Portal EWTN News (14 marca 2026) relacjonuje wypowiedzi 94-letniego psychiatry, dr. Paula McHugh, dotyczące jego wieloletniej kariery i sprzeciwu wobec operacji zmiany płci. Artykuł przedstawia McHugh jako naukowca, który na podstawie badań doszedł do wniosku, że chirurgiczne i hormonalne „korekty” płci nie rozwiązują głębszych problemów psychicznych pacjentów, a nawet mogą im szkodzić. Podkreśla się jego rolę w zamknięciu Kliniki Tożsamości Płciowej na Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa w 1979 roku oraz jego przekonanie, że 85-90% dzieci doświadczających dysforii płciowej „wyrasta” z niej po okresie dojrzewania, jeśli nie zostaną poddane tzw. afirmującym leczeniom. Mimo że McHugh deklaruje, iż jego katolicka wiara może wpływać na jego poglądy, artykuł prezentuje jego krytykę jako opartą głównie na dowodach empirycznych i medycznym pragmatyzmie. Jest to klasyczny przykład podejścia naturalistycznego, które nawet w słusznym sprzeciwie wobec szaleństwa ideologii gender, pomija fundamentalny, nadprzyrodzony porządek stworzenia i grzechu, sprowadzając problem do kwestii „zdrowia psychicznego” i „społecznej adaptacji”.
Redukcja problemu duchowego do zaburzenia psychiatrycznego
Stanowisko dr. McHugh, choć w wielu punktach zbieżne ze zdrowym rozsądkiem i katolicką nauką o niezmienności płci biologicznej, cierpi na fundamentalną wadę perspektywy. Jego argumentacja operuje w kategorii skuteczności terapeutycznej i społecznej adaptacji, całkowicie pomijając wymiar teologiczny i moralny. „Human beings have a rebirth after puberty as they think in terms of who they are, and what they would like to do. And those ideas would be best appreciated, and filled out, if you were what God made you, as it were.” To stwierdzenie, choć w swej końcowej części zawiera aluzję do Stwórcy, jest osadzone w psychologizującym kontekście „odkrywania siebie”. Brakuje tu jasnego nauczania, że płeć jest darem i zadaniem od Boga, a jej odrzucenie jest aktem pychy i buntu przeciwko porządkowi natury, który jest odbiciem mądrości Bożej. Katechizm Kościoła Katolickiego sprzed 1958 roku, opierając się na Prawie Bożym i prawie naturalnym, jednoznacznie potępiałby takie działania jako sprzeczne z szóstym przykazaniem Dekalogu i z samą istotą ludzkiej godności, która polega na przyjęciu siebie jako stworzenia. McHugh mówi o „faktach ciała” i „ideach pacjenta”, ale nie o grzechu pierworodnym, który zniekształca ludzkie pożądania, ani o konieczności łaski uświęcającej do uporządkowania natury.
Brak odniesienia do niezmiennej doktryny o małżeństwie i płciowości
Artykuł, a co za tym idzie i stanowisko w nim relacjonowane, milczy na temat katolickiej nauki o małżeństwie jako nierozerwalnym związku mężczyzny i kobiety, skierowanym ku prokreacji i wychowaniu potomstwa. Operacje zmiany płci są nie tylko atakiem na integralność fizyczną osoby, ale także na możliwość wypełnienia przez nią powołania małżeńskiego w sposób zgodny z naturą. „McHugh found they do not resolve underlying psychological issues.” – ta obserwacja jest słuszna, ale niewystarczająca. Prawdziwym „podstawowym problemem” nie jest tylko brak poprawy w relacjach interpersonalnych, ale duchowa destrukcja osoby, która świadomie i trwale niszczy w sobie wizerunek Boży (imago Dei) w wymiarze cielesnym. Brak jest odniesienia do nauczania Piusa XI w encyklice Casti Connubii (1930), która potępia wszelkie działania przeciwne prokreacyjnemu celowi małżeństwa i integralności osoby. Z perspektywy katolickiej, problem transgender to nie tylko „zaburzenie”, które „wymaga innego podejścia”, ale forma współczesnego bałwochwalstwa – kultu stworzenia (własnego „ja” i technologii) zamiast Stwórcy.
Symptomatyczny wymiar krytyki: naturalizm w służbie prawdy cząstkowej
Postawa dr. McHugh jest symptomatyczna dla głębokiego kryzysu wewnątrz posoborowego katolicyzmu, który przyjął język i metodologię nauk świeckich jako podstawowy sposób mówienia o rzeczywistości. Jego krytyka, choć odważna i oparta na empirii, jest krytyką naturalistyczną, która może być zaakceptowana przez świat, ponieważ nie dotyka sedna herezji: odrzucenia Boga jako najwyższego Prawodawcy i Sędziego. „I am Catholic, and I can’t tell in what way my faith influences any of the things I do.” – to zdanie jest najbardziej wymownym świadectwem tej schizofrenii. Prawdziwa wiara katolicka nie jest „wpływem”, który trudno zidentyfikować; jest ona światłem, które przenika i osądza wszystko (omnia autem quae arguuntur, a lumine manifestantur – „wszystko zaś, co jest naganiane, przez światło staje się jawne”, Ef 5,13 Wlg). Milczenie McHugh o grzechu, zbawieniu, sądzie ostatecznym i konieczności życia w łasce uświęcającej pokazuje, że jego katolicyzm został zsekularyzowany do poziomu prywatnego przekonania, a nie publicznego wyznania wiary kształtującego całe życie. Jest to owoc ducha Soboru Watykańskiego II, który promował „dialog ze światem” często kosztem jasności doktrynalnej.
Podsumowanie: Prawda cząstkowa jako pułapka
Stanowisko dr. McHugh jest przykładem prawdy cząstkowej, która może stać się pułapką. Jego sprzeciw wobec chirurgicznej i hormonalnej ingerencji w płeć dzieci i dorosłych jest słuszny i zasługuje na uwagę. Jednakże, pozbawiony fundamentu niezmiennej nauki katolickiej, sprowadza się do humanistycznego apelu o „lepsze metody terapii” i „szanowanie faktów biologicznych”. Tymczasem Kościół Katolicki, depozytariusz Objawienia, uczy, że problem leży w sferze duchowej i moralnej, a jego rozwiązanie wymaga nie tylko psychiatrii, ale przede wszystkim nawrócenia, sakramentów i życia zgodnego z przykazaniami Bożymi. Dopóki krytyka ideologii gender nie będzie oparta na Quanto Conficiamur Moerore Piusa IX o konieczności przynależności do prawdziwego Kościoła dla zbawienia, ani na Quas Primas Piusa XI o publicznym panowaniu Chrystusa Króla, dopóty pozostanie ona jedynie zewnętrznym, bezsilnym głosem wobec duchowej apokalipsy naszych czasów.
Za artykułem:
Psychiatrist Paul McHugh speaks about decades-long career, opposition to sex-reassignment surgeries (ewtnnews.com)
Data artykułu: 14.03.2026







