Tradycyjny katolicki ojciec w kontemplacji na drewnianym tarasie z dziećmi i kotkami

Kultura ruchu i stagnacji: ojcowskie refleksje w próżni duchowej

Podziel się tym:

W felietonie opublikowanym przez „Tygodnik Powszechny” (9 czerwca 2026) Wojciech Bonowicz opisuje swoje doświadczenia młodego ojca, który – wbrew dominującej kulturze ruchu i produktywności – wybierał codzienną obecność przy dzieciach: odbieranie z przedszkola, wspólne godziny na placu zabaw, gotowanie drugiego obiadu. Autor konfrontuje tę postawę z oczekiwaniami społecznymi, które pytaniem „Co robisz?” w istocie pytają: „Czy w ogóle żyjesz?”. Bonowicz przyznaje, że siedzenie – z dziećmi, z kotami, z ptakami – jest dla niego formą pełnego uczestnictwa w życiu, a nawet rodzajem słuchania świata. Jednak cały artykuł pozostaje w sferze czysto naturalistycznej refleksji, pozbawionej jakiejkolwiek wymowy nadprzyrodzonej. To nie jest zwykły brak – to jest objaw głębszej duchowej pustki, w jakiej funkcjonuje współczesny katolik posoborowy.


Stagnacja jako cnota? Naturalizm bez Chrystusa

Bonowicz mówi o „kulturze ruchu”, która potępia spokój i obecność jako formę stagnacji. Przytacza słowa Pauliny Małochleb z „Tygodnika Powszechnego”: „Nie możesz powiedzieć: a ja teraz jestem w stagnacji. Musisz się zmieniać, rozwijać.” I rzeczywiście – w świecie pozbawionym Boga każdy spokój jest podejrzany, bo nie ma w nim celu. Ale Bonowicz, choć intuityjnie odczuwa wartość „siedzenia”, nie potrafi nazwać jej źródła. Dla chrześcijanina stagnacja nie istnieje – istnieje contemplatio (kontemplacja), czyli ciche przebywanie z Bogiem, które jest wyrazem najgłębszej aktywności duszy. Św. Tomasz z Akwinu nauczał, że życie kontemplatywne jest wyższe od aktywnego (Summa Theologiae, II-II, q. 182, a. 1), bo w nim dusza jednoczy się z Bogiem – Źródłem wszelkiego bytu i sensu.

Bonowicz siedzi na tarasie z kotami. To piękny obraz, ale bez Chrystusa jest tylko estetyką. Prawdziwe „siedzenie” to siedzenie u stóp Maryi, jak w Betanii (Łk 10,39) – nie jako bierność, ale jako wybór „najlepszej cząstki”, czyli słuchania Słowa Bożego. Autor tego nie widzi, bo jego świat jest zamknięty w porządku naturalnym. A jednak to właśnie w tym porządku – w cichej obecności ojca przy dziecku, w spojrzeniu na ptaka – można dostrzec vestigium Trinitatis (ślad Trynarnego Boga), jeśli oczy są otwarte na łaskę.

Pytania, których lepiej nie zadawać – ale dlaczego?

Bonowicz wymienia trzy pytania, które irytują jego i Ryszarda Krynickiego: „Jak się czujesz?”, „Co słychać?”, „Co słychać w Krakowie?”. Uważa je za niewygodne, bo trudno na nie odpowiedzieć. Ale czy nie dlatego, że w świecie bez Boga nie ma prawdziwej komunikacji? W Kościele przedsoborowym pytanie „Jak się czujesz?” mogłoby być pytaniem o stan duszy – o relację z Bogiem, o pokutę, o nadzieję. Dziś jednak pytanie to jest pytaniem o emocje, a emocje bez łaski są tylko chaosem.

Podobnie „Co słychać?” – w świecie, gdzie nie ma Eucharystii, nie ma sakramentów, nie ma prawdziwej Wiary, nie ma nic do powiedzenia. Bo co można powiedzieć, gdy „Kościół” stał się grupą wsparcia, a Msza Święta – symbolem wspólnoty? Bonowicz nie widzi tej pustki, bo sam w niej funkcjonuje. Jego świat jest pełen piękna – koty, ptaki, wiosna – ale pozbawiony sensu. A sens daje tylko Chrystus.

