Chłopiec w zniszczonej marynarce stoi na plaży wyspy Amrum podczas burzy, patrząc na morze. W tle ruinowany kościół z połamanym krzyżem symbolizuje duchową pustkę po II wojnie światowej.

„Amrum” Fatiha Akina — kino uchodźców bez Chrystusa

Podziel się tym:

Portal „Tygodnik Powszechny” relacjonuje film Fatiha Akina „Amrum”, opowiadający o dwunastoletnim chłopcu z Hamburga, który w ostatnich dniach II wojny światowej wraz z rodziną ucieka na niemiecką wyspę. Anita Piotrowskaw cyklu „Co obejrzeć w weekend” przedstawia obraz jako refleksyjny film o migracjach, dorastaniu i utracie niewinności. Recenzentka podkreśla, że reżyser — syn tureckich imigrantów — traktuje historię jako ostrzeżenie: „wszyscy przecież, i ci niewinni, i ci ślepo wierzący w nienawistne ideologie, są potencjalnymi uchodźcami”. Film jest prezentowany w kategoriach czysto naturalistycznych: walka o przetrwanie, deziluzja, piękno natury kryjące brutalność. Cała recenzja jest przykładem duchowej pustyni, w jakiej funkcjonuje kultura wyzbyta się Chrystusa — opowiada o cierpieniu, ale nie ma nic do powiedzenia o jedynym Źródle prawdziwego pokoju.


Dorastanie w pustyni — film bez nadziei nadprzyrodzonej

Recenzja filmu „Amrum” w „Tygodniku Powszechnym” jest wzorem tego, jak posoborowa kultura potrafi opowiadać o cierpieniu człowieka, nie wspominając ani słowem o Tym, który jest „drogą, prawdą i życiem” (Jn 14,6 Wlg). Anita Piotrowska opisuje film jako „mocno wyciszony film o utracie niewinności”, „refleksyjny film o migracjach”, w którym „piękno natury kryje w sobie brutalność”. Słowa te nie kłamią — ale są radykalnie niewystarczające. Opisują warstwę ziemską, doczesną, i na tym się zatrzymują. Jakby cała rzeczywistość sprowadzała się do psychologii, ekologii i polityki.

Św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) ostrzegał przed modernistami, którzy redukują wiarę do subiektywnego przeżycia i uczucia. Fatih Akin — reżyser „o tureckich korzeniach”, „najchętniej podejmujący wątki imigranckie i transkulturowe” — jest typowym przedstawicielem tej mentalności. Jego film nie jest heretyczny wprost — jest po prostu ludzki w sposób, który wyklucza Boga. A recenzja w „Tygodniku Powszechnym” nie tylko nie stawia temu oporu, ale czyni z tej duchowej pustyni wartość samą w sobie.

„Wszyscy jesteśmy potencjalnymi uchodźcami” — katolicki uniwersalizm czy naturalistyczna utopia?

Najbardziej symptomatycznym zdaniem recenzji jest podsumowanie przesłania filmu przez recenzentkę: „wszyscy przecież, i ci niewinni, i ci ślepo wierzący w nienawistne ideologie, są potencjalnymi uchodźcami”. To zdanie, brzmiące humanitarnie, jest w istocie odrzuceniem katolickiej nauki o ludzkim przeznaczeniu. Człowiek nie jest przede wszystkim uchodźcą — jest istotą stworzoną na obraz Boga, powołaną do wiecznej szczęśliwości. Uchodźstwo, wędrowanie, cierpienie — to wszystko są okoliczności ziemskie, ale nie istota ludzkiej kondycji.

Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał, że „nie ma w żadnym innym zbawienia. Albowiem nie jest pod niebem inne imię dane ludziom, w którym byśmy mieli być zbawieni” (Dz 4,12 Wlg). Pokój, prawdziwy pokój, nie jest wynikiem migracji ani dialogu kultur — jest darem Chrystusa Króla, który „przyszedł pojednać wszystko” i którego „jarzmo słodkie jest a brzemię lekkie”. Film „Amrum” i jego recenzja w „Tygodniku Powszechnym” nie wiedzą o tym pokoju — i nie chcą o nim wiedzieć.

