Portal „Tygodnik Powszechny” informuje o premierze filmu dokumentalnego Michała Bielawskiego „Pasażer Andrzej Munk”, który ma trafić do kin 16 października. Artykuł Anity Piotrowskiej przedstawia reżysera „Zezowatego szczęścia”, „Eroiki” i niedokończonej „Pasażerki” jako twórcę ironii tragikomicznej, socjologa kina, człowieka pełnego tajemnic, z nieprzepracowanym wątkiem żydowskim i wojennym, tragicznie zmarłego w 1961 roku. Recenzja, oparta na archiwaliach, relacjach znajomych i kompozycjach jazzowych Krzysztofa Aleksandra Janczaka, chwali portret za bogactwo, jednocześnie przyznając, że jest on „niedopowiedziany”. To jest esencją tragedii kultury pozabogowej: bogactwo środków artystycznych służy opisaniu pustki wiecznej.
Faktografia bez prawdy o człowieku
Cytowany artykuł relacjonuje, że Munk był „naczelnym socjologiem polskiego kina, zafascynowanym relacją, jaka zachodzi między jednostką a grupą” i że „w jego filmach nie ma miejsca na prywatność”. To stwierdzenie, pochodzące z pióra Michała Oleszczyka, demaskuje fundamentalny błąd antropologii modernistycznej. Człowiek nie jest funkcją społecznej, ani elementem grupy, lecz osobą stworzoną na obraz i podobieństwo Boga („Faciamus hominem ad imaginem et similitudinem nostram” – Rdz 1,26), powołaną do życia w łasce santyfikującej i do wiecznego szczęścia. Redukcja biografii do analizy mechanizmów społecznych, jak to czyni kinematografia PRL-u, jest formą materialistycznego redukcjonizmu. Artykuł informuje o „wątku wojennym i żydowskim” jako o „nieprzepracowanym”, co w języku krytyki medialnej oznacza: pominięty w perspektywie zbawienia. Holocaust, który jest tłem „Pasażerki”, bez teologii grzechu, odkupienia i męki wiecznej staje się jedynie przedmiotem estetyzacji cierpienia lub psychologicznej gry. To nie jest sztuka katolicka, to jest sztuka bez Boga, a zatem – sztuka bez nadziei.
Język ironii jako ucieczka od sądu
Autorka recenzji chwali „munkowski pierwiastek ironiczny czy tragikomiczny, który rozbraja powagę”. Święty Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) ostrzegł, że nowoczesny duch, uciekając przed dogmatem, ucieka w ironię, w gry językowe, w estetyzację życia. Ironia Munka, opisana jako „dotykająca czegoś podskórnie bolesnego”, jest w rzeczywistości mechanizmem obronnym duszy, która nie chce stać twarzą w twarz z Prawdą. „Risus in stultitia” (śmiech w głupocie) – mówi Kohelet (Koh 7,6). Gdy recenzentka pisze, że Munk był „raz jako porządny urzędnik, to znów trefniś i balownik”, opisuje ona chaos tożsamości człowieka odciętego od Źródła Bycia. Brak spójności życia, „filmowy Zelig” zmieniający maski, to obraz duszy w stanie grzechu śmiertelnego, której nie ujednoliciła łaska. Język recenzji – „bogaty i zarazem niedopowiedziany”, „przemilczenia”, „tajemnice” – to słownik gnostycyzmu kulturalnego, w którym prawda jest nieuznawalna, a komunikacja zastępowana jest aluzjami.
Teologiczna próżna w sercu polskiej kinematografii
Artykuł w żadnym miejscu nie wspomina o sakramentach, o Mszy Świętej, o modlitwie, o stanie łaski, o sądzie particularnym, który spotkał Munka 20 września 1961 roku. To jest silentium pastoris (milczenie pasterza) w najgorszym wymiarze: milczenie mediów „katolickich” o sprawach najważniejszych. Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauka, że „Chrystus króluje w umyśle, woli i sercu” i że „nie ma innego imienia pod niebem, w którym mielibyśmy być zbawieni” (Dz 4,12). Kultura, która prezentuje artystę jako bohatera, a przymilcza o jego relacji z Chrystusem Królem, kradnie człowiekowi najdroższy dar – wiadomość o zbawieniu. Film Bielawskiego, uzupełniony o „świetne kompozycje jazzowe”, staje się liturgią świeckiej religii kultury. Jazz, urodzony w kulturze odrzuconej przez Kościół jako symbol rozkładu rytmu moralnego (Pius XII, Musicae Sacrae Disciplina, 1955), tu pełni funkcję sakramentalnego substytutu: wypełnia pustkę po Duchu Świętym. Studio Munka, „zgodnie z duchem swojego patrona”, szukając „świeżego spojrzenia”, w rzeczywistości dąży do utrwalenia duchowego bankructwa, o którym pisał Pius XI: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw… stało się, iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”.
Objaw systemowy: kultura jako nowa religia
Pominięcie w recenzji jakiejkolwiek perspektywy wiecznej jest nie przeoczeniem, lecz systemową cechą sekt posoborowych i ich mediów. „Tygodnik Powszechny”, organ propagandy nowego adwentu, promuje kulturę jako zastępstwo Kościoła. Munk, artysta systemu PRL, współpracujący z cenzurą, tworzący w warunkach ateistycznej diktatury, jest dziś przedstawiany jako wzór bez uwzględnienia faktu, że jego twórczość nie mogła nieść owoców duchowych, bo „sine me nihil potestis facere” (bez Mnie nic nie możecie czynić – J 15,5). Artykuł Piotrowskiej jest dowodem na to, że w strukturach okupujących polską kulturę panuje laicyzm (zeświecczenie), który Pius XI w Quas Primas nazwał „zarazą, która zatruwa społeczeństwo ludzkie”. Nie ma tu miejsca na Quas Primas, na królewską godność Chrystusa, na obowiązek publicznego czczenia Boga. Jest jedynie kult „twórcy”, kult „ironii”, kult „tajemnicy” – czyli bałwochwalstwo ludzkiego geniuszu oddzielonego od Tворcy.
Prawdziwa miara człowieka: nie filmy, ale stan duszy
Kościół katolicki uczy, że wartość życia ludzkiego mierzy się nie premiami, recenzjami, ani „bogatym portretem” w gazecie, lecz stanem duszy w chwili śmierci. „Quid prodest homini, si mundum universum lucretur, animae vero suae detrimentum patiatur?” (Coż da człowiekowi, jeśli zyska cały świat, a swojej duszy stratę doświadczy? – Mt 16,26). Munk zmarł w kwiecie wieku, 40-letni, w wypadku samochodowym. Czy ktoś modlił się o jego nawrócenie? Czy ktoś zaoferował Mszę Świętą (prawdziwą, Trydencką) za jego duszę? Artykuł o tym milczy. To milczenie jest krzykiem o pomsty do nieba. Wierni Katolicy, czytając ten tekst, muszą pamiętać: jedynym sensem życia jest poznanie, miłość i służenie Bogu, a jedyną prawdziwą kulturą jest ta, która „omnia in Christo instaurare” (wszystko odnowić w Chrystusie – Ef 1,10). Wszystko inne – „munkowski humor”, „jazzowe klimaty”, „tajemnice biografii” – to proch i popiół, „vanitas vanitatum” (marność marności – Koh 1,2).
Za artykułem:
Andrzej Munk: jaki był naprawdę? Do kin wchodzi dokument o reżyserze (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 13.10.2026


