Portal „Tygodnik Powszechny” relacjonuje wystawę fotograficzną Józefa Makala w Muzeum Śląskim w Katowicach, ukazującą czterdzieści lat dokumentacji życia Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Artykuł Anny Goc opisuje dorobek fotoreportera „Dziennika Zachodniego”, jego zdjęcia robotników, kopalń, powodzi i wizyt politycznych. Tekst, choć wspominając o „języku władzy” i „szarym PRL-u”, pozostaje w sferze estetyzacji cierpienia i nostalgii za industrialnym krajobrazem, całkowicie pomijając duchowe źródło godności człowieka i jego pracy – bez którego każda taka wystawa jest jedynie muzealnym zbiorem wrażeń zmysłowych, pozbawionym ostatecznego sensu.
Estetyzacja cierpienia bez Króla pracy
Artykuł Anny Goc z „Tygodnika Powszechnego” opisuje wystawę Józefa Makala jako ukazanie „ludzi i maszyn”, „bezimiennych robotników” i „nadzich górników w łaźni”. Fotograf uchwycił „apokaliptyczne piece, większe niż ci, którzy je obsługują”, „bajzel roboty” i „zapach papierosów zapalanych pod kurtką”. To obraz świata, w którym człowiek jest zredukowany do funkcji przy maszynie, a jego godność – do uśmiechniętej twarzy na zdjęciu. Artykuł nie zadaje sobie trudu, by tę godność umieścić w kontekście teologicznym – wynikającym z tego, że człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże, a jego praca ma wymiar ofiarny, zjednoczony z Męką Chrystusa. Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał, że Chrystus Król panuje nie tylko w umysłach i sercach, ale i w ciałach, które stają się „zbroją sprawiedliwości Bogu” (Rz 6,13). Praca robotnika, górnika, pracownicy przędzalni – pozbawiona tego wymiaru – staje się jedynie dokumentem społecznym, a nie świadectwem nadprzyrodzonej godności osoby.
„Język władzy” kontra język prawdy
Autorka artykułu pisze, że Makal „chciał, by tamte czasy były zapamiętane inaczej, niż opowiadał je język władzy”. To sformułowanie, brzmiące jak krytyka systemu komunistycznego, jest w istocie puste – bo nie wskazuje, jaki język byłby właściwy. „Tygodnik Powszechny” jako organ posoborowej mentalności nie potrafi wyjść poza naturalistyczny opis rzeczywistości. Nie ma w artykułie ani słowa o tym, że prawdziwym językiem prawdy jest język wiary katolickiej, który mówi o człowieku jako o istocie stworzonej do chwały Bożej, a o pracy – jako o uczestnictwie w dziele stworzenia i odkupienia. Zamiast tego mamy estetyzację: „w spojrzeniach ludzi, których fotografował Józef Makal, odbija się i on, i jego praca”. To relatywizm wizualny, w którym prawda jest zastąpiona wrażeniem.
Powódź, śmierć i milczenie o sakramencie pokuty
Jednym z najbardziej wymownych fragmentów artykułu jest opis zdjęcia z powodzi w Wodzisławiu Śląskim w 1966 roku, na którym kobieta brodzi w wodzie, a na pierwszym planie widać krzyż. Makal, zrobiwszy to zdjęcie, przewrócił się i rozbił głowę; następnego dnia dowiedział się, że ludzie stojący w wodzie zginęli od porażenia prądem. Artykuł nie wspomina ani słowa o tym, że ci ludzie – i sam Makal – potrzebowali w takiej chwili nie tylko amfibii z żołnierzami, ale przede wszystkim sakramentu pokuty i Ostatniego Namaszczenia. Św. Pius X w dekrecie Lamentabili sane exitu (1907) potępił jako błąd twierdzenie, że „we wczesnym Kościele nie istniało pojęcie chrześcijanina-grzesznika, którego Kościół rozgrzesza swoim autorytetem” (propozycja 46). Prawdziwy Kościół katolicki zawsze nauczał, że rany duszy leczy się nie obecnością, ale Krwią Chrystusa, udzielaną w sakramencie przez upoważnionego kapłana. Pominięcie tego w artykule o ludziach umierających jest duchowym okrucieństwem medialnym.
