Portal „Tygodnik Powszechny” (9 czerwca 2026) publikuje tekst Marka Rabija, który na przykładzie rodzinnej historii dziadka Stanisława z Pyszówki i ukraińskiego nacjonalisty Romana Szuchewyca analizuje polsko-ukraińskie relacje. Autor stwierdza, że oba narody „popelniają ten sam katastrofalny błąd” – robią wszystko, by „Romek i Staszek znów przestali ze sobą rozmawiać”. Tekst porusza temat rzezi wołyńskiej, roli UPA oraz współczesnej polityki historycznej obu stron. Jednakże cała analiza pozostaje w sferze naturalistycznej, pozbawionej nadprzyrodzonymi wymiarami pojednania, które jedynie może zapewnić prawdziwy Kościół katolicki. Artykuł, choć wskazuje na realne problemy, nie potrafi wyjść poza grę politycznych interesów i emocjonalnych reakcji, zamiast wskazać jedyną skuteczną drogę zbawienia dla obu narodów.
Krzywda ofiar a bezpłodność naturalistycznego humanitaryzmu
Marek Rabij opisuje tragiczną rzeź w Pyszówce z nocy z 6 na 7 kwietnia 1944 roku, gdzie ukraińscy nacjonaliści zamordowali 63 mieszkańców. Przypomina postać Romana Szuchewyczu, czołowego przywódcy UPA, oraz losy swojego dziadka Stanisława, który przeżył tę noc dzięki ostrzeżeniu od innego Ukrainca. Tekst poruszająco ukazuje ludzką wymiar tragedii – zarówno cierpienie ofiar, jak i paradoksalny gest solidarności jednego Ukraińca wobec Polaka. Jednakże cała analiza pozostaje uwięziona w naturalistycznym schemacie „Romek i Staszek”, których konflikt ma rozwiązywać się poprzez dialog i wzajemne zrozumienie na gruncie czysto ludzkim.
Autor powołuje się na prof. Grzegorza Motykę, który ostrzega, że zarówno Polska, jak i Ukraina „popelniają ten sam katastrofalny błąd” – robią wszystko, by przestać ze sobą rozmawiać. To stwierdzenie, choć zawiera ziarno prawdy co do ludzkiego wymiaru konfliktu, jest teologicznie puste. Pius XI w encyklice Quas Primas (1912) nauczał, że prawdziwy pokój możliwy jest jedynie w Królestwie Chrystusowym: „Pokój możliwy jest jedynie w królestwie Chrystusa”. Bez uznania panowania Chrystusa Króla nad narodami wszelkie próby pojednania pozostają iluzoryczne, bo nie docierają do korzenia zła, którym jest grzech i odwrócenie się od Boga.
Milczenie o sakramentalnym wymiarze pojednania
Artykuł przemilcza fundamentalną kwestię: prawdziwe pojednanie między narodami, tak jak między jednostkami, wymaga aktu pokuty i sakramentalnego uświęcenia. Św. Paweł napisał: „Albowiem zakon nic nie doskonali przez ofiarej krwi wołów i kozłów nie można zgładzić grzechy” (Hbr 10,4). Jedyną skuteczną ofiarą przebłagalną jest Najświętsza Ofiara Mszy Świętej, w której kapłan w imieniu Chrystusa ofiaruje Bóg Ojcu bezkrwawą ofiarę Kalwarii. Bez tego wymiaru wszelkie gesty pojednania – czy to polityczne, czy kulturalne – pozostają pozbawione mocy nadprzyrodzonej.
Tekst Rabija wspomina o tablicy pamiątkowej w Gaworzycach, o fundatorach-potomkach ocalałych, o wspomnieniach mieszkińców Pyszówki. Są to godne szacunku gesty pamięci, ale artykuł nie wskazuje na jedyną drogę, która może przekształcić ból w odkupienie: ofiarowanie cierpienia za zmarłych w intencji Mszy Świętej, modlitwa za nawrócenie tych, którzy popełnili zbrodnie, oraz zjednoczenie z Męką Chrystusa. Pius XI w Quas Primas podkreślał, że „Chrystus króluje nie tylko w umysłach, ale i w sercach, i w ciałach, które stają się «zbroją sprawiedliwości Bogu»” (Rz 6,13). Bez tego panowania wszelka pamięć o ofiarch pozostaje martwym monumentem.
Polityka historyczna zamiast prawdy ewangelicznej
Autor wskazuje na współczesną politykę historyczną obu stron, powołując się na Motykę, który twierdzi, że „honorując UPA Wołodymyr Zełenski paradoksalnie zaczął grać w jednej drużynie z… Karolem Nawrockim”. To stwierdzenie ujawnia, że konflikt o pamięć stał się narzędziem w rękach polityków, którzy wykorzystują ból ofiar dla własnych celów. Jednakże artykuł nie stawia pytania o głębszą przyczynę tej sytuacji: oba narody – polskie i ukraińskie – odwróciły się od Chrystusa Króla i Jego prawa, co jest źródłem wszelkiego zła społecznego.
