Felieton Pawła Bravo z „Tygodnika Powszechnego” (19 maja 2026) to ciekawostkowy przegląd kulinarnych dziwactw Donalda Trumpa – od dwunastu butelek coli dziennie, przez jedzenie pizzy wyłącznie widelcem, po higieniczne protokoły sprzed ery covidowej. Autor snuje luźne refleksje o amerykańskiej kulturze jedzenia, polityce tożsamości i wegańskich kontrowersjach wśród demokratycznych polityków. Artykuł, choć napisany z humorem i dystansem, pozostawia czytelnika w sferze czysto naturalistycznej rozrywki, pozbawionej jakiegokolwiek duchowego wymiaru – co samo w sobie jest symptomatyczne dla współczesnej prasy, która potrafi obszernie pisać o sposobach jedzenia pizzy, lecz nie znajduje miejsca na rzeczy ostateczne.
Faktograficzny poziom: kronika kulinarnych dziwactw jako substytut poważnej analizy
Artykuł otwiera się od szczegółowego opisu protokołu podawania napojów Donaldowi Trumpowi – butelkę trzymać jak najdalej od szyjki, otwieracz chwycić za koniec przeciwny do kapsla, a do tego żel dezynfukujący na stoliku. „Ten akurat, spisany w czasach zamierzchłych, pochodzi z restauracji w jednym z jego hoteli w Waszyngtonie i przewidywał też, iż po zajęciu miejsca przy stoliku dostojny gość miał mieć dyskretnie podaną buteleczkę z żelem dezynfekującym – a było to w czasach na długo przed covidem” – czytamy. Dalej autor przechodzi do ikonicznej sceny: Trump je pizzę wyłącznie widelcem, zeskrapując ser i dodatki, a placka nie dotykając – „z powodu kalorii, podobno”. Do tego dwanaście butelek coli dziennie, co autor komentuje z wyrazistym „Brr!”.
Na pozór niewinna kronika kulinarna. Jednakże warto zauważyć, że artykuł traktuje poważne zagadnienia zdrowotne i psychologiczne (obsesyjna fobia przed zarazkami, niezdrowa dieta) z lekkością charakterystyczną dla świeckiej prasy, nie próbując nawet zastanowić się nad głębszymi przyczynami takich zachowań. W kulturze, która znałaby naukę o grzechu pierworodnym i o tym, że człowiek jest istotą upadłą, zachowania te byłyby czytane jako objawy duchowej lub psychicznej dysfunkcji wymagającej uwagi – nie zaś jako ciekawostki podawane z przymrużeniem oka.
Poziom językowy: ton tabloidowy jako norma prasy „kulturalnej”
Język artykułu jest luźny, potoczny, miejscami autoironiczny. Autor przyznaje, że sam „by nie przeszedł testów sterylności”, opisuje własne kulinarne eksperymenty z botwinką i szparagami, a nawet zamieszcza przepis na bakłażana z pak choi. Taki ton, choć może być przyjemny do czytania, stanowi wyraz głębszego zjawiska: „Tygodnik Powszechny”, który kiedyś był poważnym periodek katolickim, dziś operuje rejestrem tabloidu kulinarno-kulturalnego. Zamiast formować sumienia, bawić – i to bawić treściami, które nie wymagają od czytelnika żadnego wysiłku intelektualnego ani duchowego.
Charakterystyczne jest również podejście do wątku religijnego. Autor wspomina, że Trump nie pije alkoholu z powodu „rodzinnej traumy związanej z chorobą jego brata” – i natychmiast dodaje: „tego na pewno nie będziemy mu wypominać”. To zdanie, napisane z pozoru empatii, w rzeczywistości maskuje brak jakiejkolwiek duchowej perspektywy. Prawdziwy katolik, napotykając osobę niosącą ciężar rodzinnej traumy, pomyślałby o sakramencie namaszczenia chorych, o modlitwie za zmarłych, o sakramencie pokuty jako źródle ukojenia. Autor „Tygodnika Powszechnego” nie widzi niczego poza sekularną wrażliwością na cudzy ból – i to właśnie jest symptomatyczne.
Poziom teologiczny: milczenie o rzeczach ostatecznych
Artykuł, mówiąc o polityku demokratycznym Jamesie Talaricu, który „uczy się na pastora u prezbiterian” i cytuje List do Galatów („nie masz mężczyzny ni kobiety”) na poparcie tezy o sześciu płciach, nie podejmuje żadnej doktrynalnej krytyki. Autor ogranicza się do stwierdzenia, że Talarico „łączy bardzo pobożny dyskurs z progresywnymi hasłami” – i tyle. Żadnego słowa o tym, że takie użycie Pisma Świętego jest bluźnierstwem, że słowa św. Pawła mają konkretny, niezmienny sens, a nie są narzędziem do legitymizacji ideologii gender.
Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał, że Chrystus króluje nie tylko w umysłach, ale i w sercach, i w ciałach, które stają się „zbroją sprawiedliwości Bogu” (Rz 6,13). Artykuł Pawła Bravo nie zawiera nawet śladu tej prawdy. Mówi o jedzeniu, o polityce, o kulinarnych przepisach – ale milczy o Bogu, o grzechu, o zbawieniu. To milczenie nie jest neutralne: jest ono aktywną formą apostazji, bo – jak nauczał św. Pius X w dekrecie Lamentabili sane exitu (1907) – pomijanie nadprzyrodzonych prawd w dyskursie publicznym jest formą kłamstwa przez zaniechanie.
Poziom symptomatyczny: „Tygodnik Powszechny” jako produkt posoborowej duchowej pustki
Artykuł ten jest doskonałym przykładem tego, jak posoborowe struktury medialne potrafią zamienić poważne tematy w rozrywkę. Kwestia relacji między jedzeniem a tożsamością, między polityką a kulturą, między wiarą a życiem publicznym – to wszystko są tematy, które w prawdziwym Kościele katolickim byłyby omawiane z głębokością teologiczną i moralną. Tutaj zaś zostają zredukowane do felietonu, który kończy się przepisem na bakłażana z pak choi.
Warto przypomnieć słowa Piusa IX z encykliki Quanto Conficiamur Moerore (1863): „Nie ma w żadnym innym zbawienia. Albowiem nie jest pod niebem inne imię dane ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni” (Dz 4,12). Artykuł, który nie zawiera nawet przybliżenia tej prawdy, nie służy zbawieniu dusz – służy jedynie rozrywce, a w najlepszym przypadku pogłębieniu świeckiej tożsamości czytelnika jako konsumenta kultury, nie zaś jako grzesznika potrzebującego łaski.
Wegańskie kontrowersje i prawda o człowieku
Wątek Jamesa Talarica, kandydata demokratycznego z Teksasu, który „musiał odpierać zarzut, jakoby był weganinem” i w związku z tym „publicznie zjadł pokaźne udo indycze”, jest szczególnie wymowny. Autor traktuje to z humorem, ale nie zadaje sobie pytania, dlaczego w społeczeństwie, które kilkadziesiąt lat temu uważało mięso za normalną część diety, dziś odmowa jego spożycia stanowi powód do politycznej paniki.
W świetle katolickiej antropologii, człowiek jest stworzeniem powołanym do panowania nad zwierzętami (Rdz 1,28) i do spożywania ich z dziękczynieniem (1 Tm 4,4). Ruch wegański, choć nie jest w sobie herezją, nosi w sobie zarodki błędów – antropologizmu, który odróżnia człowieka od reszty stworzenia jedynie stopniem, nie rodzajem, oraz panteistycznego zrównania wszystkich form życia. Artykuł nie podejmuje tej problematyki, pozostawiając czytelnika w naturalistycznej ciszy.
Kuchnia bez ducha – podsumowanie
Felieton Pawła Bravo jest napisany z humorem i lekkością, które mogą sprawić przyjemność czytelnikowi szukającemu rozrywki. Jednakże z perspektywy integralnej wiary katolickiej stanowi on dalszy dowód duchowej pustki, w jakiej funkcjonuje współczesna prasa – nawet ta, która deklaruje się jako „katolicka” lub „społeczno-kulturalna”. Mówi się o pizzy, o coli, o bakłażanie – ale nie mówi się o Chrystusie, o grzechu, o sakramentach, o sądzie ostatecznym. A przecież – jak przypominał Pius XI – „Chrystusowi Panu dana jest wszelka władza na niebie i na ziemi”, i „nie ma w nas władzy, która by wyjęta była z pod tego panowania”.
Prawdziwy Kościół katolicki, który trwa w wiernych wyznających wiarę integralnie, naucza, że każdy aspekt życia – w tym jedzenie – powinien być przeniknięty duchowością. „Albo jeźdźcie, albo pijcie, albo cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie” (1 Kor 10,31 Wlg). Artykuł, który o tym milczy, pozostawia czytelnika w sferze czysto ziemskiej egzystencji – i to jest jego najcięższy grzech.
Za artykułem:
Jak Trump je pizzę, czyli w kuchni amerykańskiej polityki (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 19.05.2026







