Artykuł z „Tygodnika Powszechnego” (24 czerwca 2026) opowiada o 70-leciu Wydawnictwa Poznańskiego, przedstawiając jego historię jako sukcesywnej adaptacji do rynkowych realiów – od państwowego monopolu, przez upadek po 1989 roku, po współczesny model „cross-subsidization”, w którym literatura popularna (np. Remigiusz Mróz) finansuje niszową eseistykę i noblistów. Autorka Agnieszka Budnik podkreśla, że dziś wydawnictwo musiało pożegnać się z „patetycznym podejściem do literatury”, a nowe hasło „Dobrze, że czytasz” zastąpiło dawne „Z miłości do literatury”, co ma być gestem demokratycznej interwencji. Wydawnictwo zostało przedstawione jako organizm „bezwstydnie nowoczesny”, który nie boi się rynkowego „ubrudzenia” i gdzie literatura popularna oraz awangardowa mogą koegzystować pod jednym dachem, by przetrwać w erze Netflixa i TikToka.
Streszczenie faktograficzne – co mówi artykuł
Artykuł w przedstawionej formie to typowa kronika jubileuszowa, skonstruowana wokół kilku wybranych momentów: powojenna willa Landsberga, „Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich”, naukowe bastiony (Poznańska Biblioteka Niemiecka), upadek państwowego przedsiębiorstwa w 1992 roku (czystodruki wyrzucane na przyczepę traktorową), prywatyzacja przez Wojciecha Pawłowskiego w 2012 roku, rebranding i zmiana hasła, a wreszcie współczesny model „cross-subsidization”. Autorka nie kwestionuje faktów historycznych, ale interpretuje je wyłącznie w kategoriach zarządzania, strategii rynkowej i adaptacji. Całość utrzymana jest w tonie neutralnym, lekko apologetycznym, z wyraźnym zastrzeżeniem, że „nie chodzi o zdradę ideałów”, lecz o „świadome zarządzanie zasobami”.
Poziom językowy – naturalistyczny słownik zarządzania kulturą
Analiza językowa artykułu ujawnia całkowite zdominowanie tekstu przez słownik korporacyjny i rynkowy. Mówi się o „modelu biznesowym”, „strategii adaptacyjnej”, „cross-subsidization”, „imprintach”, „brandach”, „podbijaniu rynku” i „konkurencji z Netflixem”. Ten język nie jest przypadkowy – jest narzędziem pozbawienia kultury jej wymiaru nadprzyrodzonego i ucieleśnienia jej w kategoriach czysto materialnych. Kultura zostaje zredukowana do „kapitału symbolicznego”, a wydawnictwo do „organizmu działającego w warunkach rynkowych”. Taka terminologia, nawet jeśli ma być „realistyczna”, jest w istocie akceptacją liberalnej utopii, w której wszystko ma cenę, a rynek jest ostatecznym arbitrem wartości. Z perspektywy katolickiej, która widzi w kulturze służbę prawdzie i pięknu, ten język jest formą servitus mentis – niewoli umysłu, który przestał widzieć poza materią.
Poziom teologiczny – milczenie o prawdzie i celu kultury
Artykuł nie wspomina ani słowem o tym, że kultura, w tym literatura, ma służyć prawdzie i prowadzić człowieka do Boga. Zamiast tego przyjmuje się milcząco, że celem wydawnictwa jest przetrwanie w rynku, a najwyższą wartością jest „utrzymanie nawyku czytania” – byle w jakiejkolwiek formie. Taka wizja jest duchową pustką, która zastępuje prawdziwy cel kultury – przybliżanie człowieka do Prawdy – celami statystycznymi i komercyjnymi. Zgodnie z nauczaniem Piusa XI w Quas Primas, Chrystus Król powinien panować we wszystkich dziedzinach życia, w tym w kulturze. W artykułu o tym królestwie nie ma mowy. Zamiast tego proponuje się „pragmatyczny układ”, w którym „Mróz zarabia na Gurnah”, a „awangardowa” i „popularna” literatura „nie muszą się na siebie obrażać”. To jest właśnie realizacja programu modernistycznego, który Pius X w Pascendi Dominici gregis potępił jako redukcję wiary i kultury do subiektywnego przeżycia i użyteczności społecznej. Artykuł nie jest heretyczny wprost – jest po prostu naturalistyczny, co w kontekście katolickim jest równoznaczne z milczeniem o Bogu.
