Portal „Tygodnik Powszechny” relacjonuje z festiwalu filmowego w Cannes 2026, prezentując dwie produkcje: „Historie równoległe” Asghara Farhadiego – nową adaptację „Dekalogu” Kieślowskiego – oraz „Ojczyznę” Pawła Pawlikowskiego, opowiadającą o nobliście Tomaszu Mannie i jego rodzinie w 1949 roku. Recenzent Michał Walkiewicz dzieli się wrażeniami obrazującymi klimat posoborowej kultury, w której klasyk kina polskiego staje się „krynicą cytatów”, a postawa moralna artysty w czasach totalitaryzmu zostaje zredukowana do „serii przypisów” i „niedopowiedzeń”. Artykuł ukazuje świat, w którym prawdziwe wartości duchowe zostały wyparte przez postironiczny estetyzm i moralny nihilizm.
„Dekalog” jako pastisz – profanacja dziedzictwa Kieślowskiego
Centralnym przykładem kulturowej degradacji, którą ukazuje artykuł, jest podejście Asghara Farhadiego do „Dekalogu” Krzysztofa Kieślowskiego. Recenzent nie owija się w suche słowa: Farhadi traktuje arcydzieło polskiego kina „jakby chodziło o nowy film Marvela”. To porównanie nie jest przypadkowe – odsłania istotę współczesnej kultury, w której wszystko staje się rozrywką, a wielkie tematy egzystencjalne i moralne sprowadzane są do poziomu „fanowskich nawiązań” i „zabawnych rymów”.
„Dekalog” Kieślowskiego był filmem o życiu i śmierci, o naturze i kulturze, o miłości i nienawiści – o wszystkim, co stanowi sedno ludzkiego losu wobec Boga. Farhadi zamienia te wielkie abstrakcje w „niezbyt subtelne metafory”, a następnie wplata je w konwencję „literackiej pulpy o trójkącie miłosnym i zbrodni w afekcie”. To nie jest adaptacja – to profanacja. Zamiast kontynuować duchowe poszukiwania Kieślowskiego, twórca „Historii równoległych” rozbija je na kolejne „narracyjne szarady i metatekstowe gierki”, w których stawką jest „nowy Kieślowski” jako „heros popkultury na postironiczne czasy”.
Artykuł przytoczył wypowiedź jednego z bohaterów Farhadiego: „Wiesz, czym się różnią ludzie od zwierząt? Zwierzęta nie wiedzą, że umrą”. Recenzent przyznaje szczerze: „Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co to znaczy”. I słusznie – bo w świecie pozbawionym transcendencji, w świecie, w którym Bóg został usunięyt z narracji, pytanie o śmierć nie ma odpowiedzi. „Bo oto królestwo Boże jest wewnątrz was” (Łk 17,21) – ta prawda jest całkowicie obecna w „Dekalogu” Kieślowskiego, choćby nawet w formie bólu i pytania. U Farhadiego zostaje jedynie pustka, ubrana w eleganckie kadry i gwiazdorski obsadę.
Język postironii jako maska duchowej pustki
Analiza językowa artykułu ujawnia głęboką symptomatyczność współczesnego dyskursu kulturalnego. Mówi się o „postironicznych czasach”, o „strojeniu drwin z francuskiego kina o burżuazji”, o „samospełniających się proroctwach”. To język, który unika powiedzenia czegokolwiek wprost – bo w świecie, gdzie prawda obiektywna została zastąpiona subiektywnym odczuciem, wypowiedzenie czegoś stanowczo byłoby wstydliwym naruszeniem zasady „coolness”.
Św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) ostrzegał przed modernistami, którzy „pod pozorem poważniejszej krytyki oraz w imię metody historycznej” dążą do „takiego rozwoju dogmatów, który okazuje się ich skażeniem”. Analogia jest bezpośrednia: pod pozorem „metatekstowych gierek” i „postironicznej konwencji” Farhadi dokonuje skażenia dziedzictwa Kieślowskiego, redukując je do poziomu popkulturowego gadania.
