Artykuł z „Tygodnika Powszechnego” (23 czerwca 2026) przedstawia wywiad z Jakubem Stefańczykiem, niewidomym historykiem i pedagogiem specjalnym, oraz jego ośmioletnią córką Ewą. Tekst, okraszony sentymentalną narracją o ojcostwie, jest z pozoru wzruszającym reportażem o miłości ojca do córki. Jednakże pod powierzchnią tej opowieści kryje się głęboka duchowa i teologiczna pustka, która ujawnia się dopiero przy dokładnej analizie pominięć i założeń, jakie niesie ze sobą ten medialny przekaz.
Poziom faktograficzny: fakty bez kontekstu, historia bez Prawdy
Artykuł opisuje biografię Jakuba Stefańczyka: niewidomego od niemowlęcia wskutek retinopatii wcześniaczej, męża Kasi i ojca ośmioletniej Ewy. Autor tekstu, Małgorzata Nocuń, szczegółowo relacjonuje perypetie rodzinne – od narodzin córki, przez codzienne wyzwania opieki nad dzieckiem, po podróże za granicę. Fakty są przedstawione w sposób chronologiczny i szczegółowy, jednak cała narracja pozostaje wyłącznie w sferze naturalistycznej. Nie ma w niej miejsca na odniesienia do wiary, modlitwy, sakramentów czy jakichkolwiek wartości nadprzyrodzonych. To nie jest przypadek – to celowa strategia redakcyjna, która redukuje życie człowieka do wymiaru czysto biologicznego i psychologicznego.
Jakub Stefańczyk jest historykiem – człowiekiem, który z wykształcenia zajmuje się przeszłością i jej interpretacją. Jednakże w całym artykule nie znajdujemy ani jednego odniesienia do tego, jak jego wiedza historyczna wpływa na jego ojcostwo, na jego rozumienie roli ojca, na jego postrzeganie dziecka jako daru Bożego. Zamiast tego dostajemy sentymentalną opowieść o „uznaniu dziecka” w starożytnym Rzymie, która służy wyłącznie jako ciekawostka kulturowa, a nie jako punkt wyjścia do głębszej refleksji nad prawdziwą naturą ojcostwa. To jest właśnie duchowe bankructwo współczesnej kultury – potrafimy mówić o wszystkim, ale nie potrafimy powiedzieć o tym, co najważniejsze.
Poziom językowy: słownictwo bez duszy
Analiza językowa artykułu ujawnia całkowity brak słownictwa religijnego i teologicznego. Mówi się o „miłości”, „odpowiedzialności”, „bezpieczeństwie”, „cierpliwości”, ale nigdy o łasce, o błogosławieństwie, o ofierze, o modlitwie. Słowa te są w sobie szlachetne, ale pozbawione są wymiaru nadprzyrodzonego. Kiedy Jakub Stefańczyk mówi, że „świat się zatrzymał” w momencie narodzin córki, że czuł „niewyczerpane pokłady miłości” – to są piękne sformułowania, ale sformułowania, które nie prowadzą do Boga. Są to słowa, które mogą być wypowiedziane przez każdego ateistę, każdego humanistę, każdego człowieka bez wiary.
Artykuł operuje językiem psychologizującym i terapeutycznym. Mówi się o „lęku”, „irytacji”, „poczuciu winy”, „pogodzeniu się” z niepełnosprawnością. To jest język poradnika, nie język Ewangelii. Nie ma w nim miejsca na prawdę o tym, że cierpienie ma sens odkupieńczy, że łaska Boża wystarcza, że Bóg jest obecny w każdym momencie życia – także w najtrudniejszym. Zamiast tego dostajemy narrację, w której człowiek musi sam – wyłącznie siłami ludzkimi – radzić sobie z własnymi problemami i emocjami.
Poziom teologiczny: ojcostwo bez Boga
Z perspektywy integralnej wiary katolickiej artykuł ten jest nie tylko niewystarczający – jest duchowo niebezpieczny. Przedstawia ojcostwo jako czysto ludzkie zjawisko, odrzucone z kontekstu sakramentalnego i teologicznego. Nie ma w nim miejsca na prawdę, że dziecko jest darom Bożym, że ojciestwo jest powołaniem do naśladowania Boga Ojca, że miłość rodzicielska ma być wyrazem miłości Bożej, a nie jedynie odruchiem biologicznym lub emocjonalnym.
