Obraz przedstawia Pawła Potoroczyna i Michała Sowińskiego w tradycyjnym katolickim otoczeniu w Lublinie

Jaka kultura, taka gospodarka

Podziel się tym:

Portal „Tygodnik Powszechny” (5 maja 2026) publikuje wywiad z Pawłem Potoroczynem, dyrektorem Europejskiej Stolicy Kultury Lublin 2029 RE:UNION, pod tytułem „Jaka kultura, taka gospodarka”. Rozmowa toczy się wokół roli miast jako głównych organizatorów życia kulturalnego, finansowania kultury, edukacji kulturalnej, mnożnika fiskalnego inwestycji w kulturę, projektu „Kultura w pracy” czy wpływu sztucznej inteligencji na twórczość. Potoroczyn przedstawia kulturę jako motor gospodarczy i społeczny, podkreśla znaczenie samorządów, mecenatu oraz nowych technologii. Artykuł jest jednak tylko wizytówką świata, w którym kultura zredukowana została do kategorii ekonomicznych, a człowiek – do konsumenta i producenta wartości dodanej, bez najmniejszego nawiązania do celu nadprzyrodzonego, do Boga, do łaski, do prawdziwego sensu piękna i prawdy.


Kultura bez Boga – człowiek bez duszy

Cała rozmowa Pawła Potoroczyma z Michałem Sowińskim toczy się w obrębie czysto naturalistycznego paradygmatu. Kultura jest przedstawiana jako infrastruktura gospodarcza, jako „mnożnik fiskalny”, jako narzędzie budowania „popytu” i „innowacyjności”. Słowa te, choć brzmią naukowo i nowocześnie, w rzeczywistości odsłaniają całkowite zaślepienie wobec nadprzyrodzonego sensu kultury. Kultura, rozumiana katolickie, jest bowiem przede wszystkim cultus – czcią oddawaną Bogu, a dopiero w drugiej mierze – rozwijaniem ludzkich talentów ku chwale Bożej i zbawieniu duszy. Św. Jakub pisze: „Każdy dar doskonały jest z góry, odchodząc od Ojca światłości, u którego nie ma przemiany ani cienia przesunięcia” (Jk 1,17 Wlg). Potoroczyn nie wspomina ani razu o Bogu, o łasce, o pięknie jako odbiciu Boskiej doskonałości, o sztuce jako drodze do kontemplacji. Jego kultura jest kulturą człowieka, który zamknął się w sobie samym – a to jest duchowy opis modernistycznej apostazji, którą św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) nazwał „syntezą wszystkich herezji”.

Redukcja człowieka do „klasy kreatywnej” i „kapitału intelektualnego”

Potoroczyn mówi o „klasie kreatywnej”, o „kapitale intelektualnym”, o „wartości dodanej” i o „mnożniku fiskalnym”. Język ten jest językiem ekonomii neoliberalnej, a nie teologii czy filozofii chrześcijańskiej. Człowiek zostaje zredukowany do funkcji ekonomicznej: jest „twórcą”, „innowatorem”, „generatorem popytu”. Brak jakiejkolwiek refleksji nad tym, że człowiek jest istotą stworzoną na obraz i podobieństwo Boże (Rdz 1,26-27), że jego talent nie jest własnością prywatną, lecz darem od Pana, który będzie z niego żądał rachunku (Mt 25,14-30). Zamiast tego słyszymy o „głosowaniu portfelem” – jakooby kultura była towarem na rynku, a obywatelem był konsumentem wybierającym między produktami kultury jak między mydłem a proszkiem do prania. To jest zniwelowanie godności człowieka i zdegradowanie kultury do poziomu usługowego. Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał, że Chrystus Król panuje nie tylko w umysłach i wolach, ale i w ciałach, które mają być „zbroją sprawiedliwości Bogu” (Rz 6,13). Kultura, która nie ma Chrystusa za Króla, jest kulturą bałwochwalską – służy człowiekowi, a nie Bogu.

