Cyfrowa amnezja i powrót do analogowej rzeczywistości

Podziel się tym:

Portal „Tygodnik Powszechny” publikuje felieton Olgi Drendy, który na podstawie wywiadów z użytkownikami smartfonów analizuje zjawisko tzw. cyfrowej amnezji. Autorka opisuje, jak nadmierne poleganie na technologii prowadzi do atrofii umiejętności poznawych i codziennego wyręczania, a zarazem wskazuje na korzyści płynące z powrotu do analogowych rozwiązań. Artykuł ma charakter reportażowo‑refleksyjny, bez wyraźnego kontekstu religijnego, jednak zawiera wątki istotne z perspektywy integralnej antropologii katolickiej: kwestię odpowiedzialności za własne lenistwo, pokusy fałszywej wygody oraz potrzebę autentycznego kontaktu z rzeczywistością.


Redukcja człowieka do biernego odbiorcy

Drenda z jednej strony diagnozuje realne zagrożenia: spadek pamięci, frustrację z powodu „rdzewienia” wiedzy oraz nieumiejętność samodzielnego myślenia u młodszych generacji. Z drugiej strony jednak cały artykuł przesiąknięty jest naturalistycznym optymizmem, który redukuje człowieka do psychofizycznego zespołu. Nie ma w nim najmniejszej refleksji nad tym, że odciążenie poznawcze może być formą lenistwa umysłowego, a brak ćwiczenia pamięci – niedbalstwem o duszę. Podobnie jak w encyklice Quas Primas Pius XI ostrzegał przed wyświecczeniem społeczeństwa, tak i tutaj wyłania się obraz człowieka, który dobrowolnie oddaje swoją sprawczość urządzeniom, stając się „przemęczonym na śmierć”. Autorka ogranicza się do opisu zjawisk, nie sięgając po teologiczną prawdę o człowieku stworzonym na obraz Boga, który powinien panować nad rzeczami, a nie być ich zbiornikiem.

Technologia jako kusząca umowa

Jedna z bohaterkiego artykułu, Michał, uświadamia sobie, że podpisał „kuszącą umowę na wyręczanie” w zamian za samodzielność. To doskonały obraz grzechu pierworodnego w wersji cyfrowej: wygoda podana w zamian za sprawczość. Tymczasem Drenda nie wyciąga z tego duchowych wniosków. Brak wskazania, że prawdziwa wolność wymaga ascezy i ograniczenia zachcianek, a nadmierne poleganie na technologii może być przejawem kultu własnego „ja”. Zamiast tego proponuje „higienę cyfrową” – termin obcy katolickiej tradycji, który zastępuje powołanie do cnoty umiarkowania i pokory. Podobnie w opisie podróży Bartka Szabata brak jest refleksji, że kontakt z naturą i papierową mapą może być okazją do wychwalania dzieła Stwórcy, a nie tylko „przygodą z elementem kontrolowanego ryzyka”.

Brak odniesienia do transcendencji

Artykuł wielokrotnie wspomina o „naturalnych emocjach” i „aspekcie uzdrowiskowym” podróży bez telefonu, ale całkowicie pomija wymiar nadprzyrodzony. Dla chrześcijina odpoczynek od urządzeń to także przestrzeń do modlitwy, ciszy i spotkania z Bogiem. Tymczasem Drenda pisze o „filmie drogi” i „naturalnych emocjach”, jakbyśmy byli jedynie biologicznymi maszynami do przeżywania. „Widziałeś sobie wszystko z głowy i włożyłeś w tablet, w komputer, w chmurę, w cokolokolwiek (…) Co się stanie, jak pamięć zewnętrzna się zepsuje?” – cytuje powieść Żulczyka. To pytanie o utratę danych, nie zaś o utratę wiecznej pamięci o duszy. Z perspektywy katolickiej pytanie powinno brzmieć: co się stanie, gdy zamiast kształtować charakter przez trud i tarcie, oddamy się bezwiednemu przepływowi bodźców?

Fałszywi tradycjonalizczy i pozorne rozwiązania

W artykule pojawia się postać Antoniego Przesławskiego, który „nieustannie przeplata w swoim życiu wymiar online i offline”. To wzór tzw. „tradycyjnego katolika” w wersji posoborowej: zachowanie zewnętrznych form (aparat, winyle) bez duchowej głębi. Podobnie Bartek Szabat, kupujący kajecik i jeżdżący bez GPS, jest przedstawiony jako bohater „decyfryzacji”, ale jego motywacje są czysto psychologiczne i estetyczne. Nie ma w nich pokory wobec Boga, nie ma ascezy, nie ma ofiary. To jest cyfrowy tradycjonalizm – udawanie, że jesteśmy głębokim, podczas gdy pozostajemy na powierzchni. Z perspektywy sedewakantystycznej takie postawy są formą hipokryzji, która zastępuje prawdziwą odnowę duchową powrotem do przedtechnicznych gadżetów.

Konsekwencje dla duchowości

Artykuł nie wspomina o tym, że nadmierne poleganie na smartfonach może być przeszkodą w życiu modlitewnym, że ciągłe bodźce wizualne przytłaczają duszę, a brak ciszy uniemożliwia słuchanie Bożego głosu. Zamiast tego czytelnik dostaje listę technik: spacer bez GPS, kajecik zamiast iPhone’a, podróż z papierową mapą. To są środki doraźne, które nie leczą przyczyny. Prawdziwa „higiena cyfrowa” wymaga przede wszystkim nawyku modlitwy, czytania Pisma Świętego i sakramentalnego życia. Inaczej powrót do analogii stanie się tylko kolejną modą, kolejnym sposobem na „zawracanie kijem Wisły”, który nie zmienia serca.

Podsumowanie

Felieton Olgi Drendy jest typowym produktem liberalno‑humanistycznej publicystyki, która diagnozyje chorobę, ale nie znajduje dla niej lekarstwa w nadprzyrodzonym źródle. Zamiast wezwania do cnoty, pokory i ograniczenia, proponuje techniki samopomocy i „dobre życie” w ramach naturalistycznej antropologii. Dla chrześcijina oznacza to jedynie kolejną porcję informacji, która bez odniesienia do Chrystusa Króla pozostaje martwą literą. Tylko w Królestwie Chrystusowym człowiek odzyskuje pełnię sprawczości i prawdziwą wolność od niewoli urządzeń.


Za artykułem:
Jak ze starych technologii i bycia offline uczynić życiowy luksus
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 23.06.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.