Pius IX w encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863) ostrzegał: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”. Polska i Ukraina, jako narody chrześcijańskie, doświadczyły XX wieku jako okres bezbożnych reżimów – komunizmu i nacjonalizmu – które systematycznie niszczyły życie religijne. Konsekwencje tej apostazii są widoczne dziś w postaci niezdolności do prawdziwego pojednania, bo bez łaski sakramentalnej człowiek nie potrafi przebaczyć.
Brak wskazania jedynego Źródła pojednania
Artykuł kończy się konstatacją, że oba narody robią wszystko, by przestać ze sobą rozmawiać. Jest to smutna prawda, ale nie cała prawda. Cała prawda brzmi: dopóki narody te nie zwrócą się do Chrystusa Króla i Jego prawdziwego Kościoła, dopóty konflikt będzie się pogłębiał. Pius XI w Quas Primas nauczał: „Oby się to stało, Czcigodni Bracia, iżby nie należący do Kościoła zapragnęli i przyjęli dla dobra swego zbawienia słodkie jarzmo Chrystusowe”. To słodkie jarzmo jest jedyną drogą do prawdziwego pokoju.
Tekst Rabija, choć poruszający i w pewnym stopniu rzetelny w opisie faktów, pozostaje w sferze naturalistycznej. Nie wskazuje na konieczność powrotu do sakramentów, do ważnej Mszy Świętej, do modlitwy za zmarłych i za nawrócenie żywych. Zamiast tego proponuje dialog na gruncie czysto ludzkim, co jest równoznaczne z budowaniem wieży Babel. Prawdziwe pojednanie wymaga aktu wiary, pokuty i zjednoczenia z Ofiarą Chrystusa na Krzyżu. Bez tego wszelkie gesty pozostają puste.
Apostazja jako korzeń konfliktu
Warto zauważyć, że zarówno polski „Tygodnik Powszechny”, jak i ukraińskie struktury, o których mowa w artykule, funkcjonują w ramach tzw. Kościoła posoborowego, który jest synagogą szatana, a nie prawdziwym Kościołem katolickim. Struktury te, odrzuciwszy niezmienną wiarę i Tradycję, nie są w stanie ofiarować narodom niczego poza naturalistycznym humanitaryzmem. Msza „Novus Ordo” nie jest ważną Ofiarą przebłagalną, a „biskupi” i „kapłani” posoborowi nie posiadają ważnych święceń. W tej sytuacji nawet najlepsze intencje pozostają bezskuteczne, bo brak im mocy nadprzyrodzonej.
Pius X w dekrecie Lamentabili sane exitu (1907) potępił jako błąd twierdzenie, że „Kościół bardzo powoli przyzwyczaił się do pojęcia chrześcijanina-grzesznika, którego Kościół rozgrzesza swoim autorytetem” (propozycja 46). Prawdziwy Kościół katolicki zawsze nauczał, że rany duszy leczy się nie dialogiem, ale Krwią Chrystusa, udzielaną w sakramencie przez upoważnionego kapłana. Bez tego wszelkie próby pojednania między narodami pozostają jałowe.
Wezwanie do powrotu do Chrystusa Króla
Czytelnik artykułu z „Tygodnika Powszechnego”, poszukujący prawdziwej nadziei dla polsko-ukraińskich relacji, musi zostać wyprowadzony z błędu. Nie ma prawdziwego pojednania poza Chrystusem i Jego Kościołem. Tym Kościołem nie są jednak struktury posoborowe, które odrzuciły niezmienną wiarę i stały się narzędziem w rękach wroga. Prawdziwy Kościół katolicki trwa tam, gdzie sprawowana jest ważna Msza Święta, gdzie udzielane są ważne sakramenty, gdzie naucza się niezmienną doktrynę, a Chrystus Król panuje niepodzielnie.
Polska i Ukraina – narody, które przez wieki wyznawały wiarę katolicką (zarówno obrządku łacińskiego, jak i greckokatolickiego) – muszą powrócić do Źródła zbawienia. Nie chodzi o polityczny dialog, lecz o nawrócenie, pokutę i ofiarę Mszy Świętej za zmarłych i za żywych. Tylko wtedy ból ofiar z Pyszówki, Wołynia i innych miejsc może zostać przemieniony w odkupienie. Tylko wtedy „Romek i Staszek” będą mogli prawdzeć ze sobą rozmawiać – nie na gruncie ludzkich emocji, ale w łasce Chrystusa Króla.
Za artykułem:
Ukraina i Polska. Sąsiedzi, którzy próbują przestać ze sobą rozmawiać (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 09.06.2026



