Ksiądz w tradycyjnym habitacie modli się w ciszy przed ołtarzem z krzyżem w kaplicy z witrażami

Cisza to najlepsze antidotum na nadmiar bodźców. Jak w niej wytrwać?

Podziel się tym:

Portal „Tygodnik Powszechny” (16 czerwca 2026) publikuje tekst Kami Wojtkiewicz, psycholożki i dziennikarki, zatytułowany „Cisza to najlepsze antidotum na nadmiar bodźców. Jak w niej wytrwać?”. Autorka opisuje swoje doświadczenie „przeładowania systemu” — radość z kontaktów z ludźmi dotarła do niej dopiero po tygodniu, podczas zmywania naczyń, gdy znalazła się w ciszy bez rozpraszaczy. Rozważa nad tym, ile przeżyć emocjonalnych omija nas w ciągłym hałasie informacyjnym, nad potrzebą nauki „wytrzymywania siebie w ciszy”, nad koncepcją „default mode network” (DMN) w mózgu, nad nudą jako stanem otwartym na kreatywność, nad zmęczeniem jako momentem ujawnienia prawdziwego stanu wewnętrznego. Cytuje psychoanalityka Winnicotta, pisarkę Małgorzatę Halber oraz psycholożkę Karolinę Przewrocką-Aderet. Całość utrzymana jest w nurcie psychologii świeckiej, z elementami kultury terapeutycznej i samorozwoju, bez jakiejkolwiek nawiązania do wiary katolickiej, sakramentów ani życia duchowego. Jest to tekst godny uwagi jako opis zjawiska, ale jednocześnie stanowi jaskrawy przykład redukcjonizmu, w którym człowiek zostaje zredukowany do maszyny przetwarzającej bodźce, a wszelka duchowa prawda zostaje przemilczana.


Streszczenie i teza krytyczna

Tekst Wojtkiewicz jest w gruncie rzeczy manifestem kultury samorozwoju, ubranym w elegancki język psychologii. Autorka trafnie diagnozuje objawy współczesnego człowia — ciągłe przeładowanie bodźcami, niezdolność do ciszy, omijanie przeżyć emocjonalnych, uzależnienie od zewnętrznej aprobaty. Jednakże cała analiza prowadzona jest na poziomie wyłącznie naturalnym, psychologicznym i neurologicznym, jakby człowiek był jedynie złożonym biologicznym systemem przetwarzania informacji, pozbawionym duszy, grzechu pierworodnego, łaski uświęcającej i powołania do życia wiecznego. To jest fundamentalny błąd tekstu: diagnoza trafna, lekstwo katastrofalne.

Poziom faktograficzny: co mówi tekst i co pomija

Wojtkiewicz opisuje realne zjawisko — współczesny człowiek jest bombardowany bodźcami, nie potrafi przebywać w ciszy, ucieka w ciągłe działanie przed sobą samym. Cytuje badania nad „default mode network” (DMN), siecią spoczynkową mózgu odpowiedzialną za integrację doświadczeń, tworzenie narracji o sobie, planowanie i regulację emocji. To prawdziwa obserwacja. Podobnie trafna jest diagnoza uzależnienia od zewnętrznej aprobaty — „nie mam oczu do widzenia siebie”, pisze, cytując Halber.

Jednakże tekst pomija całkowicie kontekst duchowy. Nie ma ani słowa o modlitwie, o sakramencie pokuty jako źródle prawdziwego poznania siebie w świetle Bożym, o Eucharystii jako miejscu napotkania Chrystusa, o łasce uświęcającej jako jedynym źródle autentycznej przemiany. Zamiast tego czytelnikowi oferowana jest „sieć spoczynkowa mózgu” i „tolerancja na pustkę” jako techniki samorozwoju. To jak leczenie raka aspiryną — może złagodzić ból głowy, ale nie wyleczy choroby.

Poziom językowy: słownik psychologii zastępujący słownik zbawienia

Analiza językowa tekstu ujawnia całkowite zdominowanie słownictwa psychologii świeckiej i kultury terapeutycznej. Mówi się o „tolerowaniu niepewności i ambiwalencji”, o „dojrzałości psychologicznej”, o „integrowaniu doświadczeń”, o „regulacji emocji”, o „autorefleksji”, o „konsolidowaniu wspomnień”. To język, który sam w sobie nie jest zły, ale w kontekście tekstu, który dotyczy najgłębszych ludzkich doświadczeń — samotności, pustki, zmęczenia, poszukiwania sensu — staje się formą duchowego okrucieństwa przez pominięcie.

