Portal „Tygodnik Powszechny” (9 czerwca 2026) publikuje obszerne wywiad z Tomaszem Koniecznym, pomysłodawcą i dyrektorem artystycznym Baltic Opera Festival, w którym autor opisuje koncepcję festiwalu, jego repertuar i ambicje. Za pozornie niewinnym tematem kryzysowym kryje się obraz świata, w którym kultura staje się substytutem duchowości, a sztuka zastępuje to, co w katolickim rozumieniu należy wyłącznie Kościołowi i sakramentom. Artykuł jest również wyrazem mentalności posoborowej, w której „duchowość” jest słowem pozbawionym nadprzyrodzonego sensu, a „patronat duchowy” oznacza jedynie kulturowe mecenat, bez najmniejszego nawiązania do wiary katolickiej.
Opera jako substytut duchowości
Tomasz Konieczny mówi o Operze Leśnej w Sopocie z zachwytem, który wymaga dekonstrukcji. Opisuje ją jako miejsce o „niezwykłej autentyczności, w którym sztuka prowadzi dialog z naturą”. To brzmi pięknie, ale w kontekście całego artykułu staje się jasne, że ta „autentyczność” jest czymś całkowicie odartym od transcendencji. Konieczny nie mówi ani słowem o Bogu, o Chrystusie, o łasce, o sakramentach – a to właśnie te rzeczy stanowią jedyną autentyczność, która ma znaczenie wieczne. Zamiast tego, „autentyczność” jest tu synonimem naturalistycznego doznania estetycznego, zanurzonego w lesie, w akustyce, w atmosferze. To jest estetyzm zastępujący religię – jeden z najbardziej charakterystycznych objawów modernistycznej apostazji.
Konieczny mówi o „dialogu sztuki z naturą”, ale milczy o tym, że natura sama jest dziełem Stwórcy i że prawdziwy dialog z naturą wymaga przynajmniej uznania jej pochodzenia od Boga. W ujęciu katolickim, natura jest „drugą księgą Objawienia”, jak uczył św. Paweł w Liście do Rzymian (Rz 1,20): „Bo to, co jest Nim niewidzialne, od powstania świata przez rozważenie Jego dzieł poznawalne jest, także Jego wieczna moc i bóstwo”. Natura bez Boga to martwa materia, a „dialog” z nią bez uznania Stwórcy jest dialogiem z pustką.
„Patronat duchowy” bez duchowości
Jednym z najbardziej symptomatycznych fragmentów artykułu jest wzmianka o „patronacie duchowym” Krzysztofa i Elżbiety Pendereckich nad festiwalem. Konieczny mówi: „Po śmierci Elżbiety Pendereckiej wielu ludzi kultury poczuło, że kończy się pewna epoka. Była wybitnym menedżerem kultury i osobą, która pokazała, że w Polsce można realizować przedsięwzięcia na światowym poziomie.” I dalej: „W pewnym sensie czuję się zobowiązany do kontynuowania tej misji.”
Słowo „duchowy” pojawia się tu cztery razy, ale za każdym razem jest pozbawione jakiejkolwiek treści katolickiej. „Patronat duchowy” oznacza tu jedynie kulturowe dziedziczenie, artystyczną tradycję, ambicję realizowania projektów na poziomie międzynarodowym. Nie ma tu mowy o wiarie, o modlitwie, o ofiarowaniu Mszy Świętej za zmarłych, o wstawianiu się za ich dusze. Elżbieta Penderecka była „menedżerem kultury” – i to jest całe jej duchowe dziedziczenie w ujęciu Koniecznego.
To jest dokładnie to, co potępił papież Pius XI w encyklice Quas Primas (1925) – świat, w którym Chrystus jest usunięty nie tylko z życia publicznego, ale i prywatnego, z kultury, ze sztuki, z ambicji ludzkich. Konieczny nie widzi nic złego w tym, by „patronat duchowy” był całkowicie pozbawiony duchowości w sensie właściwym. To jest apostazja w wersji kulturalnej – subtelna, elegancka, ale równie zgubna.
Repertuar bez Boga – Wagner, Strauss, Penderecki
Analiza repertuarowego wyboru Koniecznego jest równie wymagająca. „Walkiria” Wagnera, „Salome” Straussa, „Turandot” Pucciniego, „Polskie wesele” Beera, balet Pendereckiego – to wszystko są dzieła, które wymagają od publiczności pewnego rodzaju „duchowości”, ale duchowości rozumianej estetycznie, nie religijnie. Wagner, choć czerpał z mitologii chrześcijańskiej, stworzył w „Pierścieniu Nibelunga” panteon pogański. „Salome” Straussa to opowieść o żądzie cielesnej, o obcowanie z czaszką – bez cienia odkupienia. „Turandot” to mroźna opowieść o miłości bez miłości, bez łaski, bez przebaczenia.
Konieczny mówi o „artystycznym ryzyku” i „odkrywaniu pozycji rzadko obecnych w Polsce”, ale nie zadaje sobie pytania, czy te pozycje prowadzą widza ku prawdzie, czy ku iluzji. Prawdziwe sztuka katolicka – ta, którą Kościół zachowywał przez wieki – prowadziła ku Chrystusowi. Dzieła, które Konieczny wybiera, prowadzą ku człowiekowi, ku jego emocjom, ku jego „duchowości” zdefiniowanej w całkowitym oderwaniu od Objawienia.
