Kino jako substytut duchowości: „spielbergowskie twarze” zamiast oblicza Chrystusa

Podziel się tym:

Portal „Tygodnik Powszechny” relacjonuje esej Michała Walkiewicza o twórczości Stevena Spielberga, przedstawiając reżysera jako „żywego mitu artysty”, którego filmy – poprzez „niesamowitość” i „spielbergowskie twarze” – kształtują zbiorową wyobraźnię milionów widzów. Autor zachwyca się tym, jak kino Spielberga zastępuje głębsze duchowe poszukiwania, redukując ludzkie lęki i pragnienia do estetyki popkulturowej. Artykuł jest symptomem duchowej pustki, w której człowiek szuka zachwytu w stworzeniu zamiast w Stwórcy, a kino staje się nowym sanktuarium bez Boga.


Zachwyt zastępuje zbawienie – estetyka bez transcendencji

Artykuł otwiera się opisem „niesamowitości” jako „wielowymiarowej ciemności między skalnymi ścianami” – pojęcia zaczerpniętego z Thomasa Bernharda, które ma być „narzędziem samopoznania”. Jednakże w ujęciu autorów ta „niesamowitość” nie prowadzi do Boga, lecz do… kina. Spielberg jest przedstawiony jako mistrz „łagodnej niesamowitości”, która pozwala widzom „wejrzeć w siebie” – ale wyłącznie w wymiarze psychologicznym, bez żadnego odniesienia do duszy, grzechu czy zbawienia. To klasyczna redukcja ludzkiego doświadczenia do sfery estetycznej, którą potępił św. Pius X w encyklice Pascendi Dominici gregis (1907) jako jedną z cech modernizmu: zastąpienie wiary „uczuciem religijnym” i subiektywnym przeżyciem.

Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) nauczał, że Chrystus króluje nie tylko w umysłach, ale i w sercach, i w ciałach, które stają się „zbroją sprawiedliwości Bogu” (Rz 6,13). W artykule zaś „zbroją” staje się ekran kinowy, a „sprawiedliwość” – emocjonalna reakcja na efekty specjalne. To nie jest samopoznanie w sensie chrześcijańskim – to jest samozatracenie w iluzji, które św. Paweł ostrzegał, pisząc: „Widzimy teraz jakby w zwierciadle, niewyraźnie; wtedy zaś obliczem do oblicza” (1 Kor 13,12).

„Żywy mit artysty” – bałwochwalstwo w masce kultury

Autor artykułu wprost nazywa Stevena Spielberga „żywym mitem artysty” i „najważniejszym reżyserem w historii kina popularnego”. To nie jest przypadkowe sformułowanie – to jest akt bałwochwalstwa, który wynika z duchowej pustki, w której człowiek zastępuje Boga idolami. W encyklice Quas Primas Pius XI ostrzegał: „Gdy Boga i Jezusa Chrystusa usunięto z praw i z państw i gdy już nie od Boga, lecz od ludzi wywodzono początek władzy, stało się iż zburzone zostały fundamenty pod tąż władzą”. To samo dotyczy kultury – gdy Bóg jest usuwany z centrum, jego miejsce zajmują artyści, celebryci i ikony popkultury.

Artykuł przyznaje, że Spielberg „ukradł Tobiemu Hooperowi autorstwo hitowego «Poltergeista»”, że „ocierał się łokciami z organizatorami kontrowersyjnej olimpiady w Pekinie”, że jego „wizje obcych kultur były służebne wobec amerykańskiej perspektywy” – a mimo to nadal jest „żywym mitem”. To jest apoteoza amoralności, w której talent artysty usprawiedliwia wszystko. W świetle nauki katolickiej talent nie jest wartością absolutną – jest darem Bożym, który służy zbawieniu dusz, a nie budowaniu kariery na gruncie moralnego nihilizmu.

„Spielbergowskie twarze” jako ikony nowej religii

Najbardziej symptomantyczny fragment artykułu dotyczy tzw. „spielbergowskich twarzy” – wyrazów twarzy bohaterów wyrażających „dziecięcy zachwyt nad metafizyką”, „lęk przed potęgą historii”, „podziw dla beznamiętnej przyrody”. Autor cytuje wideoesej Kevin B. Lee, który twierdzi, że „twarz Spielberga staje się pośmiertną maską naszego gatunku – obrazem, który trwa dalej, ukazując nas z szeroko otwartymi oczami, w wiecznym stanie zdumienia”.

To jest bezpośrednie bluźnierstwo – zastąpienie oblicza Chrystusa twarzą aktora, a zbawienia – „wiecznym stanem zdumienia”. W encyklice Quanto Conficiamur Moerore (1863) bł. Pius IX nauczał: „Eternal salvation cannot be obtained by those who oppose the authority and statements of the same Church and are stubbornly separated from the unity of the Church and also from the successor of Peter, the Roman Pontiff”. Artykuł zaś proponuje coś dokładnie odwrotnego – „zbawienie” przez zachwyt nad kinem, które jest „śladami naszych marzeń, które pozostają po tym, jak sami marzyciele znikną”.