Poziom symptomatyczny – owoc systemowej apostazji
Przedstawiony artykuł jest typowym produktem mentalności posoborowej, która nauczyła się mówić o kulturze bez odniesienia do transcendentnej. To nie jest błąd jednej dziennikarki – jest to systemowa cecha całej maszyny kulturowej, która od 1958 roku została oddana w ręce technokratów i menedżerów. Wydawnictwo Poznańskie, przechodząc od państwowego monopolu do prywatnego holdingu, odzwierciedla ogólny trend: zamiast służyć prawdzie, służy rynkowi. Zamiast kształtować charakter, dostarcza produkt. Zamiast szukać piękna, szuka zysku. To jest właśnie „duchowa pustka”, o której pisał Pius XI – gdy Chrystus zostaje usunięty z życia publicznego, giną nie tylko jednostki, ale i całe instytucje kultury. Artykuł, przedstawiając tę degradację jako „strategię przetrwania”, jest świadectwem apostazji, która nie jest już tylko religijną, ale i kulturową.
Redukcja misji kultury do rynkowej przetrwałości
Artykuł wprost stwierdza, że w nowoczesnych realiach „konkurencją dla książki nie jest inny wydawca, ale Netflix, podkasty i TikTok”. To zdanie jest całkowicie wiarygodne w opisie zjawiska, ale jednocześnie ujawnia całą słabość liberalnego podejścia do kultury. Zamiast podnosić poprzeczkę i przypominać, że literatura ma formować duszę, artykuł akceptuje, że książka jest tylko jedną z wielu „form spędzania wolnego czasu”. Taka wizja jest nie tylko niska, ale i sprzeczna z katolickim rozumieniem kultury jako służby prawdzie i pięknu. Zamiast walczyć o to, by książka była książką – czyli nośnikiem sensu i prawdy – artykuł proponuje, by była „produktem”, który musi konkurować z rozrywką. To jest właśnie realizacja proroctwa Piusa X, który w Lamentabili sane exitu potępił błąd, że „Kościół bardzo powoli przyzwyczaił się do pojęcia chrześcijanina-grzesznika” (propozycja 46). Zamiast ratować grzesznika, artykuł radzi wydawnictwu, by ratowało się samemu – kosztem misji.
„Dobrze, że czytasz” – hasło puste i protekcjonalne
Zmiana hasła z „Z miłości do literatury” na „Dobrze, że czytasz” jest przedstawiana jako „gest demokratycznej interwencji” i „przesunięcie środka ciężkości” na czytelnika. W rzeczywistości jest to hasło dwuznaczne i puste. Z jednej strony wydaje się docierać do czytelnika, z drugiej – jest to frazes, który nie zobowiązuje do niczego. „Dobrze, że czytasz” – ale co? Romany Remigiusza Mróza? Książki „postkolonialne, feministyczne i queerowe”? A może klasykę, która uczy prawdy o człowieku? Hasło jest tak puste, że może obejmować wszystko, a więc nic. Zamiast wskazywać czytelnikowi, co jest wartościowe, artykuł pozostawia go samemu sobie – w świecie, gdzie wartości są relatywne, a rynek decyduje, co jest „dobre”. To jest właśnie realizacja programu modernistycznego, który Pius X w Pascendi Dominici gregis opisał jako redukcję wiary do uczucia i subiektywnego przeżycia. Hasło „Dobrze, że czytasz” nie prowadzi do Chrystusa – prowadzi do kolejnej transakcji.