Miasto jako nowa świątynia – kult bezkapłański

Potoroczyn przedstawia miasta jako „ostatnią linię obrony” kultury, jako „rezerwuar talentów”, jako miejsca, gdzie kultura „może istnieć poza oficjalnymi strukturami”. To retoryka typowa dla świeckiego humanitaryzmu, w którym społeczność ludzka zastępuje Kościół, a samorząd – kapłaństwo. Miasto Lublin zostaje wyniesione na piedestał „wielokulturowości”, „tradycji niezależności”, „kapitału społecznego” – ale nie ma w tym żadnego odniesienia do tego, że Lublin był niegdyś jednym z najważniejszych ośrodków katolicyzmu w Polsce, że to tu działał bł. Jakub Strzemię, że tu znajdowała się jedna z najstarszych uczelni katolickich w Europie. Zamiast tego – „Unia Lubelska” jako „porozumienie między równorzędnymi podmiotami”, co jest eufemizmem maskującym fakt, że było to akt polityczny, a nie duchowy, i że nie miało nic wspólnego z prawdziwą jednością w Chrystusie. Miasto bez Kościoła jest tylko zgromadzeniem kamienic – pięknym, może, ale martwym.

„Kultura w pracy” – twórczość bez ofiary

Projekt „Kultura w pracy”, w którym artyści wchodzą do firm i pracują „obok hal produkcyjnych”, jest symptomatyczny. Potoroczyn mówi, że „sednem projektu nie jest efekt końcowy, lecz sam proces” i że chodzi o „pokazanie, że twórczość to praca”. To prawda pozorna. Twórczość jest pracą, ale pracą, która wymierza ku prawdzie, dobru i pięknu – a nie ku „elastyczności” i „zdolności współpracy” w rozumieniu korporacyjnym. Prawdziwa twórczość katolicka jest zawsze związana z ofiarą – z ofiarą Chrystusa na krzyżu, z ofiarą siebie samego. Św. Paweł pisze: „Błagam was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boga, abyście ofiarowali ciała swoje jako żywą, świętą, Bogu miłą ofiarę – jako waszą służbę rozumną” (Rz 12,1 Wlg). Projekt „Kultura w pracy” nie ma z ofiarą nic wspólnego – jest to projekt autoafirmacji człowieka w świecie pracy, a nie uświęcenia pracy przez ofiarę. To jest duchowa pustka owinięta w piękne słowa o „procesie twórczym”.

Sztuczna inteligencja – nowe bożstwo epoki cyfrowej

Potoroczyn wyraża „umiarkowany optymizm” wobec sztucznej inteligencji, twierdząc, że „ludzie wciąż czytają książki, wzruszają się w teatrze, przeżywają muzykę skomponowaną przez ludzki geniusz”. To zdanie jest bolesnym świadectwem ograniczenia wizji do zmysłowego doznania – jakoby „wzruszenie” i „przeżywanie” było ostatecznym kryterium wartości kultury. Prawdziwa kultura katolicka nie polega na „wzruszeniu”, lecz na contemplatio – kontemplacji prawdy i piękna, które prowadzi do Boga. Co więcej, Potoroczyn nie zadaje sobie pytania, czy maszyny mogą tworzyć dzieła nacechowane łaską, czy sztuczna inteligencja może być nośnikiem prawdy objawionej. Odpowiedź jest oczywista: nie, bo nie ma duszy, nie ma wolnej woli, nie ma zdolności do przyjęcia łaski. Maszyna może symulować twórczość, ale nie może tworzyć w sensie katolickim – bo tworzenie jest atrybutem Boga, a człowiek tworzy tylko jako Jego uczestnik, oswajając sobie dary od Ojca światłości.

Edukacja kulturalna bez fundamentu wiary

Potoroczyn mówi o „braku edukacji kulturalnej” i o tym, że „trzeba nauczyć się rozumieć sztukę i czytać książki”. To słowa pozornie słuszne, ale pozbawione fundamentu. Edukacja kulturalna, która nie opiera się na wierze katolickiej, jest edukacją bez kompasu – uczy techniki, ale nie celu; formy, ale nie treści; estetyki, ale nie prawdy. Św. Pius X w dekrecie Lamentabili sane exitu (1907) potępił jako błąd twierdzenie, że „współczesnego katolicyzmu nie da się pogodzić z prawdziwą wiedzą bez przekształcenia go w pewien chrystianizm bezdogmatyczny” (propozycja 65). Edukacja kulturalna w duchu Potoroczyna jest właśnie takim chrystianizmem bezdogmatycznym – mówi o kulturze, ale milczy o Chrystusie; mówi o pięknie, ale milczy o Źródle piękna; mówi o twórczości, ale milczy o Stwórcy.