Ojcostwo bez kapłaństwa – tylko pół prawdy

Bonowicz mówi o ojcostwie jako codziennej obecności, o gotowaniu, o siedzeniu na placu zabaw. To ważne. Ale prawdziwe ojcostwo – tak jak nauczał św. Józef, opiekun Chrystusa – to nie tylko obecność fizyczna, ale paternitas spiritualis (ojcostwo duchowe), czyli prowadzenie dzieci do Boga. Ojciec, który nie mówi o grzechu, o sakramencie pokuty, o potrzebie zbawienia, jest jak przewodnik, który prowadzi grupę przez las, nie wiedząc, że na końcu jest przepaść.

W artykule nie ma ani słowa o Bogu. Nie ma modlitwy, nie ma sakramentów, nie ma wskazówek duchowych. To nie jest zarzut wobec Bonowicza jako osoby – być może w prywatnym życiu jest głęboko wierzącym. Ale to jest zarzut wobec medium, które publikuje tekst bez żadnego duchowego kontekstu. „Tygodnik Powszechny” – dawniej katolicki, dziś tylko „katolicki” w cudzysłowie – nie potrafi już mówić o Bogie. Może mówić o kotach, o ptakach, o stagnacji, o pytaniach. Ale o Bogu? Milczy. Bo milczenie o Bogu to najgorsza forma apostazji – ta, która nie zaprzecza, ale pomija.

Betania bez Chrystusa – kultura obecności bez ofiary

Bonowicz opisuje swoje „siedzenie” jako formę pełnego życia. Ale bez Chrystusa pełne życie jest tylko iluzją. Prawdziwa obecność – zarówno ojca przy dziecku, jak i wiernego w kościele – wymaga ofiary. Ofiary siebie samego. W Mszy Świętej – tej prawdziwej, trydenckiej, a nie nowoczesnej „eucharystii” posoborowej – Chrystus ofiarowuje się za nas, a my ofiarowujemy siebie z Nim. To jest sens „siedzenia”: nie bierność, ale gotowość do ofiary.

Bez tego wymiaru każda refleksja o ojcostwie, o spokoju, o obecności pozostaje na powierzchni. Jest jak wazon bez kwiatu – piękny, ale martwy. Bonowicz ma rację: kultura ruchu niszczy rodzinę. Ale lekarstwo nie jest w „siedzeniu” – lekarstwo jest w staniu przed Bogiem. W kapłanie, który odprawia Mszę Świętą. W sakramencie, który oczyszcza duszę. W modlitwie, która nadaje sens każdemu „siedzeniu”.

Milczenie o najważniejszym – symptom apostazji

Cały artykuł jest pełen pięknych obrazów: koty na tarasie, ptaki między kozami, rozmowy w samochodzie. Ale nie ma w nim Boga. Nie ma Chrystusa. Nie ma Kościoła. To nie jest przypadek – to jest system. „Tygodnik Powszechny” od dziesięcioleci służy jako narzędzie posoborowej apostazji: nie zaprzecza wprost, ale redukuje katolikizm do humanitaryzmu, do etyki, do estetyki. A kto redukuje wiarę do etyki, ten ją niszczy.

Św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) ostrzegał przed modernistami, którzy „redukują religię do uczucia” i „wyrzucają z niej wszystko, co jest nadprzyrodzone”. Bonowicz nie jest modernistą – jest po prostu człowiekiem, który nie zna prawdziwej wiary. Ale jego felieton jest produktem systemu, który od lat karmi wiernych papką bez treści. I to jest prawdziwa tragedia: nie brak piękna, ale brak Prawdy.

Wskazówka: powrót do Źródła

Czytelnik szukający prawdziwej nadziei musi wyjść poza felietony „Tygodnika Powszechnego”. Musi wrócić do Źródła – do Chrystusa, który mówi: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem” (Jn 14,6). Musi szukać prawdziwej Mszy Świętej – tej, która jest Ofiarą, a nie tylko „wspólnotą”. Musi szukać sakramentów – tych, które dają łaskę, a nie tylko „dobre uczucia”.

Bo koty, ptaki i wiosna są piękne – ale nie zbawiają. Zbawia tylko Chrystus. I tylko On może nadać sens każdemu „siedzeniu” – nawet temu na tarasie.


Za artykułem:
Czy są pytania, których lepiej nie zadawać? Nie tylko pisarzom
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 09.06.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.