Portal „Tygodnik Powszechny” (12 maja 2026) publikuje artykuł Marcina Wilkowskiego poświęcony wpływowi sztucznej inteligencji na pamięć historyczną – od koloryzacji zdjęć po ożywianie twarzy ofiar totalitaryzmu. Autor, historyk i programista, próbuje zachować pozycję „obiektywnego obserwatora”, balansując między zagrożeniami a „możliwościami” AI. Artykuł ten, choć pozornie rzetelny w opisie faktów, jest jednak przejawem głębszego zjawiska: redukcji prawdy historycznej do kwestii estetycznej i emocjonalnej, przy jednoczesnym przemilczeniu metafizycznego wymiaru pamięci, cierpienia i śmierci. W świetle niezmiennego nauczania Kościoła katolickiego, który jedynie posiada pełnię prawdy o człowieku, jego godności i celu ostatecznym, artykuł ten staje się kolejnym przykładem duchowej pustki, w jakiej funkcjonuje współczesna kultura.
Poziom faktograficzny: opis zjawiska bez jego istoty
Artykuł Wilkowskiego szczegółowo opisuje techniczne aspekty manipulacji wizualnej za pomocą AI: koloryzację zdjęć, ożywianie twarzy, generowanie nieistniejących scen historycznych, tworzenie „botów żałobnych” symulujących głos zmarłych. Przytoczone są przypadki z Muzeum Auschwitz-Birkenau, kambodżańskiego więzienia S-21, a także polskich kanałów na YouTubie. Faktograficznie artykuł jest poprawny – opisuje realne zjawiska. Jednakże całkowicie pomija on fundamentalne pytanie: dlaczego człowiek manipuluje obrazami zmarłych? Jakie są duchowe przyczyny tego stanu rzeczy?
Autor przytacza głosy historyków i kulturoznawców, którzy mówią o „nostalgii”, „dumie”, „przeżyciu żałoby” – ale ani razu nie pojawia się słowo grzech, ani razu nie pojawia się słowo zakaz w sensie moralnym. Artykuł traktuje manipulację pamięcią historyczną jako problem technologiczny i edukacyjny, nie zaś jako objaw duchowej choroby cywilizacji, która utraciła prawdę o śmierci i zmartwychwstaniu.
Przypadek Matta Loughreya, który ożywił zdjęcia ofiar Czerwonych Khmerów, sprawiając że „zaczynały się uśmiechać”, jest opisany jako „kulturowe i pamięciowe zawłaszczanie”. Ale czy to wystarczająca ocena? Św. Tomasz z Akwinu w Summa Theologiae (II-II, q. 154) uczy, że luxuria (rozpusta) obejmuje nie tylko czyny cielesne, ale i „delectatio in cogitationibus impuris” – rozkosz w nieczystych myślach. Manipulowanie obrazami umarłych, nadawanie im sztucznych emocji, tworzenie iluzji kontaktu ze zmarłymi – to nie jest „kulturowe zawłaszczanie”, lecz profanacja pamięci, która narusza godność osób zmarłych i zniekształca prawdę o ich cierpieniu.
Poziom językowy: eufemizmy zamiast prawdy moralnej
Język artykułu jest językiem technokratycznym i psychologicznym. Mówi się o „przekroczeniu granic etycznych”, o „problemach z autentycznością”, o „ryzykowności” koloryzacji. Słowo „etyka” pojawia się wielokrotnie, ale zawsze w sensie świeckim – jako zbiór konwencjonalnych norm, nie zaś jako lex naturalis wpisana w serce człowieka przez Boga (Rz 2,15).
Charakterystyczne jest sformułowanie: „Jedynym ekspertem od żałoby jest ta osoba, która jest w żałobie”. To zdanie, wypowiedziane przez kulturoznawczynię Anję Franczak, jest radykalnym subiektywizmem, który odrzuca obiektywną normę moralną. Według tej logiki, jeśli ktoś „czuje”, że ożywianie zdjęć zmarłej matki jest właściwe, to jest właściwe – niezależnie od tego, czy to narusza godność zmarłej, czy też nie jest formą bałwaństwa.
Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał, że Chrystus króluje nie tylko w umysłach, ale i w sercach, i w ciałach, które stają się „zbroją sprawiedliwości Bogu” (Rz 6,13). Artykuł Wilkowskiego nie zawiera żadnego odniesienia do tego panowania – Chrystus jest całkowicie nieobecny w analizie zjawisk, które bezpośrednio dotyczą godności człowieka i prawdy o śmierci.
Poziom teologiczny: milczenie o zakazie bałwaństwa
Najcięższym błędem artykułu jest całkowite pominięcie teologicznego wymiaru opisywanych zjawisk. Ożywianie zdjęć zmarłych, tworzenie botów symulujących głos bliskich, generowanie obrazów nieistniejących scen – to wszystko należy do szeroko pojętego divinatio (wróżerstwa) i magia, które są surowo zakazane w Piśmie Świętym.
