biologicznego. Anubis nie prowadzi do zaświatów, w których czeka nagroda – on po prostu „jest”, towarzyszy, „przechadza się po znanej nam rzeczywistości”. To jest przewodnik dusz, który nie wie, dokąd prowadzi, bo nie ma dokąd.
W starożytnym Egipcie Anubis był bogiem pogrzebów, ale w kontekście całej mitologii egipskiej istniała nadzieja w życie pozagrobowe – Ozzyrys, krainy umarłych, sąd ostateczny. Joanna Karpowicz zachowuje formę (głowa szakala, rola przewodnika), ale odrzuca treść. Zostaje egipska powłoka bez egipskiej nadziei. To jest dokładnie tym, co Pius XI nazwał w encyklice Quas Primas (1925) – światem, który „usunął Jezusa Chrystusa i Jego najświętsze prawo ze swych obyczajów, z życia prywatnego, rodzinnego i publicznego”. Karpowicz nie usuwa Boga wprost – ona po prostu działa tak, jakby Go nie było, a jej Anubis jest świadectwem tej próżni.
„Nie dziś” – odwrócenie uwagi od prawdziwego zagrożenia
Hasło wystawy – „Non oggi”, „Nie dziś” – jest przedstawiane jako „prywatny wyraz niezgody na rozpacz powodowaną przemijaniem”. Artystka mówi: „Czasami wystarczy odrobina światła, by poczuć w sobie sprzeciw wobec zwątpienia i beznadziei”. Ale jakie to światło? Skąd ono pochodzi? W artykule nie ma ani jednego słowa o Chrystusie, o zmartwychwstaniu, o łasce, o sakramencie. „Światło” Karpowicz to światło naturalne – „włoskie światło, dzienne i nocne” – oraz światło, które rzekomo pochodzi z „małych rzecz”: zapachu, smaku, muzyki, literatury, sportu, „potężnej natury”. To jest dokładnie to, co św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) demaskował jako modernistyczną redukcję wiary do subiektywnego przeżycia. „Nie dziś” Karpowicz to nie jest chrześcijańskie „jeszcze nie” – oczekiwanie na świt nowego poranka, w którym „Śmierć jest pożarta na wieki” (Iz 25,8). To jest naturalistyczne „jeszcze nie” – odroczenie nieuniknionego, bez nadziei, co to odroczenie przyniesie.
Encyklika Quanto Conficiamur Moerore Błogosławionego Piusa IX (1863) przypomina, że „odmawiać Kościołowi władzy nauczania ludzi, wydawania praw, rządzenia narodami, którą to władzę otrzymał Kościół od Chrystusa Pana” jest źródłem wszelkiego zła. Joanna Karpowicz nie odrzuca Kościoła wprost – ona po prostu działa w przestrzeni, w której Kościół nie istnieje, a jedynym autorytetem jest własne przeżycie, własne emocje, własne „małe rzeczy”. To jest duchowy indywidualizm, który Pius XI w Quas Primas uznał za przyczynę zagłady narodów.
Nostalgia zamiast nadziei – estetyka bez odkupienia
Karpowicz mówi o „nostalgii jako narzędziu do otwierania puszki z lękiem”. To jest wyznanie wiary w to, że lęk przed śmiercią można „otworzyć” i „zastąpić go innymi emocjami”. Ale jakimi? „Wspólnymi doświadczeniami” – czyli tym, co naturalne, co ludzkie, co doczesne. Nie ma tu mowy o tym, co nadprzyrodzone, co zbawcze, co odkupieńcze. Św. Paweł w Liście do Rzymian mówi: „Czyż nie wiecie, że my wszyscy, którzy zostaliśmy ochrzczeni w Chrystusie Jezusa, w Jego śmierć zostaliśmy ochrzczeni? Pogrzebowiśmy z Nim przez chrzest w śmierć, aby jak Chrystus zmartwychwstał z martwych przez chwałę Ojca, tak i my w nowości życia chodzić powinniśmy” (Rz 6,3-4). To jest odpowiedź na lęk przed śmiercią – nie nostalgia, nie „małe rzeczy”, ale zmartwychwstanie Chrystusa, które daje naszemu zmartwychwstaniu moc i sens. Joanna Karpowicz nie zna tej odpowiedzi – albo, co gorsza, ją odrzuca, zastępując ją estetyką.
W artykule nie ma ani jednego słowa o tym, że śmierć jest skutkiem grzechu (Rz 6,23), a życie wieczne jest darem Bożym (Rz 6,23). Zamiast tego mowa o „przemijaniu” jako czymś naturalnym, co trzeba „przyjąć” – ale przyjęcie bez nadziei to nie jest chrześcijańskie przyjęcie, to jest stoicyzm, to jest egipski pogrzeb bez Ozyrysa.