Finansowanie kultury bez fundamentu
Konieczny kończy artykuł refleksją o finansowaniu kultury: „Polska jest dziś dwudziestą gospodarką świata. Powinniśmy mieć ambicję, by kultura funkcjonowała na poziomie odpowiadającym tej pozycji.” To jest typowy język modernistyczny – mierzy wartość kultury w kategoriach gospodarczych, rangi gospodarczej, ambicji narodowych. Ale pytanie, którego Konieczny nie zadaje, brzmi: jaka jest wartość kultury, która nie służy prawdzie? Jaka jest wartość festiwalu, który nie wiedzie, po co istnieje?
Prawdziwa kultura katolicka – ta, którą budowali święci, męczennicy, misjonarze – nie potrzebowała „stabilnego modelu wsparcia” ani „przyjaznych rozwiązań systemowych dla prywatnych mecenasów”. Potrzebowała wiary, modlitwy, ofiary. Kościół katolicki przez wieki był największym mecenasem sztuki nie dlatego, że miał „model wsparcia”, ale dlatego, że wiedział, że sztuka służy chwale Bożej i zbawieniu dusz. Gdy ta wiedza znika, zostaje tylko „finansowanie” i „ambicja” – i pustka, której nie wypełni żadna ilość pieniędzy.
Milczenie o tym, co najważniejsze
Artykuł Koniecznego jest długi, szczegółowy, pełen informacji o repertuarze, obsadzie, produkcjach. Ale milczy o tym, co najważniejsze. Nie ma w nim ani jednego słowa o Bogu, o Chrystusie, o Kościele, o sakramentach, o modlitwie, o łasce, o grzechu, o zbawieniu. To jest milczenie, które jest głośniejsze niż jakikolwiek dźwięk. To jest milczenie, które demaskuje – za pomocą samej swojej obecności – całą strukturę mentalną autora i jego środowiska.
Konieczny mówi o „artystycznym ryzyku”, ale nie podejmuje najważniejszego ryzyka – ryzyka wyznania wiary. Mówi o „odkrywaniu pozycji rzadko obecnych w Polsce”, ale nie odkrywa tego, co w Polsce obecne jest od wieków – Mszy Świętej, sakramentów, życia łaski. Mówi o „ambicjach”, ale nie o ambicji najważniejszej – ambicji zbawienia duszy.
To jest świat, w którym Bóg jest zbędny. Świat, w którym kultura zastępuje religię, a sztuka zastępuje sakramenty. Świat, w którym „duchowość” jest słowem bez treści, a „patronat duchowy” jest pozbawiony ducha. To jest świat, który potępił Pius XI w Quas Primas – świat, w którym Chrystus „nie tylko nie jest słuchany, ale i wypędzany z prywatnego i publicznego życia”.
Prawdziwa kultura katolicka
Należy podkreślić: nie chodzi o to, by opera nie istniała, by sztuka nie była uprawiana, by festiwale nie organizowane. Chodzi o to, by sztuka służyła prawdzie. Prawdziwa kultura katolicka – od pieśni gregoriańskich, przez polifonię Palestriny, po dzieła św. Jana od Krzyża – zawsze prowadziła ku Chrystusowi. Zawsze była służebnicą Objawienia, nigdy jego zastępcą.
Gdyby Tomasz Konieczny i jego współpracownicy zrozumieli, że prawdziwa „autentyczność” Opery Leśnej nie polega na akustyce, ale na tym, że to miejsce – jak każde inne – powinno być podporządkowane Bogu, że każdy spektakl powinien być ofiarowany Bogu, że każdy artysta powinien działać „dla większej chwały Bożej” (Ad maiorem Dei gloriam) – wtedy Baltic Opera Festival mógłby stać się czymś więcej niż kolejnym kulturalnym wydarzeniem. Mógłby stać się miejscem, w którym sztuka służy zbawieniu.
Dopóki jednak Bóg jest pomijany, dopóki Chrystus jest wykluczony z kultury, dopóki sakramenty są zastępowane „artystycznym doznaniem” – będzie to tylko kolejna iluzja, kolejny cień, kolejna „światła i cienie” bez prawdziwego światła, którym jest Chrystus.
Konkluzja
Artykuł „Tygodnika Powszechnego” o Baltic Opera Festival jest dokumentem epoki – epoki, w której kultura jest pozbawiona fundamentu, a sztuka jest pozbawiona celu. Tomasz Konieczny jest człowiekiem o niepodważalnych artystycznych ambicjach, ale ambicje te są skierowane w złym kierunku – ku człowiekowi, nie ku Bogu. Jego festiwal jest dowodem na to, że nawet najpiękniejsza sztuka, pozbawiona nadprzyrodzonego sensu, staje się pustą skorupą.
Prawdziwa kultura katolicka trwa tam, gdzie Chrystus jest Królem – w Kościele katolickim, w Jego sakramentach, w Jego nauczaniu, w Jego łasce. Tam, a nie w Operze Leśnej, znajduje się prawdziwa „autentyczność”. Tam, a nie na festiwalach, znajduje się prawdziwa „duchowość”. Tam, a nie w ambicjach kulturalnych, znajduje się prawdziwa nadzieja – nadzieja zbawienia, która jest jedyną nadzieją, która ma znaczenie wieczne.
Za artykułem:
Opera nad morzem (tygodnikpowszechny.pl)
Data artykułu: 09.06.2026