Finansowanie kultury – państwo zamiast Kościoła

Potoroczyn podkreśla, że „troska o kulturę jest konstytucyjnym obowiązkiem państwa” i że „złotówka wydana na kulturę generuje nawet do trzech złotych w PKB”. To retoryka typowa dla świeckiego państwa opiekuńczego, które przejmuje role, które niegdyś należały do Kościoła. Przez wieki to Kościół był głównym mecenasem sztuki i kultury – wystarczy wspomnieć o MichałAngele, Rafaelu, Bachu, Mozarcie. To Kościół budował katedry, fundował uniwersytety, utrzymywał szkoły. Dziś państwo świeckie przejmuje te role, ale robi to w duchu czysto materialistycznym – mierzy kulturę w PKB, a nie w duszach zbawionych. Kultura finansowana przez państwo świeckie jest kulturą służącą państwu, a nie Bogu – i dlatego tak łatwo staje się narzędziem propagandy, ideologizacji i duchowej manipulacji.

„Wartości, a nie korzyści” – pusty humanitaryzm

Potoroczyn mówi, że współcześni mecenasi „interesują się wagą projektu, jego ideą” i że szukają „wartości, a nie korzyści”. To brzmi pięknie, ale jest pozbawione treści. Jakie wartości? Wartości katolickie? Wartości ewangeliczne? Nie – wartości świeckie, liberalne, humanistyczne, które nie mają żadnego odniesienia do prawdy objawionej. Wartości te są jak dom zbudowany na piasku (Mt 7,26-27) – piękne z zewnątrz, ale bez fundamentu. Prawdziwe wartości – wiara, nadzieja, miłość, sprawiedliwość, roztropność, męstwo, umiarkowanie – pochodzą od Boga i są trwałe. Wartości świeckie są zmienne, względne i ostatecznie prowadzą do duchowej pustyni.

Milczenie o grzechu i odkupieniu – najcięższe oskarżenie

Cały artykuł jest przesiąknięty optymizmem, wiarą w postęp, w siłę kultury i technologii. Ale nie ma w nim ani słowa o grzechu, o potrzebie nawrócenia, o sakramencie pokuty, o ofierze Chrystusa, o sądzie ostatecznym, o wieczności. To milczenie jest najcięższym oskarżeniem wobec przedstawionego światopoglądu. Człowiek bez Boga jest człowiekiem zagubionym – może tworzyć piękne dzieła, może budować nowoczesne miasta, może rozwijać technologię, ale wszystko to jest tylko vanitas vanitatum (Koh 1,2), jeśli nie jest zorientowane na Boga. Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863) przypominał, że „wieczne zbawienie nie może być uzyskane przez tych, którzy sprzeciwiają się władzy i orzeczeniom Kościoła katolickiego i są uparcie oddaleni od jedności Kościoła” (Dz 7). Kultura, która nie prowadzi do Kościoła, prowadzi do zatracenia.

Zakończenie – kultura ku chwale Bożej, czy ku chwale człowieka?

Artykuł „Jaka kultura, taka gospodarka” jest doskonałym przykładem świeckiego myślenia o kulturze, które zastępuje Boga człowiekiem, łaskę – techniką, zbawienie – rozwojem ekonomicznym. Paweł Potoroczyn jest człowiekiem z pewnością utalentowanym i dobrze intencjonym, ale jego wizja kultury jest wizją człowieka, który nie zna prawdziwego Boga – albo Go zepchnął na margines. Taka kultura może być efektowna, może generować zyski, może budować „ekosystemy innowacji” – ale nie zbawia dusz. Nie prowadzi do Chrystusa Króla, nie otwiera drzwi do Królestwa Niebieskiego, nie leczy ran grzechu. Prawdziwa kultura – kultura katolicka – jest zawsze ku chwale Bożej (Ad Maiorem Dei Gloriam), zawsze prowadzi do Kościoła, zawsze służy zbawieniu dusz. Wszystko inne jest tylko pięknym sarkofagm – pięknym z zewnątrz, ale pełnym ściętych kości.


Za artykułem:
Jaka kultura, taka gospodarka
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 05.05.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.