Redukcja sztuki do terapii egzystencjalnej
Karpowicz formułuje „mało popularną opinię: twórczość, która budzi w odbiorcach nadzieję, jest potrzebna”. Ale jaką nadzieję? „Interesują mnie te momenty, w których czujemy się szczęśliwi mimo nieuniknionej śmierci”. To jest nadzieja, która nie przekracza granic doczesności – nadzieja w to, że „jeszcze nie dziś” umrzemy, że „jeszcze dziś” możemy poczuć się szczęśliwi. To nie jest nadzieja chrześcijańska, która mówi: „Błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który według wielkiego swego miłosierdzia odrodził nas przez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa z martwych do nadziei żywiej” (1 P 1,3). To jest nadzieja, która kończy się wraz z ostatnim łykiem tchu.
Pius XI w Quas Primas stwierdził, że „Królestwo Chrystusowe jest przede wszystkim duchowe i odnosi się głównie do rzeczy duchowych”. Joanna Karpowicz odrzuca to królestwo, zastępując je królestwem „małych rzecz” – zapachu, smaku, muzyki, natury. To jest dokładnie to, co Pius XI nazwał „zeświecczeniem czasów” – redukcją religii do naturalnego odruchu, do subiektywnego przeżycia, do estetyki zamiast teologii.
Festiwal Conrada – kultura bez Króla
Wystawę „Non oggi” patronuje Festiwal Conrada, którego dewiza brzmi: „Szukajmy u źródła”. Jakiego źródła? W artykule o Festiwalu Conrada nie ma ani jednego słowa o Chrystusie, o Kościele, o wierze. „Źródło” to „bunt”, „nieposłuszność”, „eksploracja” – ale bunt przeciwko czemu? Nieposłuszność wobec czego? Eksploracja czego? To są pytania, które zawisają w próżni, bo nie ma odpowiedzi, która przekraczałaby naturalistyczny horyzont. „Źródło” bez Boga to studnia bez wody – można do niej schodzić, ale nie ma z czego się napić.
Festiwal Conrada, prezentując wystawę Karpowicz, uczestniczy w tym, co Pius XI w Quas Primas nazwał „odmawianiem Chrystusowi prawa królowania” – nie przez jawne odrzucenie, ale przez milczenie, przez pominięcie, przez redukcję kultury do estetyki, a estetyki do terapii egzystencjalnej.
Prawdziwy przewodnik dusz
Czytelnik artykułu z „Tygodnika Powszechnego”, szukający prawdziwej nadziei, musi zostać wyprowadzony z błędu. Nie ma prawdziwego przewodnika dusz poza Chrystusem, który powiedział: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak przeze Mnie” (J 14,6). Anubis Karpowicz jest fałszywym przewodnikiem – nie dlatego, że jest egipskim, ale dlatego, że nie prowadzi do Źródła Życia. Prawdziwy przewodnik dusz to nie bóg z głową szakala, lecz Ten, który „śmierć podjął i zniósł, aż do końca poddał jej się śmierci Syn Boży” (por. Hbr 2,14).
Prawdziwe „nie dziś” to nie jest odroczenie śmierci – to jest zmartwychwstanie. To jest chrzest, w którym „stary człowiek” umiera, a rodzi się nowy w Chrystusie. To jest Eucharystia, w której „jedząc Ciało i pijąc Krew Pana, śmierć niesiemy w sobie” (św. Ignacy Antiocheński). To jest sakrament pokuty, w którym rany duszy są obmywane łaską, a nie „małymi rzeczami”. Joanna Karpowicz nie zna tego – i jej sztuka jest tego smutnym świadectwem. Nie z winy artystki, która działa w dobrej wierze, ale z winy świata, w którym prawdziwy Przewodnik dusz został zastąpiony egipskim bogiem bez Ozyrysa, nadziei bez zmartwychwstania, „źródłem” bez Boga.
Podsumowanie – światło, które nie oświetla
Wystawa „Non oggi” Joanny Karpowicz jest estetycznie interesująca, ale duchowo jałowa. To jest sztuka, która „napędza myśli i emocje”, ale nie prowadzi do Prawdy. To jest „przewodnik dusz”, który nie wie, dokąd prowadzi. To jest „źródło”, z którego nie można się napić. W świetle encykliki Quas Primas Piusa XI, który przypomina, że „Chrystus króluje nie tylko w umysłach, ale i w sercach, i w ciałach, które stają się zbroją sprawiedliwości Bogu” (Rz 6,13), wystawa ta jest świadectwem świata, który odrzucił to panowanie – nie przez bunt, ale przez milczenie. I to milczenie jest najgłośniejszym oskarżeniem.
Za artykułem:
Anubis w malarstwie Joanny Karpowicz: jeszcze nie dziś (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 23.06.2026