Ksenofobia, nazizm i „wina ojców” — diagnoza bez lekarstwa

Recenzentka opisuje, jak mieszkańcy Amrumerzy „pogardliwie” nazywają uchodźców ze Śląska i Prus Wschodnich „Polakami”, jak bohater musi mierzyć się z „odrzuceniem przez ksenofobicznych lokalsów” i jak odkrywa „winy ojców” — ojciec był „wysokim oficerem SS”. Te tematy są ważne i wymagają katolickiej perspektywy. Ksenofobia jest grzechem przeciw miłości bliźniego. Nazizm był zbrodniczą ideologią. Ale film, opisywany w recenzji, nie oferuje żadnego kryterium moralnego wyższego niż ludzka empatia.

Św. Paweł Apostoł pisał: „Nie stawajcie się niewolnikami ludzkich” (1 Kor 7,23 Wlg). Katolicka nauka o grzechu, odpowiedzialności i pokucie jest zastąpiona tu przez psychologiczną kategorię „deziluzji” i „utraty niewinności”. Dwunastoletni Nanning, „zaczytany w 'Mobym Dicku'”, doświadcza „brutalnej deziluzji” — ale nie ma nikogo, kto wskazałby mu, że „Bóg jest miłością” (1 Jn 4,8 Wlg) i że tylko w Chrystusie człowiek znajduje odkupienie zarówno własnych grzechów, jak i grzechów swoich ojców.

Fatih Akin i „Tygodnik Powszechny” — dwa oblicza tej samej próżni

Warto zauważyć, że „Tygodnik Powszechny” — periodyk powołany do bycia głosem katolickim w Polsce — recenzuje film tureckiego reżysera imigranckiego bez odwołania się do jakiejkolwiek katolickiej perspektywy. Recenzentka Anita Piotrowska, która pisze także do magazynów psychologicznych, traktuje kino wyłącznie jako medium refleksji społecznej i psychologicznej. To jest symptomatyczne: posoborowa kultura katolicka przestała być katolicką i stała się jednym z wielu głosów świeckiej humanistycznej dyskusji.

W artykule nie ma ani jednego słowa o modlitwie, o sakramencie pokuty, o możliwości nawrócenia, o łasce uświęcającej. Cierpienie jest opisane, ale nie ma Tego, który mówi: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28 Wlg). To milczenie nie jest przypadkowe — jest systemowe. Jest owocem apostazji, która pochłonęła zarówno środowiska filmowe, jak i katolickie periodyki w strukturach posoborowych.

Pokój Chrystusa a pokój uchodźców

Pius XI w Quas Primas ostrzegał: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą, gdyż usunięto główną przyczynę, dlaczego jedni mają prawo rozkazywać, drudgy zaś mają obowiązek słuchać”. Te słowa, wypowiedziane sto lat temu, opisują dosłownie świat, który prezentuje film „Amrum” i jego recenzja. Świat, w którym ludzie są uchodźcami, bo nie ma Króla, który daje pokój. Świat, w którym dzieci dorastają w „deziluzji”, bo nie ma Kościoła, który wskazuje im Chrystusa.

Prawdziwy Kościół katolicki — ten, który trwa w niezmienionej Tradycji, w ważnych sakramentach, w prawdziwej Mszy Świętej św. Piusa V — jest jedynym miejscem, gdzie cierpiący człowiek znajduje prawdziwe ukojenie. Nie w filmach, nie w recenzjach, nie w „refleksyjnym kino o migracjach” — ale w Najświętszej Ofierze, w sakramencie pokuty, w komunii ze Zbawicielem. Dopóki kultura — nawet ta, która nazywa się „katolicka” — nie zwróci się ku Chrystusowi Królowi, dopóty będzie mówiła o cierpieniu bez nadziei, o uchodźstwie bez ojczyzny wiecznej, o dorastaniu bez Boga.


Za artykułem:
„Amrum” Fatiha Akina. Koniec wojny oczami niemieckiego dziecka
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 29.05.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.