Św. Jan Paweł II w liście do rodzin pisał, że „człowiek staje się ojcem w momencie, gdy przyjmuje dziecko jako dar” – ale dar ten pochodzi od Boga, a nie od biologii. W artykułym tym „dar” ten został zredukowany do faktu biologicznego, do emocjonalnego przeżycia, do ludzkiej decyzji. Nie ma w nim miejsca na modlitwę o dziecko, na błogosławieństwo rodzicielskie, na wychowanie w wierze, na wprowadzenie dziecka do sakramentalnego życia.
Co więcej, artykuł milczy o roli matki jako pierwszej nauczycielki wiary, o znaczeniu modlitwy rodzicielskiej, o konieczności chrztu i wychowania w łasce. Kasia, żona Jakuba, jest przedstawiona wyłącznie jako partnerka w codziennym wyzwaniu opieki nad dzieckiem – nie jako matka, która ma prowadzić dziecko do Boga. To jest duchowe okrucieństwo – ukazanie rodziny bez Boga, ojcostwa bez modlitwy, miłości bez Źródła.
Poziom symptomatyczny: owoce apostazji
Artykuł ten jest jaskrawym przykładem tego, jak duchowa pustka, pozostawiona przez dekady modernizmu i apostazji, przenika nawet najbardziej „codzienne” teksty dziennikarskie. „Tygodnik Powszechny” – pismo, które deklaruje się jako tygodnik społeczno-kulturalny – nie ma w sobie miejsca na prawdę o Bogu, o wiary, o sakramentach. To nie jest przypadek – to systemowa cecha kultury, która odwróciła się od Chrystusa i Jego Kościoła.
W encyklice Quas Primas Pius XI przypomina, że „Chrystus króluje nie tylko w umysłach, ale i w sercach, i w ciałach, które stają się «zbroją sprawiedliwości Bogu»”. Artykuł o ojcostwie, który nie wiedzie o tym królestwie, który nie prowadzi czytelnika do Chrystusa Króla, jest nie tylko niewystarczający – jest formą duchowej apostazji, która utrwala wiernych w naturalistycznej iluzji, że można być dobrym ojcem, dobrym człowiekiem, bez Boga.
Nie ma w artykule ani jednego odniesienia do modlitwy, do Kościoła, do sakramentów, do wiary. To nie jest przypadek – to celowa strategia, która redukuje życie człowieka do wymiaru czysto ludzkiego. A tymczasem prawdziwe ojcostwo, prawdziwa miłość do dziecka, prawdziwa odpowiedzialność za jego bezpieczeństwo – wszystko to ma swoje źródło i swój sens tylko w Bogu, tylko w Chrystusie, tylko w Jego Kościele.
Konsekwencje dla czytelnika
Czytelnik, który czyta ten artykuł, nie znajdzie w nim niczego, co prowadziłoby go do refleksji nad własnym ojcostwem w kontekście wiary. Nie znajdzie w nim odniesienia do tego, że jego rola ojca jest odbiciem ojcostwa Bożego, że jego miłość do dziecka ma być wyrazem miłości Bożej, że jego odpowiedzialność za dziecko obejmuje również duszę – nie tylko ciało i psychikę.
Zamiast tego dostaje czytelnik narrację, w której ojcostwo jest wyłącznie ludzkim wyzwaniem, które można i trzeba pokonać wyłącznie ludzkimi siłami. To jest duchowe bankructwo – ukazanie człowieka bez Boga, rodziny bez Kościoła, miłości bez Źródła. A przecież tylko w Chrystusie, tylko w Jego Kościele, tylko w sakramentalnym życiu można znajdzieć prawdziwe ukojenie i siłę do bycia dobrym ojcem.
Artykuł ten, w swojej pozornej piękności i sentymentalności, jest więc nie tylko niewystarczający – jest duchowo szkodliwy. Utrwala wiernych w iluzji, że można żyć bez Boga, że można być dobrym ojcem bez modlitwy, że można kochać bez łaski. A to jest właśnie prawdziwa tragedia naszych czasów – duchowa pustka, która przenika nawet najbardziej „codzienne” teksty, oddalając coraz więcej ludzi od Chrystusa i Jego Kościoła.
Za artykułem:
Miłość, której czasem nie widać. Wyjątkowa opowieść na Dzień Ojca (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 23.06.2026