Kiedy Wojtkiewicz pyta: „Kim jestem, kiedy nie osiągam?” — to jest pytanie fundamentalne, pytanie, które zadawali święci. Św. Jan od Krzyża odpowiadał na nie przez naukę o ciemnej nocy duszy. Św. Ignacy Loyola przez Rozważania o życiu Chrystusa. Św. Teresa z Ávila przez opis wnętrza zamku duszy. Wojtkiewicz odpowiada przez koncepcję „poszerzania wewnętrznego kontenera na ciszę” i „tolerancji na nudę”. To jest odpowiedź na poziomie terapeutycznym, który nie sięga tam, gdzie sięga katolicka duchowość — do Boga.

Poziom teologiczny: redukcjonizm naturalny jako forma apostazji

Tekst Wojtkiewicz, choć nie jest wprost antyreligijny, jest głęboko apostatyczny w swojej strukturze. Apostazja nie polega bowiem wyłącznie na otwartym wypowiedzeniu się od Boga, ale również na przemilczeniu Boga tam, gdzie Jego obecność jest konieczna. A w kwestii ludzkiej samotności, pustki, zmęczenia i poszukiwania sensu — obecność Boga nie jest opcjonalna, lecz absolutnie niezbędna.

Św. Augustyn w Wyznaniach napisał słowa, które stanowią najlepszą odpowiedź na cały tekst Wojtkiewicz: „Utworzyłeś nas, Panie, dla siebie, i niepokoj jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie” (Confessiones I, 1). Cały artykuł jest opisem tego niepokoju — pustki, której nie da się zapełnić bodźcami, zmęczenia, które nie znika po odpoczynku, samotności, której nie rozwiązuje scrollowanie. I właśnie w tym momencie autor katolickiego (przynajmniej z deklaracji) portalu powinien wskazać na Boga. Zamiast tego wskazuje na „default mode network”.

Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał, że Chrystus króluje nie tylko w umysłach, ale i w sercach, i w ciałach, które stają się „zbroją sprawiedliwości Bogu” (Rz 6,13). Tekst Wojtkiewicz traktuje człowieka jako maszynę do przetwarzania bodźców, którą należy nauczyć „tolerancji na pustkę” — ale nie mówi, że ta pustka jest w istocie pragnieniem Boga. To jest teologiczna katastrofa — nie dlatego, że tekst mówi coś złego o Bogu, ale dlatego, że o Nim milczy tam, gdzie milczenie jest odpowiedzią na pytanie o sens ludzkiego istnienia.

Poziom symptomatyczny: owoc kultury terapeutycznej w „katolickim” portalu

Tekst ten jest symptomatyczny dla całego zjawiska, które można nazwać infiltracją kultury terapeutycznej w przestrzeń medialną okupującą Watykan. „Tygodnik Powszechny” — periodek, który powinien być głosem katolickiej myśli — publikuje tekst, w którym jedynymi autorytetami są psychoanalitycy i psycholożki świeckie, a jedyną ofertą — techniki samorozwoju. To nie jest przypadek, lecz systemowa tendencja posoborowa: zamiast kazań o nawróceniu, daje się porady o „regulacji emocji”; zamiast nauki o sakramencie pokuty, oferuje się „tolerancję na ambiwalencję”; zamiast wezwania do modlitwy, proponuje się „błądzenie myślami po świecie wyobraźni”.

W tekście pojawia się wzmianka o „medytacji jak zmywaniu naczyń” w kontekście cytatu z Michała Cichy, nauczyciela medytacji. To jest kolejny symptom — synkretyzm medytacyjny, w którym katolicka cisza modlitewna zostaje zrównana z technikami medytacji wschodniej lub świeckiej mindfulness, pozbawioną wszelkiego kontekstu chrystocentrycznego. Prawdziwa katolicka kontemplacja nie jest „błądzeniem myślami” — jest spotkaniem z żywym Bogiem w ciszy serca, pod przewodnictwem Ducha Świętego.

Kim jest człowiek w ciszy? Odpowiedź katolicka

Pytanie „Kim jestem, kiedy nie osiągam?” jest jednym z najważniejszych pytań, jakie człowiek może sobie zadać. Katolicka odpowiedź jest radykalnie inna niż ta zaproponowana przez Wojtkiewicz. Człowiek w ciszy nie jest pustym kontenerem czekającym na wypełnienie bodźcami ani systemem przetwarzającym informacje. Człowiek w ciszy jest istotą stworzoną na obraz i podobieństwo Boga (Rdz 1,26-27), upadłą przez grzech pierworodny, wezwana do nawrócenia i zbawienia przez Jezusa Chrystusa.