W Księdze Powtórzonego Prawa czytamy: „Nie znajdzie się między nikim, kto by przepuszczał syna swego lub córkę swą przez ogień, ani kto by czytał z wróżb, ani wieszcz, ani czarownik, ani zaklinacz, ani ten, kto by zaklinał błędy, ani ten, kto by radził się z duchów, ani ten, kto by pytał wieszczów, ani ten, kto by radził się ze zmarłymi” (Pwt 18,10-11). Wulgata oddaje to wyraźnie: Non inveniatur in te qui lustret filium suum aut filiam, ducens per ignem, aut qui ariolos sciscitetur, et observet somnia, atque auguria, nec sit maleficus, nec incantator, nec pythones consulat, neque divinos, et quaerat a mortuis veritatem – „Niech nie znajdzie się między wami nikt, kto by wypytał zmarłych o prawdę”.
Artykuł Wilkowskiego nie tylko nie przypomina tego zakazu, ale wręcz normalizuje praktyki, które można uznać za formę neopogańskiego kultu zmarłych. Bot żałobny „mówiący głosem Nataszy” nie jest „innowacją technologiczną” – jest naruszeniem tajemnicy śmierci, która należy wyłącznie do Boga. Św. Augustyn w Confessiones (IX,13) opisuje, jak jego matka Monika przed śmiercią powiedziała: „Nie martw się, nic mi nie dolega; tylko jednego chcę – abyście pamiętali o mnie przy ołtarzu Pańskim, gdzie byliście”. Pamięć o zmarłych w tradycji katolickiej jest sacramentalna – odbywa się przez Mszę Świętą, modlitwę, ofiarę, nie zaś przez sztuczne symulacje.
Poziom symptomatyczny: cywilizacja bez Boga szuka iluzji
Artykuł Wilkowskiego jest symptomatyczny dla całej współczesnej cywilizacji, która, odrzuciwszy Chrystusa, szuka substytutów nadziei. Pius XI w Quas Primas ostrzegał: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”. To samo można powiedzieć o pamięci historycznej – gdy usunięto Boga z centrum, pamięć stała się płótnem, na którym każdy może malować, co chce.
Zjawisko „AI slopu” – masowego generowania treści przez sztuczną inteligencję – jest bezpośrednią konsekwencją utraty prawdy o człowieku jako obrazie Bożym (Imago Dei). Jeśli człowiek jest tylko zbiorem danych, to jego wizerunek można dowolnie manipulować. Jeśli zaś człowiek jest istotą stworzoną na obraz Boga, posiadającą duszę niesmiertelną i godność niepodważalną, to manipulowanie jego wizerunkiem – zwłaszcza po śmierci – jest czynem godnym potępienia.
Australijskie Archiwum Webu, które „zabezpiecza treści AI jako świadectwo stanu współczesnego internetu”, jest ironicznym symbolem epoki – archiwum zbiera śmieci, bo nie potrafi odróżnić prawdy od fałszu, autentyczności od manipulacji. Veritas non indiget mendacio – prawda nie potrzebuje kłamstwa. Ale kłamstwo bardzo potrzebuje pozoru prawdy, i to właśnie dostarcza mu sztuczna inteligencja.
Prawda o śmierci, której artykuł nie chce znać
Kończąc, należy przypomnieć to, co artykuł Wilkowskiego całkowicie pomija: człowiek nie jest maszyną, a jego pamięć nie jest zbiorem pikseli. Śmierć nie jest „konieczną niedoskonałością”, którą można „naprawić” technologią. Śmierć jest skutkiem grzechu pierworodnego (Rz 5,12), a jedynym pokonaniem śmierci jest Zmartwychwstanie Chrystusa.
Św. Paweł pisze: „O śmierci, gdzie jest twoje zwycieżenie? O śmierci, gdzie jest twoja kąsanie?” (1 Kor 15,55). W tradycji katolickiej pamięć o zmarłych jest żywa, bo opiera się na nadziei zmartwychwstania, na modlitwie wstawienniczej, na Ofierze Mszy Świętej. Bot żałobny, animowane zdjęcie, koloryzowana fotografia – to wszystko są cienie prawdziwej pamięci, które oferuje świat, który nie ma już nic do powiedzenia o śmierci, bo odrzucił Tego, który jest Życiem (J 14,6).
Artykuł z „Tygodnika Powszechnego” jest więc nie tylko analizą problemu technologicznego, lecz świadectwem duchowej niemocy świata, który potrafi mówić o „etyce AI”, ale nie potrafi już mówić o grzechu, zakazie i prawdzie objawionej. To jest prawdziwa tragedia naszych czasów – nie sztuczna inteligencja, lecz brak prawdziwej mądrości, która „początkiem jest bojaźń Pańska” (Ps 110,10).
Za artykułem:
Sztuczna inteligencja i historia. Jak AI ożywia zdjęcia i zmienia pamięć (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 12.05.2026