Recenzent zauważa, że „bezwstydne nawiązanie do jednej ze scen «Krótkiego filmu o zabijaniu» Kieślowskiego sprawiło, że sala wybuchła śmiechem”. To szczególnie wymowne. Scena, która u Kieślowskiego była przerażającym aktem moralnego sądu nad śmiercią, stała się materiałem do śmiechu. „Kto się naśmieje z brata swego w dniu sądu, nie będzie miał odpuszczenia” – przypomnijmy sobie naukę św. Tomasza z Akwinu o grzechu zwłaszcza ciężkim przeciwko miłości bliźniego, którym jest szyderstwo.
„Ojczyzna” – moralność artysty jako „seria przypisów”
Drugi analizowany film, „Ojczyzna” Pawła Pawlikowskiego, ukazuje inną, choć pokrewną, formę duchowej degradacji. Film opowiada o Tomaszu Mannie w 1949 roku – nobliście, który stoi między Zachodem a Wschodem, między amerykańską demokracją a sowieckim totalitaryzmem. Recenzent stwierdza, że w obiektywie Pawlikowskiego Mann jest „figurą rozczarowania projektem zjednoczonej, demokratycznej Europy” i „żywym trupem”, który „przemyka po hotelowych korytarzach i rautach niczym duch”.
To jest kluczowy moment artykułu: moralne dylematy związane z podróżą na wschód, z kompromitującą pobłażliwością wobec komunizmu, z zerwaniem więzi z synem – wszystko to „roztrząsa za niego córka”. Artysta jest niezdolny do moralnego osądu, więc jego sumienie przejmuje kobieta. To nie jest przypadkowy zabieg narracyjny – to wyraz głęboko zakorzenionej w posoborowej kulturze idei, że mężczyzna-artysta jest dzieckiem wymagającym opieki, a nie odpowiedzialnym podmiotem moralnym.
Recenzent wyraża rozczarowanie: „Nie potrafię dostrzec w «Ojczyźnie» filmu o sztuce, która sinusoidalnie zbliżała i oddalała ich od siebie. A to przecież w niej zawarte są przecież odpowiedzi na pytania dynamikę tej relacji: o homoseksualizm Klausa, jego depresję, stosunek do polityki oraz emigracji, o życie w cieniu ojcowskiej sławy”. To jest wymowne milczenie – artykuł wspomina o homoseksualizmie syna noblisty, ale nie podejmuje żadnej oceny moralnej. W świecie, gdzie „Tygodnik Powszechny” jest jednym z czołowych periodyków katolickich w Polsce, takie milczenie jest aktem apostazji.
Milczenie o Bogu jako najcięższy grzech przekazu
Najważniejszym oskarżeniem wobec zarówno artykułu, jak i opisywanych w nim filmów jest to, czego nie ma. W całym tekście nie znajduje się ani jedno odniesienie do Boga, do łaski, do sakramentów, do odpowiedzialności moralnej wobec Stwórcy. Świat przedstawiony w artykule jest światem całkowicie zamkniętym w immanencji – światem, w którym człowiek jest jedynym punktem odniesienia, a jego cierpienie nie ma żadnego sensu wykraczającego poza biologiczną egzystencję.
Św. Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał: „Chrystus króluje w umysłach ludzi nie tak dlatego, że posiada głęboki umysł i ogromną wiedzę, ile raczej dlatego, że On sam jest Prawdą, a ludzie powinni zaczerpnąć prawdy od Niego i przyjąć ją posłusznie”. W opisywanym świecie kultury canneńskiej prawda została zastąpiona „postironią”, a posłuszeństwo – „autonomią twórczą”. To jest dokładnie ten sam błąd, który potępiał Pius IX w Syllabus of Errors: „Ludzka rozumowość, bez żadnego odniesienia do Boga, jest jedynym arbitrem prawdy i fałszu, dobra i zła” (propozycja 3).
Recenzent wyraża nostalgię za wcześniejszym filmem Pawlikowskiego – „Latami miłości” – w którym „gość siedział w wysokiej trawie, kręcił w kolorze i przyglądał się uczuciom, które rozkwitają zamiast usychać”. To jest smutna konstatacja: nawet w świecie sztuki, która powinna ukazywać piękno i prawdę, dominuje obraz usychania, rozpadu i duchowej śmierci.