Wizyty władców bez Chrystusa Króla
Artykuł wspomina o wizytach de Gaulle’a (1967), Fidela Castro (1972) i Breżniewa (1974) w Katowicach. Makal fotografował tych władców, w tym moment, gdy Breżniewowi wręczono legitymację „pierwszego pracownika Huty Katowice” na placu budowy. Artykuł nie zadaje pytania, dlaczego polscy przywódcy witali komunistycznych dyktatorów z takim hołdem, ani nie przypomina, że prawdziwym Królem, któremu należy publiczna cześć, jest Jezus Chrystus. Pius XI w Quas Primas ostrzegał: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”. Wizyty Breżniewa i Castro – władców, którzy prześladowali Kościół i mordowali wiernych – są w artykule traktowane jako ciekawostka historyczna, a nie jako hańba narodowa i duchowa katastrofa.
„Śląski Henri Cartier-Bresson” bez Chrystusa
Artykuł nazywa Makala „śląskim Henri Cartier-Bressonem” i chwali jego zdolność do uchwycenia „decydującego momentu”. To komplement, który jednak ukrywa głębszy problem: fotografia Makala, choć artystycznie cenna, jest dokumentem świata, w którym Chrystus został usunięty z przestrzeni publicznej i prywatnej. Jego zdjęcia pokazują ludzi w pracy, w biedzie, w cierpieniu – ale nie pokazują ich w modlitwie, przy Komunii Świętej, u stóp ołtarza. To nie jest wina samego Makala, który działał w okolicznościach, w jakich się znalazł, ale wina „Tygodnika Powszechnego”, który prezentuje tę wystawę bez jakiegokolwiek duchowego kontekstu. Wierny czytelnik, szukający prawdziwej nadziei, musi zostać wyprowadzony z błędu – że estetyzacja cierpienia może zastąpić łaskę sakramentalną.
Prawdziwy Kościół poza murami posoborowia
„Tygodnik Powszechny” jest organem, który od dziesięcioleci służy rozrzewnianiu wiernych zamiast prowadzenia ich do zbawienia. Jego artykuły o sztuce, historii i kulturze są pozbawione duchowego fundamentu – są jak świeca bez ognia, która ma kształt, ale nie daje światła. Prawdziwy Kościół katolicki trwa tam, gdzie sprawowana jest ważna Msza Święta według wiecznego mszału św. Piusa V, gdzie udzielane są ważne sakramenty, gdzie naucza się niezmienną doktrynę, a Chrystus Król panuje niepodzielnie. To tam, a nie w muzealnych wystawach, dusza znajduje prawdziwe ukojenie. To tam rany zadane przez grzech – własny i cudzy – są obmywane w sakramencie pokuty. To tam, w Najświętszej Ofierze, łączy się własne cierpienie z Ofiarą Chrystusa na Krzyżu, nadając mu zbawczą moc.
Krytyczne pytanie do „Tygodnika Powszechnego”
Czy redakcja „Tygodnika Powszechnego”, relacjonując wystawę Józefa Makala, celowo przemilcza o konieczności powrotu do sakramentów w prawdziwym Kościele? Czy to wynik nieświadomości, czy też celowego dążenia do redukcji katolicyzmu do estetyzmu kulturalnego? W świetle encykliki Pascendi Dominici gregis Piusa X, która potępia redukcję wiary do uczucia, każde takie przemilczenie jest formą apostazji. Artykuł nie służy zbawieniu dusz, lecz utrwalaniu ich w naturalistycznej iluzii, że dokumentacja cierpienia może zastąpić łaskę Bożą. To jest właśnie duchowe bankructwo, o którym pisał Pius XI w Quas Primas – gdy Chrystus jest usunięty z życia publicznego i prywatnego, ginąć muszą narody i jednostki.
Za artykułem:
Człowiek, który ciągle chodzi. Wystawa fotografii Józefa Makala (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 09.06.2026