Cisza, w rozumieniu katolickim, nie jest „antidotum na nadmiar bodźców” — jest przestrzenią spotkania z Bogiem. Św. Jan Paweł II (tu należy zaznaczyć, że mówimy o jego nauczaniu, nie o jego osobie, która w kontekście sedewakantystycznym budzi poważne zastrzeżenia) w adoracji Najświętszego Sakramentu mówił o ciszy jako warunku słuchania Bożego głosu. Św. Pio z Pietrelciny (tu również z zastrzeżeniami co do jego osoby) spędzał godziny w cichej modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. To nie było „poszerzanie wewnętrznego kontenera na pustkę” — to było spotkanie z Chrystusem.

Zmęczenie i pustka: objawy grzechu, nie problemu technicznego

Wojtkiewicz traktuje zmęczenie i pustkę jako problemy techniczne — system się przeładowuje, brakuje miejsca na integrację doświadczeń, trzeba „wyłączyć rozpraszacze”. W perspektywie katolickiej zmęczenie i pustka mają wymiar duchowy. „Pracą waszą będzie chleb, aż wrócicie do ziemi, z której zostaliście wzięci” (Rdz 3,19) — zmęcowanie jest następstwem upadku. Pustka, o której pisze Wojtkiewicz, jest w istocie pragnieniem Boga, które człowiek próbuje zapełnić bodźcami, ale żaden bodźc nie jest w stanie go zaspokoić.

Jedynym lekarstwem na tę pustkę jest łaska Boża, udzielana w sakramentach — przede wszystkim w sakramencie pokuty, gdzie człowiek może szczerze wyznać swoją słabość i otrzymać odpuszczenie, oraz w Eucharystii, gdzie spotyka Chrystusa twarzą w twarz. Tekst Wojtkiewicz nie wspomina o tym ani słowem — i to jest jego najcięższy błąd.

Zakazane odpowiedzi i prawdziwe źródło nadziei

Czytelnik „Tygodnika Powszechnego”, szukający odpowiedzi na pytanie o sens ciszy, pustki i zmęczenia, nie znajdzie w tym tekście prawdziwej pomocy. Znajdzie techniki psychologiczne, które mogą chwilowo złagodzić objawy, ale nie wyleczą przyczyny. Przyczyną bowiem nie jest „brak miejsca na integrację doświadczeń” — przyczyną jest stan grzechu pierworodnego i brak łaski uświęcającej.

Prawdziwy Kościół katolicki — ten, który trwa w niezmiennej Tradycji, w ważnych sakramentach, w prawdziwej Mszy Świętej św. Piusa V — oferuje człowiekowi to, czego żadna psychologia nie jest w stanie dać: odpuszczenie grzechów, łaskę uświęcającą, obecność Chrystusa w Eucharystii i nadzieję zbawienia wiecznego. To nie są „techniki samorozwoju” — to są dobra nadprzyrodzone, udzielane przez Chrystusa za pośrednictwem Jego prawdziwego Kościoła.

Krytyczne pytanie do redakcji „Tygodnika Powszechnego”

Czy redakcja „Tygodnika Powszechnego”, publikując tekst o ciszy, pustce i zmęczeniu, celowo przemilcza o jedynym źródle prawdziwego pokoju — Chrystusie i Jego Kościele? Czy to wynik nieświadomości, czy też systemowego dążenia do redukcji katolicyzmu do moralnego humanitaryzmu i psychologii świeckiej? W świetle encykliki Pascendi Dominici gregis Piusa X, która potępia redukcję wiary do subiektywnego przeżycia, każde takie przemilczenie jest formą apostazji. Tekst Wojtkiewicz nie służy zbawieniu dusz — służy utrwalaniu ich w naturalistycznej iluzii, że ludzka psychologia może zastąpić łaskę Bożą.

Prawdziwy odpoczynek, prawdziwa cisza i prawdziwe ukojenie nie leżą w „default mode network” ani w „tolerancji na nudę” — leżą w Chrystusie, który powiedział: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28). To jest odpowiedź na pytanie „Kim jestem, kiedy nie osiągam?” — jesteś dzieckiem Bożym, grzesznikem wezwaniem do nawrócenia, istotą powołaną do wiecznej szczęśwości. I żadna ilość scrollowania, medytacji czy „poszerzania wewnętrznego kontenera” nie zastąpi tego, co oferuje Chrystus w swoim prawdziwym Kościele.


Za artykułem:
Cisza to najlepsze antidotum na nadmiar bodźców. Jak w niej wytrwać?
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 16.06.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.