„Tygodnik Powszechny” jako przekaźnik posoborowej mentalności
Nie można pominąć kontekstu, w którym pojawia się ten artykuł. „Tygodnik Powszechny” przedstawia się jako „jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny” i „wspólnota, która myśli samodzielnie”. Jednak analiza jego treści ujawnia, że jest to wspólnota myśląca w ramach ściśle określonej, posoborowej paradigmy – paradigmy, w której Bóg jest nieobecny, moralność jest relatywna, a sztuka służy wyłącznie samotwórczemu ekspresjonizmowi.
Artykuł nie zadaje sobie trudu, by osadzić opisywane zjawiska kulturowe w kontekście katolickiej antropologii. Nie przypomina, że człowiek jest stworony na obraz i podobieństwo Boże („Stworzył Boga człowieka na obraz Boże; na obraz Boże go stworzył” – Rdz 1,27), że jego cierpienie ma sens odkupieńczy, a sztuka powinna służyć prawdzie i pięknu. Zamiast tego, czytelnik otrzymuje suchą recenzję filmową, pozbawioną jakiegokolwiek wymiaru duchowego – recenzję, która mógłaby pojawić się w dowolnym świeckim magazynie kulturalnym.
To jest właśnie ta „duchowa pustka”, o której pisał św. Pius X – pustka, która powstaje, gdy Kościół przestaje być światłem świata i staje się jedną z wielu instytucji kulturalnych, dbających o swoją pozycję w rankingu sprzedaży i liczbie subskrybentów.
Prawdziwy Kościół a kultura bez Chrystusa
Czytelnik szukający prawdziwej odpowiedzi na pytania, które stawiają opisywane filmy – pytania o sens cierpienia, o odpowiedzialność moralną artysty, o relację między ojcem a synem, o grzech i odkupienie – nie znajdzie jej ani w artykule, ani w filmach. Bo odpowiedź na te pytania nie znajduje się w kinie canneńskim ani w redakcji „Tygodnika Powszechnego”.
Odpowiedź znajduje się w prawdziwym Kościele katolickim – tam, gdzie sprawowana jest ważna Msza Święta według wiecznego mszału św. Piusa V, gdzie udzielane są ważne sakramenty, gdzie naucza się niezmienną doktrynę, a Chrystus Król panuje niepodzielnie. Tam, w sakramencie pokuty, rany zadane przez grzech – własny i cudzy – są obmywane. Tam, w Najświętszej Ofierze, własne cierpienie łączy się z Ofiarą Chrystusa na Krzyżu, nadając mu zbawczą moc.
„Nie masz w żadnym innym zbawienia. Albowiem nie jest pod niebem inne imię dane ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni” (Dz 4,12). Te słowa, wypowiedziane przed ponad dwoma tysiącami lat, pozostają aktualne – nawt wtedy, gdy kultura, nawet ta nosząca przymiotnik „katolicki”, milczy o nich, wybierając zamiast tego „postironię” i „metatekstowe gierki”.
Apel do nawrócenia
Nie można kończyć tej analizy bez słowa nadziei. Ci ludzie – reżyserzy, recenzenci, czytelnicy – nie są wrogami. Są to często ludzie o szczerych intencjach, którzy jednak działają w duchowej próżni pozostawionej przez apostazję struktur posoborowych. Ich ból, ich pytania, ich tęsknota za pięknem i prawdą – wszystko to są oznaki głodu, który może być zaspokojony jedynie przez Chrystusa i Jego prawdziwy Kościół.
Św. Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863) napisał: „Bóg dopuścił, aby istniały różne wyznania religijne, aby ludzie mogli być prowadzeni do prawdy różnymi drogami, a nie po to, aby prawda była z niego wyrzucana”. Niech to będzie modlitwą za wszystkich, którzy szukają prawdy w kinie, w literaturze, w kulturze – ale nie mogą jej znaleźć, bo szukają w miejscach, gdzie jej nie ma.
Prawdziwa sztuka, prawdziwa kultura, prawdziwe pytanie o sens życia – wszystko to znajduje swoje dopełnienie jedynie w Chrystusie Królu i Jego Kościele. Nie w „postironii”, nie w „metatekstowych gierkach”, nie w „serii przypisów” – ale w żywej Tradycji, w sakramentalnym życiu, w posłuszeństwie niezmiennym prawdom wiary katolickiej.
Za artykułem:
Cannes 2026: „Ojczyzna” Pawlikowskiego dzieli krytyków, nowy „Dekalog” zbiera cięgi (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 18.05.2026