Koegzystencja literatury popularnej i awangardowej – fałszywy pluralizm
Artykuł chwali się tym, że Wydawnictwo Poznańskie „nie udawało, że te dwa światy się nie znają”, lecz czyni z tej koegzystencji „swój fundament”. W praktyce jest to klasyczny model liberalnego pluralizmu, w którym wszystko jest dozwolone, byle przynosiło zyski. Zamiast wybierać między literaturą, która formuje, a tą, która deprawuje, artykuł proponuje, by publikować obie – i to pod jednym dachem, by „przetrwać”. Taka wizja jest sprzeczna z katolickim rozumieniem kultury jako służby prawdzie. Zamiast szukać piękna i prawdy, artykuł proponuje szukać równowagi między „gatunkowymi podziałami” a „niszową eseistyką”. To jest właśnie realizacja programu modernistycznego, który Pius XI w Quas Primas potępił jako odrzucenie panowania Chrystusa w życiu publicznym. Artykuł nie jest heretyczny wprost – jest po prostu pragmatyczny, co w kontekście katolickim jest równoznaczne z odrzuceniem prawdy.
Milczenie o cenzurze i polityce – przemilczenie historyczne
Artykuł wspomina, że w PRL-u „o tym, co i jak można wydawać, decydowała nie tylko rynkowa potrzeba, ale zwłaszcza polityka”, a Edmund Makowski „zapłacił stanowiskiem za przeoczenie w książce Leszka Moczulskiego” jednego zdania o Polsce jako „bękartu traktatu wersalskiego”. To jest jedyny moment, w którym artykuł zbliża się do prawdy historycznej – ale tylko po to, by zrelatywizować ją w kontekście dzisiejszej „wolności”. Nie ma tu mowy o tym, że cenzura komunistyczna była złem, ale i o tym, że dzisiejsza „wolność” jest często tylko inną formą cenzury – rynkowej, ideologicznej, kulturowej. Artykuł nie zadaje pytania, czy Wydawnictwo Poznańskie dzisiaj publikuje książki, które są zgodne z prawdą katolicką, czy też tylko te, które są „postkolonialne, feministyczne i queerowe”. To przemilczenie jest symptomatyczne – artykuł nie chce ryzykować, by postawić pytanie o jakość tego, co wydaje. Wystarczy, że to „przynosi zysk”.
Brak fundamentu duchowego – kultura bez Boga
Cały artykuł jest pozbawiony jakiegokolwiek odniesienia do Boga, Kościoła, prawdy katolickiej, czy nawet tradycji chrześcijańskiej. Kultura jest traktowana jako zjawisko czysto ludzkie, które ma służyć „przetrwaniu” i „utrzymaniu nawyku czytania”. Taka wizja jest nie tylko niska, ale i sprzeczna z katolickim rozumieniem kultury jako służby prawdzie i pięknu. Zamiast budować na fundamencie Chrystusa, artykuł proponuje budować na fundamencie rynku. To jest właśnie realizacja proroctwa Piusa XI, który w Quas Primas stwierdził, że „gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”. Artykuł nie jest heretyczny wprost – jest po prostu naturalistyczny, co w kontekście katolickim jest równoznaczne z odrzuceniem Boga.
Podsumowanie – kultura w służbie rynku
Artykuł o 70-leciu Wydawnictwa Poznańskiego jest typowym przykładem liberalnej narracji o kulturze, w której wartości duchowe zostały zastąpione przez rynkowe, a misja – przez strategię. Zamiast służyć prawdzie, wydawnictwo ma służyć przetrwaniu. Zamiast kształtować dusze, ma dostarczać produkty. Zamiast szukać piękna, ma szukać zysku. Taka wizja jest nie tylko niska, ale i sprzeczna z katolickim rozumieniem kultury jako służby prawdzie i pięknu. Artykuł nie jest heretyczny wprost – jest po prostu naturalistyczny, co w kontekście katolickim jest równoznaczne z milczeniem o Bogu. Zamiast wskazywać drogę do Chrystusa, artykuł wskazuje drogę do rynku. To jest właśnie „strategia drakkaru” – ale drakkar ten płynie nie ku prawdzie, lecz ku zyskowi. I niech nikt nie udaje, że to jest przetrwanie. To jest duchowa śmierć, ubrana w piękne słowa o „demokratycznej interwencji” i „cross-subsidization”.
Za artykułem:
Strategia drakkaru. Siedem dekad Wydawnictwa Poznańskiego (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 24.06.2026