Hollywood jako synagoga szatana

Artykuł wspomina, że „triumf nowego modelu produkcji ściągnął do stolicy kina finansistów i bankierów, a konsekwencje tej rewolucji – przy symbolicznej «winie» Spielberga i George’a Lucasa – obserwujemy do dziś”. To jest znamienne – autor nie zadaje sobie pytania, dlaczego Hollywood stało się centrum globalnej manipulacji. Odpowiedź jest prosta: Hollywood jest narzędziem tego samego ducha, który stoi za modernizmem w Kościele – ducha antychrysta, który odwraca ludzi od Boga poprzez przyjemność, rozrywkę i iluzję.

W encyklique Humani generis unitas (1939) Pius XI demaskował knowania „sekt”, które stały się „synagogą szatana”. Hollywood jest dziś jedną z takich „sekt” – nie w sensie formalnym, ale w sensie duchowym. Jest to system, który kształtuje sumienia milionów ludzi, zastępując wartości chrześcijańskie wartościami konsumpcyjnymi, a Boga – artystami.

Brak jakiegokolwiek odniesienia do Boga

Najcięższym oskarżeniem wobec artykułu jest nie to, co mówi, ale to, co przemilcza. W tekście o kinie, o niesamowitości, o ludzkich lękach i pragnieniach – ani słowa o Bogu, o Chrystusie, o Kościele, o sakramentach, o modlitwie, o zbawieniu. To jest duchowa pustka, która jest znakiem naszych czasów. Św. Pius X w dekrecie Lamentabili sane exitu (1907) potępił jako błąd twierdzenie, że „objawienie było tylko uświadomieniem sobie przez człowieka swego stosunku do Boga” (propozycja 20). Artykuł idzie dalej – sugeruje, że „niesamowitość” kinowa może zastąpić objawienie.

Pius XI w Quas Primas napisał: „Chrystusowi Panu dana jest wszelka władza na niebie i na ziemi: skoro ludzie najdroższą Krwią Jego odkupieni, nowym jakby prawom poddani zostali Jego panowaniu”. Artykuł zaś przedstawia świat, w którym Chrystus nie ma żadnej władzy – w którym „władzę” ma Spielberg, a „zbawienie” przynosi ekran kinowy.

Apostazja w masce kultury

Artykuł kończy się zdaniem: „Patrząc zaś w nieprzeniknioną ciemność między skalnymi ścianami, dostrzegamy w niej coś… niesamowitego”. To jest dosłowny opis duchowego zatracenia – człowiek patrzy w ciemność i widzi „coś niesamowitego”, zamiast widzieć Boga. W encyklice Quanto Conficiamur Moerore Pius IX ostrzegał: „God forbid that the children of the Catholic Church should even in any way be unfriendly to those who are not at all united to us by the same bonds of faith and love. On the contrary, let them be eager always to attend to their needs with all the kind services of Christian charity… First of all, let them rescue them from the darkness of the errors into which they have unhappily fallen”.

Artykuł nie ratuje nikogo z ciemności – wręcz przeciwnie, celebruje tę ciemność jako źródło „niesamowitości”. To jest apostazja w masce kultury – subtelna, elegancka, pełna „spielbergowskich twarzy”, ale apostazja. I to jest największa tragedia naszych czasów – że ludzie, którzy mogliby głosić prawdę, wolą głosić komplement wobec kina.

Wniosek: powrót do Chrystusa Króla

Czytelnik artykułu „katolickiego” tygodnika, poszukujący prawdziwej nadziei, musi zostać wyprowadzony z błędu. Nie ma prawdziwego zachwytu poza Chrystusem i Jego Kościołem. Tym Kościołem nie są jednak struktury posoborowe, które odrzuciły niezmienną wiarę i stały się synagogą szatana. Prawdziwy Kościół katolicki trwa tam, gdzie sprawowana jest ważna Msza Święta, gdzie udzielane są ważne sakramenty, gdzie naucza się niezmienniej doktryny, a Chrystus Król panuje niepodzielnie.

Pius XI w Quas Primas napisał: „Oby się to stało, Czcigodni Bracia, iżby nie należący do Kościoła zapragnęli i przyjęli dla dobra swego zbawienia słodkie jarzmo Chrystusowe, a my wszyscy, którzy z miłosiernej Opatrzności Boskiej jesteśmy Jego domownikami, abyśmy nie ociężale, lecz gorliwie, chętnie i święcie to jarzmo nosili”. To jest jedyna odpowiedź na duchową pustkę, którą artykuł tak pięknie opisuje – słodkie jarzmo Chrystusowe, a nie „spielbergowskie twarze”.


Za artykułem:
Trzy powody, dla których kochamy kino Stevena Spielberga
  (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 09.06.2026

Więcej polemik ze źródłem: tygodnikpowszechny.pl
Podziel się tą wiadomością z innymi.
Pin Share

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry
Ethos Catholicus
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.